sobota, 18 sierpnia 2012

4.2 [De Arche] Nowy ,,nabytek" Nat'ashy

Lśniące, białe niczym śnieg włosy zakrywające drobną, uderzająco piękną twarz. Melancholijne spojrzenie niemal krystalicznie błękitnych oczu. Drobna, chłopięca sylwetka. Miękkie, lekko różowe wargi, jakby prowokacyjnie w tej chwili rozchylone. Alabastrowa skóra, w którą wżerały się czerwone niczym świeża krew ścieżki okrutnej klątwy, oplatającej jego ciało niczym pajęcza sieć. Najmniejsze poruszenie sprawiało, że jaśniały w mroku, zacieśniając swój brutalny uścisk.
Nat’asha, podziwiając ten zniewolony przez nią, całkowicie jej podległy i zależny od niej w każdym aspekcie swojej egzystencji cud boskiego stworzenia, oblizała z zachwytem wargi. Stała tak blisko, że była w stanie usłyszeć, jak jej najcenniejsza zdobycz oddycha, choć robiła to niemal nienaturalnie cicho. Wiedźma była pewna, że gdyby przysunęła się jeszcze o krok, do jej uszu doszedłby miarowy, leniwy, bardzo spokojny rytm serca w jego piersi. Zamiast tego jednak wyciągnęła przed siebie dłoń zaopatrzoną w długie paznokcie, którą położyła na piersi swej zdobyczy, unieruchomionej przy ścianie za pomocą magicznych łańcuchów i kajdan zamkniętych wokół jego nadgarstków i kostek u nóg.
Wiedźma mruknęła z zadowolenia, kiedy wyczuła pod palcami twarde sploty mięśni ukryte pod alabastrowo białą, zimną skórą. Był niczym marmurowy posąg. Dzieło sztuki najzdolniejszego rzemieślnika. Ścieżki zaklęcia rozjarzyły się w odpowiedzi na dotyk wiedźmy. Nat’asha natychmiast kazała im się uspokoić. Nie chciała, by zbytnio… skrzywdziły jej zdobycz. Chciała go żywego. Przynajmniej na tyle, by mogła korzystać z jego zdolności.
- Jak się dziś czujesz, Rafaelu?
Nie odpowiedział jej. Oczywiście, że nie. Od chwili, w której wpadł w jej ręce, nie wypowiedział ani słowa. Wszystkie jej zabiegi dążące do zmiany tego stanu rzeczy spełzły na niczym. Nie potrafiła skłonić go do współpracy. Początkowo ją to irytowało, ale z czasem się z tym pogodziła. Dopóki miała dostęp do jego mocy, nieważne było, jakie stosunki panują między nią a jej zdobyczą. Najciekawsze w tym wszystkim było jednak to, że nie mógł darzyć jej nienawiścią. Nie potrafił tego. Mógł się jej sprzeciwiać, ale, mimo wszystko, kochał ją tak, jak każdego innego człowieka. I z całą pewnością nie potrafiłby jej skrzywdzić.
Przesunęła palcami po jego ciele. Fascynowało ją. Było bowiem takie… kruche, delikatne, choć kryło się w nim tyle wspaniałej siły! Jeszcze nigdy przedtem nie miała w swoim posiadaniu kogoś tak niezwykłego. Demony, które przywiązywała do siebie wcześniej i używała według własnego uznania, nie mogły się nawet w małym stopniu równać z jej najnowszym nabytkiem. Uwięzienie go pozbawiło Nat’ashę niemal całej mocy, ale wiedziała, że to się jej opłaci. Druga taka okazja mogła się nie trafić. Musiała działać natychmiast, stawiając wszystko na jedną kartę – i proszę, oto był, zniewolony, bezbronny, niezdolny powrócić do Nieba.
Właściwie złapała go przypadkiem, podczas normalnego rytuału przywoływania demonów. Szeregi jej prywatnej armii zostały w ostatnim czasie uszczuplone, musiała je więc uzupełnić. Coraz trudniej było jej jednak ustanowić połączenie między światem materialnym i niematerialnym. Nat’asha wpadła wtedy na pomysł, by poszukać w piekle kogoś, kto mógłby ułatwić jej te wędrówki. Zaczęła więc szukać demona, który mógłby się z nią podzielić interesującą ją mocą. Kogoś, kto stałby się dla niej przewodnikiem.
Naprawdę nie wiedziała, jakim sposobem w jej ręce wpadł archanioł Rafael. Co robił w piekle? Nie przywołała go przecież z Nieba, takiej mocy nie posiadała. Wyraźnie utworzyła połączenie między swoją duszą a wymiarem, w którym znajdowało się piekło z interesującymi ją demonami. Kiedy jednak poczuła jego moc…
Musiała go mieć. Po prostu musiała. Stanowił narzędzie doskonałe w jej rękach. Niebiański Przewodnik i Uzdrowiciel. Dwa w jednym. Lepszą zdobyczą byłby chyba tylko sam archanioł Mikael, z pomocą którego mogłaby zrealizować swój plan sprowadzenia Końca Świata natychmiast po jego zniewoleniu. Do chwili złapania Rafaela nie wiedziała jednak, że możliwe jest schwytanie archanioła – dlatego też ograniczała się do demonów. Łatwiej też było ich używać, jako że magia wiedźm związana było z mrokiem, a nie światłem. Dlatego też musiała odnaleźć sposób na to, by wykorzystać moc Rafaela bez szkody dla siebie. Musiała zmienić światło w mrok.
Oczywiście, ten proces nie był łatwy. Gdyby miała do czynienia z przeciętnym aniołkiem, nie byłoby większego problemu. Rafael był jednak archaniołem. Poprzeczka została postawiona w jego przypadku wysoko. Nat’asha obliczyła, że będzie musiała zmusić go do pochłonięcia około tysiąca, może dwóch tysięcy dusz upadłych. No, w ekstremalnym przypadku trzech tysięcy. Liczba jednak nie była dla niej problemem, piekło posiadało wystarczającą ilość dusz. Nie, problemem był fakt, że uwięzienie Rafaela wyssało z niej niemal całą moc. Musiała ją uzupełniać, ale ostrożnie. Nie mogła przesadzić.
Westchnęła. Nie spodziewała się, że będzie łatwo. Oczywiście, że nie. Najważniejsze jednak, że Rafael znajdował się w jej rękach. Moc z czasem do niej wróci. Musiała tylko uzbroić się w cierpliwość. O tak, cierpliwość. Miała jej pod dostatkiem. Wiedziała przecież, że jej czas w końcu nadejdzie.
Zaśmiała się, z całej siły zatapiając paznokcie prawej dłoni w ciele Rafaela, z fascynacją przyglądając się pięciu krwawym śladom w kształcie półksiężyców. Kiedy cofnęła rękę, rany natychmiast się zamknęły, nie pozostawiając po sobie najmniejszej blizny.
Cudowny. Był po prostu cudowny.
Nat’asha wiedziała, że zrobi z niego dobry użytek.

