poniedziałek, 6 maja 2013

7. Rozterki Lan


Lan nie potrzebowała zbyt wiele czasu na to, by uporządkować swoje myśli. Oczywiście nieco wstrząsnęła nią prawda o pakcie krwi, ale nie na tyle, by całkowicie się pogubiła. Zrozumiała, że stała się odpowiedzialna za działania demona i że będzie potrzebowała dużej pewności siebie i opanowania, by sprawować nad nim należytą kontrolę, zwłaszcza w trakcie walki, ale to dziwnym trafem jej nie przerażało. W sumie była dumna z tego, iż Zero ją wybrał. I cieszyła się, że w końcu będzie mogła przydać się Jue, korzystając z mocy demona, chociaż jeszcze nie do końca wiedziała, w jaki sposób cały ten pakt miał w przyszłości funkcjonować. Czuła jednak, że Zero podchodzi do całej sprawy z należytą powagą i nie będzie sprawiał jej kłopotu. Lan czuła, że jego intencje są szczere - naprawdę chciał się podporządkować jej woli, choć była jeszcze tak niedoświadczona. Pochlebiało jej to i z tego też powodu zamierzała chronić pakt, który z nim zawarła. I miała nadzieję, że Jue nie znajdzie sposobu na to, by go anulować. 
A nawet jeśli, to zamierzała go powstrzymać. Tak zdecydowała. 
Jeśli okażesz się zbyt słaba, zginiesz.
Lan przymknęła oczy, gdy przypomniała sobie te złowieszcze słowa, które wypowiedział jej Mistrz. Nie miała powodu, by mu nie ufać, więc musiała uznać to stwierdzenie za prawdziwe. Trochę ją ono niepokoiło, ale, o dziwo, dziewczyna była pewna, iż nic takiego nigdy się nie stanie. Czuła, że Zero nie chce jej zniszczyć, a wręcz przeciwnie - zależy mu na tym, by utrzymać ją przy życiu. I dlatego z całych swych sił będzie ją chronił. 
Z całą pewnością nie miała żadnych złudzeń. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co się z nią stało. I jak wielka odpowiedzialność na nią spadła. Uznała po prostu, że nastał na to najwyższy czas. I choć ten zwrot akcji był dość nieoczekiwany - w końcu jej strażniczką była Peir - to Lan nadal uważała, że nie zrobiła nic złego. 
Twoja strażniczka może zacząć odrzucać jego krew. 
To był poważniejszy problem, choć Lan nie posiadała wystarczającej wyobraźni do tego, by sobie wyobrazić tę sytuację. A nawet jeśli straci Peir... Cóż, do tej pory naprawdę niewiele miała z niej pożytku. I choć dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo jest niesprawiedliwa, nie mogła myśleć inaczej. Peir mogła mieć swoje zalety, ale fakt faktem, że Lan nie była w stanie jej przywołać, co czyniło ją zupełnie bezużyteczną w krytycznych sytuacjach. Ryzykowała własnym życiem, by przywołać swoją strażniczkę, ale nadal nie była w stanie odnieść sukcesu. Peir była... gdzieś tam. A Lan, jako pełnoprawny Łowca, potrzebowała wsparcia w wielu sytuacjach życiowych. Fakt, że jej strażniczka była nieaktywna przez niemal cały czas, nie działał na jej korzyść. 
Lan zaczynała wątpić, iż kiedykolwiek uda jej się wezwać Peir do tego świata. Nie miała pojęcia, dlaczego jej strażniczka była tak trudna do przyzwania, ale takie były fakty. 
Dziewczyna w końcu westchnęła i zsunęła się z łóżka, na którym siedziała. Jue prosił ją, by zachowała najwyższą ostrożność w kontaktach z Zero i tak właśnie zamierzała postępować, ale nie zamierzała odrzucać takiej okazji. Zależało jej na tym, by móc w końcu stanąć u boku Jue, a mając Zero... W końcu otwierały się przed nią pewne możliwości, o których do tej pory mogła tylko pomarzyć. Oczywiście, nie zamierzała ustawać w wysiłkach przywołania swojej strażniczki, ale to mogło okazać się niewykonalne jeszcze przez jakiś czas. Tymczasem Lan skorzysta z okazji i zacznie się uczyć o tym, jak właściwie wygląda relacja między Łowcą a jego strażnikiem. Takie doświadczenie mogło okazać się dla niej bezcenne. 
Tak, tak właśnie postanowiła. 
Kiedy zdecydowała się w końcu opuścić pokój, zastała w kuchni tylko Hale'a, spokojnie pijącego kawę i przeglądającego leżącą przed nim książkę. Podniósł jednak wzrok, gdy usłyszał, że dziewczyna staje w progu. 
- Dzień dobry. 
Lan szybko się rozejrzała, zanim odpowiedziała na powitanie. 
