poniedziałek, 24 września 2012

4.8 [De Arche] Claw Feuertod

To się zdarzyło w środku nocy. Bezgwiezdnej. Wietrznej. Deszczowej. Burzowej. Gdy białe zygzaki błyskawic z trzaskiem przecinały powietrze, a grzmoty wstrząsały zarówno ziemią, jak i ścianami budynków. Całe miasto było pogrążone w ciemności i ciszy. Ulic nie oświetlała nawet jedna latarnia. Jedynym źródłem światła były oślepiające wyładowania elektryczne, do których dochodziło wysoko na niebie. Choć zapewne nie tak wysoko, jak niektórzy by sobie życzyli. Przy takiej pogodzie wiele matek modliło się o bezpieczeństwo swoje i swoich dzieci, a zatroskani ojcowie ze strapioną miną zastanawiali się, czy gniew matki natury spadnie na ich dom, czy może wybierze sobie inny cel. Może ominie siedziby ludzkie. Może się nie zainteresuje. Oczywiście, każde miasto było chronione przez potężne piorunochrony, ale nawet one potrafiły zawieść, jeśli wyładowania były zbyt częste i intensywne.
Hale, nie mogąc zasnąć w takich warunkach, wyszedł na zewnątrz, by odnaleźć zajęcie w przeglądzie technicznym śmigacza. Zupełnie nie spodziewał się tego, co miało się wydarzyć. Może sprawiła to gorąca kąpiel i rozmowa o jego rodzinnym mieście z Jue, ale też szybko zapomniał o tym, co stało się kilka godzin temu w pokoju Lan. Zapomniał o wizycie Luciefiela i wszystkim, co upadły mu powiedział. Właściwie nie chciał o tym zbytnio myśleć - zawsze uważał, że sprawy aniołów czy demonów go nie dotyczyły. Był inżynierem. Polegał jedynie na pracy własnych rąk, własnych możliwości. Żaden duchowy strażnik nigdy nie ratował mu tyłka, gdy wpadał w kłopoty. Mało go zajmowały sprawy Łowców. 
Opierającego się o śmigacza Clawa Feuertoda zauważył dopiero, gdy niemal się z nim zderzył. Hale wydał z siebie cichy, zaskoczony okrzyk, gdyż nie spodziewał się tego, że ktoś - oprócz niego samego = mógł wyjść na zewnątrz w tak złą pogodę. I tak ciemną noc. Całkiem naturalne więc było, że natychmiast uzbroił się w podejrzliwość. Mocniej zacisnął palce na rączce parosola, który w nikłym stopniu ochraniał jego ciało przed wściekle padającym deszczem. 
- To chyba mój śmigacz! - Musiał krzyknąć, by zostać usłyszanym. Szum deszczu i rozlegające się nad jego głową grzmoty wypełniały powietrze. Hale wiedział, że jeśli nie włoży wystarczającej siły w wydobywający się z jego krtani głos, nie zostanie usłyszany. 
Co dziwne jednak, tajemnicza postać przemówiła cichym, niskim, spokojnym tonem głosu, który nie zniknął wśród ogłuszającego hałasu szalejącego żywiołu. 
- Możemy porozmawiać, Hale Zeine?
Inżynier poczuł, jak zimny dreszcz przebiega mu po plecach. Nie podobała mu się sytuacja, w jakiej się znalazł. Oto stał na deszczu, nieuzbrojony, trzymając jedynie parasolkę nad głową, a przed nim stał osobnik, któremu nie mógł się nawet dobrze przyjrzeć. Było zbyt ciemno. Jakimś sposobem jednak tajemniczy osobnik nie musiał podnosić głosu, by zostać usłyszanym. Wydawał się nadzwyczaj spokojny, stojąc wśród burzy bez żadnej ochrony.
- Kim jesteś? 