O tym, że do De Arche nie dostaną się tak łatwo, jak zamierzali, dowiedzieli się całkiem przypadkiem od Hale’a. Kiedy bowiem chłopak zdał raport z przeglądu wiatrowca, który okazał się być w bardzo dobrym stanie, Jue z zadowoleniem skinął głową i oświadczył, że w takim razie mogą ruszać do De Arche bez zbędnych obaw o to, że coś się stanie ze środkiem ich transportu. Koniec końców, czekała ich długa, ponad pięciogodzinna podróż. Lepiej było się upewnić, że wszystko działa tak, jak należy.
Hale przybrał skonsternowany wyraz twarzy, gdy usłyszał, jaki jest cel ich podróży. Lan, która od dobrej chwili mu się przyglądała – z jakiegoś powodu jej wzrok wciąż powracał do jego sylwetki – od razu zwróciła na to uwagę.
- Przepraszam, czy coś… coś cię niepokoi? – zapytała, podchodząc bliżej i z ciekawości przekrzywiając głowę.
- Hm… Nie, tylko…
- Pochodzisz z De Arche, prawda? – drążyła Lan, czując, jak coś przyciąga ją do Hale’a. Fascynował ją w sposób, w jaki Mistrz Jue nigdy nie potrafił. Nie potrafiła określić, dlaczego tak było.
Chłopak skinął głową, przygryzając dolną wargę w zamyśleniu. Zaraz potem odwrócił się ku przygotowującemu pojazd do podróży Jue i zapytał, z jakiego powodu kierują się w stronę De Arche i z czyjego zaproszenia. Jue wysunął się z kokpitu i spojrzał ze zdumieniem na Hale’a. Zastanawiał się pewnie, o co może chłopakowi chodzić. Nie miał chyba żadnego powodu ku temu, by interesować się ich misją? Oczywiście nie wiedział, że Hale był archeńczykiem.
- Cóż, mamy tam… pewną sprawę… do załatwienia – odpowiedział w końcu ostrożnie. Nie chciał być niegrzeczny i mówić, że to nie jest jego sprawa.
Hale zmarszczył brwi, najwyraźniej wpadając w jeszcze większą konsternację niż przed kilkoma chwilami.
- Mistrzu, czy mogę cię o coś zapytać?
Jue nie wyglądał na przekonanego, ale skinął głową.
- Byłeś kiedyś w tym mieście? Masz jakieś informacje na jego temat?
- Nie, to moja pierwsza misja w De Arche. Właściwie dlaczego pytasz?
Hale po raz drugi tego dnia wyciągnął z kieszonki identyfikator i pokazał go Jue.
- Urodziłem się tam. Doskonale znam zwyczaje, które są w tym mieście przestrzegane. A jednym z nich jest trzymanie Łowców z dala od murów miasta.
Tym razem to Jue ściągnął brwi, po czym wyciągnął z ukrytej w podszewce płaszcza kieszonki białą kopertę. Lan z fascynacją przyglądała się rozwojowi wypadków, którego była świadkiem. Właściwie nie działo się nic szczególnego, ale dziewczyna czuła, że coś wisi w powietrzu. I nawet wiedziała dokładnie, co: komplikacje. Wyglądało bowiem na to, że coś zaczynało zgrzytać w idealnym planie Jue, zakładającym szybkie, bezproblemowe dotarcie do De Arche, załatwienie sprawy w najszybszy z możliwych sposobów i powrót w chwale do Gildii.
Lan czuła ekscytację całą sobą.
- Otrzymaliśmy list, w którym poproszono nas o pomoc – wyjaśnił Jue, wyjmując z koperty list. Rozłożył go i uniósł na wysokość oczu Hale’a. – Rozpoznajesz chyba tę pieczęć?
- Oczywiście, Mistrzu. Tylko że to pieczęć rządu cywilnego, którego decyzje muszą zostać poparte przez rząd wojskowy, by nabrały mocy prawnej. Innymi słowy, wojsko zapewne nie ma najmniejszego pojęcia o waszym przybyciu i ostrzela was, kiedy zbliżycie się na tyle, by radary wykryły waszą obecność. De Arche tylko zamajaczy wam na horyzoncie, zanim zostaniecie całkowicie zniszczeni przez główne działo umieszczone w centralnej wieży. Ma zasięg ponad czterech kilometrów, a jego pociski zmieniają pojazdy typu wiatrowców w kupkę pyłu. Wiem, bo sam je kalibrowałem trzy lata temu.
