środa, 25 lipca 2012

Rozdział 3: Lepiej niż w domu


Przez resztę dnia nikt nie zajrzał do pokoju, w którym mnie umieszczono. Mistrz Jue, który załatwiał jakieś sprawy, najwyraźniej całkowicie o mnie zapomniał, gdyż jego sylwetka ani razu nie pojawiła się w drzwiach. Nie żeby było mi smutno z tego powodu, po prostu brak zajęcia przyprawiał mnie niemal o szaleństwo, toteż w końcu zdecydowanym ruchem otworzyłam drzwi, za którymi znajdowały się te wszystkie kartony ze śmieciami, i zabrałam się do pracy. Myszkować w niczym nie zamierzałam, zresztą Mistrz przecież sam powiedział, że to był ,,magazyn pełen niepotrzebnych śmieci”, które w tym momencie zamierzałam jedynie poupychać w kartonach na tyle, by wygospodarować trochę wolnego miejsca. Jeżeli miałam zamieszkać w tym pokoju, musiał się tutaj w najbliższym czasie zmieścić przynajmniej jeden wąski materac. I kartonik na moje własne rzeczy.
Całkowicie skupiona na pracy, nie usłyszałam dźwięku otwieranych i zamykanych drzwi i dopiero stanowcze pukanie we framugę sprawiło, że natychmiast się odwróciłam.
- Dzień dobry, młoda damo.
Nie rozpoznałam człowieka, który stał w drzwiach. Był to starszy, nadal bardzo przystojny mężczyzna, charakteryzujący się krótką, szczeciniastą, stalowoszarą bródką, krótkimi, miękkimi, czarnymi włosami poprzetykanymi siwymi pasmami i zdecydowanie życzliwym wyrazem twarzy. W brązowozłotych oczach błyszczały iskierki ciekawości, gdy przyglądał mi się z lekkim uśmiechem na ustach.
Natychmiast też rzuciła mi się w oczy czerń jego peleryny, która oznaczała, że miałam do czynienia z Mistrzem.
Poderwałam się na równe nogi i ukłoniłam, szybko okazując respekt stojącej przede mną osobie.
- Dzień dobry, Mistrzu. Czy czegoś ci potrzeba?
Moje pytanie go rozbawiło, sprawiając, że roześmiał się głośno i szczerze. Spłonęłam rumieńcem, czując, że chyba zrobiłam coś głupiego. Skąd jednak miałam wiedzieć, w jaki sposób witać Mistrzów odwiedzających uczniów w ich komnatach? Uczono mnie tylko wykonywania pełnych elegancji dygnięć i ukłonów, którymi witałam gości przybywających do zamku. Jeśli w Gildii panowały inne zwyczaje, to ja ich jeszcze nie poznałam.
- A więc to prawda! – oświadczył mężczyzna, gdy się uspokoił. – Jue wziął pod swoje skrzydła uroczą, małą służącą z zamku. Ile masz właściwie lat, dziecko?
- Dwanaście, Mistrzu.
- O? Wyglądasz…
Zdawałam sobie sprawę z tego, jak wyglądam. Jakaś iskierka dumy we mnie jednak nie chciała słyszeć tych słów z ust stojącego przede mną człowieka. Może dlatego, że zupełnie go nie znałam, ale zdawałam sobie sprawę z jego pozycji w tym świecie. Mistrz Łowców był ważniejszy od samego króla ziem neutralnych Jaew, na których znajdowała się Gildia i zamek.
- Przepraszam, ale czy czegoś Mistrz potrzebuje?
- Tylko patrzę. Na razie.
Zaskoczona jego słowami, uniosłam brew w pytającym geście, zastanawiając się jednocześnie, co ten mężczyzna zamierzał. Zwróciłam uwagę na to, że jeszcze mi się nie przedstawił – choć oczywiście nie wiedziałam powodu, dla którego miałby to zrobić, w końcu byłam tylko służącą – i do tej pory tylko podejrzanie mi się przypatrywał. Zupełnie nie potrafiłam zrozumieć, o czym myślał w tym momencie i czy miał jakikolwiek powód ku temu, by tak stać i ze mną sobie żartować. Cóż, jeśli sprawiało mu to przyjemność…
- Czy Jue w cokolwiek cię wtajemniczył? Czy tylko kazał ci posprzątać bałagan, który tu panuje?
- Nie… To znaczy ja sama… Mistrz Jue powiedział, że to będzie mój pokój, więc chciałam go przygotować.
- Hm… Naprawdę ci nie kazał tego robić? Mi możesz powiedzieć.
- Naprawdę nie kazał. Mistrz Jue powiedział tylko, że mam się rozejrzeć, kiedy on będzie załatwiał wszystkie formalności.
Mężczyzna najpierw wziął głęboki wdech, po czym wydał z siebie dziwny dźwięk, jakby stłumiony szloch. Kompletnie zaskoczona, usłyszałam:
- Słodka. Zdecydowanie zbyt słodka.
- Słu… Słucham?
Duża, ciepła dłoń wylądowała na moim ramieniu, a brązowozłote oczy spojrzały na mnie na poły z rozbawieniem, na poły powagą.
- Jeśli ten niedojrzały smarkacz, czyli mój syn, będzie ci sprawiał jakieś kłopoty, nie bój się na niego naskarżyć staruszkowi, czyli mnie. Już niejedna piękność przez niego płakała, ale żadna nie była tak słodka i bezbronna, jak ty. Nie bój się, wszyscy cię tutaj otoczymy opieką, więc jakby co, nie bój się prosić o pomoc. Zwłaszcza, że twój opiekun jest tylko hałaśliwym nastolatkiem, choć już nosi tytuł Mistrza. Zdolności a charakter to jednak całkiem różne sprawy… Więc! W razie kłopotów szukaj Mistrza Aola Metro, a natychmiast przybiegnę na pomoc.
- T… Tak, oczywiście.
Mężczyzna poklepał mnie po głowie, po czym posłał mi ostatni uśmiech i odszedł, zamaszyście odwracając się na pięcie.
- Wracam do swoich obowiązków. Przypilnuję, by mój syn jeszcze dzisiaj udzielił ci pierwszej lekcji i poinformował o wszystkim, co powinnaś wiedzieć jako początkująca uczennica. A, i jeszcze jedno. Te wszystkie śmieci, które z takim zapałem porządkowałaś… nie bój się ich wyrzucić za balkon!

Mistrz Jue wrócił, gdy na zewnątrz panował już gęsty mrok. Z powodu wpadającego do pokoju chłodu przymknęłam drzwi balkonowe na tyle, by móc jeszcze oddychać świeżym powietrzem. Bałam się bowiem, że kiedy je zamknę, po prostu się uduszę z powodu braku dopływu powietrza – co oczywiście było głupotą z mojej strony. Uświadomił mi to Mistrz Jue, który natychmiast po przyjściu zatrzasnął drzwi wychodzące na balkon, jednocześnie odnajdując w ścianie uchwyt, którego zdecydowane pociągnięcie ujawniło ukrytą kratkę. Jak się dowiedziałam, pełniła ona rolę wentylatora i filtra powietrza jednocześnie.
Wkrótce jednak całą moją uwagę przyciągnął czarny wór, który Mistrz Jue przytargał ze sobą. Chciałam zapytać, co w nim jest, ale pomyślałam, że to może nie być moja sprawa, więc siedziałam cicho dopóty, dopóki Mistrz sam nie poruszył tematu tajemniczego wora.
- Przyniosłem dla ciebie kilka rzeczy. Chodź ze mną.
Ciągnąc za sobą wór, ruszył w kierunku pokoju, który tego popołudnia sprzątałam, wkładając w to wszystkie swoje siły i umiejętności. Z efektu byłam bardziej niż zadowolona. Pudełka stały w eleganckim porządku, pozamykane, poprzesuwane pod ściany w nienagannym szyku. Wyszykowałam tyle miejsca, ile to było możliwe, i wysprzątałam całą podłogę przy pomocy odnalezionej całkiem przypadkiem miotełki i szmatki.
Mistrz Jue rozejrzał się po pokoju z zaintrygowanym wyrazem twarzy, podczas gdy ja puchłam z dumy. Chyba nikt by lepiej nie posprzątał tego pokoju, niż ja to zrobiłam! Czułam się niemal tak, jakbym pokonała niemożliwą do przeskoczenia przeszkodę.
- Reth, możesz tu posprzątać?
Mina mi zrzedła. Kim był Reth i dlaczego…
Łup! Błysk! Buch!
W jednej chwili pokój pełen był pudełek różnego rodzaju, w drugiej – podłogę zaścielał tylko popiół, który zdezintegrował w tempie szybszym, niż szybkie. Gdybym wcześniej nie przekonała się na własne oczy o tym, że coś jednak w tym pomieszczeniu było, nigdy bym w to nie uwierzyła po tym, co się właśnie stało, choć nie miałam pojęcia, co to właściwie było. Armagedon? Zagłada pudełek z ich zawartością była błyskawiczna.
Mistrz Jue, zachowując się tak, jakby zupełnie nic się nie stało, wszedł do pokoiku, mając trochę problemów z przetransportowaniem wora przez próg. Uporanie się z tym problemem zajęło mu jednak tylko chwilę, po której stanął na środku i się rozejrzał.
- Potrzebujesz solidnego łóżka i biurka. Tak na początek. Oraz szafki na ubrania i własnej toaletki… W którym miejscu ma stać łóżko?
Oszołomiona szybkością następujących po sobie wydarzeń, wskazałam kąt naprzeciwko drzwi, obejmujący jedną prostą ścianę i jedną łukowatą. Mistrz Jue tylko skinął głową, po czym, zostawiwszy worek na środku, podszedł do jednej ze ścian i położył na niej dłoń.
Obyło się bez tajemniczych formułek i gestów. Dotyk Mistrza wystarczył, by ze ścian i podłogi dosłownie zaczęły wyskakiwać kształty. Z trzaskiem i jękiem wyginanego drewna pierwsze uformowało się łóżko, potem z podłogi wyskoczyło kilka pędów, które szybko utworzyły masywne biurko i krzesło. Ze ściany znajdującej się blisko drzwi wyskoczył prostokątny kształt, zapewne mający być szafką. Tuż obok uformował się mniejszy kształt z półokrągłym wykończeniem, które miało być miejscem na lustro tejże toaletki. Szybko też do kompletu został uformowany taborecik. Na koniec w ścianach pojawiło się kilka kwadratowych wgłębień, zapewne miejsca na lampki.
- Hm… w porządku. Rozpakujmy teraz ten kłopotliwy wór – oświadczył Mistrz Jue, cofając dłoń. Cały pokój natychmiast zamarł, choć jeszcze chwilę temu czułam, że żyje i pulsuje; miałam wrażenie, że gdybym przyłożyła ucho do jednej ze ścian, usłyszałabym szum krążącej krwi i bicie serca, ukrytego gdzieś głęboko w drzewie.
Zachowując milczenie – gdyż byłam zbyt oszołomiona wypadkami – zaczęłam wyciągać z wora rzeczy, które do niego zapakowano. Były w nim małe, zrolowane dywaniki i makaty ścienne, paczuszki z czystą bielizną (którą szybko, z rumieńcem zawstydzenia, schowałam do szufladki toaletki) i ułożone w kosteczkę mniej i bardziej oficjalne koszulki, sukienki i kilka par miękkich, czarnych spodni. Znalazłam również zawinięty w rolkę materac, związany mocno dwoma skórzanymi pasami oraz komplet ładnej, zielonej pościeli, puchową poduszkę i rolkę kołdry. Jeszcze niżej znalazłam pudełka z butami – wysokimi nad kostkę, na grubej podeszwie, zawiązywanymi na sznurowadła, czarne i beżowe – oraz krótką, ciemnoczerwoną pelerynę.
Nie potrafiłam ukryć ekscytacji, gdy poczułam pod palcami miękkość tejże peleryny, znaku przynależności do najbardziej szanowanej organizacji na Ziemi. To mi oczywiście przypomniało o tym, że chciałam zadać Mistrzowi Jue kilka pytań.
- Mistrzu, jeśli mogę…
- Hm…?
Otworzyłam szafę na ubrania i zaczęłam wieszać białe koszule, przyglądając się jednocześnie Mistrzowi, który z największym zainteresowaniem układał dywaniki na podłodze. Z jakiegoś powodu ten widok bardzo mnie dekoncentrował, ale szybko się otrząsnęłam.
- Mistrzu, dlaczego właściwie mnie wybrałeś? To znaczy wiem, że coś się wtedy, w zamku, stało, ale… nikt mi niczego nie wytłumaczył.
- Mógłbym ci wszystko wyjaśnić, ale pewnie niewiele byś z tego zrozumiała. Jeśli pytasz o to, czy masz moc: tak, jestem pewien, że ją posiadasz. Dlaczego jestem pewien? Ponieważ od dziecka uczono mnie dostrzegać takie rzeczy. Nie mógłbym się pomylić w twoim przypadku. Zresztą, to nie do końca ja cię wybrałem. Zrobił to Reth.
- Reth to… demon, prawda? Słyszałam, że każdy Łowca posiada swojego demona.
Mistrz Jue odwrócił się w moją stronę, zostawiając dywaniki w spokoju.
- Nazywa się Reth Firehart i nie jest demonem. Poza tym, nie posiadam go w żaden sposób.
- Ale… te oczy i… Wiem, że nie jest człowiekiem.
- Oczywiście, że nie. Reth jest aniołem. Czasem przybiera dla wygody ludzką postać, ale Reth nie jest ,,postacią”. Jest siłą, która przyszła na świat razem ze mną. Tak, jak Peir, twoja siła, towarzyszy ci od dnia narodzin. Chociaż twoja moc jest bardziej, hm… mroczna.
Westchnęłam. Niewiele zrozumiałam z tego, co Mistrz Jue mówił, choć jego słowa nie były skomplikowane.  
- Jutro udzielę ci pierwszej lekcji historii – zadecydował Mistrz Jue z uspokajającym uśmiechem, wracając do układania dywaników. – Dzisiaj nie zawracaj sobie głowy niepotrzebnymi sprawami. Wszystko się wyjaśni w swoim czasie, tymczasem przygotujmy dla ciebie ten pokoik.
