niedziela, 21 lipca 2013

10. Co wie Hajime



Ojciec naprawdę bardzo źle zrozumiał relację, jaka mnie łączyła z Junem, ponieważ już następnego dnia rano otrzymałam od niego bardzo długi e-mail, który przyprawił mnie o rumieńce wstydu. Co śmieszniejsze, zagroził, że jeśli z jakiegoś powodu ta nić naszego ,,porozumienia" zostanie zerwana (tu wyraźnie insynuował coś w stylu, że ja jestem w stanie to zrobić), sam postara się o kandydata do mojej ręki. Już nawet miał kogoś konkretnego na oku, z racji czego przesłał mi w załączniku zdjęcie tegoż pana i wszelkie jego dane. Włos zjeżył mi się na głowie, kiedy mój wzrok padł na portrecik potencjalnego pana. Był łysy, bardzo korpulentny, z nalaną twarzą, w której świeciły się małe, świńskie oczka wyrażające jakąś niezrozumiałą dla mnie dumę. Trzy podbródki spływały na nieskazitelnie biały kołnierzyk koszuli, opinającej do granic swych możliwości ogromne kształty tegoż pana. Jak doczytałam, bardzo energicznego przedsiębiorcy, dwukrotnego wdowca w pięciorgiem córek (a więc był w podobnej sytuacji, co mój ojciec - najwyraźniej nie zamierzał jednak czekać na pojawienie się odpowiedniego zięcia, tylko wziąć sprawy w swoje ręce i spłodzić sobie syna... uch!). Kolejny włos zjeżył mi się na głowie, kiedy przeczytałam, że ojciec już się z nim kontaktował w ,,wiadomej sprawie", w wyniku czego zrozumiałam, że muszę - muszę! - coś z tym fantem zrobić.
Tego ranka, cała w rumieńcach, wysłałam mu odpowiedź, nad którą myślałam całe pięć minut.
- Rei, idziesz pod prysznic? - krzyknął z dołu Jun, trzaskając odrzwiami od łazienki.
- Za chwilkę! - odkrzyknęłam, jak szalona stukając w klawisze mojego małego, podręcznego laptopa. Gniew i determinacja dodawały mi energii.
- Radzę ci się pośpieszyć. Nie wiadomo, kiedy skończy się gorąca woda!
- Tak, wiem! - odparłam, z dumą klikając ,,wyślij" i zamykając klapkę z niejakim impetem. Zsunęłam się z łóżka i chwyciłam przygotowany wcześniej mundurek.
W dość radosnym nastroju zbiegłam ze swojego pięterka i przecisnęłam się koło Juna, który energicznie suszył swoje włosy, przecierając je ręcznikiem. Nie zaszczycił mnie ani jednym spojrzeniem. Od wczorajszej wpadki, z której jakoś udało mi się wybrnąć, oczywiście kłamiąc jak z nut i przyrzekając, że nie mam nic wspólnego z ,,tym Nagare-san", jak pozwoliłam sobie określić własnego ojca, jakoś nie potrafiliśmy się porozumieć. Znowu. Chociaż to może dlatego, że moje kłamstwo stawało się coraz bardziej oczywiste i Jun tracił do mnie zupełnie zaufanie. Aż dziwne, że Hajime się niczego nie domyślał. Albo udawał, że nic nie wie… Nie wyobrażałam sobie jednak, by mógł taką informację trzymać dla siebie. Po nim spodziewałabym się jakiegoś szantażu w zamian za milczenie…
Swoją drogą, gdzie on się podziewał? Dopiero teraz zauważyłam, że jego część pokoju świeci pustkami, nie mówiąc już o ciszy, która wypełniała nasze dormitorium w tym momencie. Poranek bez docinków ze strony Iwakury? Czyżby to był mój szczęśliwy dzień?
- Jun, gdzie Hajime? - zapytałam, nie mogąc ukryć ciekawości.
- Miał dzisiaj zdać sprawozdanie z wczorajszej imprezy - odparł Jun, odrzucając w końcu ręcznik na łóżko. - Zapewne siedzi na zebraniu.
- O tej porze?! - krzyknęłam, spoglądając z niedowierzaniem na zegarek. Dochodziła ósma. Rano. - Kto zdecydował się na taką godzinę?!
Jun posłał mi uśmiech.
- Jak to: kto? Oczywiście, że Hajime. Wczoraj mówił coś o tym, że nie ma ochoty tracić czasu, więc zwołał zebranie na siódmą. W zasadzie mogło być gorzej, w końcu on wstaje mniej więcej o piątej nad ranem…
W tym momencie drzwi naszego pokoju gwałtownie się otworzyły, po czym stanął w nich Hajime, najwyraźniej w nie najlepszym humorze. Oczywiście jego pierwszą czynnością tego dnia było posłanie mi zjadliwego spojrzenia, po czym rzucił czymś w moim kierunku. Wyglądało to jak jakaś teczka.
