poniedziałek, 30 lipca 2012

Rozdział 5: Vanni Raite


Mistrz Jue wrócił koło godziny dziesiątej. Do tego czasu zdążyłam ochłonąć po spotkaniu z Mai, niemal zapomnieć o wszystkim, co się wydarzyło między mną a nią, schować wstydliwe informacje zawarte w dokumentach do szufladki komody, by nie rzucały się w oczy, a także zjeść śniadanie, gdyż po kilku chwilach od wyjścia Mai apetyt wrócił ze zdwojoną siłą. Zastanawiała mnie tylko druga filiżanka obecna na tacy, wyraźnie sugerująca, że posiłek został przygotowany dla dwóch osób, ale byłam tak głodna, że nie mogłam czekać na ewentualne pojawienie się Mistrza. Jak bowiem Mai wcześniej wspomniała, nie miałam pojęcia, gdzie Mistrz Jue się znajdował i czy w ogóle zamierza wrócić tego dnia.
Mistrz jednakże wrócił. Co dziwne, jego widok nieco mnie zmieszał, sprawiając, że na moich policzkach pojawił się lekki rumieniec. Szybko podbiegłam do stolika, na którym nadal stała taca z dzbanuszkiem wypełnionym herbatą, i napełniłam jedną z filiżanek.
- Jadłaś już? – zapytał Mistrz, z ciężkim westchnieniem siadając na krześle i biorąc do ręki filiżankę.
- Nie wiedziałam, czy mogę, ale… Zjadłam to, co zostało przyniesione.
Na ustach Łowcy pojawił się uśmiech.
- Oczywiście, że tak. Poprosiłem, by śniadanie przyniesiono do mojego pokoju. Było dla ciebie. Dla kogo innego miałoby być?
Pokręciłam głową, nadal zarumieniona.
- Nie wiem, może… dla Mistrza i dla kapitan Mai?
Mistrz spojrzał na mnie pytająco znad brzegu niebieskiej filiżanki. Wzięłam głęboki oddech, postanawiając opowiedzieć mu o tym, co się zdarzyło. Pomyślałam, że jeśli to zrobię, będę wiedziała, na czym stoję. Jeśli bowiem Mistrz Jue popierał Mai i wszystkie jej docinki – trudno, w przyszłości będę milczeć jak grób. Jeśli jednak było inaczej, musiałam się bronić. A mój opiekun był zapewne jedyną osobą, która mogła zapewnić mi ochronę, której potrzebowałam. Z tego bowiem, co zrozumiałam, kapitan Noland była przede wszystkim problemem Mistrza Jue.
- Kapitan była tutaj. Szukała Mistrza.
- Powiedziała, czego chciała? – spytał Mistrz, wyraźnie niezadowolony.
- Nie, tylko…
Znowu to pytające spojrzenie.
- Powiedziała kilka dziwnych rzeczy. Ach, i przejrzała dokumenty, które otrzymałam od doktor Karin. Miałam je przekazać w ręce Mistrza, ale… Zaraz je przyniosę.
- Poczekaj, nie spieszy mi się, żeby je zobaczyć. Oznaczają tylko zwiększenie papierkowej roboty. Bardziej jestem zainteresowany tymi dziwnymi rzeczami, które powiedziała Mai. Wiem, jaka moja partnerka potrafi być… Nie sądziłem jednak, że tak szybko weźmie cię na cel. Mówiła coś bardzo nieprzyjemnego?
Przełknęłam cieżko ślinę, czując, że moje dłonie robią się gorące i wilgotne od potu. Rozluźniłam więc palce, które trzymałam zaciśnięte na materiale sukienki, po czym położyłam je swobodnie na kolanach.
- Powiedziała, że Mistrz mi nie ufa, jeśli nie mówi mi o tym, gdzie wychodzi. Że ona zawsze wszystko wiedziała. I że… Reth jest cholernym aniołem, który znalazł sobie, hm, zdrowy okaz? Nie do końca zrozumiałam, o co jej chodziło, ale… ona była straszna, Mistrzu. Patrzyła na mnie takimi dziwnymi oczami…
- Przeklęta kobieta – mruknął Mistrz, odstawiając delikatnie pustą już filiżankę na tacę. – Nie będę mógł chronić cię przez cały czas, ale nałożę na drzwi pieczęć, która nie pozwoli jej wchodzić i wychodzić, jak jej się podoba. I nie przejmuj się tym, co ona mówi. Nawet, jeśli będzie ci groziła, bądź pewna, że ona nie ma żadnej mocy, by spełnić te groźby. Nadal jestem od niej wyższy stopniem, a ty zostałaś wybrana na moją podopieczną. Wiedz, że nawet w tej sytuacji jesteś kimś ważniejszym od Mai, która nosi tytuł kapitana.
Skinęłam głową. Spodobała mi się ta informacja.