Ach, to mi przypomniało o wizycie Mistrza Aola, ojca Jue. Rzuciwszy szybkie spojrzenie towarzyszącemu mi Mistrzowi, zastanawiałam się, czy powiedzieć mu o tym, co się wydarzyło. Byłam całkowicie pewna, że nie spodobałoby mu się to, co powiedział jego ojciec – szczególnie ten ,,niedojrzały smarkacz”, wyraźnie godzący w dumę młodego mężczyzny, który, mimo wszystko, był Mistrzem.
Stwierdziłam jednak, że milczeć nie mogę w tej sprawie. Nie miałam pojęcia, jakie stosunki panują między ojcem i synem, ale, niezależnie od wszystkiego, milczenie nikomu nie mogło wyjść na zdrowie.
- Mistrzu Jue… Po południu przyszedł tutaj Mistrz Aol.
Odwrócił się tak szybko, że trzymana przeze mnie koszulka wypadła mi z rąk.
- Czego ten stary piernik chciał?!
Stary piernik?!
- Zrobił ci coś?! Insynuował?!
- N… Nie, tylko się martwił, że…
- Że co? Że nie dam sobie rady?! No ten wapniak… Słuchaj, Lan. W ogóle nie zwracaj uwagi na słowa tego świra. Stary piernik udaje, że martwi się o twoje szkolenie, ale chodzi mu zupełnie o coś innego. Zanim się obejrzysz, będzie się ciebie pytał, czy już się ze mną przespałaś i czy zauważyłaś u siebie jakieś niepokojące objawy, takie jak poranne mdłości czy coś… Ten dziad ma świra! Jest szalony! W ten sposób wyeliminował dwie potencjalne kandydatki na moje uczennice. Obie z dobrych domów, więc sprawę potraktowano poważnie, choć staruch zapewniał, że tylko żartował. Che! ,,Żartował”, dobre sobie! Te jego pytania podchodzą pod molestowanie, a zadawanie ich dziesięciolatkom pod pedofilię. Więc uważaj, Lan. Ojciec wydaje się miły, ale w rzeczywistości jest zboczeńcem i idiotą.
Ukryłam uśmiech, odwracając się. Mistrz Jue, który z taką pasją próbował przekonać mnie o tym, że jego ojciec jest beznadziejnym przypadkiem, przekonał mnie tylko o jednym: swoim przywiązaniu i synowskiej miłości.
- Mistrzu, czy tylko ty będziesz moim nauczycielem? – Postanowiłam sprowadzić rozmowę na neutralny temat.
- Oczywiście, że nie. Zostałem wybrany na twojego opiekuna, jako że nasze siły wydają się być związane, ale na zajęcia będziesz uczęszczać z innymi uczniami. W najbliższym czasie przedstawię cię odpowiednim osobom, pod okiem których będziesz się uczyć.
- Jest tutaj szkoła? – zapytałam ze zdumieniem.
- Niekoniecznie nazwałbym to szkołą. Są tutaj, w Gildii, sale przeznaczone do nauki, w których główni Mistrzowie każdej dziedziny dzielą się swoją wiedzą, ale nie ma tutaj ani ławek, ani określonego czasu prowadzenia zajęć. Nauka odbywa się bardzo płynnie, częściowo nabywana we własnym zakresie ze dostępnych zbiorów w bibliotekach na różnych poziomach, częściowo pobierana od nauczycieli, którym zadaje się pytania i konfrontuje własne spostrzeżenia z ich wiedzą. Znajdują się tutaj także dormitoria dla uczniów, którzy nadal czekają na przydział opiekuna. Jeśli będziesz chciała, możesz pozwiedzać Gildię. Zarówno uczniom, jak i wszystkim Łowcom wolno wchodzić niemal wszędzie, wyjątkiem jest gabinet Arcymistrza znajdujący się na samym szczycie. Oprowadzę cię, jeśli znajdę czas.
Skinęłam głową. Miałam nadzieję, że jak najszybciej rozpocznę naukę – a wraz z nią, nowe życie jako nowa Lan Stovenhauer. Życie jako Łowca. 

***
Ach, nie mam siły sprawdzać tego rozdziału i doszukiwać się błędów - jeśli jakieś się zdarzyły, przepraszam ^.^ Mam nadzieję, że, mimo wszystko, dobrze się czytało.

4 komentarze:

  1. ha! WIEDZIAŁAM! Lan sama posprząta pokój, a Jue przyjdzie na gotowe;P Fajnie,że w końcu pojawił się ojciec ;) Znowu będzie próbował wyswatać syna?:D LOLLAN UZNANA ZA SLODKA! HAHAHAHA! Słiiit! *q* hahaha ofiarował jej pomoc w swój słodki sposób *w* ojciec Jue jest jak zawsze wspaniały!;)
    pffff *śmierć* hahahahaha! no pięknie! Wysiłki Lan zostały zignorowane! Sama nie czułabym się najlepiej, będąc na jej miejscu. hehe "Łup! Błysk! Buch!" i posprzątane :D
    GILDIa żyje? O_O
    oo, teraz jest... inaczej:DWioec reth to anioł...no no...a peir to mroczna moc... zaczynam martwić się o Lan :x
    pffffffffff! "stary piernik"to chyba nie jest najlepsze określenie ojca Jue ;P ale i tak... boki zrywac:D hahah zboczeniec i idiota bardziej pasuje hahaha no coż....bardzo chce zostać dziadkiem ;P a kilkanaście lat później... pewnie jego wnuki będą przeżywać podobne męki;P

    Liściak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że ojciec Jue wyszedł mi słabiej niż w poprzedniej wersji, ale skoro twierdzisz, że jest ok, to w porządku :D A Gildia żyje, a jakże. W końcu to drzewo, a magia Łowców jest w stanie utrzymać swoją Gildię w najlepszym stanie z możliwych.
      Reth to anioł, ale upadły. Mimo wszystko jednak anioł :D Peir nie do końca jest demonem, ale też nie aniołem. Ale na razie nie będę niczego zdradzać :D
      Dlaczego nie stary piernik? mi się podoba :D Lubię pierniki, zwłaszcza te z biedronki xD

      Usuń
  2. LImeciu, kocham Cię, wiesz? To, co mi tu przedstawiasz jest objawem pisarskiego GENIUSZU! Uwielbiam to co piszesz <3 Lan jest taka... no na razie nie umiem jej słowem określić xD ale Jue... ah, Jue. I stary piernik... hahaha! PO prostu Mistrza Aola też kocham! On jest taki... No sama wiesz jaki!
    I powiem tak - rozbroiła mnie kwestia Jue - Reth, możesz tu posprzątać? haha
    Biedna Lan, tak sie napracowała, a Jue nawet tego nie docenił! Ale i tak go kocham xd
    wiesz, tęskniłam za Twoją twórczością :) Baaaardzo :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *czerwieni się jak burak* Dziękować, ale chyba aż tak wspaniale nie jest :) Doskonale wiem, że od strony językowej i stylistycznej prawie każdy rozdział zgrzyta, ale... Co tam! Najważniejsze są charaktery i ich rozwój! :D Cieszę się więc, że te wszystkie powtórzenia czy zgrzytająca miejscami stylistyka Cię nie odstraszyły do tej pory, a wręcz przeciwnie, zachęciły? :D
      Tak, tak. Wiem, jaka jest Lan. Urocza. A Jue? Powalający jak zwykle, choć trochę nie ogarnia nowej sytuacji, zostawiając Lan na uboczu. A Mistrz Aol to cwaniak jakich mało, ale ogólnie dobry z niego charakter ^.^ Przynajmniej tak sądzę :D
      Reth i jego sprzątanie miały powalać ;p

      Usuń