- Ty się tym zajmiesz, Nagare - oświadczył, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie, po czym skierował kroki do łazienki. - Jun, pomóż naszej sierotce.
Uniosłam brwi, nie do końca wiedząc, czy mam w tej chwili wydrapać mu oczy, czy jednak pozwolić mu jeszcze żyć. Po chwili wahania, w której to Hajime zniknął w łazience, zatrzaskując za sobą drzwi, zdecydowałam się na to drugie rozwiązanie. I tak nie miałam wyjścia, skoro mi uciekł.
I co z moją poranną toaletą? Cham się wepchnął! Nawet się nie zapytał!
Uch, nienawidziłam go!
Z westchnieniem rezygnacji usiadłam przy biurku Hajime (jakąś satysfakcję musiałam mieć!) i położyłam na nim grubą teczkę, która wcale mnie nie zachęciła. Zastanawiałam się, co tym razem miałam wykonać za niego. I dlaczego w sumie, nawet się na to nie zgadzając, zostałam do tego oddelegowana?
Teraz jednak już nic nie dało się z tym zrobić. Z przekonaniem, że pewnie zwalił na mnie jakiś niemiły obowiązek, który powinien należeć do głowy samorządu, otworzyłam teczkę i…
- Och. Ojej!
Moje łapki same wyciągnęły się po te cudeńka i wyłożyły je na blat biurka. Z zachłannością, która musiała malować się na mojej twarzy, pochłaniałam wzrokiem pierwszą kartę.
- Czy to nie są moje zdjęcia? - zapytał Jun, pochylając się nade mną i natychmiast wyrywając mnie ze stanu uwielbienia, w który wpadłam.
- To są zdjęcia z poprzedniej sesji? - zapytałam, biorąc do rąk dwa pierwsze zdjęcia. Na obu Jun wyglądał naprawdę wspaniale.
- Tak. Pani Iwakura zazwyczaj wysyła cały materiał do Hajime, by ten go przejrzał i zdecydował, co ma się znaleźć w ich katalogu. Przy okazji ja też mogę sobie wszystko przejrzeć i zaprotestować, jak coś mi się nie będzie podobać.
Poczułam, jak kręci mi się w głowie z nadmiaru wrażeń.
- I co ja… Co ja mam z tym zrobić? - zapytałam w panice. - Przecież to zadanie dla tego idio… znaczy, dla Hajime! Ja przecież nie mogę zadecydować w tak ważnych sprawach! Co też ten pajac sobie myśli?!
Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, że wypowiadam na głos moje myśli. I dopiero po chwili do mnie dotarło, że w obecności Juna nazwałam jego przyjaciela ,,pajacem", co sprawiło, że natychmiast się do niego odwróciłam, gotowa przeprosić. Chłopak jednak był zaabsorbowany przeglądaniem kilku zdjęć, które wziął ze stosiku leżącego przede mną. Nie usłyszał mnie czy tylko udawał, że nie słyszał? A może mu to wcale nie przeszkadzało?
Uśmiechnęłam się i powróciłam do podziwiania zdjęć. Niektóre z nich opatrzone były karteczkami z komentarzami typu ,,nie!", ,,za bardzo!", ,,nieskutecznie", ,,odrzucić!". Jak dla mnie, wszystkie zdjęcia były wspaniałe. Nawet te, które ktoś najwyraźniej uznał za ,,nieudane". Byłam ciekawa, czy te kategorycznie odrzucone mogłabym sobie zatrzymać…
- Rei, ślinisz się. Znowu - usłyszałam uszczypliwy ton głosu za sobą, który bezbłędnie przypisałam osobie Hajime. Nawet nie musiałam się odwracać, by potwierdzić swoje przypuszczenia, w końcu w pokoju była tylko nasza trójka. Odwróciłam się pomimo to, by zgromić spojrzeniem tego nadętego pajaca. Napotkałam złośliwie rozbawione spojrzenie czarnych oczu, bezczelnie wlepionych we mnie.
- To twój obowiązek, prawda? - oznajmiłam, wskazując dłonią na stosik zdjęć. - Nie wkręcisz mnie w to.
- Nie mów, że nie sprawia ci to przyjemności - odparował Hajime, uśmiechając się szeroko. Pewnie myślał, że jest zabawny! - Przecież oboje wiemy, jak bardzo pociągają cię ładni chłopcy. Na pewno chciałbyś zrezygnować z takiej okazji?
Uch! To prawda, że ta praca akurat wydała mi się bardzo przyjemna, ale nie znaczyło to oczywiście, że mogłam pozwolić mu triumfować! Byłam w stanie zrezygnować z tej przyjemności, wiedząc, że dla Hajime będzie to przykry obowiązek, którego w tej chwili nie chciało mu się spełniać. Podejrzewałam jednak, że jego matka kazała mu się pośpieszyć z sortowaniem materiału, dlatego tak energicznie wcisnął mi tą pękatą teczkę do rąk!