- Podlegasz bezpośrednio mnie i masz obowiązek słuchać moich rozkazów, no i oczywiście Arcymistrza. Z szacunku do innych Mistrzów powinnaś im się kłaniać i spełniać ich prośby, jeśli jednak któryś z nich będzie chciał zmusić cię do czegoś, co może być uważane za czyn niemoralny, masz prawo odmówić.A jeśli któryś z nich będzie ci groził, masz prawo zgłosić to do Arcymistrza.
- Dobrze.
- A co do doktor Karin… Ta kobieta jest trochę szalona. Pewnie znowu powiedziała coś, czego nie powinna.
Spłonęłam rumieńcem, przypominając sobie wizytę w jej gabinecie. I niewygodne pytania, które zaczęła mi zadawać. I badanie…
- Pytała o dziwne rzeczy, ale jest lekarzem, więc…
- Więc odpowiadałaś, rozumiem. Pewnie zdążyła też wspomnieć o twoim wieku?
- Skąd Mistrz wie?
- Spodziewałem się, że ta informacja wyjdzie z jej ust. Chciałabyś… o coś zapytać, jeśli chodzi o tę kwestię?
Zastanowiłam się. Właściwie nie miałam żadnych wątpliwości, doktor postawiła sprawę jasno, ale skoro Mistrz dawał mi możliwość zadawania pytań, powinnam z niej skorzystać. Czym więcej będę wiedziała, tym bezpieczniej będę się czuła w nowym miejscu. Było przecież tyle rzeczy dotyczących nauki w Gildii, o których nie miałam najmniejszego pojęcia! Do zamku, w którym pracowałam, docierały tylko plotki, których nikt nie mógł z oczywistych względów potwierdzić. W dodatku ja się tymi plotkami niezbyt interesowałam. Zawsze miałam pełne ręce roboty i nie miałam czasu nawet na rozmyślania.
- Czy rzeczywiście nie zdarza się, by dwunastolatka została uczennicą?
- To dość niespotykane. Nie sądzę jednak, byś była pierwszą, która w tym wieku rozpoczęła naukę. Niemal u wszystkich przyszłych Łowców posiadanie mocy rozpoznaje się tuż po narodzinach, ale zdarzają się przypadki, kiedy ta moc zostaje uśpiona na bardzo długi czas.
- A… w przypadku Mistrza?
Jue Metro uśmiechnął się lekko, a w jego oczach pojawiły się figlarne błyski.
- W moim? Pewnie zdziwi cię wiadomość o tym, że Retha przywołałem dopiero w wieku sześciu lat. Uważano mnie za bardzo słaby materiał na Łowcę, cmokano i potrząsano głowami nade mną. Dziwiono się, że syn Mistrza Aola jest tak… mało rozwinięty magicznie. O wszystko obwiniano moją matkę, która była czarownicą. ,,Zła krew”, tak mówili.
- Ale zostałeś Mistrzem?
- Owszem. Kiedy w końcu moja moc się ujawniła, nie było innej możliwości. Żaden z uczniów nie przeżyłby ze mną walki treningowej, a nakładanie ograniczników nic nie dawało. Reth jest… bardzo gwałtowną siłą. Czasem dość nieposłuszną i łatwo się denerwującą. Nie lubi, gdy próbuje się go ograniczać.
- Ale, żeby zostać Mistrzem, nie wystarczy chyba tylko być silnym?
Mistrz Jue pokręcił głową.
- To oczywiście ciągła nauka. Z tym nigdy jednak nie miałem problemu, gdyż od dziecka byłem przygotowywany przez ojca. Liczy się także lojalność wobec Gildii. Ktoś, kto nie potrafi pracować z innymi Łowcami i naraża na niebezpieczeństwo całą organizację, nie może nosić tytułu Łowcy, a zwłaszcza Mistrza. To wielka odpowiedzialność, Lan.
Skinęłam głową. To było zrozumiałe.
- Mistrzu, kiedy się okaże, czy… czy będę mogła tutaj zostać już na stałe?
- Hm… To zależy od tego, jak sobie poradzisz podczas testu umiejętności.
Wydawało mi się, że gdzieś już o tym słyszałam. Może od Arcymistrza? To on chyba mówił o tym, że na razie jestem po prostu wielką niewiadomą i żeby zasłużyć na miano uczennicy będę musiała zaliczyć jakiś test. Nie miałam odwagi zapytać Arcymistrza o szczegóły, ale w tym momencie bardzo mnie one zainteresowały.
- Na czym on będzie polegał?
- Na sprawdzeniu, jak wielką moc posiadasz. Nie martw się, nic nie będziesz musiała robić. Po prostu za pomocą pieczęci uwalniającej oddzielimy cię od siły, z którą jesteś związana i sprawdzimy, jaką właściwie mocą dysponujesz, żebyśmy mogli przygotować dla ciebie odpowiedni trening.
- A jeśli… ta siła będzie niewystarczająca, żeby…
- Odsyłamy tylko tych kandydatów, co do których mamy pewność, że ich moc wypali się w ciągu kilku do kilkunastu miesięcy. Zdarzają się i takie wypadki. Zazwyczaj dlatego, że kiedyś ich moc została nieumiejętnie wezwana lub użyta, zakłócając naturalną równowagę wzrostu między ciałem a…
- Mistrzu! – przerwałam mu gwałtownie, czując, że jego słowa zaczynają brzmieć dla mnie obco. – Dla mnie to wszystko nadal jest… nowe.
Jue uśmiechnął się wyrozumiale, po czym pokiwał głową.
- W porządku. Uspokoję cię jednak, jeśli tak bardzo tego chcesz. – Kiedy kiwnęłam głową, kontynuował: ­– Wtedy, w zamku, byłem w stanie zobaczyć twoją siłę. Nie mogłem do końca stwierdzić, czy jest aniołem, czy demonem, ale jedno było pewne: wyglądała na całkiem rozwiniętą i nietkniętą. Czułem między wami harmonię, która cechuje najlepszych Łowców. Jestem pewien, że bez problemów uda ci się przejść przez test.
To mi przypomniało, że wtedy także zobaczyłam Retha, anioła towarzyszącego Mistrzowi Jue. Byłam ciekawa, dlaczego byłam w stanie go zobaczyć i właśnie miałam zadań kolejne pytanie, kiedy przeszkodziło mi energiczne pukanie do drzwi. Mistrz Jue szybko zerwał się z krzesła i w kilku krokach znalazł się przed drzwiami, chwytając stanowczo za klamkę.
- Elei’aih?
- Mistrzu Jue, to ja, Vanni.
- Nie musiałaś pukać – oświadczył Mistrz, otwierając szeroko drzwi. – Wejdź, nie krępuj się.
Kiedy dziewczyna przekroczyła próg i mogłam jej się przyjrzeć, w pierwszej chwili zaparło mi dech w piersiach, a moje niskie poczucie własnej wartości spadło na samo dno. Zawstydziłam się swojej szarej sukienki i związanych w niedbałą kitkę włosów, nie mówiąc już o płaskich rozmiarach swojej piersi i chłopięcej kanciastości bioder.
Wstałam pośpiesznie, dygając.
- To moja nowa podopieczna, Lan Stovenhauer.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, z wielkim wdziękiem.
- Mam nadzieję, że już ostatnia. Ciągłe zmienianie partnerek musi być męczące.
- To nie musi być złe.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Jesteś bardzo podobny do ojca, Mistrzu Jue.
- Jak zwykle próbujesz mnie obrazić. Ale nie szkodzi, jesteś zbyt ładna na to, by się na ciebie długo gniewać.
- Twój ojciec jest szanowanym Łowcą, a ty porównanie do niego uważasz za zniewagę. Widzę, że swojej dumy jeszcze nie nauczyłeś się ignorować.
Mistrz Jue roześmiał się, wzruszając jednocześnie ramionami, a po czym zamknął drzwi i wraz z Vanni usiadł przy stoliku, z którego zdążyłam zabrać tacę, teraz tylko ukradkiem spoglądając na tajemniczą dziewczynę, która z taką swobodą rozmawiała z Mistrzem i teraz tak swobodnie siedziała obok niego, rozkładając książki na stole. Ale cóż, mając taką urodę, zapewne nie musiała się niczego bać czy wstydzić.
Była bowiem przepiękna. Dość drobna, szczupła, ale nie za chuda, z długimi, rudymi, lekko kręconymi włosami opadającymi na ramiona i odsłonięty dekolt, eksponujący pełne, okrągłe piersi napierające na staniczek czarno-żółtej sukienki, którą miała na sobie. Cerę miała lekko złotą, zieleń jej oczu była zauważalna nawet z miejsca, w którym stałam, a także mały, uroczy nosek i ciemnoróżowe wargi, bardzo miękkie, jakby zapraszające do pocałunku.
- Lan, przyłączysz się do nas? – zapytał Mistrz, posyłając mi trudne do odczytania spojrzenie. – Będziemy się uczyć o ośrodkach magii w ciele i kontroli nad nimi.
Pokręciłam głową.
- Nie, pewnie i tak nic bym nie zrozumiała. Muszę zacząć od podstaw. Najlepiej od słownika…
Rudowłosa dziewczyna roześmiała się cichym, dźwięcznym śmiechem.
- Tym razem trafiła ci się urocza osóbka, Mistrzu – powiedziała, zwracając się do siedzącego obok niej młodego mężczyzny.
- Cóż, jeśli chcesz… W głównej bibliotece znajdzie się na pewno kilka egzemplarzy podręczników dla początkujących. Mogę je przynieść, jeśli…
- Nie, nie trzeba! Sama sobie poradzę! – oświadczyłam szybko, po czym dygnęłam i opuściłam pokój, słysząc jeszcze za plecami ten cichy, uroczy śmiech.
Kim była ta dziewczyna? I jak właściwie trafię do głównej biblioteki?

8 komentarzy:

  1. Ooo! zauważyłam kolejna rzecz! Mianowicie, Jue nie jest tutaj wpatrzony w Mai jak w obrazem;) I jeszcze chce zakladać na drzwi pieczec.... jego troskliwość poruszyła moje serduszko!:D i jeszcze podreperował jej poczucie wlasnej wartości, mówiąc,że jest wazniejsza od Mai! *InLove*

    Nowa bohaterka? WTH? co to ma być? kim jest ta dziewczyna? I jeszcze jue z nia flirtuje...:O

    cytujac:

    Kim była ta dziewczyna? I jak właściwie trafię do głównej biblioteki?

    oh Lan...sama chcialabym to wiedziec ;x dlaczego tak nieodpowiedzialnie zrezygnowała z pomocy Jue? przynioslby jej ksiazki,ona w tym czasie pogadałaby z ta dziewczyna i wszystko byłoby jak trzeba :D


    Czekam na 6 rozdział! ;)

    Liściak

    OdpowiedzUsuń
  2. Niah niah, tym razem nie w Mai jest wpatrzony, a w tajemniczą Vanni :D Nie wiem, dlaczego, ale lubię tę postać, chociaż nie powinnam. Same z nią kłopoty będą ^.^ Ale w sumie lubię kłopotliwe postacie, rozkręcają akcję :D Ha! I odżyła Twoja miłość do Jue! *sukces* Starałam się, by dobrze wypadł w tym rozdziale.
    A dlaczego Lan uciekła? To się okaże jeszcze ^.^

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko nie mów, że Vanni będzie wredną biczą......! ;x nie przezyje po raz kolejny zapatrzonego Jue we wredna bicza! ;x kłopoty ok, ale proszę, by Jue pozostał świadomy na błędy ludzi w jego otoczeniu.... Błagam, nie rób z niego idioty wpatrzonego we wredną biczą *kłania się*

    Liściak

    OdpowiedzUsuń
  4. On nie jest idiotą, Liściaku :D Ale ma swoje powody, by się zajmować tą dziewczyną. Nie no, biczą to tak do końca ona nie jest... chociaż w pewnym sensie... ale nie będzie zależało jej za bardzo na zniszczeniu kogokolwiek. Chodzi jej o coś innego :D Coś bardziej oczywistego ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. wyeliminowanie konkurencji w postaci Lan.......? ;->

    Liściak

    OdpowiedzUsuń
  6. Niah niah dobrze kombinujesz Liściaku, jak zwykle zresztą :D

    OdpowiedzUsuń
  7. łeeeee.......... Ale mam nadzieje,że ona bedzie miała jakies zasady moralnei nie bedzie narazac zycia lan... wiesz,.... głupie dowcipy, jakis wielki plan eliminacji,ale jednak powstrzymywac bedzie ja swiadomosc, ze jesli lan cos sie stanie, straci Jue...? czyli.... nic Lan się nie stanie :D

    liściak

    OdpowiedzUsuń
  8. No oczywiście, że nie. Vanni jest całkowicie przekonana, że jej ciało jest jedyną bronią, jaką potrzebuje, by wygrać akurat tę bitwę - może się zdziwić dziewczyna, ale o tym sza ;p

    OdpowiedzUsuń