Nie spodziewał się, że uzyska odpowiedź. Sytuacja była zbyt niezwykła. Zbyt niepokojąca. Z drugiej strony, Hale nadal znajdował się w jednym kawałku. Gdyby tajemniczy osobnik chciał go zaatakować, mógłby zrobić to dawno temu. Tymczasem pozwolił mu podejść na tyle blisko, że inżynier mógł go bez problemów dotknąć, gdyby tego chciał. Możliwe też, że mógłby uchylić się przed ewentualnym ciosem i wykonać kontratak, gdyby to było konieczne. Oczywiście, pamiętał o tym, że jest nieuzbrojony - pokładał ufność jednak w sile swoich rąk, a szczególnie palców. Gdyby nieznajomy coś próbował...
- Mam na imię Claw. Claw Feuertod. Czy teraz możemy porozmawiać, gdy już poznałeś moje imię? 
Hale rozejrzał się dookoła. Cóż, jego rozmówca mógł kłamać, oczywiście, ale Hale uznał, że lepiej będzie dla niego, jeśli będzie udawał, że wszystko jest w porządku. 
- Wejdźmy do śmigacza. 
Najpierw otworzył drzwi od strony kierowcy. Tajemniczy osobnik przesunął się na tyle, by Hale mógł wślizgnąć się do pojazdu i odblokować drzwi od strony pasażera. Claw, nie czekając na zaproszenie, wylądował w wolnym fotelu obok inżyniera. Bez potrzeby otwierania drzwi, jak Hale z niepokojem zauważył. Wmawiając sobie, że musi się uspokoić, włączył światła w śmigaczu i odwrócił się w stronę swojego towarzysza. 
Teraz mógł mu się dokładniej przyjrzeć. Okazało się - tak, jak wcześniej Hale się domyślił - że ma do czynienia z młodym mężczyzną. Jego szczupłe ciało okrywał długi, czarny płaszcz, zapinany na czarne niczym świecące węgle guziki. Całkowicie suchy płaszcz, jak zanotował szybko inżynier Zeine. Suche były także krótkie, granatowoczarne włosy chłopaka, podkreślające miodowy, dość egzotyczny kolor jego skóry. Najbardziej zaskakujące były jednak jego oczy - para żółtych tęczówek, obie przedzielone podłużną kreską źrenicy. Hale widział takie u kotów, ale nigdy u ludzi. 
Przez chwilę obaj mierzyli się wzrokiem. Hale z rosnącym niepokojem, Claw z niepokojącą cierpliwością i obojętnością. Jego żółte oczy nie zdradzały żadnych uczuć. Nic się w nich nie odbijało. Żadna myśl. Żaden zamiar. 
- Hale Zeine,  przyszedłem zawrzeć z tobą kontrakt. 
Inżynier aż podskoczył w fotelu, słysząc te słowa. Zupełnie się ich nie spodziewał. To znaczy siedzący obok niego nieznajomy nie wyglądał na tego, który miał zacząć rozmowę, choć to on miał przecież jakąś sprawę. 
Dopiero po chwili dotarł do niego sens wypowiedzianych przez chłopaka słów. 
- Kontrakt? Jaki kontrakt? Nie mów, że jesteś...
Na nienaturalnie przystojną twarz Clawa wypłynął lekki uśmiech. Uniósł brwi.
- Myślałem, że jesteś bystrzejszy, Hale. Chyba nie sądziłeś choć przez chwilę, że jestem człowiekiem? 
- Ja... 
To prawda. Nie sądził. Od pierwszego momentu czuł, że coś jest bardzo nie w porządku. I to nie tylko dlatego, że cała ta sytuacja była podejrzana. Że ktoś, kogo zupełnie nie znał, zwracał się do niego po imieniu i nazwisku. I że wsiadł do śmigacza, nie otwierając drzwi. Po prostu do niego... wpłynął. To chyba najlepsze określenie. No i to jego suche ubranie... Powinien być przemoczony do suchej nitki. Gdzie tu logika?
I te jego oczy... Prawdę mówiąc, Hale trochę się bał spojrzenia tych dziwnych, żółtych tęczówek. 
- Nieważne - stwierdził Claw, nie czekając na odpowiedź. Prawą dłonią sięgnął do kieszeni swojego płaszcza, po czym wyciągnął z niej złożony na czworo świstek białego papieru. Podał  go Hale'owi. - Proszę, twoja pieczęć.
- Ale... Zaraz! Przecież ja nadal nic nie wiem!
Claw poruszył się niespokojnie w fotelu. 
- Dlaczego nie możesz dowiedzieć się po fakcie? Po prostu weź tę pieczęć i będzie po sprawie. 
- Niczego nie będę brał, dopóki nie wyjaśnisz mi, co się dzieje!
Hale się zaparł. Nie miał pojęcia, co się dzieje i o jakim kontrakcie mowa. Przecież na nic się nie zgadzał. Może i jego pamięć nie była doskonała, ale był pewien, że pamiętałby moment, w którym coś by podpisywał albo z kimś na coś umawiał. A gdyby spotkał kiedykolwiek na swojej drodze Clawa, na pewno by go zapamiętał. Zwłaszcza, że nieczęsto miał do czynienia z istotami spoza tego świata. Samo myślenie o tym, że w tym momencie siedzi tuż u boku jakiegoś demona, przyprawiało go o gęsią skórkę, ale starał się, jak mógł, by nie pokazać po sobie strachu. 
Claw, po chwili milczenia, westchnął i wygodniej ułożył się w fotelu. Tajemniczy świstek papieru chwilowo zniknął z pola widzenia Hale'a. 
- Rozmawiałeś z Lucifielem, prawda?
Hale drgnął. Zdążył już o tym wydarzeniu zapomnieć. Było tak nierealne, że zupełnie się go wyparł. Słowa Clawa podziałały na niego niczym kubeł zimnej wody. 
Stał się jeszcze bardziej podejrzliwy. Skąd ten dzieciak wiedział... 
- I zadałeś mu pewne pytanie dotyczące duszy twojej siostry? - drążył dalej żółtooki osobnik, bez najmniejszej odrobiny emocji w głowie. - I Lucifiel na nie odpowiedział, prawda?
Hale z trudem wyławiał to wspomnienie ze swojej pamięci. Naprawdę nie chciał pamiętać o tym, że kilka godzin temu stanął twarzą w twarz z niesławnym panem piekieł. Wszystko to wydawało mu się takie nierealne... Ale to przecież nie był jego świat, więc jego reakcja była naturalna. Odrzucenie faktów, których nie pojmował. Nie miał bowiem najmniejszego zamiaru rozmyślać o tych wszystkich wydarzeniach. 
Było, minęło. On o tym zapomniał. 
Przynajmniej do tej chwili. 
- Tak, odpowiedział. 
Claw wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- I naprawdę myślałeś, że on udzielił ci tej informacji za darmo?
- Co? Ale... ale nie było żadnej mowy o tym, że...
- Hm. Rozumiem. Lucifiel mówił, że możesz się opierać. 
Hale głośno przełknął ślinę. Zaczynał rozumieć, że został wyprowadzony w pole. Przez Lucifiela. 
- Powinienem był się tego spodziewać - wymamrotał, na chwilę zaciskając powieki. Gdy otworzył oczy, Claw z uwagą mu się przypatrywał. - Nic za darmo, prawda?
- Och? Doszedłeś do tego szybciej, niż sądziłem. 
Cholera. Hale miał małą nadzieję na to, że Claw zaprzeczy. Że chodziło mu o coś zupełnie innego, chociaż nie miał pojęcia, co to mogło by być. Cokolwiek, byle nie dług wdzięczności zaciągnięty u samego pana piekieł, Lucyfera. Ale to była jego wina -nie przemyślał sprawy. Pozwolił, by upadły wyprowadził go w pole. By pozwolił mu uwierzyć w to, że jest wielkoduszny i że z dobrej woli podzieli się z nim informacją o jego siostrze. 
Ha, powinien być mądrzejszy i wiedzieć, że to się odbije czkawką. A jeśli tak...
Cóż, nie pozostało mu nic innego niż wziąć byka za rogi i...
- Pozwolicie, że dołączę? 
