Znowu zostałam odesłana do mycia okien znajdujących się na
najwyższym piętrze zamku, chociaż wszystkie służące dziewczyny wiedziały,
włączając w to madame Irie, że panicznie boję się wysokości. Otrzymując jednak
polecenie od madame, nie mogłam odmówić i obie o tym wiedziałyśmy. Czasami
zastanawiałam się nad tym, czy kobieta robi to z jakiegoś szczególnego powodu,
bliżej mi nieznanego, ale nigdy nie dochodziłam do żadnych wniosków. Jeżeli
kiedyś jej podpadłam, teraz już tego nie pamiętałam. A może po prostu
,,odwdzięczała” mi się za czas, kiedy musiała się mną zajmować, kiedy jako
maleńka sierota dostałam się pod jej opiekę?
Wzdrygnąwszy się, otrząsnęłam z wszystkich dziwnych myśli i
stanęłam przed pierwszym oknem. Opuściłam na podłogę wiadro, które do tej pory
niosłam na ramieniu i ruszyłam po drabinę, czekającą na mnie nieopodal. Okno
miało ponad trzy metry wysokości, ciągnęło się niemal od sufitu do podłogi, co
czyniło je ponad dwukrotnie większym ode mnie. Wiedziałam, że nawet z pomocą drabiny
będę musiała wspinać się na palce, by wyszorować górną krawędź.
Biorąc głęboki oddech, spojrzałam w końcu przez szyby na
widoczny w dole dziedziniec. Aż zakręciło mi się w głowie, a przed oczami
zawirowały białe plamki, gdy dotarło do mojej świadomości, jak wysoko się
znajduję. I dopiero po chwili zorientowałam się, że na dziedzińcu coś się
dzieje. Przezwyciężając strach, po raz kolejny wyjrzałam przez okno, tym razem
będąc w stanie dojrzeć cztery osobliwe pojazdy, które nazywano wiatrowcami.
Ach, więc Łowcy przybyli! Ciekawość natychmiast wzięła górę nad strachem, mój
wzrok zaczął szukać odzianych w czerń sylwetek, ale najwidoczniej Łowcy weszli
już do zamku. Na dziedzińcu zauważyłam tylko jedną osobę, opierającą się
nonszalancko o jeden z unoszących się swobodnie nad ziemią pojazdów i palącą z
najwyższym spokojem papierosa. Z tak dużej odległości nie mogłam wywnioskować,
czy osoba, na którą patrzę, jest chłopcem czy dziewczyną, ale krótkie,
srebrnobiałe włosy wskazywały raczej na płeć męską.
Z jakiegoś nieokreślonego powodu sylwetka ta przyciągała
całą moją uwagę. Było w niej coś… coś, czego nie potrafiłam w tym momencie
określić. Chciałam otworzyć usta i krzyknąć, zwrócić na siebie uwagę tej osoby,
poczuć na sobie jej spojrzenie…
Odgłos szybkich kroków rozlegający się za moimi plecami wyrwał
mnie z zamyślenia. Szybko uklękłam obok wiadra i zanurzyłam dłonie w wodzie aż
po łokcie, odszukując wrzuconą tam wcześniej ścierkę. Szybko ją wyciągnęłam i
zaczęłam wykręcać, udając całkowicie zaabsorbowaną wykonywaną czynnością.
- Lan! Masz natychmiast wrócić do kuchni! – oświadczyła jednym
tchem Fraya, jedna ze służących, która nigdy nie była wysyłana do mycia okien.
Obie niezbyt się lubiłyśmy, aczkolwiek nigdy nam to nie przeszkadzało w
wykonywaniu naszych obowiązków. – Rozkaz madame! Będziesz potrzebna przy
podawaniu do stołu, mamy gości z Gildii!
A jednak!
Zostawiłam więc wszystko i, wytarłszy dłonie w szary
materiał byle jakiej sukienki, którą nosiłam niemal od zawsze, zbiegłam za
Freyą na parter, gdzie mieściła się kuchnia. Nawet nie mrugnęłam, gdy opary
białej pary otuliły moją sylwetkę niczym puchowy obłok, po prostu podbiegłam do stołu i,
przysunąwszy sobie mały stołek, zabrałam się za obieranie ziemniaków. Zaraz
potem zabrałam się za krojenie warzyw, które mi podsuwano niemal pod sam nos.