Ostentacyjnie wstałam i pomaszerowałam prosto do łazienki, nie zapominając wziąć ze sobą swojego mundurka.
- Zużyłem całą ciepłą wodę! - poinformował mnie jeszcze ze złośliwym uśmieszkiem Hajime, zanim zatrzasnęłam za sobą drzwi łazienki. Zanim szum wody zagłuszył wszystko inne, zdążyłam usłyszeć jego złośliwy śmiech.
Uch, jak ja go nienawidziłam!

Koniec końców stanęło na tym, że i tak zostałam oddelegowana do wybrania odpowiedniego materiału do katalogu, podczas gdy Hajime wraz z Junem poszli zabawiać dziewczątka w żeńskim liceum. Ale! Zrobiłam to tylko i wyłącznie dla Juna, który mnie o to ładnie poprosił, a jako że znałam jego trudną sytuację z Ayą, której nie mógł wystawić do wiatru z byle powodu, najwyraźniej przez nią przyciśnięty, nie mogłam mu odmówić. Che, miękłam zupełnie wbrew własnej woli. No, ale wieczór spędzony na przeglądaniu tak pięknych zdjęć, które przyprawiały mnie o szybsze bicie serca, wcale nie był taki zły… Właściwie i tak wyszło na moje.
Kiedy chłopcy wrócili do pokoju, właśnie kładłam się spać. Wszystko zdążyłam zrobić, w związku z czym czułam się dumna jak nigdy. W zadowolenie wprawiał mnie także fakt, że pozwoliłam sobie zabrać kilka zdjęć Juna, które schowałam w mojej osobistej teczce, którą zapakowałam do walizki. Hajime powiedział, że mogę sobie zabrać te, które zostały już w pierwszej chwili odrzucone, więc z tej propozycji akurat skorzystałam.
Nie wsłuchując się w cichą rozmowę chłopaków, otuliłam się kołdrą i zamknęłam oczy, powoli odpływając w krainę snu. Byłam ciekawa, co Hajime sądzi na temat mojego wyboru materiału, ale chyba nie mogło być tak źle? Zresztą, sam powiedział, że jeśli coś mu się nie spodoba, to sam to zmieni (więc w zasadzie nie wiedziałam, po co byłam mu potrzebna… chyba tylko po to, by mógł mnie w jakiś sposób wykorzystać!). Sumienie miałam więc zupełnie czyste.
Zasypiałam już, kiedy usłyszałam, że ktoś wchodzi na pięterko. Natychmiast otrzeźwiałam i, żeby pokazać, że nie śpię, uniosłam się na łokciu.
- O co chodzi? - zapytałam sennie, w mroku próbując wypatrzeć, kto się do mnie zakrada.
Po chwili zupełnej ciszy usłyszałam szept, który należał do Hajime:
- Rei, musimy porozmawiać!
- W tej chwili? - wymamrotałam, opadając na łóżko ze zrezygnowaniem. Oczy mi się kleiły. - Jeśli chodzi o materiały, to sam powiedziałeś, że sam to poprawisz… Nie możemy jutro o tym porozmawiać?
Kilka sekund później poczułam, jak brzeg łóżka ugina się delikatnie pod ciężarem Hajime, który musiał na nim przysiąść. Zaczęłam się budzić, podejrzewając, że dzieje się coś niedobrego. Ponownie uniosłam się na łokciach, w mroku pomieszczenia wpatrując się w dość wyraźną teraz sylwetkę chłopaka. Tknęło mnie brzydkie przeczucie, że coś jest nie tak.
Usiadłam.
- Co jest? - zapytałam z niepokojem.
Przez chwilę panowała między nami cisza, w której słyszałam tylko coraz szybsze bicie swojego serca. Aż miałam ochotę potrząsnąć Hajime, by wreszcie wydusił z siebie to, co chciał mi powiedzieć, a co pewnie będzie jakimś banałem. Chciał mnie po prostu nastraszyć, idiota jeden, przecież nie mogłam mu ufać!
Z drugiej strony… jeszcze nigdy nie brzmiał tak dziwnie, jak w tej chwili.
- Hajime…?
- Rei, naprawdę nie obchodzą mnie powody, dla których tutaj jesteś i bawisz się w tą przebierankę, ale dzięki temu możesz mi… nam pomóc.
- Słu… Słucham?
- Powiem to tylko raz. Wiem, kim jesteś, aczkolwiek nie rozumiem twoich powodów bycia tutaj. Skoro jednak najwyraźniej twój ojciec też jest w to zaangażowany, nie będę interweniował. Zrobisz, co musisz. Ta sytuacja jednak jest mi w tej chwili bardzo na rękę. Potrzebuję twojej pomocy, Rei.
Świat oszalał?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz