niedziela, 16 września 2012

Lizzie [03]

Czas mijał zadziwiająco szybko. Ani się obejrzałam, jak nadeszła wiosna, a wraz z nią moje urodziny, o których ja sama zdążyłam zapomnieć. Jeśli jednak znalazłby się ktoś, kto by o nich pamiętał i przyszedł złożyć mi życzenia szczęścia i pomyślności, zastałby mnie w laboratorium, pochłoniętą przygotowywaniem nowych lekarstw. Zima odchodziła w zapomnienie, więc do szpitala trafiało mniej osób. Nie znaczyło to jednak, że alchemicy mieli mniej pracy - wręcz przeciwnie. Co prawda nie musieliśmy sobie radzić z odmrożeniami, ale wahania temperatur potrafiły być równie niebezpieczne dla zdrowia, co trzaskający mróz. Zwłaszcza dla Łowców, którzy musieli pracować niezależnie od pogody, w końcu to od nich zależało bezpieczeństwo wielu miast.
Ode mnie natomiast, jako jednej z alchemiczek, zależało, jak szybko postawię tych gorączkujących, kaszlących i osłabionych ludzi na nogi. Tak więc niemal nie wychodziłam z laboratorium, warząc wszelkiego rodzaje napary z ziół i pomagając przy wytwarzaniu witamin w pigułkach, których ubywało każdego dnia. Nie miałam prawie w ogóle czasu dla siebie. Tak, jak rano wchodziłam i zakładałam biały fartuch, tak wychodziłam dopiero wieczorem, robiąc sobie tylko dwukrotnie w ciągu dnia przerwy na jedzenie i załatwianie najpilniejszych potrzeb.
Czułam się jednak dumna z faktu, że nikt nie kwestionuje moich umiejętności. Przydzielano mnie do pracy nad rzeczami, do których nikt nigdy nie dopuściłby nowicjusza w obawie, że puściłby z dymem całą Gildię. Tymczasem spod moich rąk wychodziły rzeczy, z których mógł być zadowolony każdy alchemik. Przy bardzo skomplikowanych miksturach tylko asystowałam, ale nawet nabywane w taki sposób doświadczenie mnie wzbogacało. Uczyłam się szybko i chętnie, nie tylko dlatego, że chciałam czuć się potrzebna - mimo mojej choroby. Robiłam to przede wszystkim dlatego, że czułam się spełniona i radosna w chwili, gdy kończyłam warzenie jakiejś mikstury, wiedząc, że ulży ona komuś w cierpieniu. 
Potem nadeszło lato. Zorientowałam się jednak tylko po upale, który panował w laboratorium. Przychodziłam ubrana tylko w krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach, jednak pot i tak spływał po mnie strumieniami. Robiłam więc sobie dłuższe przerwy, żeby uzupełnić zapas wody i soli mineralnych, które mnie opuszczały wraz z potem. W tym okresie trafiało do nas najmniej pacjentów, więc skupialiśmy się na robieniu zapasów potrzebnych jesienią. Koło południa jednak nikt nie był w stanie oddać się pracy. Południe było na to zbyt gorące i leniwe. Łowcy snuli się po Gildii niczym cienie - bez charakterystycznych peleryn. Ugotowaliby się, gdyby próbowali nałożyć na siebie coś więcej niż koszulkę i spodnie. 
Skorzystałam więc z okazji i pojechałam nad morze. Gdybym była zdrowsza, mogłabym się przespacerować, ale wiedziałam, że w takim upale, jaki panował na zewnątrz, nie dałabym rady przejść nawet połowy drogi. Zabrałam się więc z grupą najmłodszych Łowców pociągiem, starając nie rzucać nikomu w oczy. Zajęłam miejsce przy oknie i przymknęłam oczy, opierając głowę o gorącą szybę. Nie mogłam już się doczekać, kiedy wskoczę do wody, zanurzę się aż po szyję i będę wsłuchiwać się w szum morza, czerpiąc niewysłowioną przyjemność z obmywających mnie, z pewnością chłodnych fal.
Szkoda tylko, że nie wzięłam pod uwagę obecności Mai na plaży. Oraz Jue.
Dziewczynę usłyszałam, kiedy rozkładałam na piasku ręcznik - najbliżej brzegu, jak tylko się dało. Wielu ludzi wpadło na ten sam pomysł, co ja, więc zdobycie dobrego miejsca graniczyło z cudem. Udało mi się jednak wcisnąć między ogromny koc rozłożony przez czteroosobową rodzinkę a opuszczone chwilowo dwa duże ręczniki, zasłonięte z jednej strony przez parawanik. Dopasowywałam właśnie kształtem mój własny ręcznik do wolnej przestrzeni, gdy do moich uszu doszedł głos, który był dla mnie niczym siarczysty policzek.
- Ohyda! Obrzydliwość! Nigdy więcej nie wejdę do wody!
Zamarłam, zastanawiając się w pierwszym momencie, czy przypadkiem się nie przesłyszałam... ale nie, głosik odezwał się znowu, i to znacznie bliżej.
- Dlaczego nikt się nie zajmie tymi glonami? Fuj!
- Może ty się nimi zajmiesz, skoro ci przeszkadzają?
W pierwszej chwili nie rozpoznałam głosu Jue. Pomyślałam, że Mai musi towarzyszyć jakiś dorosły Łowca, może jej ojciec. Ta świadomość dodała mi odwagi: odwróciłam się, chcąc przekonać się o tym, że mój słuch mnie nie myli. 
Wtedy po raz drugi zamarłam. zobaczyłam bowiem zmierzającą ku mnie Mai z... Jue u boku. Jue, który zdążył się zmienić tak bardzo, dorosnąć tak szybko, że poznałam go dopiero po dłuższej chwili zastanowienia się. Te srebrnobiałe włosy jednak nie mogły należeć do nikogo innego. Poza tym, obecność Mai była dużą wskazówką. To oczywiste, że ta dwójka trzymała się razem, w końcu byli partnerami. Tam, gdzie znajdowała się dziewczyna, tam też musiał znajdować się Jue. Pilnowali się nawzajem - choć nie sądziłam, że Mai traktowała ten obowiązek zbyt poważnie. Zapewne cieszyła się po prostu, że ktoś taki, jak Jue, musi jej towarzyszyć, czy tego chce, czy też nie. Podejrzewałam, że gdyby dano mu jakiś wybór, nie byłoby go w tym momencie na plaży. W każdym razie nie wyglądał na szczęśliwego człowieka. 
Okazało się wkrótce, że para ręczników, która leżała obok miejsca, które zajęłam, należała do Mai i Jue.
Nie mogłam trafić gorzej. 
Co dziwne jednak, gdy oboje opadli na ręczniki, z kropelkami wody nadal lśniącymi na ich ciałach, nie zwrócili na mnie najmniejszej uwagi. Nie rozpoznali mnie?... Cóż, po Mai mogłam się tego spodziewać. Dlaczego miałaby pamiętać kogoś takiego, jak ja? Pamiętałam, jak nazwała mnie przybłędą. Komuś takiemu nie poświęca się wiele uwagi. Jej obojętność mogłam więc zrozumieć, ale Jue...? 
Przygryzając wargi w zamyśleniu, przyglądałam się, jak oboje smarują się kremami. Oczywiście robiłam to dyskretnie, nie chcąc wyjść na nachalnego podglądacza. Mai oczywiście w każdy możliwy sposób podkreślała, jak wspaniałe ciało posiada. Każdy jej gest świadczył o tym, że doskonale zdaje sobie sprawę z własnej urody i powabu. Błe. Z czystej ciekawości przez chwilę przyglądałam się, jak prowokacyjnie wyciąga przed siebie nogi, smarując je jednocześnie kremem. Zmysłowymi ruchami wcierała białą substancję w gładką, lśniącą skórę. Potem - tak, jak się spodziewałam - przewróciła się na brzuch i rozkazała, by Jue nasmarował jej plecy. 
- Nie ma mowy - odpowiedział chłopak, wzruszając ramionami.
Mai wydęła wargi. 
- Będzie gorzej, jeśli spalę sobie skórę na plecach.
- To opalaj brzuch - odparł Jue bez chwili namysłu.
- Ale ja chcę plecy!
Zachowywała się jak rozkapryszone dziecko, którym w końcu była, mimo kształtów, jakie nabrało jej ciało. Byłam ciekawa, co zadecydowało o tym, że przydzielono ją do Jue. To prawda, że w Gildii nie było wielu kandydatek, które byłyby w stanie dotrzymać chłopakowi kroku na polu związanym z magią, ale czy z tego powodu był zmuszony radzić sobie każdego dnia z humorami Mai? Czy to była jakaś kara? Bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie mógł pomyśleć, że dziewczyna będzie doskonałą partnerką dla Jue? 
Ja bym oszalała po kilku godzinach przebywania w jej obecności. A może nawet prędzej. 
Wyglądało na to, że Jue rzeczywiście mnie nie rozpoznaje. Mogłam mu to jednak wybaczyć - zapewne miał wiele rzeczy na głowie, dlaczego niby miałabym zostawać w jego pamięci? Co prawda zaproponował mi kiedyś, byśmy się razem pouczyli, ale nigdy nie skorzystałam z tego zaproszenia, gdyż byłam zbyt zajęta. Po części więc wina leżała po mojej stronie. W końcu to ode mnie zależało też, czy zostanę w pamięci chłopaka, czy też zostanę całkowicie zapomniana. 
Nie znalazłam powodu, dla którego miałabym się starać zapaść mu w pamięć. 
Wtarłszy krem w skórę, opuściłam w końcu swój ręcznik i ruszyłam ku szumiącemu morzu. Musiałam poruszać się bardzo ostrożnie, gdyż na każdym niemal kroku natykałam się na rozłożone ręczniki i opalających się ludzi, a przy brzegu tłok stał się, o dziwo, jeszcze większy. Szybko jednak odnalazłam miejsce, w którym można było przejść, i jednym skokiem znalazłam się w miejscu, gdzie fale mogły już obmywać moje palce u stóp. Zadrżałam mimowolnie, głęboko wciągając do płuc powietrze. Ach, jak przyjemnie... Promienie słońca mogły mnie teraz atakować. Ja zamierzałam się zanurzyć aż po szyję i nie zwracać na nic uwagi. 
Nie zrobiłam jednak nawet jednego kroku, gdy poczułam, że ktoś zaciska palce na moim ramieniu. Podskoczyłam, zaskoczona, a moje serce uderzyło dość boleśnie. Skrzywiłam się, unosząc lewą rękę na wysokość piersi. 
 - Cześć, Lizzie. 
Drgnęłam. Nie musiałam jednak odwracać głowy, by wiedzieć, że stoi przy mnie Jue. W końcu zdążyłam już poznać brzmienie jego głosu. Tak odmienne, a jednocześnie znajome. 
- Och, cześć - odpowiedziałam ostrożnie, rozglądając się na boki. Czy towarzyszyła mu Mai? Nie wyglądało na to, ale niczego nie mogłam być pewna. 
- Dawno się nie widzieliśmy. 
Mogłam tylko skinąć głową. Zrozumiałam w tej samej chwili, że Jue wcale o mnie nie zapomniał, a jego wcześniejsza obojętność była zapewne związana z obecnością Mai u jego boku, która z pewnością wygłosiłaby jakiś mało pochlebny komentarz, gdyby Jue zwrócił na mnie uwagę. Poczułam wdzięczność do chłopaka, który najwyraźniej wziął pod uwagę tę możliwość i nie pozwolił, by jego partnerka mi urągała, jak to miała w zwyczaju robić. 
Jue był bardzo spostrzegawczy. I ostrożny.
- Myślałem, że nigdy nie wychodzisz z Gildii i tego swojego laboratorium. 
- Nie wtedy, gdy mamy dużo pracy. W takim upale jednak ciężko jest nawet myśleć, więc zostałam zwolniona z dzisiejszych obowiązków.
Jue spojrzał na mnie przeciągle, jakby się nad czymś zastanawiał. Ja nadal próbowałam dostrzec Mai. Czy powinnam zapytać...? Poczułam się naprawdę źle ze świadomością, że dziewczyna może nas obserwować i snuć jakieś niedorzeczne domysły na temat naszej relacji. Co prawda lubiłam Jue, ale nie chciałam z tego powodu wpadać w żadne kłopoty. Nie po to trzymałam się na uboczu przez tyle lat, by z powodu jakiejś dziewczyny i jej humorów mój spokój ducha został zakłócony.
- Jak się trzyma twoje serce? - zapytał Jue, w końcu puszczając moje ramię. - Czy ten upał nie jest niebezpieczny dla twojego zdrowia? 
Wzruszyłam ramionami.
- Prawdopodobnie. Powzięłam jednak wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa. 
- Hm... będziesz pływać?
Spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Nie! To znaczy nie umiem pływać. Nie za bardzo miałam czas na naukę. Pomyślałam jednak, że trochę się pomoczę.
Jue roześmiał się, unosząc dłonie. 
- Spokojnie, nic nie sugerowałem. Czy będziesz miała coś przeciwko, jeśli ci potowarzyszę? Nigdy nie wiesz, co się może stać. 
Martwił się o mnie? To było miłe, ale zupełnie niepotrzebne. W wodzie znajdowało się tylu ludzi, że gdyby nawet złapał mnie skurcz albo zostałam zabrana przez fale, natychmiast ktoś znalazłby się obok mnie. Mimo to, nie zamierzałam odrzucać wyciągniętej ku mnie dłoni. I wcale nie dlatego, że chciałam utrzeć Mai nosa. Po prostu... Z Jue u boku mogłam się bawić znacznie lepiej, niż zamierzałam. Dlaczego nie? 
- Jeśli sądzisz, że nie będziesz się nudził...
Przechylił głowę na bok, uśmiechając się jeszcze szerzej, niż przed chwilą.
- Ależ skąd. 
Możliwe, że coś chodziło mu po głowie, ale stwierdziłam, że nie będę o nic pytać. Może po prostu był zmęczony towarzystwem Mai - chyba każdy by był na jego miejscu. Desperacko szukał więc osoby, z którą mógłby prowadzić rozmowę na całkiem zwyczajnym poziomie. A ja byłam całkiem zwyczajna pod tym względem akurat. Jad nie sączył się z moich ust i zatruwał nikomu myśli i życia. Jedyną niezbyt zwyczajną rzeczą, którą się wyróżniałam, była moja kondycja zdrowotna. Ale nie przeszkadzała mi ona w prowadzeniu zwyczajnych rozmów. I nie, nie wykorzystywałam tej słabości dla własnych korzyści, choć zapewne mogłabym to robić. 
- Jeśli czujesz się niepewnie, możesz chwycić mnie za rękę. 
Ha! Naprawdę miałam nadzieję, że Mai niczego nie widzi i nie słyszy. W innym przypadku chyba by mnie zniszczyła swoim ostrym języczkiem. I spojrzeniem. Bo nie wiem, czy zadałaby sobie trud wykorzystania w tym celu swoich białych, delikatnych rączek. 
Ogarnięta duchem przekory, wyciągnęłam dłoń i podałam ją Jue. Myślałam jednocześnie o tym, że jeszcze nigdy w swoim życiu nie trzymałam nikogo za rękę. Nie miałam więc pojęcia, jakie odczucia się z tym wiążą. Nie miałam też pojęcia, jak mała i delikatna wyda się moja dłoń w porównaniu z dużą, męską dłonią Jue. Zacisnęła się ona wokół mojej, całkowicie ją pochłaniając. 
Mimo to, ogarnęło mnie poczucie całkowitego bezpieczeństwa. 
- Podaj mi drugą, to wyciągnę cię na głębszą wodę. Nie bój się, będę cię trzymał. 
Gdy wykonałam jego polecenie, nagle poczułam, że coś się we mnie zmienia. Nie potrafiłam tego uczucia określić, ale... coś jakby we mnie ożyło. Mocniej zacisnęłam palce dłoni, starając się uspokoić przyspieszony nagle oddech. Serce w mojej piersi biło głucho i zdecydowanie szybciej, niż powinno, ale nadal bezboleśnie. W takim razie nie powinnam się martwić, ale... 
- To Amiel, prawda? - powiedział cicho Jue. Musiał się pochylić, bym go usłyszała. - Reaguje zapewne na Retha. 
Przełknęłam ślinę. Czy to było bezpieczne...?
- Czy Mai... Zaraz. Skąd znasz imię mojej strażniczki?
Jue przybrał nieprzenikniony wyraz twarzy. 
- Och? Wiem o wielu rzeczach. 
Czy powinnam drążyć temat...? Ech, pewnie i tak chłopak nic by mi nie powiedział. Albo by się czymś wykręcił, albo zachował milczenie. 
- Pytałaś o Mai?
A więc chciał zmienić temat, hm... No dobrze, niech mu będzie. 
- Zastanawiałam się, czy twoja partnerka reaguje w taki sam sposób. Trochę się niepokoję tym... uczuciem. 
Jue prychnął. 
- Ona? Nie, bo Reth nie chce na nią reagować. Wygląda na to, że mój strażnik... podziela moje uczucia wobec tej dziewczyny. Nie jestem pewien, czy... W każdym razie, dopóki Arcymistrz nas nie rozdzieli, jesteśmy na siebie skazani. 
- Hm... Próbowaliście już połączyć swoje siły? 
Byłam ciekawa. 
- Nie, przed nami jeszcze dość długa droga. Ani ja, ani Mai nie potrafimy jeszcze do końca panować nad naszymi strażnikami. 
Trzymając się jego dłoni, leniwie przebierałam nogami, utrzymując głowę ponad powierzchnią. Woda przyjemnie chłodziła moją rozgrzaną skórę. Całe moje ciało zaczynało się odprężać, a dziwne uczucie pobudzenia z każdą chwilą było mniej odczuwalne. Najwyraźniej moja strażniczka ponownie zapadała w letarg. Hm. Właściwie nie zastanawiałam się nigdy nad tym, co ona odczuwa, ale w tej chwili w mojej głowie pojawiło się pytanie z nią związane. Może dlatego, że po raz pierwszy naprawdę poczułam jej obecność. Do tej pory była moją strażniczką tylko teoretycznie. Jej imię poznałam z dokumentów, które otrzymałam, gdy byłam zdolna zapoznać się z ich treścią. Nie próbowałam się z nią kontaktować, wiedząc, że mogłabym za jedną taką próbę przypłacić życiem. A że nadal je ceniłam... 
Zareagowała jednak na strażnika Jue. Była żywa. Prawdziwa. Obecna. Naprawdę istniała gdzieś we mnie. Stanowiła moją siłę i obronę. Może popełniłam błąd, tak bardzo lekceważąc wcześniej jej istnienie. Może... nie wiem... może powinnam była z nią porozmawiać? Czy istniała taka możliwość? Czy to nie odbiłoby się w żaden sposób na moim zdrowiu? 
Spojrzałam niepewnie na Jue. Czy on mógł mi pomóc? Co prawda nie był w tej samej sytuacji, co ja, ale wydawało mi się, że wie o wiele więcej ode mnie na temat mojej kondycji zdrowotnej i mojej strażniczce. Nawet nazwał ją po imieniu. 
Czyżby... był nią zainteresowany? 
- Jue... 
- Hm? 
Przyglądał się chichoczącym nieopodal dziewczynom w skąpych strojach kąpielowych. Nic dziwnego. Ich ciała były o wiele ciekawsze od mojego. Nie przeszkadzało mi to. Jeśli patrzenie sprawiało mu przyjemność... Pewnie czuł mdłości na samą myśl o Mai i jej kształtach. Mogłam sobie wyobrazić, jak bardzo dziewczyna zaszła mu za skórę i do siebie zniechęciła, myśląc, że jej starania przynosiły odwrotny efekt. 
- Myślisz, że mogłabym przywołać moją strażniczkę, jeśli bym chciała? 
Wrócił do mnie spojrzeniem. Nie wyczytałam z jego oczu żadnej odpowiedzi - zauważyłam jedynie, że stały się jeszcze bardziej złote, niż przed kilkoma chwilami. Błyszczały naprawdę prześlicznie. Nic dziwnego, że znajdujące się blisko dziewczyny rzucały mu ukradkowe spojrzenia. Ha, ciekawe, jak bardzo by się zdziwiły, gdyby się dowiedziały, ile lat ma ten młodzieniec, który tak im się podoba. 
- Zapewne byś mogła, ale twoje ciało by tego nie wytrzymało. Myślałem, że o tym wiesz?
- Och. Sądziłam, że... Nieważne. 
Jue przekrzywił głowę. Pociągnął mnie jednocześnie na jeszcze głębszą wodę, trochę chłodniejszą. Mruknęłam z zadowolenia. 
- To prawda, że stan twojego serca nie pozwala na przywołanie twojej strażniczki i korzystanie z jej zdolności, ale... Wiesz, gdyby wzmocnić twoje serce przy pomocy magi...
- Żeby to było takie proste, na pewno już dawno by to zrobiono.
- Nie jest to oczywiste, gdyż potrzebowałabyś do tego odpowiedniej osoby.
- Jakiej osoby?
- Kogoś, kto byłby w stanie przy pomocy swojego strażnika wzmocnić twoje serce. Wtedy ty mogłabyś uwolnić swoją strażniczkę.
Westchnęłam. Ach, więc o to chodziło. 
- To prawda, ale na chwilę obecną w Gildii nie ma nikogo takiego, a alchemiczne mikstury są zbyt niebezpieczne. I nieskuteczne w większości przypadków. 
- Hm... A z moich informacji wynika, że jednak jest ktoś taki wśród uczniów. 
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Żartował sobie? 
- Jue...
- Co, nie wierzysz mi? Mogę cię mu przedstawić w najbliższym czasie. Jeśli uda mi się go złapać. 
- Co masz na myśl?
- Chłopak nie lubi tłumów i chowa się po kątach. Ciężko go czasem znaleźć. Z oczywistych powodów jego moc jest niedoceniana, ale gdyby połączyć go z tobą... Pomyślałem, że wspomnę o tym, kiedy się z tobą spotkam. Decyzja oczywiście należy do ciebie. Jeśli nie będziesz chciała, nie będę cie naciskał. Powinnaś robić to, na co masz ochotę, więc jeśli czujesz, że alchemia jest tym, co pociąga cię najbardziej...
- Ja... muszę to przemyśleć - powiedziałam. Myśli gorączkowo kłębiły się w mojej głowie. Czy mogłam zaufać słowom Jue? Nie żartował sobie ze mnie? Czy rzeczywiście miałam szansę uciec od piętna ,,dziewczyny z chorobą serca"? Jeśli tak... - Możemy wrócić na brzeg?
- Oczywiście.
Jue ze zdecydowaniem zaczął mnie ciągnąć w kierunku plaży. Gdy poczułam pod stopami dno, w końcu puściłam jego dłonie. Odczułam z tego powodu pewien smutek, ale szybko strząsnęłam z siebie to uczucie. Spojrzałam w zamyśleniu na towarzyszącego mi chłopaka. 
- Jue, dlaczego to dla mnie robisz? Tylko nie mów mi, proszę, że to z dobroci serca. Takie banały dawno przestały do mnie trafiać. 
Roześmiał się, po czym poklepał mnie po głowie. 
- Zastanawiałem się, kiedy o to zapytasz. Gdybyś tego nie zrobiła, uznałbym, że rozmawiałem z inną Lizzie. 
Próbował uniknąć tematu? Znowu? Nie mogłam mu na to pozwolić!
- Jue... 
- Reth się martwił - odparł chłopak, wzruszając ramionami. - Postąpiłem zgodnie z jego instrukcjami. 
- Reth to twój strażnik, prawda? 
Skinął głową. 
- Gdybym zapytała ,,dlaczego?'', pewnie byś mi nie odpowiedział? 
- Nie, ponieważ sam dokładnie nie wiem, co on planuje. Poprosił mnie jednak, bym zajął się tą sprawą, tak więc to zrobiłem. I, muszę przyznać, sprawiło mi to pewną przyjemność. Decyzja jednak należy do ciebie. Jeśli nie będziesz chciała, to w porządku.
- Wiem. Dziękuję...
Mai leżała na kocu zupełnie nieruchomo. Czyżby zasnęła? Trudno było mi w to uwierzyć, ale wszystko na to wskazywało. Jue, wzdychając, sięgnął po krem do opalania i zaczął go wsmarowywać w odsłonięte plecy swojej towarzyszki. Wyraz jego twarzy wskazywał, że robił to dość niechętnie, ale nie poprosił mnie o pomoc - chociaż mógł to zrobić, a ja nie odmówiłabym jego prośbie. Zrozumiałam więc, że chociaż Mai go irytuje, Jue nadal się o nią troszczy. Była dla niego ważna. Może bardziej jako partnerka, ale kto powiedział, że czuje do niej jedynie antypatię? Może Mai miała także swoje dobre strony, które Jue zdążył poznać i polubić? W końcu żadna osoba nie mogła być chyba tak do końca zła...
Ja także nasmarowałam się jeszcze raz, po czym położyłam się na chwilę. Palące słońce jednak zmęczyło mnie szybciej, niż sądziłam. Smażyłam się niczym na skwarka na patelni. Uch. Miałam wrażenie, że zaraz cała stanę w płomieniach. 
Podniosłam się, po czym zabrałam za składanie ręcznika, który wrzuciłam do plecaczka. 
- Wracasz już? 
Skinęłam głową. Myślałam, że spędzę na plaży więcej czasu, ale upał był po prostu nie do zniesienia. Narzuciłam na siebie luźną, białą koszulkę, po czym założyłam plecak na ramiona. 
- Bawcie się dobrze - powiedziałam, po raz ostatni spoglądając na Jue. Okazało się, że czytał książkę w pozycji półleżącej, oparty o wypchaną niemal po brzegi torbę. - Jeszcze raz dziękuję za informację. 
Jue skinął głową, nie odrywając wzroku od kart czytanej książki. Mai, która zdążyła się przewrócić na plecy, najwyraźniej spała, z rękoma rozrzuconymi wokół ciała. Ha, że też mogła tak beztrosko zasnąć w takim upale! Czy ona w ogóle pomyślała o konsekwencjach takiego zachowania? Gdyby nie troska Jue, zapewne nabawiłaby się naprawdę groźnych oparzeń słonecznych. Ale co ona mogła o takich rzeczach wiedzieć?
Kiedy znalazłam się na skwerze, skierowałam kroki w kierunku obleganej budki z lodami. Całe szczęście, wyglądało na to, że wszyscy zainteresowani zostają obsłużeni zadziwiająco szybko, tak więc ustawiłam się w kolejce, sięgając do plecaka po portfel.
Nagle poczułam, że ktoś zaciska palce na moim nadgarstku i ciągnie ku sobie. Potknęłam się, ale nie upadłam - powstrzymały mnie czyjeś ramiona i szeroka klatka piersiowa, w której mimowolnie zanurzyłam twarz. Co się...
- Hej! Tutaj zniknęłaś! Szukałem cię!
Nie znałam tego głosu. Ani sylwetki. Poczułam, że mężczyzna, który najwyraźniej pomylił mnie z kimś innym, odciąga mnie od budki z lodami. Zaraz! Próbowałam się wyrwać, powiedzieć, że złapał nie tę osobę, co trzeba, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Żelazny uścisk ramion unieruchamiał mnie całkowicie. Mężczyzna mówił coś do mnie, ale nie rozumiałam jego słów, gdyż szumiało mi w uszach. 
Łup! Łup-łup! Łup!
Pociemniało mi przed oczami, gdy ból zaatakował lewą stronę mojej piersi. Otworzyłam usta, próbując krzyknąć, ale żaden dźwięk nie wydobył się z mojego ściśniętego gardła.
Łup-łup-łup. 
Moje lewe ramię zdrętwiało. Chłód zaczął powoli rozlewać się po moim ciele. 
- Hej, patrzcie, kogo udało mi się złapać! Tym razem to niezła ślicznotka!
- Skąd ją wytrzasnąłeś?
Ból. W piersi. Serce. 
- Wow, dostaniemy za nią sporo kasy. Ile ostatnio nam proponowała ta dziwka ze wschodniej dzielnicy Ilois? 
Gdyby nie przytrzymywały mnie czyjeś ramiona, z pewnością osunęłabym się na ziemię. Poczułam też, że pot zaczął występować na moje czoło i szyję. Spływał chłodnymi kroplami po moim ciele, nad którym traciłam kontrolę. Świat wokół mnie gwałtownie tracił ostrość. 
Wszystko pochłaniał ból. Serce w mojej piersi szalało. Krzyczało. 
Pękało. 
Ostatnie, co doszło do moich uszu, do głośny, szyderczy śmiech.

3 komentarze:

  1. PIERWSZA!! CZEKAŁAM na to! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tak.
      Lizzie już od początku rozdziału jest w swoim żywiole ;) praca w laboratorium... czasami mam wrażenie że ona z niego w ogóle nie wychodzi. Wiem, to dziwne. Ale no naprawdę. Mam pare rzeczy które uwielbiam robić, ale... niestety większości po np siedzeniu przez tydzień nad czymś jestem tym zwyczajnie znudzona. Nawet jeśli jest to coś, co przynosi mi satysfakcję to czasem to, że coś już robię w nieskonczoność długo, zaczyna brać górę nad tym, czy to bede dalej robić czy nie ;/ Muszę nad sobą popracować-.-'
      I co? Ona spędziła całą wiosnę w laborku? :( I nikt nie pamiętał o jej urodzinach? :( A fe :(
      On i fajnie. Lato przyszło i Lizzie chciała isć nad morze. Pojchała i miała nadzieje ze bedzie mogła miło spędzić czas, a tu traaaach! Tam, ta ra dam! Oto jej wysokość Mai w towarzystwie swojego chłopaka, który nim być nie chce - Jue. xD Jak mogłaś tak jej zniszczyć życie, co? ;p Dobra, czytam dalej, może odkupisz swoje winy za ten incydent xD
      No nie! I to w dodatku położyłaś ich obok siebie?! O ty wredna jędzo!
      No i Jue. WIem, ze on jej nie lubi. I jego odzywki są naprawdę wskazane. Ja też Mai nie lubie ( boże jak to brzmi - Mai nie lubi Mai O.o KOSZMAR!). Jest taka... za księżniczkowata jeśli wiesz o co mi chodzi? ^^ No i oczywiście taka... piskliwa... błeeee :(
      Lizzie mówi ze prędzej niż po kilku godzinach by z nią nie wytrzymała... Ja bym padła zaraz po tym jakbym ją zobaczyła kilometr przede mną! Musieliby do mnie karetkę wzywać! Mai i okropnym, rozkapryszonym bachorem, który sądzi że świat padnie do jej stóp! Niech się chrzani dziewczyna!
      Kurcze, a jeszcze tak a propos zapominania ludzi. Szkoda, że jest tak że ludzie na których nam w pewien sposób zależy, zapominają o nas najczęściej :(
      Jue zależy na Lizzie. Tak, to jest moje zdanie i czuje, że jednak skłaniasz się do małego romansidła? :) Mi tam to nie przeszkadza ;) Nie wiem co chcesz dalej pisać, ale jestem bardzo zaciekawiona :) No, no... Jue bedzie uczył pływać Lizzie? Fajnie ;) Czuję, że Mai zniszczy tę wzniosłą chwilę ;p A poza tym... E tam! xD
      Czekaj, momencik. Jue wie jak sie nazywa strażniczka Lizzie? Ale jak? Czyżby przez ten cały czas on... On... Jkaby szpiegował? dopytywał sie o szczegóły dotyczące Lizzie? Hm.. zastanawiające.. i intrygujące zarazem... nieprawdaż? ]:-> No to powiem ci że już czuję, że na 85% będzie z tego romans. I nic mnie nie odwiedzie od tego! Chyba że zechcesz mi na złość zrobić ? ;p
      Hm... czy Lizzie zamierza podjąć próbę skontaktowania się z Amiel? Fajnie by było gdyby dała radę... I gdyby to nie odbiło się rykoszetem na jej zdrowiu :(
      CZEKAJ! Ale jak to.. Czy Jue próbuje ją z kims swatać? W sensie, ze.. w sensie? O.o No wiesz! Czekaj, co to za chłopak co po kątach się chowa!! I niedoceniany? O.o Czekaj, bo do pierwszego mogłabym Jue pryzporządkować, bo "chowa się przed Mai" ( też bym sie chowałą mając taką dziewczynę -.-') ale drugie? O.o Nie, to mi nie pasi... KTO TO DO JASNEJ ANIELKI JEST?!
      NIEEEEEEEEEEE! Czekaj, co oni chcą z nią zrobić/! Przecież ona jest umierająca! I ją tak... uprowadzają? :( Nieeeee! Jue, rusz swoje przklęte cztery litery i działaj!! Ratuj Lizzie! :(
      To jest straszne! Jak mogłaś?! Limeciu, dlaczego? Co Lizzie Ci zrobiła, że już chcesz się jej pozbyć? :(

      Usuń
    2. Ano. Lizzie jest całkowicie oddana swojej pracy - i to w dość niezdrowy sposób, jak widać. Zaniedbuje wszystko i wszystkich, poświęcając cały swój czas tajemniczym miksturom. Dziewczyna wiedzie dość smutne życie, choć gdyby ktoś się jej zapytał, jak się z tym czuje, zapewne odparłaby, że świetnie :D
      No ba, że musiałam to zrobić! Oczywiście, gdybym nie była taka zUa, mogłabym ograniczyć się jedynie do sylwetki Jue, ale... Ale nie! ;D Z Mai w tle zawsze jest zabawniej. Wiem, że jej nie lubisz, ale dla mnie pisanie o niej jest sporą przyjemnością. Ach, ta jej księżniczkowatość jest taka cudna ;D
      Hm, romansidło... Czuję, że mi z tego, mimo wszystko, wychodzi. Ech. No dobra, zobaczymy. Może wyjdzie, może nie... Nawet jeśli, to mam plan :D Nie pozwolę na to, by to wszystko było aż tak cukierkowate! O nie, nie. do tego nie mogę dopuścić! ;D
      I nie, Jue nie szpiegował Lizzie. To Reth szepcze mu to i owo na ucho. On ma jakieś niecne plany w stosunku do dziewczyny (albo po prostu męczy go towarzystwo Mai, więc desperacko szuka kogoś, kto byłby w stanie ją zastapić u boku Jue ;p)
      A chłopaczek to taki zwykły jest. Nie ma co się nad nim zastanawiać ;)
      Ano. Uprowadzają ją w celu odsprzedania wiedźmie, która zapłaci za nią najwięcej. Zuo panuje na tym świecie :D Life is brutal, powiedziałabym w tym momencie. Trochę dramatycznej akcji nie zaszkodzi temu opowiadaniu ;)

      Usuń