- Załóż fartuszek i natychmiast ruszaj do jadalni! –
rozkazała madame Irie, rzucając w moją stronę biały materiał. – I umyj ręce!
Szybko przewiązałam się w pasie białymi tasiemkami, po czym
opłukałam dłonie i ruszyłam za innymi dziewczynami do jadalni, zabierając ze
sobą na tacy cztery półmiski z ziemniakami oblanymi masłem i posypanymi gęsto
koperkiem. Kiszki zagrały mi marsza, gdyż natychmiast przypomniałam sobie, że
na śniadanie zdążyłam zjeść tylko dwie łyżki dziwnego kleiku, zanim zapędzono
mnie do sprzątania komnaty księżniczki Izabeli.
Jadalnia, do której wmaszerowałyśmy niemal równym krokiem,
nie była dużym pomieszczeniem, ale niesamowicie przytulnym. Aż się
uśmiechnęłam, gdy zobaczyłam znane mi już lampiony zwisające z sufitu,
rzucające na pomieszczenie piękne, złote światło, przypominające łunę
zachodzącego słońca. Żeby jeszcze rozjaśnić pomieszczenie nieposiadające okien,
na stole ustawiono cztery wielkie, srebrne świeczniki, które polerowałam
wczorajszego wieczora. Każdy z nich mógł pomieścić pięć dość sporej wielkości
świec, więc aż dwadzieścia świeczek oświetlało w tej chwili wielki, z
największą uwagą polakierowany przez wszystkie służące stół z ciemnoczerwonego
drewna.
W powietrzu unosił się zapach topniejącego wosku, Zapach,
który uwielbiałam.
Na znak najstarszej służącej rozeszłyśmy się wokół stołu i
zaczęłyśmy rozkładać potrawy tak, by te same znalazły się w równej odległości
od siebie. Nie było to dla mnie żadnym problemem, gdyż, znając wymiary stołu,
bez problemu mogłam rozstawić trzymane półmiski tak, by każdy z gości mógł mieć
dostęp do obecnej na stole potrawy.
Kiedy skończyłyśmy, ukłoniłyśmy się i wycofałyśmy pod
ściany, uważając, by nie odwrócić się plecami do siedzącego na honorowym
miejscu króla. Czekało nas jeszcze wycofanie się chyłkiem do kuchni, ale na
razie musiałyśmy czekać na znak dany nam przez władcę.
Nagle drzwi jadalni się otworzyły, a jeden ze służących
chłopców wprowadził do sali osobę, której wcześniej przyglądałam się przez
okno. Natychmiast też poczułam, jakby przez moje ciało przeszedł prąd, ale nie
potrafiłam określić, czy było to raczej miłe, czy niemiłe uczucie. Nie
ośmieliłam się podnieść wyżej wzroku, więc mogłam tylko ukradkiem potwierdzić
swoje wcześniejsze przypuszczenie, że jest mężczyzną. Dość młodym, jak się
okazało.
- Jue! – zawołała radosnym głosem księżniczka Izabela,
najmłodsza córka króla i jego oczko w głowie. Właściwie zawsze była radosna,
ale tym razem w tonie jej głosu pojawiło się coś, co rozbawiło służące stojące
obok mnie. Nie mogłam nie usłyszeć cichych chichotów rozlegających się niemal
tuż obok mojego ucha. – Myślałam, że nie przyjechałeś!
Łowca ukłonił się, zanim zajął miejsce przy stole. Siedział
zwrócony do mnie plecami, więc nie mogłam mu się przyjrzeć. Skoro jednak jego
pojawienie się wywołało tak żywą reakcję księżniczki, podejrzewałam, że musiał
być urodziwy.
- Nie mogłem odrzucić zaproszenia na tak wspaniały obiad,
czyż nie?
Nie miałam pojęcia, czy ktokolwiek przy stole usłyszał nutkę
goryczy obecną w głosie młodego mężczyzny, ale ja z pewnością ją usłyszałam.