Hale krzyknął, podskakując w swoim fotelu, a twarz Clawa natomiast po raz pierwszy zmieniła się pod wpływem zaskoczenia. Nawet w jego beznamiętnych oczach coś błysnęło. 
Na tylnym siedzeniu bowiem zmaterializował się Reth. Hale natychmiast rozpoznał właściciela tych wściekle czerwonych włosów, które znalazły się tak blisko jego twarzy. Anioł wsparł ramiona na zagłówko fotela, na którym siedział Claw, i posłał mu szeroki uśmiech. 
- I jak ci się podoba materialny świat, Claw? Jest o wiele ładniejszy od twojego małego wymiaru w piekle, prawda?
- Nathaniel... Nie, Reth. Tak się teraz nazywasz? 
- Och? Zapamiętałeś? 
Claw posłał mu lodowate spojrzenie.
- Źle bym na tym wyszedł, gdybym nie zapamiętał imienia sierotki, która pożarła Cerbera. Więc? Przyszedłeś podsłuchiwać? 
- Hm... Trochę - przyznał szczerze Reth, wzruszając ramionami. - Twoja obecność w tym świecie nie jest czymś całkowicie normalnym, więc stwierdziłem, że nie zaszkodzi sprawdzić, co kombinujesz. 
- Hm! Kontakt, który mam zawszeć z Hale'em Zeine jest całkowicie legalny, jeśli o to ci chodzi. 
Reth przelotnie spojrzał na jego dłoń, w której trzymał pieczęć, po czym zwrócił się do Hale'a: 
- Wpakowałeś się, inżynierze Zeine. Kombinowałeś coś z Lucifielem, prawda?
- Skąd miałem wiedzieć, że tak to się skończy?! - Hale był coraz bardziej wyprowadzony z równowagi.
Anioł westchnął. 
- Ha... Lucifiel zrobił to całkiem świadomie, wiedząc, że nie będziesz sobie zdawał sprawy z konsekwencji swoich czynów. Gdyby to ode mnie zależało, przyznałbym ci taryfę ulgową, ale... Sądzę, że Lucifiel ma jakiś plan. Jeśli przydzielił ci Clawa, to znaczy, ze musiałeś mu się spodobać w jakiś sposób.
- Nie pociesza mnie to - mruknął inżynier w odpowiedzi, krzywiąc się nieznacznie. Idea ,,podobania się" władcy piekieł zupełnie mu się nie podobała. Wcale a wcale. 
- A mnie trochę bawi - przyznał Claw. Po raz kolejny wyciągnął w kierunku Hale'a dłoń ze świstkiem papieru. - Miejmy to za dobą, inżynierze Zeine. 
Reth jednak powstrzymał go, zaciskając palce na jego nadgarstku. 
- Czekaj! Hale nic nie wie o zawieranych między nami a ludźmi kontraktach. Nie możesz tak po prostu się wprosić do jego duszy, nie informując o cenie wymiany.
- O czym wy mówicie? - zapytał Hale na potwierdzenie słów anioła. Rzeczywiście nie miał zielonego pojęcia o tym, jak zawiera się duchowe kontrakty. I był całkiem szczęśliwy bez tej wiedzy, jeśli ktoś się by go pytał. 
Claw westchnął. 
- Kontrakt między człowiekiem a każdą istotą duchową jest zazwyczaj zawierany przed jej urodzeniem, ale ty będziesz wyjątkiem. Nie urodziłeś się po to, by być Łowcą, ale się nim staniesz, czy tego chcesz, czy też nie. Kontrakty zawierane są na całe życie, więc kiedy już nasze dusze zostaną połączone, nie myśl, że się mnie pozbędziesz. 
- Ale... ale ja jestem inżynierem, nie Łowcą!
- O, właśnie! - Oczy Clawa błysnęły. Bardzo niebezpiecznie błysnęły. - Ludzie muszą zapłacić pewną cenę za zawarcie kontaktu. Zabieramy im coś ważnego w zamian za naszą moc. 
- Ej, zaraz! Chyba mam prawo się nie zgodzić? 
Hale wzrokiem szukał pomocy u Retha, który nadal zaciskał palce na nadgarstku Clawa. Przechylił lekko głowę, słuchając jego słów. Zauważył jednak, że inżynier szuka u niego wsparcia. Posłał mu więc uspokajający uśmiech.
