niedziela, 21 lipca 2013

9. Wizyta ojca



O mój Boże! Mojemu ojcu chyba brakowało piątej klepki, jeśli myślał, że tak po prostu może się pokazać na tej imprezie dla sponsorów! Nieważne, jak wielkim sponsorem by nie był, po prostu nie miał prawa tutaj przychodzić i mnie tak stresować! A co, jeśli wszystko się wyda z chwilą, w której mój jakże genialny ojciec się do mnie uśmiechnie i zawoła radośnie ,,córeczko!'', jak to miał w zwyczaju robić? Co prawda zazwyczaj nazywał mnie córeczką tylko w domu, więc było to nieoficjalne, ale jeśli ogarnie go tak ogromna radość na mój widok, że nie zdoła się powstrzymać i jednak porwie mnie w swoje ramiona, nazywając ,,jego ukochaną córeczką"? Takiej możliwości nie wykluczałam, przez co w dniu imprezy trzęsły mi się kolana. W każdej chwili byłam gotowa dać nogę, jeśli gdzieś zauważyłabym własnego ojca.
- Rei, możesz się zająć kolejnymi klientami? - zapytał Jun, przebiegając obok mnie w eleganckim garniturze, bardzo podobnym do tego, który i ja miałam na sobie i w którym było mi trochę przyciasno.
Skinęłam tylko głową i skierowałam kroki ku drzwiom naszej tematycznej kawiarenki, która miała tego dnia kusić egzotyką, ale koniec końców byliśmy w stanie zorganizować tylko zwykłą kawiarenkę. W zasadzie wszystko to wina Hajime, który miał się zająć naszymi strojami, ale w ostatniej chwili zdecydowanie sprzeciwił się dostarczeniu nam jakichkolwiek egzotycznych ubranek. Ja oczywiście upierałam się, że jeśli nie pozwoli nam wykorzystać tego motywu, to nie wykorzystamy żadnego. Oczywiście na chwilę zapomniałam o tym, że wszystko to naprawdę mało go obchodziło, więc mój mały szantaż odniósł skutek przeciwny do zamierzonego. Stanęło na tym, że Jun musiał zorganizować nam coś eleganckiego na ten dzień, w przeciwnym razie popełnilibyśmy wielką gafę. Już sobie wyobrażałam, jak Hajime się z nas śmieje. Dziwił mnie tylko fakt, że Juna także zostawił na lodzie. Tego akurat się nie spodziewałam. Jun chyba też nie, bo od rana chodził podminowany i wszelkie próby nawiązania z nim rozmowy kończyły się… źle.
Odprowadziłam Juna wzrokiem, po czym podeszłam do eleganckiej pary, która ostrożnie weszła do naszej kawiarni, najwyraźniej czekając na zaproszenie z naszej strony. Jakby naprawdę uważali, że wchodzą do restauracji w pięciogwiazdkowym hotelu, co było absolutnym absurdem. Z jakiej strony by nie spojrzeć na naszą prowizoryczną kawiarnię, jeszcze wiele brakowało jej nawet do jednogwiazdkowej. Najlepiej prezentującym się elementem wystroju były nasze garnitury, to mogłam przyznać.
- Pozwolą państwo, że odbiorę płaszcze i zaprowadzę państwa do stolika - oznajmiłam, kłaniając się nisko. W zasadzie był to ukłon połączony z wdzięcznym, kobiecym dygnięciem, którego uczono mnie od dzieciństwa i który w tej chwili automatycznie chciałam wykonać. Wyszła mi więc jakaś dziwna mieszanka dygnięcia i ukłonu, nikt tego chyba jednak nie zauważył.
Kiedy odebrałam zamówienie na kawę od moich klientów, którzy z mieszanymi uczuciami usiedli przy jednym z pięknie wystrojonych stolików, które specjalnie na tę okazję znieśliśmy z naszej stołówki, popędziłam do drugiej sali, gdzie stało kilku chłopców zmagających się z surowym ciastem na czekoladowe babeczki.
- Mamy gorącą kawę? - zapytałam, podbiegając do stolika z dzbankami wypełnionymi czarną używką. - Potrzebuję dwóch filiżanek.
- Weź od razu babeczki - nakazał Jun, wbiegając do sali zaraz za mną.
- Jesteś pewny? Moi klienci nie wyglądają na zbytnio zadowolonych ze swojej obecności w tym akurat miejscu. Jestem ciekaw, co ich właściwie przyciągnęło…
- Zapewne mają jakąś sprawę, skoro tutaj przyszli. Jeśli będą cię o coś niewygodnego wypytywać, po prostu mnie zawołaj, okej? Później Hajime przyjdzie nam pomóc, więc możesz wysłać go do tych najgorszych przypadków.
- Naprawdę mogę? - ucieszyłam się. Już sobie wyobrażałam, jak przydzielam go do najgorszych klientów z możliwych. Aż zapragnęłam, żeby tacy się zjawili w naszej kawiarni.
- Możesz. Hajime świetnie radzi sobie z takimi przypadkami. A teraz się pośpiesz, klienci czekają.
Szybko postawiłam na jednej z wolnych tacek dwie filiżanki z kawą, śmietankę i cukierniczkę oraz dwie babeczki na talerzykach, po czym w miarę szybko wróciłam do drugiej sali. Starałam się jak najlepiej pełnić rolę kelnera, lawirując między gęsto ustawionymi stołami. Zadanie było o tyle trudne, że nigdy jeszcze nie musiałam nikomu zanosić jedzenia na tacy. Ta umiejętność okazała się dość trudna. Zaczęłam się zastanawiać, jak niektórzy kelnerzy mogli nieść tacę jedną ręką - jak widziałam na wielu przyjęciach - kiedy ja ledwo radziłam sobie z utrzymaniem tacy w dwóch dłoniach.
W końcu dotarłam do właściwego stolika. Ostrożnie rozstawiłam przed elegancką parą kawę i ciasteczka, po czym życzyłam im smacznego i wzięłam nogi za pas. Wyglądali na tyle podejrzanie, że nie chciałam przebywać w ich towarzystwie dłużej, niż było to konieczne dla zachowania uprzejmości. Jun natomiast zabawiał przy jednym ze stolików jakieś starsze panie. Wcale mnie nie zdziwił ich dobry humor, ponieważ Hanazaka wyglądał dzisiaj tak ślicznie, że ja także od czasu do czasu wieszałam na nim wzrok. Ciekawe, czy Ayako zdawała sobie sprawę, jak wspaniałego chłopaka chciała zniszczyć…
Właśnie. Jeśli chodziło o Ayako, to moje dochodzenie w tej sprawie zupełnie nie posuwało się do przodu. W tajemnicy wysłałam do ojca e-mail z prośbą o dostarczenie mi wszelkich dostępnych informacji na ten temat, ale do tej pory nie otrzymałam żadnej zadowalającej mnie odpowiedzi. Ojciec mi odpisał tylko, że niewiele się mówi na ten temat, chociaż od dawna chodziły plotki o tym, że rodzina Hanazaka ma jakieś problemy, że ktoś coś słyszał o jakimś dziecku, ale właściwie nikt tych informacji nie potrafił potwierdzić. Wywnioskowałam z tego tylko tyle, że chyba rzeczywiście sprawa nie nabiera rozgłosu, ale w każdej chwili mogła nabrać rumieńców, skoro już jakieś plotki istniały… Jun oczywiście milczał w tej sprawie, a ja od zeszłego tygodnia nie miałam odwagi zadać mu ani jednego pytania. Musiałam to zostawić w spokoju. Na chwilę obecną przynajmniej.
Do tego stopnia się zamyśliłam, że nie zauważyłam, iż ktoś stanął przy moim boku. Dopiero kiedy poczułam, jak czyjaś dłoń zaciska się delikatnie na moim ramieniu, otrząsnęłam się z zamyślenia i energicznie odwróciłam, gotowa złożyć elegancki ukłon w stronę kolejnego gościa.
- Dzień do...
Zamarłam w połowie wykonywanego gestu, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, kto przede mną stoi w całej swej okazałości, posyłając mi szeroki uśmiech zadowolenia. Natychmiast zmiękły mi kolana.
- Ojcze, co ty tutaj robisz? - wyszeptałam gorączkowo, rozglądając się na boki. Chyba nikt nie zauważył mojego zmieszania, każdy był zajęty czymś innym.
- Jak to: co ja tutaj robię? - zapytał mój ojciec, zupełnie nie rozumiejąc problemu. - Oceniam! Patrzę, czy warto wykładać miesięcznie kilka tysięcy na tę szkołę!
- Ale, ale…
- Nic się nie bój, kochanie. Nie zdradzę cię ani słówkiem, w końcu masz tutaj małą misję do spełnienia, prawda? - oświadczył, puszczając do mnie oczko. Mnie oblał zimny pot, ponieważ nie wierzyłam, że to się może udać. Nie z moim ojcem, który nie potrafił ukryć radości ze spotkania ze mną.
- Mogę w czymś pomóc? - usłyszałam pytanie z ust Juna, zanim jeszcze go zobaczyłam przed sobą. Chwilę później stanął przede mną, jakby próbował mnie sobą osłonić. Ojej, czyżby uznał mojego ojca za jakiegoś dziwaka i ruszył mi na pomoc?
No pięknie, teraz to mój ojciec dojdzie do wspaniałych wniosków!
- Czekam na zaproszenie, młody człowieku - odparł mój ojciec, posyłając Junowi groźne spojrzenie.
- Proszę pójść za mną. Rei, weź pana płaszcz.
No to się porobiło… Mój ojciec zapewne pozwoli sobie Juna dokładnie zapytać o to, kim jest i jak wygląda sytuacja społeczna jego rodziny. Jun w tym wypadku może sobie pomyśleć, że ma do czynienia z wyjątkowo wścibskim klientem, ale chyba nie pozwoli sobie na żadne uchybienie w etykiecie. Gorzej, jak się dowie, jak się jego klient nazywa… Sytuacja może się skomplikować, jak mój ojciec przyzna, że przecież mnie bardzo dobrze zna. Ciekawe, jak mnie przedstawi…
W momencie, kiedy Jun pobiegł do kuchni, ja wylądowałam przy stoliku, przy którym z zadowoleniem widocznym na twarzy rozsiadł się mój ojciec.