Uniosłam lekko wzrok, by złowić jeszcze jakieś szczegóły jego wyglądu, ale
zauważyłam tylko, że jego srebrnobiałe włosy pięknie wyglądały w przytłumionym
świetle zalewającym komnatę.
Król dał nam znak, że możemy odejść, więc posłusznie
zaczęłyśmy sunąć niczym cienie w kierunku wyjścia. Ja także zrobiłam kilka
kroków, zanim jakaś tajemnicza siła nie kazała mi się odwrócić. Nigdy z własnej
woli nie odważyłabym się zrobić czegoś takiego, ale nie mogłam się oprzeć temu
impulsowi. Był silniejszy od mojego poczucia obowiązku, tak więc zrobiłam to.
Odwróciłam się.
Czerwone niczym wino oczy wpatrywały się prosto we mnie.
Oczy, które z całą pewnością nie należały do człowieka. Źrenice nie miały
okrągłego kształtu, były tylko czarną kreską przecinającą na pół perfekcyjny
szkarłat tęczówki.
Mała Lan.
Głos pojawił się w mojej głowie, ale nie przestraszyłam się.
Był taki miękki, taki… pociągający. Wołał mnie z tęsknotą, która wywołała łzy w
moich oczach. Na chwilę nawet zapomniałam, że jestem tylko zwykłą służącą w
szarej, nijakiej sukience. Zapomniałam, że życie poza zamkiem nigdy dla mnie
nie istniało.
Całkowicie się zapomniałam.
Nareszcie cię
znalazłem, mała Lan.
Nie wiedziałam, dlaczego byłam zdolna odpowiedzieć, ale całą
sobą czułam, że muszę.
Szukałeś mnie?
Od zawsze.
Stał przede mną taki piękny, wspaniały, dostojny. Powinien
mnie przerażać, gdyż wiedziałam, czułam, że nie jest człowiekiem, ale wprost
przeciwnie, pociągał mnie. Przyciągał z siłą, której nie potrafiłam się oprzeć.
Wyciągnął dłoń, uśmiechając się tak, że żar ogarnął moje
ciało.
Chodź z nami.
To znaczy z kim?
Uśmiechnął się ponownie, kładąc dłoń na oparciu krzesła
srebrnowłosego Łowcy. W tej chwili po raz pierwszy rzucił mi się w oczy
kontrast między tymi dwoma sylwetkami – jeden z nich wydawał się uosobieniem
chłodu i elegancji, ale też dziwnego, kojącego spokoju, a drugi zdawał się być
uosobieniem ognia, z całą jego gwałtownością, zachłannością i
niebezpieczeństwem, ale też ciepłem.
W końcu też zrozumiałam, z kim mam do czynienia. No tak, te
oczy…
Z moim mistrzem, Jue
Metro, i ze mną.
- Lan, co ty wyprawiasz?! – usłyszałam gorączkowy szept
jednej z dziewczyn, która w panice położyła dłonie na moich ramionach i
popychała w kierunku wyjścia. – Chcesz zginąć?!
- Ja… ale…
Demon o czerwonych oczach ponownie wyciągnął dłoń.
Zapraszał.
Nie jesteś służącą,
mała Lan. Nie urodziłaś się, by nią być. Jeśli tylko zechcesz, możesz stać się
kimś o wiele potężniejszym. Kimś, przed którą chylić głowę będzie nawet obecna
tu, nadęta jak balon księżniczka.
W porywie szaleństwa rzuciłam się do przodu, ale
powstrzymały mnie silne ramiona dziewczyn, które zrozumiały już, że dzieje się
coś niedobrego. Król, ku rozpaczy wszystkich obecnych, także to zauważył.
Niemal w zwolnionym tempie zauważyłam, jak jego siwa głowa odwraca się w moją
stronę. Chyba dopiero wtedy dotarło do mnie w pełni, co zrobiłam.
Otworzyłam usta, by się wytłumaczyć, ale było za późno.
- Co się dzieje?
Te słowa to był mój wyrok śmierci. Dziewczyny, które mnie
przytrzymywały, nagle zwolniły uścisk, padając plackiem na ziemię. Ja także
powinnam to zrobić, ale paraliż, który ogarnął moje ciało, nie pozwolił mi na
to.