Jue westchnął, opuszczając dłoń z listem. Wyglądało na to, że się nad czymś zastanawiał.
Lan natomiast zainteresowało to, co Hale powiedział wcześniej: że do De Arche nie wpuszczano Łowców. Mimo wszystko Gildia otrzymała zgłoszenie od archeńczyków z prośbą o pomoc. A jeśli nie poinformowali o tym wojska…  Nasuwała się logiczna konkluzja, że może mieszkańcy mają jakiś problem z wojskiem?
- Czy możemy się dostać do De Arche innym sposobem? – zapytała więc, nie mogąc powstrzymać swojej ciekawości.
Hale odwrócił się ku niej.
- W pewnym sensie. Istnieją dwa sposoby, które, przy odrobinie szczęścia, pozwolą wam dotrzeć do miasta. I przekroczyć jego bramy.
- Dwa? Który z nich jest bezpieczniejszy? – drążyła Lan. Jue posłał jej rozbawione spojrzenie, najwyraźniej nie spodziewając się z jej strony tego typu pytań.Nic dziwnego, zazwyczaj nie była aż tak odważna i nie zadawała niemal zupełnie nieznanym mężczyznom pytań. Hale był jednak... inny. Było w nim coś, co ośmielało Lan. Chciała, by zwracał na nią uwagę.
- Oba są… w miarę bezpieczne. Będziecie musieli poświęcić jednak więcej czasu na ich realizację, niż początkowo zakładaliście, gdy wybieraliście się w tę podróż.
- Jesteśmy przygotowani na wszelkie komplikacje – zapewnił Jue. – Czas nie gra żadnej roli. Najważniejsze jest dla nas wykonanie zadania.
Hale westchnął.
- Po pierwsze, musicie uzyskać przepustki. Oczywiście nie możecie zdradzić się z tym, że jesteście Łowcami. To was przekreśli na starcie.
- Gdzie możemy je otrzymać? – Teraz Jue przejął inicjatywę w zadawaniu pytań. Lan zdecydowała się tylko przysłuchiwać, choć ciekawość i ekscytacja niemal nie pozwalały jej ustać w miejscu. Nareszcie czuła się jak na prawdziwej misji!
- Musicie pojechać do Wirg. Od De Arche dzieli je mniej więcej dziesięć kilometrów. Stamtąd też możecie skorzystać z kolejki podziemnej, wiodącej prosto do celu waszej podróży. Problem tylko jest taki, że kiedy przybędziecie na stację, zostaniecie poddani szczegółowej kontroli. Jeśli cel waszej podróży nie spodoba się oficerowi, z którym będziecie rozmawiać… cóż.
- De Arche ma niezłą ochronę… Słyszałem plotki o tym, jak dobrze jest uzbrojone, ale wydaje mi się, że to wasze wojsko wpada w niemałą paranoję…
Na usta Hale’a wypłynął nieznaczny uśmieszek.
- To konieczne środki bezpieczeństwa. De Arche to forteca, która chroni nie tylko ludzi, ale też całą dostępną nam, to znaczy ludzkości, wiedzę. Niekiedy niebezpieczną. Wiele projektów, które powstają za murami mojego rodzinnego miasta, jest ściśle tajnych. Gdyby dostały się w niepowołane ręce… Dlatego ochrona jest tak ścisła i dlatego z taką nieufnością traktuje się nowo przybyłych.
- Wspomniałeś o dwóch możliwościach – zauważyła szybko Lan.
Hale skinął głową, po czym poprawił gogle przesunięte aż pod linię grzywki. Przez dłuższą chwilę się wahał, ale w końcu oświadczył:
- Druga jest taka, że ja mógłbym was tam zawieźć.
- Ty? – zdziwił się Jue.