- Dzień dobry... Mistrz wyszedł? 
Hale skinął głową, a dziewczyna spuściła głowę. No tak, mogła się tego spodziewać. Widziała przecież, jak bardzo wiadomość o tym, że Zero zawarł z nią pakt, nim wstrząsnęła. Był kompletnie wyprowadzony z równowagi, a jego złote oczy niemal rzucały iskry, kiedy z nią rozmawiał. Lan naprawdę nie chciała doprowadzać go do takiego stanu i smutno jej się zrobiło na myśl, że z jej powodu mógł wpaść w jakieś kłopoty. 
Nagle straciła całą pewność siebie. Zrozumiała, że przez chwilę postawiła Zero nad Jue. Żeby było śmieszniej, zrobiła to z powodu Jue. O ironio. 
- Usiądziesz? 
Skorzystała z zaproszenia, choć nagle poczuła się bardzo niepewnie. Gdyby mogła zapaść się pod ziemię, zapewne by to zrobiła. Naprawdę nie chciała nikomu przysparzać problemów, a wyglądało na to, że jednak się do tego przyczyniła. Daleko jej jednak było do tego, by przyznać się do własnej beznadziejności. Była po prostu... niedoświadczona. A jej niewiedza była przecież zrozumiała. Gorzej, że Lan chciała zaakceptować popełniony błąd i nawet wynieść z niego pewne korzyści. 
No, ale może sytuacja nie przedstawiałaby się tak bardzo źle, gdyby Zero nie całował jej na oczach Mistrza... 
Zakryła płonącą ze wstydu twarz dłońmi, gdy przypomniała sobie ten moment. Nic dziwnego, że Jue był tak wyprowadzony z równowagi! Ona także nie mogłaby zachować spokoju, gdyby Jue na jej oczach zaczął całować jakąś dziewczynę... Mishę na przykład... 
- Mistrz Jue wyszedł, ale powinien niedługo wrócić. Powiedział mi jednak, co się stało. Chcesz o tym porozmawiać?
Lan przygryzła wargę, nie do końca wiedząc, co właściwie powinna zrobić. Owszem, cała ta sprawa leżała jej na sercu, ale chyba nie było sensu o niej rozmawiać podczas nieobecności jej opiekuna. W końcu to jego najbardziej to wszystko dotyczyło, bo on sprawował nad nią pieczę. Ale z drugiej strony dziewczyna czuła, że dobrze by było podzielić się z Hale'em swoimi przemyśleniami i wątpliwościami. 
Rzuciła inżynierowi niepewne spojrzenie. 
- Czy Mistrz nadal był bardzo zły, kiedy wychodził?
Hale zrobił taki ruch głową, jakby chciał zaprzeczyć, ale nagle znieruchomiał. Potem tylko przekrzywił głowę, jakby nie mógł się zdecydować na jednoznaczną odpowiedź. 
- Właściwie nie, ale ja go nie znam na tyle, by oceniać, w jakim aktualnie jest humorze. Wiem tylko tyle, że kazał mi ciebie pilnować. 
Lan szerzej otworzyła oczy ze zdumienia. 
- Pilnować? W jaki sposób?
- Mam na ciebie uważać na każdym kroku. Słyszałem, że ten twój nowy strażnik nieźle sobie poczyna, a ja mam niby powstrzymywać jego niecne zamiary. Chociaż nie wiem, czy siłowanie się z demonem czy kimkolwiek innym jego pokroju wyjdzie mi na zdrowie. Sport lubię, ale rzucanie się na istoty nie z tego świata uważam za głupotę. 
Dziewczyna spłonęła rumieńcem na wspomnienie o tym, co wydarzyło się między nią a Zero tego ranka. Właściwie była ciekawa, czy za każdym razem będzie ją witał i żegnał w taki sposób... Oby nie, bo Jue zapewne by zszedł na zawał w bardzo młodym wieku. Lan aż się wzdrygnęła, gdy pomyślała o takiej możliwości. Naprawdę nie chciała sprawiać problemów, ale wyglądało na to, że nie potrafi nikogo przed nimi ochronić. 
Mogła jedynie mieć nadzieję na to, że Zero okaże się demonem na tyle sympatycznym, że ewentualnie Mistrz Jue go zaakceptuje.
Hm, w zasadzie dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że nie miała nawet okazji porozmawiać z demonem na jego temat. To chyba nie była normalna sytuacja... A nawet na pewno nie była. I chociaż potrafiła wyczuwać Zero dzięki zawartemu paktowi, to i tak nie była w stanie go przywołać w tym momencie, ani poznać jego myśli. Czuła jednak, że jest blisko i jeśli ona będzie go potrzebować, zjawi się na jej wezwanie.
Dziwne uczucie. 
- Czy to znaczy, że nie mogę nawet wyjść na zewnątrz? - zapytała, zwracając wzrok na Hale'a. 
- Możesz, ale pod moją opieką. 
- Hm... 
- To niezbędne środki ostrożności. Po tym, co się stało...