Krzaczaste brwi króla ściągnęły się.
Czerwonooki demon położył dłoń na ramieniu swojego
srebrnowłosego mistrza.
A potem owiało mnie powietrze pachnące świeżo skoszoną
trawą.
Znalazłeś nas, Reth.
Witaj, Peir.
Nie wiedziałam, kiedy i jak, ale obok mnie pojawiła się tajemnicza, prawie całkowicie przezroczysta kobieta - niczym duch. Nie widziałam jej twarzy, gdyż stała odwrócona do mnie
tyłem, najwyraźniej zasłaniając mnie własnym ciałem, ale dzięki temu zauważyłam
delikatną błonę skrzydeł, które drgały w powietrzu za plecami tajemniczej
kobiety.
Zauważyłam kątem oka, że księżniczka Izabela wstała, niemal
miażdżąc mnie spojrzeniem. Wyglądało na to, że nie dostrzega ani czerwonookiego
demona, ani skrzydlatej kobiety.
- Co się dzieje?! Zabrać ją naty…
Nie dokończyła zdania, gdyż przeszkodził jej w tym
srebrnowłosy chłopak, który gwałtownie wstał i zacisnął dłoń na ramieniu
stojącego tuż obok niego demona.
- Dość tego szeptania, Reth! Głowa mi już od tego pęka!
- Nie denerwuj się, mistrzu. Właśnie znalazłem dla ciebie
uczennicę.
Zaparło mi dech w piersiach, gdy złote oczy chłopaka
napotkały moje, z pewnością wyrażające przerażenie, spojrzenie. Na twarzy
młodego Łowcy odmalowała się niepewność.
- Jesteś pewien? Taka młoda?
- Oj mistrzu, ty byłeś jeszcze młodszy, gdy otrzymałeś tytuł
mistrza. A ta mała ma potencjał. Nie dość, że wyczuła moją obecność, to potem
mnie całkiem zwyczajnie zobaczyła, chociaż starałem się, jak mogłem, by
zupełnie nie zwracać na siebie uwagi. A na koniec przywołała Peir.
- To widzę… Arcymistrzu?
Jeden z mężczyzn siedzących przy stole roześmiał się głośno.
- To niespodziewany rozwój wypadków, ale bardzo się z niego
cieszę. Wasza Wysokość, czy możemy tę dziewczynkę zabrać do Gildii? Jest w
odpowiednim wieku i wydaje się posiadać całkiem sporą moc. Przydałaby się nam
dodatkowa para rąk.
Król, ku mojemu zdziwieniu, uśmiechnął się i pokiwał głową.
- Oczywiście, oczywiście, jeśli dziewczynka się nadaje…
- Jue, pomóż jej się spakować. Zabierzemy ją ze sobą, kiedy
będziemy wracać.
Srebrnowłosy chłopak ukłonił się.
- Jak sobie życzysz, Arcymistrzu.
W KOŃCU udało mi się znaleźć czas na skomentowanie rozdziału;) niestety komentarz nie będzie długi, ponieważ rozdział czytałam kilka dni temu, połowa spraw, które chciałabym poruszyć w komentarzu, wywietrzała mi już z głowy, no! koniec wstępu;) czas na komentarz!;)
OdpowiedzUsuńPierwsze co rzuciło mi się w oczy, to to,że zmieniłaś pierwszy rozdział;) Wcześniej inaczej się zaczynał ;) To podobne realia, postacie,ale inna fabuła? ;) Czy Lan będzie miała tę samą tajemnicę, którą miała w poprzedniej wersji? ;) A której albo nigdy nie poznałam, albo zapomniałam o co chodziło :x No i opo teraz jest pisane w pierwszej osobie ;) Nie wiedzieć czemu zawsze podoba mi się, jak piszesz w pierwszej osobie ;)
Zmieniłaś imiona demonów...ciekawi mnie czy pojawi się jeszcze demon ognia..... jak mu tam było :D Pierwszy demon Jue ;) To,że Lan przywołała demona mnie dziwi O_o Pewnie jest dość potężny, skoro zwrócił na nią uwagę demon Jue. o Co chodzi z: "znalazłeś nas..."? czyżby były poszukiwane? Jak to możliwe,że Lan jako dziecko trafiła na dwór króla, a już wtedy miała demona? Dużo niejasności... aha! przypomniałam sobie Izabelle! :D wredna, rozkapryszona księżniczka.... jakoś tak bardziej widać było jej paskudny charakterek w poprzedniej części ;) teraz tylko o tym mówiono, w poprzedniej sama pokazała jaka jest wredna ^^ więcej, więcej, więcej! ;) Publikuj 2 rozdział! ;)