- Nie musisz się zgadzać, jeśli zażąda od ciebie czegoś, czego w żaden sposób nie będziesz mógł mu dać. 
To Hale'a nie pocieszyło. Wcale a wcale. Przyszło mu do głowy jednak pewne pytanie. 
- A ty co odebrałeś Jue? 
Reth uśmiechnął się tajemniczo.
- Szczegóły kontraktu są znane jedynie Łowcy i jego strażnikowi. Nie mogę powiedzieć. 
- Daj spokój, wszyscy zainteresowani wiedzą, o co poprosiłeś Jue Metro - wtrącił Claw, prychając. 
- Och? - Anioł wyglądał na zdumionego. 
- Wymieniliście się swoimi przekleństwami, czyż nie? Ty zrzuciłeś w końcu ze swoich skrzydeł klątwę, przez którą traciłeś zmysły, w zamian pochłaniając moc, która nie niszczy twojej duszy. I która nie zniszczyłaby ciała Jue Metro tak bardzo, jak zrobiła to moc, którą mu przekazałeś. 
Reth puścił jego nadgarstek, nagle poważniejąc. Gdy się odezwał, w jego głosie nie było ani odrobiny ciepła:
- Nie wypowiadaj się o sprawach, o których nie masz pojęcia, Feuertod. 
- Och? Czyżby? - odparł Claw, uśmiechając się ironicznie. - A może mam o nich zbyt duże pojęcie i to cię niepokoi?
Anioł zmienił się na twarzy. Na mgnienie oka przybrał postać, której Hale nie mógł porównać do niczego, co znał. To było coś... zupełnie niezwykłego. Cudownego i przerażającego jednocześnie. Coś, co było wszystkim i niczym zarazem. 
Tak wygląda sens wszystkiego, pomyślał ze zdumieniem Hale. 
Tak wyglądają odpowiedzi na wszystkie pytania. 
Wszystkie tajemnice wszystkich możliwych wszechświatów. 
Hale wiedział, że gdyby w tym momencie stał, upadłby na kolana. Skoro jednak siedział, na znak szacunku tylko opuścił głowę i przymknął powieki. 
Nie był godzien patrzeć w oblicze anioła. To prawdziwe oblicze. 
- Jeden nieuważny krok, Claw, a spalę cię na popiół - oświadczył całkiem na serio Reth, po czym zniknął wraz z odgłosem łopotu skrzydeł.
Jeszcze przez chwilę w śmigaczu panowała cisza, którą przerwało w końcu głośne westchnienie Clawa. 
- Uff! Myślałem, że już po mnie! Zapomniałem, że nie powinienem zadzierać z jednym z odłamków duszy Mikaela. Reth jest co prawda małą jego cząstką, ale nawet ona posiada w sobie tę cholerną iskrę. Fuu. Mało brakowało!
Hale w końcu odważył się unieść głowę. I wyciągnąć dłoń po pieczęć. 
Zrozumiał, że nie ma wyjścia. 
- Więc? Jak będzie wyglądał nasz kontrakt? 
Claw w końcu przekazał mu pieczęć. Gdy tylko delikatny papier dotknął skóry Hale'a, stanął w płomieniach. Inżynier cofnął rękę, ale było już za późno. Na grzbiecie jego dłoni z sykiem wypaliła się czarna pieczęć przedstawiająca w pewnym stopniu skrzydlatą sylwetkę - albo krzyż, tyle że jego ramiona przypominały rozpostarte do lotu skrzydła. 
- No dobrze, a teraz pomyślmy, w jaki sposób mi się odwdzięczysz - oświadczył Claw, a Hale stwierdził w tym samym momencie, że w żółtych oczach demona odbija się zadowolenie.
Inżynier przełknął głośno ślinę, ale zrozumiał, że jest już za późno na to, by się cofnąć.
W tę zimną, deszczową, ciemną, burzową noc Hale zawarł pakt z Clawem Feuertodem. Tym, który zabrał mu wszystkie wspomnienia o siostrze i marzenie o tym, by stać się najlepszym inżynierem wśród archeńczyków. 