- Rozumiem. Ale jeśli wyjdziemy, to nie zapukasz do drzwi swojej sąsiadki? 
- Nie. Słyszałem już, co się stało między tobą a Mishą... Właściwie chciałem ci zadać pytanie w związku z tą sytuacją. 
- Uch, pewnie jesteś na mnie zły... Ale naprawdę starałam się nie wybuchnąć!
Hale potrząsnął głową. 
- Nie, niekoniecznie. To znaczy wierzę w to, że się starałaś. Przebywanie jednak w jednym pomieszczeniu z dziewczyną, która wyraźnie zagięła parasol na twojego Mistrza... Wyobrażam sobie, że to nie mogło być przyjemne. Naprawdę za nią przepraszam. Nie przypuszczałem, że Jue jej się spodoba. Do tej pory w ogóle nie interesowała się chłopakami, więc pomyślałem... Ech, byłem naiwny. W Gildii twój Mistrz też ma zapewne niezłe powodzenie.  
Lan uśmiechnęła się i skinęła głową. 
- To prawda, choć Mistrz wolałby mieć więcej spokoju... A przynajmniej tak ostatnio twierdził. 
- Miejmy nadzieję, że nie zmieni zdania. To znaczy że Misha go do niczego nie przekona. 
Lan uśmiechnęła się lekko. 
- Tak będzie lepiej dla Mistrza czy dla Mishy? - zapytała przekornie. Nabrała przekonania, że Hale miał oko na tę swoją sąsiadeczkę i naprawdę nie chciał jej oddawać w niczyje ręce. O dziwo, z tą wizją nie miała żadnego problemu. Uznała nawet, że byłaby z nich bardo ładna para. 
- Chyba dla obojga - zręcznie uchylił się Hale. - Ta ich relacja nie wygląda zdrowo i jest szkodliwa dla otoczenia... Tak przynajmniej ja to widzę. 
Lan zrozumiała, że mówi w tym momencie między innymi o niej. Uśmiechnęła się. 
- Nawet, jeśli coś między nimi zaiskrzy, szybko będzie musiało się skończyć. Jue jest Łowcą, i to zabójczo dobrym.  Osoby z takimi zdolnościami nie mogą wybrać sobie byle jakiej partnerki. To znaczy Misha nie jest byle jaka pod kątem osobowości, ale nie posiada magicznej mocy. Wątpię, by Arcymistrz spojrzał na taki związek przychylnym okiem.
- Hm? Nie wiedziałem, że istnieją dla Łowców jakieś ograniczenia w tym względzie. 
Lan potrząsnęła głową. 
- Ja także niezbyt wiele o tym słyszałam, ale tak jest przynajmniej w przypadku osób posiadających niezwykłą siłę magiczną. Partnerki życiowe są im przydzielane odgórnie. Rzadko kto się wyłamuje, bo wszystkim Łowcom zależy na zachowaniu jak największej liczby osób posiadających moc. 
- Hm... Czyli Jue jest tak jakby pilnowany? 
- Jue doskonale wie, że sam powinien się pilnować. 
Hale uśmiechnął się.
- Cóż, z takim wyglądem to pewnie nieco trudniejsze niż sądził. 
- Nie wiem, nie rozmawiał ze mną na tego typu tematy. 
- Ale jesteście partnerami? 
Dziewczyna westchnęła. Owszem, doskonale o tym wiedziała, ale i tak... 
- Hale, ja mam tylko dwanaście lat. No, niedługo trzynaście, ale i tak... Nadal wyglądam jak dziecko i Mistrz na pewno w taki, a nie inny sposób mnie widzi. Dlaczego miałby ze mną rozmawiać na tematy, które dziecka nie dotyczą? 
- Ale dotyczą jego partnerki, bo przecież oboje się pilnujecie czy coś w tym stylu, prawda?
Lan zmarszczyła brwi. 
- Nie do końca. Reth, strażnik Jue, pilnuje go zdecydowanie lepiej ode mnie. Tyle tylko, że Reth najwyraźniej nie ma dostępu do De Arche. Nie martwię się jednak tym, że Mistrz podejmie jakąś złą decyzję... Jak widać, do tej pory tylko ja wykazałam się brakiem rozsądku. Po prostu... Misha jest taka... Po prostu nie potrafię jej polubić. 
- Porozmawiam z nią później. Lepiej nie wdawać się w żadne konflikty podczas naszego pobytu tutaj. A skoro rzucacie się sobie do gardeł, to lepiej to przerwać. 
Lan czuła, jak na jej policzki ponownie wypływają rumieńce. Owszem, czuła się winna i nie zamierzała zaprzeczać. Owszem, nasłała na Mishę Zero. Owszem, demon trochę ją poddusił. I owszem, było się czym przejmować.
Jeszcze wielu rzeczy musiała się nauczyć. Opanowania przede wszystkim. Najpierw jednak musiała porozmawiać z Zero i wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji. Musiała wiedzieć, z kim właściwie ma do czynienia. I wolała to zrobić w obecności Jue, gdyż nie miała pojęcia, do czego może dojść podczas tej próby rozmowy. 
Właściwie coraz bardziej była ciekawa. 

Reth uznał, że sprawa jest poważna. I że on musi podjąć odpowiednie kroki ku temu, by sobie poradzić z narastającym bałaganem. Od chwili, w której przyszło mu rozmawiać z aniołem śmierci, nowym samozwańczym strażnikiem Lan, czuł niepokój. A właściwie nie tyle niepokój, co narastającą irytację, zupełnie niewłaściwą aniołowi. Nic jednak nie mógł na to poradzić. Irytował go fakt, że z powodu dawnych nieporozumień De Arche pozbawiono Łaski i on, jako anioł, nie mógł się do niego przedostać i trwać przy boku swego Mistrza, co przecież było jego obowiązkiem. Że też akurat tam musieli wykonywać zlecenie! 
Reth bez większego celu wędrował po pierwszym kręgu piekielnym, zaglądając od czasu do czasu do hałaśliwych barów, które wyglądały dość spelunkowato, i wychylał kufelek piwa albo siadał w kącie i sączył kolorowego drinka. Nie przeszkadzały mu kręcące tyłkami demonice, jawnie obnażające swoje ciała przed wzrokiem klientów. W końcu otrzymywały za to zapłatę. A dopóki interes nie był nielegalny, nikt z góry nie zamierzał kiwnąć w tej sprawie palcem. W końcu to było piekło. Demony mogły tu sobie urządzać takie rozrywki, jakie tylko chcieli. A Reth, który był również upadłym, czerpał pewną przyjemność z podziwiania krągłości przesuwających się przed jego oczami. 
Cóż, skoro nie mógł inaczej spędzać czasu, to stwierdził, że nadrobi zaległości w byciu upadłym. I nawet mu się to podobało. Skłamałby, gdyby powiedział, że przeklinał swobodę, którą został obdarzony. Owszem, nadal krępowała go Łaska, więc nie mógł popełnić żadnego niegodziwego czynu, ale mógł nagiąć kilka żelaznych anielskich zasad, które krępowały innych skrzydlatych. 
Zastanawiał się właśnie nad tym, czy nie uwieść ślicznej kelnereczki, która posyłała mu od dłuższej chwili wiele znaczące spojrzenia, kiedy w drzwiach baru pojawiła się nagle drobna postać Lucyfera. Wszyscy nagle zamilkli - oprócz Retha, który westchnął i wessał przez słomkę ostatnią widoczną ilość alkoholu w szklance. W nagle zapadłej ciszy rozległ się dość dziwny odgłos siorbania. 
Lucyfer spojrzał prosto na niego. 
- Ty. Chodź ze mną. 
Reth musiał w duchu przyznać, że nie podobał mu się ton głosu użyty przez Lucka, ale kim on był, żeby mu się sprzeciwiać? Zostawił więc na stoliku zapłatę za drinka, po czym wymaszerował z lokalu zaraz za plecami Lucyfera. Zdążył jeszcze puścić ślicznej kelnereczce oko, zanim zamknęły się za nimi drzwi. 
Anioł Światła odprowadził go na stronę, którą okazała się dość śmierdząca, wąska uliczka pomiędzy budynkami. Reth jednak żadnym gestem nie okazał, że odczuwa nieprzyjemny zapach, skoro Lucyferowi zdawał się on nie przeszkadzać. Uznał, że byłoby to bardzo niegrzeczne z jego strony, a on za żadną cenę nie chciał być niegrzeczny wobec jednego z najważniejszych archaniołów. 
Lucyfer skrzyżował ramiona na piersi, po czym spojrzał mu prosto w oczy. Nieczęsto się to zdarzało, więc Reth poczuł dreszcz strachu i ekscytacji jednocześnie. Zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem czymś nie podpadł, ale nie potrafił żadnego takiego wydarzenia przywołać z pamięci. Więc chyba nie chodziło o coś, co zrobił... 
- Misiek mówił, że zalewasz w samotności robaka. 
Reth poczuł się tak, jakby ktoś go nagle uderzył w twarz. 
- Mi... Mikael? Skąd... 
- Nie bądź naiwny. Jesteś jego częścią, więc on doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się z tobą dzieje. I kiedy. 
- Więc zupełnie bezceremonialnie mnie podgląda? Czuję się z tym trochę... nieprzyjemnie. 
Lucyfer nie spuszczał z niego wzroku, a jego twarde spojrzenie zmusiło Retha do zachowania powagi. Anioł poczuł się dość nieswojo, ale nie odważył się zasugerować, że sobie pójdzie. 
- Czy to prawda, że myślałeś o porzuceniu swojej Łaski?
- A więc o tym także wie... 
Lucyfer zmarszczył brwi. 
- Więc to prawda? Chcesz wybrać jedną ze stron?
Reth westchnął i spuścił wzrok. Właściwie miał zamiar powiedzieć, że to były tylko takie swobodne rozmyślania, ale... Sam w zasadzie nie wiedział. Był jednak pewien, że bez konsultacji z Jue o niczym nie będzie decydował, bo ta sprawa dotyczyła ich obojga. W końcu istniała różnica między sprawowaniem kontroli nad aniołem a demonem. I to właśnie ta świadomość powstrzymywała go do tej pory przed podjęciem ostatecznej decyzji. 
- Po prostu nie chcę czuć się jak wyrzutek - stwierdził w końcu. - Mam wstęp jedynie do pierwszego kręgu Nieba, gdzie rezydują stróżowie, no i oczywiście Most Niebiański. W piekle mile widziany jestem tylko w pierwszym kręgu, wraz z wieloma innymi odszczepieńcami. W żadnej z tych lokacji nie czuję się zbyt dobrze. Z powodu Łaski piekło niezbyt mnie pociąga, a przebywanie ze stróżami jest... mało satysfakcjonujące. Zawsze była jeszcze Ziemia, ale na chwilę obecną nawet tam nie jestem mile widziany przez sytuację dotyczącą De Arche.
- Hm... Więc nie możesz znaleźć sobie miejsca...
Ton jego głosu brzmiał podejrzanie. Gdy Reth na niego spojrzał, zauważył na ustach Lucyfera cokolwiek dziwny uśmieszek. O co mu chodziło?
- A pytałeś może Misia, by oczyścił cię z twojej niełaski? 
Poprosić Mikaela... O nie!
- Z tego, co mi wiadomo, jego stan psychiczny jest dość... niepewny. A ja nie chcę skończyć jako kupka świetlistego proszku. 
- On cię nie spali. Jesteś jednym z jego najbardziej udanych, hm, projektów. Może rzeczywiście czasem się nie kontroluje i dlatego siedzi zamknięty w tej swojej rezydencji, ale nadal jest na tyle normalny, że udało mu się ze mną porozmawiać kilka chwil temu. Na twój temat. 
- O. To coś... nowego.
- Reth. Misiek ładnie cię prosi, byś przemyślał całą sprawę. Zaprasza cię do siebie na rozmowę. Prawdę mówiąc, byłbym całkiem zadowolony, mając cię po swojej stronie. Jednak oboje doskonale wiemy, z jakiego powodu masz w sobie anielską Łaskę. A ja nie lubię tego typu kłopotów. Kto by to potem sprzątał?
Reth się wzdrygnął. Dawno nie myślał... o TYM. A w sumie powinien. Przecież nie tak łatwo zapomnieć o tym, jakie przekleństwo dzielił na równi z archaniołem Mikaelem. Gdyby je uwolnił... zapewne zostałby zniszczony. Nie rozumiał tylko, dlaczego z tego powodu ma być zepchnięty na margines społeczny. W końcu to nie jego wina, że stał się tym, kim jest. Klockiem, który nigdzie nie pasuje, balansując wciąż na krawędzi.
- Mówił, kiedy mam się z nim spotkać?
Lucyfer uśmiechnął się.
- Jak najszybciej. 

***
Naprawdę dobrze tu wrócić! Czuję jednak, jak bardzo zardzewiałam, niestety. Ale pisanie o Rethcie jest takie fajne! :D Ach, i w końcu poruszyłam kwestię tego paktu krwi! Nadal nie zrobiłam tego w planowanym stylu, ale ruszyłaaaaaaam! :}

11 komentarzy:

  1. *dumny pierwszy komentarz!*

    Liściak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy i ostatni - czy ja wiem, czy dumny? :p

      Usuń
    2. Jak ostatni jak nie ostatni? ;)
      a teraz będzie trzeci! ^_^

      chwila przerwy, muszę sobie przypomnieć na czym ostatnio stanęło :O Dlacxzego dopiero 7 rozdział? Myślałam, że jest ich więcej :O
      Hm... mam wrażenie, że czytałam ten rozdział :-O
      od strony technicznej, sporo powtórzeń "czuła" na początku. Lan nie jest słaba... Nieśmiała, niepewna, niedoświadczona... ale przecież jest silna, skoro jej strażnikiem jest Peir! Gdzie Zero do Peir?! Jue mógłby troszkę bardziej w nią wierzyć! Chyba, że powiedział to specjalnie, aby ją przestraszyć, by w odpowiedniej chwili zgodziła się zerwać/anulować kontrakt.

      No i moje argumenty zostały zbite... nie sądziłam, że Peir może odrzucić jego krew :O Ale jak miałaby to zrobić? Czy Peir miałaby odrzucić jego krew z powodu względów fizjologicznych, czy dlatego, że tak postanowiła? jak takie odrzucanie krwi wgląda? ee i jak do tego ma się utrata Peir? Lan musiałaby wybrać, którego strażnika woli zatrzymać? :O
      Ostatnio stanęło na tym, że będą mieli Lan na oku... Hale jakoś niespecjalnie się do tego przykłada skoro spokojnie popija sobie kawusię w innym pomieszczeniu niż to, w którym przebywa dziewczyna.. :O
      a wiesz, że zagryzanie warg to dysfunkcja, którą trzeba wykorzeniać? Tak mi powiedział mój dentysta :D
      Coś mi świta odnośnie prokreacji łowców... Albo nie świta... jak to... Oni sypiają z innymi silnymi łowcami przeciwnej płci w celu powołania do życia silnego łowcy i każdy partner jest odgórnie wyznaczany? W takim razie co z ojcem Jue? Przecież on sam wybrał swoją żonę... Nikt chyba by się nie zgodził na związek łowcy z wiedźmą. Czy on jest jednym z tych co się wyłamali? Jakie za to poniósł konsekwencje? Wydaje mi się, że jakieś poniósł... I to straszne, inaczej przecież większość łowców olałaby system i była z partnerami których kocha...?
      o! łaska... łaska nie pozwala mu robić nic złego... zastanawiam się czy gdy Reth po0rzuci łaskę przejdzie kryzys tożsamości i będzie musiał wykształcić sobie sumienie... teraz jako tako przez łaskę rozróżnia co jest dobre a co złe.. a gdy ją straci, nic nie będzie go krępowało.. wiem, że jest stary doświadczony itd, ale to chyba trochę jak z amerykańskim nastolatkiem, którego rodzice zostawili samego w domu na kilka dni :D Musi poszaleć, wykorzystać na maxa wolność! :-D
      hihihi podoba mi się to jak Lucek działa na innych. nawet Reth czuje przed nim respekt ;) o masz, chyba jednak nie porzuci łaski... no, no.... to idzie w ciekawym kierunku :D co prawda do de arche wciaz nie będzie miał wstępu, ale jednak....
      PISZ KOLEJNY ROZDZIAŁ!
      /Liściak

      Usuń
    3. Haha, chodziło mi o to, że jako jedyna tutaj komentujesz :D No, ale skoro zostawianie "pierwszych" komentarzy sprawia ci przyjemność, nie będę tego zabraniać nikomu :D

      A, to pewnie dlatego, że sobie wyobrażałaś ten rozdział, dlatego odczuwasz takie deja vu! :D Nic dziwnego, skoro tak nagle przestałam pisać... a że skończyłam w takim momencie... domysły, domysły :D
      Hm... w sumie sama nie wiem, co tam porobiłam z tymi strażnikami. Peir nadal mi się podoba, ale nie wiem, nie potrafię jej jakość odpowiednio wprowadzić do tego opowiadania. I całkiem możliwe, że są powtórzenia, W OGÓLE tego rozdziału nie sprawdzałam. Moje baterie są na wyczerpaniu i w ogóle cud, że napisałam ten rozdział. O sprawdzaniu mowy nie było :)
      Co do tej krwi - to bardziej fizjologiczne względy. Strażnik łączy się ze swoim łowcą paktem w pewnym sensie cielesnym. To znaczy siła Peir w pewnym sensie krąży we krwi Lan... A że Zero się doczepił... mogą być problemy :D
      Ha! Ale zagryzanie warg jest takie popularne! :D Nie żebym ja zagryzała, ale jak się pisze, że ktoś przygryza wargi, to od razu wiadomo, że to oznacza niepewność.Dentysta niech siedzi cicho, ot co ;p
      O prokreacji łowców kiedyś już dyskutowałyśmy, nie chce mi się od nowa pisać tego samego :D Sytuacja przedstawia się mniej więcej tak, jak to przedstawiłaś - dobierają sobie partnerów, biorąc pod uwagę przede wszystkim to, jak wielkim potencjałem mogą się poszczycić. A że Aol Metro się wyłamał... Bywają i tacy :D
      Z Rethem jeszcze nie wiem, co zrobię. Kusi mnie, by uczynić go w pełni upadłym, ale... bo ja wiem... Przemyślę to jeszcze. Ważniejszy był Lucek w tym rozdziale XD
      Adios! ;*

      Usuń
  2. Witam,
    ej kochana czemu mi nie dałaś znać na gg o nowym rozdziale... no chyba się fochnę.... a mnie nie liczysz do komentujących? zzuje się urażona.. ;]
    wreszcie powróciłaś po tak długiej przerwie (ale chyba wiesz gdzie tak naprawdę oczekuje rozdziału)
    jak to Per może odrzucić krew Zero, ja tego nie chcę, chyba, ze dojdzie do tego, ze Lan będzie musiała wybrać którego strażnika chce... Hale ma pilnować Lan, choć jakoś tak nie specjalnie się do tego przykłada, siedzi w innym pomieszczeniu, spokojnie popija kawusie.... Lucka wspaniale przedstawiłaś, wszyscy czuja przed nim respekt, nawet Reth... Ciekawe w jakim kierunku pójdziesz i co zrobisz z Reth'em....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że mam cię informować tylko o rozdziałach pojawiających się na Naruciaku... postaram się poprawić ^.^ To znaczy kiedy w końcu pozaliczam wszystko to, co muszę i zasiądę do pisania :)

      Usuń
  3. niah niah niah :D
    Miło w końcu przeczytać następny rozidzal Łowców *-* Nie będę się fochać zeby nie zapeszyć, bo chciałabym zebyś wkrótce coś dalej napisała :*
    Co do treści. Gdybym była na miejscu Lan, pewnie podobne miałabym przemyślenia. Z jednej strony czułabym sie mega wyróżniona tym ze taki ktoś mnie "wybrał" a z drugiej strony byłabym.. sama nie wiem. zaskoczona i może tak... nie wiem :D
    Hale pilnujący Lan. Szczerze, to nadal nie wiem jakie masz zamiary co do jego pastaci :o To mnie bardzo irytuje >.< o ironio, czemu nie mogę siedzieć w Twojej głowie i wiedzieć co sie stanie dalej? *wznosi ręce w geście poddania*
    Jue schodzący na zawał... No nie życzę mu tego oczywiście, ale widok mógłby być kuszący *myśli*. Nie waż mi sie go jednak tak szybko uśmiercać :D Jakaś śpiączka wystarczy... chociaż nie, to już było.. no to musisz wymyślić coś innego xD
    Yeah, Reth powraca :D No to tak, balanga, alkohol, driny i inne cuda, a tu nagle bum - Lucynka wpada. Cisza, a w niej : "W nagle zapadłej ciszy rozległ się dość dziwny odgłos siorbania" Buahaah xD Reth jest cudowny! Ale inna sprawa ze wiedziała ze to skubany zrobi, haaha ! Lucek jak zwykle wyszedł wspaniale. poza tym musze powiedzieć po raz stny ze kocham tego bohatera! I czuje ze bedzie sie działo w następnym rozdziale~! Ale nie mam pojecia czego sie spodziewać. Nie wiem co zrobisz z Reth'em.
    Czekam na nexta! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;* Dawno żeśmy nie rozmawiały :D Naprawdę cieszę się, że wpadłaś (to pewnie sprawka Liściaka, już ja ją znam haha :D)

      A wiesz, nawet ja za bardzo nie wiem, co się konkretnie dzieje w mojej głowie z pomysłami dotyczącymi Łowców :) Co jakiś czas przychodzi mi do głowy coś innego, ale zawsze w końcu się rozpraszam i nic nie powstaje. Może kiedy wszystko pozaliczam na uczelni... :)

      Usuń
    2. Nie, to nie wina Liściaka :D Sama tu wpadłam wiec wiesz ;p
      co do zaliczania - nie dobijaj mnie, ja mam sesje pełną zaliczeń a na dodatek papierkowa robota w sprawie erasmusa :/ Koszmar :(
      Powodzenia na sesji :*

      Usuń
  4. kiedy coś nowego? :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę nad rozdziałem, ale nic nie obiecuję :D

      Usuń