Liściak
Ho, ho, Liściaku, nie spodziewałam się Ciebie tutaj :D Sprawiłaś mi miłą niespodziankę swoją obecnością ;3
UsuńDemon ognia został przemianowany na Atara (to jedno z imion bóstw ognia z mitologii perskiej bodajże, już nie pamiętam, skąd czerpałam imiona... chciałam jednak, by miały jakieś mitologiczne podłoże, a co! ;p). Tytan brzmiał jakoś tak... w porządku, ale du*y nie urywał xD Tak samo demon Lan - poza tym, teraz jest to demon płci żeńskiej (już więc wiadomo, co planuję) :D
Niekoniecznie demon był potężny - chodziło raczej o to, że określone demony "poszukują się", by łączyć się w pary ;] To akurat mogę zdradzić, gdyż żadnej tajemnicy nie zamierzałam z tego faktu robić. Wzajemne przywoływanie się demonów poskutkowało tym, co widać w powyższym rozdziale: Lan zobaczyła Atara (ale innych demonów jeszcze przez długi czas nie będzie w stanie zobaczyć).
Izabela prawdopodobnie będzie miała jeszcze okazję pobyć wredną biczą, ale to się jeszcze okaże,
Ha, mi też pisze się jakoś lepiej w pierwszej osobie :D Ale zobaczymy, jak to wyjdzie.
Uwielbiam sprawiać miłe niespodzianki! ;-)
UsuńAle to Reth! To jego widziała, a nie Atara :D Czyli co.... ta cała Peir i Reth mają się "połączyć w parę"? :o Zreszta nie zmienia to faktu, że Peir powiedziała do niego "znalazłes nas" czyli ją i Lan, prawda? Co ona robiła przy Lan? :O
Liściak
Ach, rzeczywiście. W pierwszej wersji tego rozdziału Reth był Atarem, ale źle mi się odmieniał, rzeczywiście :D Reth oczywiście od Red ;p Hm muszę zapamiętać, że jednak zmieniłam jego imię... bo mi się posmyrdoli :D
UsuńJak to, co: była. Później to się jeszcze wyjaśni, ale każdy potencjalny Łowca rodzi się już połączony z co najmniej jednym demonem, którego obecność pozwala wykształcić w owym wybranym człowieku potrzebne umiejętności fizyczne i psychiczne, by zostać wojownikiem ("strażnikiem", nazywając rzecz bardziej profesjonalni). Moce niektórych ludzi mogą się rozwijać przez dłuższy czas i nie ujawniać się przez wiele lat :) Lan została odkryta zasadniczo wcześnie. Pojawienie się Retha rozbudziło Peir (jej imienia chyba nie zmieniłam? ;o), tak więc Lan została odkryta :)
Aaaaaaaaaaaaa Limetko! <3
OdpowiedzUsuńJest cudnie :) Ja mam w głowie jeszcze tę pierwotną wersję Łowców, ale ta mi się wydaje chyba trochę przyjemniejsza ( w sensie, że łatwiej się ją czyta ;) Ale tak czy siak - jest cud, miód, malina!
Idę czytać dalej... rozpiszę się na końcu <3
Mai
Mai! ;o Ostatnio pisałyśmy ze sobą chyba ze sto lat temu! Dobrze Cię znów zobaczyć (usłyszeć? heh, nie wiem, jakie słowo by w tym momencie pasowało ^.^). A że łatwiej się czyta? Cóż, z pewnością nie zmienił mi się zbytnio styl pisania, ale staram się bardziej myśleć nad akcją i tłem wydarzeń - nie chcę, by tym razem akcja toczyła się bez większego powodu. Może to wpływa na jakość całości? :D
UsuńTak czy owak, dobrze znów z Tobą pisać ^.^