Inżynier Zeine pokiwał niechętnie głową. Najwyraźniej ta możliwość podobała mu się najmniej, ale z tego właśnie powodu Lan stwierdziła, że jej się podoba bardziej od pierwszej. Naprawdę nie wiedziała, skąd się w niej bierze ta przekora, ale nie mogła powiedzieć, że się tym stanem rzeczy niepokoi. Wręcz przeciwnie, ogarniała ją coraz większa ekscytacja i duch przygody. Misja, którą Mistrz Jue określił jako średnio angażującą, nagle stała się interesująca.
Lan coraz bardziej chciała w niej uczestniczyć.
- My, archeńscy inżynierowie, poruszamy się specjalnymi pojazdami. Czołgami, jak niektórzy je nazywają. Posiadają system operacyjny rozpoznawany przez radary w De Arche jako przyjazny. Do takich pojazdów wojsko nie strzela.
- Więc problem rozwiązany! – ucieszył się Jue. – Zabierzemy się z tobą.
Hale potrząsnął głową.
- Nadal potrzebujecie przepustki. I jakiejś wiarygodnej historyjki, którą będzie można sprzedać oficerom, którzy i tak sprawdzą, kto siedzi w pojeździe. Łatwiej by chyba było, gdybyście po prostu zrezygnowali z…
Jue uniósł dłoń, przerywając chłopakowi. Co jak co, ale on jeszcze nigdy z żadnej misji nie rezygnował i nawet nie zamierzał wysłuchiwać tej propozycji. Został wysłany po to, by zaradzić problemowi, z którym borykają się mieszkańcy De Arche i zamierzał go rozwiązać, gdyż takie właśnie polecenie otrzymał od Arcymistrza. Wcale nie dlatego, że złożenie w tym momencie broni i wycofanie się z pola walki byłoby tchórzostwem, ale dlatego, że rezygnacja po prostu nie leżała w naturze Jue, a poza tym, podobnie jak Lan, ta misja zaczęła coraz bardziej mu się podobać. Rzadko kiedy natrafiał na kłopoty. Prawie zapomniał, jak wielką radość sprawiało mu rozwiązywanie problemów, nad którymi musiał się napocić.
Uśmiechnął się. Nie będzie mile widziany w De Arche przez wojsko? I bardzo dobrze! Jeśli będą chcieli się z nim pobawić, będzie gotów w każdej chwili.
- Dzięki za radę. Myślę, że wybierzemy się do Wirg – oświadczył po chwili namysłu. Bardziej skomplikowana opcja zdecydowanie przypadła mu do gustu. Poza tym, nigdy nie był we wspomnianym mieście i nie mógł oprzeć się pokusie jego poznania. – Lan, chodź ze mną po nasze bagaże. Wyruszamy natychmiast.
- Poczekajcie! – zatrzymał ich Hale. – Nic nie zdziałacie, jeśli nikt za was nie poświadczy podczas składania wniosku o wydanie przepustki!
Jue zmrużył oczy, zawieszając na nim wzrok. Przez chwilę mu się przyglądał, po czym jego oblicze rozjaśnił szeroki uśmiech.
- Cóż, w takim razie chyba będziesz musiał zabrać się z nami.
- Co?! Ale… Nie mogę tak po prostu… To nie wchodzi w grę!
- Weźmiesz jednodniowy urlop… Bo chyba tyle zajmie nam podróż do Wirg? Oczywiście uwzględniam też powrót do Iztharu.
- To jakieś szaleństwo!
- Spokojnie, przyda ci się trochę wolnego. Zresztą, jesteś mechanikiem klasy ,,A”, prawda? Sam widziałem, gdy pokazywałeś mi swój identyfikator. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że nie pozwalają ci korzystać z przywilejów, które ci przysługują?
Hale najpierw uniósł dłonie w geście, jakby chciał się przed czymś bronić, ale szybko je opuścił, wzdychając ciężko. Najwyraźniej uznał, że nie ma w tym momencie sensu kłócić się z Mistrzem Jue.
- W porządku. Zabiorę się z wami. Ale wracam zaraz po tym, jak za was poświadczę! Będziecie zdani na siebie, gdy już otrzymacie przepustki.
- Oczywiście! – zgodził się Jue, raźnym krokiem zmierzając ku drzwiom karczmy. Lan dotrzymywała mu kroku, równie zadowolona, co on.
Kłopoty kłopotami, ale misja nagle zrobiła się o wiele ciekawsza. I obojgu się to bardzo spodobało.