*** Od autorki ***
Uff. Rozdział napisałam szybko, ale aż do dzisiaj miałam na niego inny pomysł. Ale mniejsza. Jest Claw, jest Reth... Do szczęścia więcej mi nie potrzeba *o* No, może trochę brakowało mi Jue. Ale tylko trochę. 
Rozdział dedykuję Mai - natchnęłaś mnie, siedząc po drugiej stronie monitora. Te modlitwy o wenę zostały wysłuchane <3

7 komentarzy:

  1. No wreszcie! xD Czekałam i czekałam no i się doczekałam! <3
    Całe miast pogrążone w ciemności i ciszy? A co z grzmotami, błyskawicami? ;p Rozjaśniało się na pewno na chwilkę a potem grzmotnęło raz czy dwa? XD Ale mniejsza z tym maleńkim faktem ^^
    Rozdziało Hale <3 No to się będzie działo :) *zainteresowana czyta dalej* ^^
    "(...)gdyż nie spodziewał się tego, że ktoś - oprócz niego samego = mógł wyjść na zewnątrz w tak złą pogodę." czy tam nie powinien być myślnik zamiast znaku równości? ^^ Ja się nie czepiam tylko grzecznie komunikuje ze znalazłam błąd ;)
    No i tak czy siak przeczuwam kłopoty. Wcześniej jak piszesz o Hale ( w tym rozdziale oczywiscie) piszesz o nim jako osobie ktora jest w sumie zamknięta. W tym sensie ze ma klapki na oczach i nie widzi sensu w interesowanie sie niczym innym jak tylko swoim inżynierskim talentem ;) Ale jeszcze jak wspomniałaś o duchowym strażniku co tyłki tylko ratuje... przeczuwam ze skoro pojawił sie Claw to bedzie sie działo :/ No i w ogóle... Coś mi sie zdaje ze Hale zmieni nieco zdanie o Łowcach...
    Wiesz, parasolka to też dobra boń! Jak przywalisz zamkniętą i otworzysz ją gościowi przed oczami może dostać oczopląsów xD No al też bym sie wystraszyła na miejscu Hale'a. No kurcze, on musi krzyczec zeby go usłyszano a tamten gostek mowi cicho i wyraznie wśród wszechobecnego plusku wody i grzmotów... O.o o zgrozo O.o Czemu mam wrażenie że nie polubię Clawa? O_O
    No tak, toż to demon tak? dobrze mówie? :/ Claw jest demonem? i ten suchy płaszcz, przenikanie przez ściany. No, nie widzę innego wytłumaczenia ^^
    ZE WHAT?! Że niby Hale ma sie stać Łowcą? O_O NIe, no jeszcze raz muszę przeczytać ten fragment O_O
    No a jednak! Mówiłam, że coś będzie nie halo!! MÓWIŁAM! Limciu, chyba mnie zaraz coś z tego świata ściągnie O_O Jestem przerażona!! O_O Jakoś.. Nie wim czemu, ni jestem w stanie wyobrazić sobie Hale'a jako Łowcy :/ Ale.. w sumie byłoby to w pewnym sensie ułatwienie - Lan jest Łowcą, Hale by sie nim stał.. Od razu byłoby łatwiej o nich pisać razem, nie? XD hahaha
    No dobra - Claw wie o gadaniu z Lucynką.. O_o Heloł?! No, nie podoba mi sie to :/
    "- Tak, odpowiedział." myślniczek xD
    Czyli ze to wszystko sprawa Lucynki? Boże, jaka ona przebiegła O_O No, dobrze że nie muszę się o niego jako tak bac xD w sensie ze nie mam w sumie zamiaru pytac Lucka o nic, jakby sie pojawił nagle w moim domu ^^'
    RETH! On to sie pojawia w najmniej oczekiwanym momencie! Ale też w takim, w którym jest potrzebny nie? XD hahaha kocham gościa <3 mówiłam już kiedyś ze to mój nr one? :)
    Sierotka która pożarła Cerbera... buahahaha xD ładnie to ujęłaś xDDDD
    No no no... Lucynka zainteresowana Hale'm? No ciekawie ;) CO oznacza za Claw jest jakis dość potężny albo ma wysoką pozycję w piekiełku ^^ Fajnie fajnie ;D
    Oj, Reth jest zły? O_O BOję się o niego... Tak, boję się O NIEGO a nie JEGO samego xD Mam nadzieję, ze nie zamknie się teraz w sobie :/ Byłabym wielce rozczarowana :(
    "- Jeden nieuważny krok, Claw, a spalę cię na popiół - oświadczył całkiem na serio Reth, po czym zniknął wraz z odgłosem łopotu skrzydeł. " a nie trzepotu skrzydeł?? O.oo xD Przepraszam Limeciu, ze łapie za słowa, ale mam nadzieje ze nie masz mi tego za złe, prawda? :) Biorąc pod uwagę godzinę o której dałaś notkę można Ci każdy błąd, literówke itd wybaczyc. A ze w ogóle sie pojawił rozdział to moje uwagi są tylko... no wiesz :) Nie jestem znawcą i się tylko dopytuję mojej Mistrzyni Limietki czy nie powinno być inaczej, czy dobrze mi sie zdaje ze cos jest nie tak :) ^^ Wybaczysz? ;D
    Biedy Hale... Mam nadzieje, ze ten kontrakt nie zniszczy mu życia... i marzeń... :(

    ojojoj! Dziękuję za dedyk :* Coś rzadkością są one u Ciebie tymbardziej jestem zaszczycona że to ja dostałam dedykacje!! xD Rozdział był swietny :) A z resztą - przecież zawsze piszę to samo więc...? Mogłabym w ogóle nic nie pisac, albo zacząć zmyślać że jest do kitu ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wiesz, o co mi chodziło z tą ciszą, Mai ^.^ Wyraźnie napisałam, że miasto było pogrążone w ciszy, a nie niebo nad nim - co prawda, jest to brzydki skrót myślowy, ale chciałam jak najszybciej przejść dalej, a nie rozpisywać się nad tym, jak to nikt nie wychylił nosa poza próg własnego domu i jak pozamykano szczelnie wszystkie drzwi i okna i... Uff, nadal nie mam ochoty tego opisywać :D Ano, dalej powinien być myślnik, ale mniejsza o niego.
      No tak, Hale się nie interesuje tymi wszystkimi dziwnymi rzeczami - magią, strażnikami duchowymi, etc. - bo mu to niepotrzebne. Jest inżynierem, ale się chyba w tym momencie powtarzam ;p Tak samo Łowcy średnio interesują się inżynierią, bo ich to nie dotyczy. No i ba! Parasolka też dobra broń, chociaż z jakiegoś powodu przeczuwam, że na Clawa by nie zadziałała xD

      Wiesz, ja też go sobie nie wyobrażam jako Łowcy - dlatego właśnie może być ciekawie :D Będzie musiał całkowicie polegać na swoim strażniku, bo nie został wyszkolony do tego, by go kontrolować. Będzie ciekawie... ;p A Claw wiedział o rozmowie z Lucynką, bo sam Lucynka mu o niej powiedział, a jakże <3

      "Tak, odpowiedział" - tak miało być, żadnego myślnika tam nie trzeba O.o to znaczy Hale odpowiedział, że Lucynka "Tak, odpowiedział". Ha, nie myślałam, że będę musiała tę część tłumaczyć :D

      No ba! Reth pojawić się musiał, rozdział po prostu nie byłby kompletny, gdyby go zabrakło! <3 Chociaż nie wiem, chyba trochę przerażający mi wyszedł... Ha, i Claw też nie za bardzo przypadł Ci do gustu... No ja nie wiem, coś mi nie wyszło w tym rozdziale, choć przyznaję, że Claw miał wzbudzać respekt. W pewnym sensie więc osiągnęłam zamierzony skutek. I nie, Reth nie zamierza się zamknąć w sobie, a Claw rzeczywiście nie wie do końca, o czym mówi :D

      Nie, chodziło mi o łopot. Nigdy nie spotkałaś się z takim wyrażeniem? ;o I chyba nie pierwszy raz użyłam określenia ,,łopot", a nie trzepot. Że też dopiero teraz zwracasz uwagę XD Nie mam niestety słownika poprawnej polszczyzny, ale wystarczyło poszukać w internecie, by odnaleźć informację, że "łopot" to odgłos uderzeń skrzydeł o powietrze. Nie sądzę więc, że użyłam tego zwrotu w złym znaczeniu ^.^

      Usuń
    2. No wiem o co ci chodziło z opisem ;p ale ja się lubię wszystkiego czepiać, wiesz o tym, nie? nawet jeśli się na czymś nie znam ;p hahaha
      Już zrozumiałam o co chodiz z tym Tak, odpowiedział. Że też nie zczaiłam się na początku O.o Nie no, nie wierzę ^^'
      Co do Hale'a... No, ja sie o biedaka boje. Coś czuję, że Claw go trochę będzie wykorzystywał jako nowicjusza w sprawach Łowców XD
      Co do Łopotu - racja. Nigdy sie z tym nie spotkałam - nie wiem jak to możliwe, ale dobra ;p Ale sprawdziłąm i masz rację ^^ Zwracam honor ;p
      A co dl Clawa... Nie, Claw mi przypadł do gustu. Zapowiada się bardzo ciekawa postac ;p Mam wrażenie, ze będzie z nim duży ubaw. Nie wiem czemu ale wydaje mi się on być.. mieszanką Rtha i Zero. Nie wiem czemu O.o Ale mniejsza o to ;p

      Usuń
    3. A myślałam, że to ja jestem siostrą Czepiak ;p

      Hm, cóż... Claw nie jest potulny niczym baranek, zresztą po rz pierwszy z kimś zawarł kontrakt. Może nie znać obowiązujących strażników zasad, ale kto wie, może będzie miał chęć się ich nauczyć, zanim swoim zachowaniem doprowadzi biednego inżyniera do szaleństwa ;p Zobaczymy, jak jego postać się rozwinie. Ja także jestem tego ciekawa :D Nie mogę więc zapewnić, że rzeczywiście okaże się mieszanką Retha i Zero. Ale kto wie. Wszystko wyjdzie w tak zwanym praniu :D

      Usuń
  2. NARESZCIE!

    Liściak is back ;)

    heheh nie dziwie się, że Lucek żąda czegoś w zamian za udzielenie jakże istotnej informacji. Nie wiem jeszcze po co to robi, ale myślę,że Reth wyciągnie to z Claw'a ;)

    A jakie przekleństwo miał Reth?;O heh nie sądziłam,że wymienili się swoimi przekleństwami :X nie spodziewałam sie tego, myslalam, że zapłacił inna cene, a Reth przyjął przeklenstwo Jue z czystej uprzejmości :X

    Ciekawi mnie też jaką cenę zapłaci Hale... mam nadzieje ze nie swoja wiedzę...:X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic ci nie powiem ;p Niech to na razie pozostanie tajemnicą - obiecuję jednak, że dowiesz się w odpowiednim czasie! ;)

      Usuń