_____
 1. Rozdział mi się podoba, zwłaszcza jego część pierwsza. Ta Nat'asha to Zuo wcielone... and I'm fine with that >;3
2. Dla Liściaka: Wyjaśniłam tę kategorię A:0+. Zajrzyj do bohaterów pod Hale'em ;))
3. Wiem, że część 2 tego rozdziału to prawie same dialogi. Próbowałam to zmienić, ale... Meh. I tak, wiem, że nie ma Retha, ale już wkrótce się pojawi! Jest w tym momencie bardzo zajęty, ale się pojawi! :D

13 komentarzy:

  1. Pierwsza! ;-) dzieki za wyjasnienie ;) myślałam, że o tym zapomniałaś ;) przeczytam jutro gdy skonczy sie mlyn ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakim cudem... Nevermind O.O

      Usuń
    2. ja też nie wiem jak ona to robi Limeciu. O.o

      Usuń
    3. O_O Psychopatka Nat'asha! Uwielbiam ją! *w* Nie wiem jak udało jej się uwięzić Rafaela, jakim cudem to przeżyła, jak i kiedy to zrobiła, ale WOW. To mi się podoba ;) Zawsze, gdy pisałaś o Nat'ashy opisywałaś to co aktualnie ona porabia, odnosiło się silne wrażenie, że jej życie toczy się dalej, bez nas w charakterze obserwatorów ;)
      ok, Natashka straciła prawie całą moc, czy jej moc się zregeneruje? czy już for ever (lub do końca świata) będzie z tą uszczuploną mocą? ;> ach, juz wiem;)
      jhahahahah! Widzę, że Natashka jest kiepska z matmy ;) no ale zjedzenie tysiaca upadłych dusz wiecej czy mniej.... niewielka różnica;P

      *q* Lan i Hale! świetnie! Jue z Rethem będzie mój! MWahahaha! ;]
      SUPER! ;] Podoba mi się, jak Jue załatwił Hale hehe ;) dłużej spędzi z nimi czas ;) Ciekawe czy wojskowi załatwią Hale mówiąc, iż skoro poświadczył za nich, to teraz musi mieć ich na oku i znowu na dłużej przywiążą go do łowców ;) Może i nie ma retha,m ale był Hale! Cudowny Hale! *w*

      Usuń
    4. ale co zrobiłam? O_O

      Usuń
    5. pytanie brzmi: jak to sie stało, ze byłaś pierwsza? O.o

      Usuń
    6. No oczywiście, Nataszka jest samowystarczalna. Znaczy, w pewnym sensie. Nadal potrzebuje demonów, by wykonywali za nią pewne prace. Poza tym, ona jest motorem napędowym złych wydarzeń, może sobie więc stać gdzieś w tle :D
      No oczywiście, że niewielka różnica ;p Znaczy może w liczbie, ale nie będzie miała kłopotów z przywołaniem jednego tysiąca mniej lub więcej.

      A co do Hale'a I Lan zaczynam czynić pewnego plany mwahah. Ale Jue i Retha ci nie oddam! ;o

      Usuń
    7. dlaczego nie oddasz? *chlip* masz jakies plany dla Jue i Retha? Ty...a może Lan bedzie z Rethem? hihihi ;P ale wtedy chce Hale! ;-)

      Usuń
  2. Początek jest przerażający. I to bardzo! Ten opis jest taki... dokładny i w pewnym sensie... no straszny xD Ta obserwacja Nat'ashy tego biednego jej boskiego stworzenia.. Jezuniu kochany... Jest jak szalony naukowiec. O.o
    Czekaj, czekaj.. czy ja dobrze rozumiem? Nat'asha złapała anioła? O.o I czerpie z niego moc? A to zuo wcielone, no! Wyzysk na ludziach! No.. raczej aniołach teraz powinnam powiedziec ;p
    *ściana, ściana, ściana* No nie łądnie! Biedny archanioł! Dlaczego? :( Nat'asha jest ZUA!!!!!!! I najgorsze/ najlepsze ( zależy z jakiego punktu widzenia ;d) jest to, że ta wiedźma traktuje wszystko i wszystkich tak przedmiotowo... O, leci aniołek - musze go mieć~! Bo ma moc, której ja pożądam! :( To jest mega przykre.. ale no takie są zue charaktery i gucio w tej sprawie można zrobić. Są złe bo są zue, nie?
    Boże, dlaczego ona tak niemożliwie męczy tego biednego archanioła? ;( Zabić się po prostu! Nat'asha to zuo wcielone powiadam!
    przechodząc do sprawy Lan:
    Czy ona ma zamiar coś kręcić z Hale'm? Jej zafascynowanie tym inżynierem wprawia mnie w dziwny, nieokreślony nastrój. Nie wiem, ale nie podoba mi się to...
    Ulalala... No to Huston, mamy problem, nie? No i kurcze. W De Arche... mają trzymać z dala Łowców, tak? No to mają przechlapane... *czyta dalej*
    No tak, komplikacje jak zwykle. Ale bardzo mi się podoba postawa Lan. Dobrze, że dziweczyna zadaje pytania i drąży temat - oby tak dalej :) Tylko... naprawde czuję ze z Halem bedą kłopoty :/ I coś mi się zdaje ze Hale nie jest zadowolony, ze musi ich zawieźć do miasta, mam racje? ;) Czekaj, zgubiłam sie. Jadą do Wirg, tak? po przepustki. To w końcu oni jadą z Halem czy bez niego do De Arche? O.o
    Rozdział jest pierwsza klasa :)
    Czekam na Retha w nowości ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Zuy charakter jest zUy dlatego, że jest... zUy :D Logicznie rzecz biorąc, nie może być dobry. A ktoś, kto chce doprowadzić do powtórki z rozrywki, jaką był Koniec Świata... Staram się, by nasza Nataszka wyszła wiarygodnie zUa. I najwyraźniej mi się to udaje mwahaha :>
      A jeszcze nie wiem, czy Lan będzie coś z uroczym inżynierem kręcić. Może. Na razie zostawiam sobie otwartą furtkę. Przemyślę jeszcze ten wątek, choć nie ukrywam, że mi się podoba ta wizja. Nawet bardzo ;3
      A że Hale jest niezadowolony? Pikuś. A poza murami De Arche jest zobowiązany w miarę swoich możliwości pomóc Łowcom. Pojedzie więc z nimi do Wirg, by za nich poświadczyć. Kiedy to zrobi, zamierza natychmiast wrócić, ale wkrótce się okaże, czy rzeczywiście to zrobi :D

      Usuń
    2. nie powiem, mam mase pytań, ale jeśli je Ci zadam to chyba padniesz na zawał i przegrzanie mózgowe. Albo wyparowanie? Nie wiem, ale za dużo mam pytań. XD

      Usuń
    3. Uch, nie chcę patrzeć, jak mój mózg wyparowuje, prawdopodobnie przez uszy ;p Zostawmy te pytania na później!

      Usuń
    4. Tak jest, siostro Czepiak! xD

      Usuń