- To on? - zapytał, patrząc mi prosto w oczy.
- Który on?
- Ten chłopiec.
- Jun? Co z nim? - zamierzałam udawać głupią, choć wiedziałam doskonale, o co mojemu ojcu chodzi. Zaczął łączyć, jak mu się wydawało, fakty.
- To jego wybrałaś?
- Tato!
- Nie ma się czego wstydzić, przecież takie masz zadanie, prawda? To jest powód, dla którego załatwiłem ci miejsce w tej, a nie innej szkole. Miałaś się rozejrzeć za odpowiednim kandydatem na męża, który poradziłby sobie z zarządzaniem naszym rodzinnym interesem. Dałem ci wolną rękę, ponieważ jesteś moją ostatnią nadzieją… Nie chcę popełnić tego samego błędu po raz trzeci. Więc chyba rozumiesz, jak ważne jest twoje zadanie?
Niewyraźnie wymamrotałam jakieś potwierdzenie, kątem oka dostrzegając zbliżającego się ku nam Juna. Biedak, zupełnie nie wiedział, w co się wpakował. Chciał po prostu dobrze wypaść w oczach kolejnego sponsora, który zapewne znajdował się na jego osobistej liście jako jeden z wielu. Nie mógł mieć więc pojęcia, że ten oto człowiek może być szczególnym przypadkiem.
- Och, rozpoznaję ten serwis! - zawołał mój ojciec, kiedy jego wzrok padł na przyniesioną mu filiżankę z kawą. - Codziennie używacie takiej wspaniałej zastawy?
Jun nie dał się zbić z tropu.
- Oczywiście. Nie jesteśmy pierwszą lepszą instytucją kształcącą każdego, kto wyraziłby taką wolę.
Ojciec pokiwał głową, unosząc filiżankę z kawą do ust.
- Miły zapach - oświadczył, mrużąc oczy.
- To dzieło tutejszych studentów.
- Och, a więc uczycie się też parzyć kawę? - zapytał ironicznie mój ojciec, unosząc zabawnie jedną brew do góry.
- Owszem. Uczymy się tutaj wielu dziwnych rzeczy. Przyzna pan jednak, że jest to przydatna umiejętność? Zamiast wkuwać miliony wzorów matematycznych, możemy poduczyć się w wielu życiowych dziedzinach - odparł Jun z błyskiem w oku. Jezu, czy mój ojciec naprawdę zamierzał wierzyć słowom Juna, czy po prostu świetnie się bawił, udając, że mu wierzy? Bo chyba sobie nie wyobrażał, że w jakiejkolwiek szkole uczą techniki zaparzania kawy? Nawet, jeśli była to tak specjalna szkoła jak Liceum Gendai, nikt by chyba w taką bzdurę nie uwierzył?
- Zgodzę się, że to przydatna umiejętność, doprawdy. Rei-chan, a co ty o tym myślisz?
Cała aż się zjeżyłam. Po co wciągał mnie w tą żenującą rozmowę?
- Zgadzam się z Junem. Nauka kilku życiowych umiejętności jest oczywiście bardziej przydatna niż nauka kilku nieprzydatnych, ale nie twierdzę, że w ogóle się tutaj nie uczymy. Właściwie uczymy się aż za dużo.
Ojciec uniósł w zdumieniu brwi, nie przestając popijać małymi łyczkami podanej mu kawy. Świecił tylko oczami, uświadamiając mnie w przekonaniu, że w tej chwili nieźle się bawi moim kosztem. I chociaż wiedziałam, że ojciec nie zamierza zdradzać relacji, jaka nas łączy, to zaczęłam się sama siebie obawiać. Bałam się mianowicie tego, że mogło mi się nieświadomie coś wymsknąć.
Dlatego siedziałam na swoim krześle niczym na szpilkach. I modliłam się, by ojciec już sobie poszedł, znowu zostawiając mnie tutaj samą i całkowicie bezpieczną.
- Ciasteczko? - zapytał Jun, podsuwając mojemu ojcu czekoladową babeczkę przystrojoną stożkiem bitej śmietany oraz kolorowymi wiórkami.
- O! Ciasteczka też pieczecie?
- Oczywiście.
- Ależ to znakomicie! - zachwycił się mój staruszek, łapiąc ciasteczko w swoją wielką dłoń. Przyjrzał mu się z każdej możliwej strony, badając i oceniając. - Ciasteczka! Nigdy bym nie pomyślał, że w szkole dla chłopców uczą czegoś takiego! Gdybym mógł, wysłałbym tutaj swoją córkę, żeby nauczyła się tego i owego!
Prawie się udławiłam własną śliną. Co on wygadywał?! Zwariował czy jak? I czy naprawdę musiał kierować wzrok na mnie, kiedy wygłaszał te bzdury? Jeszcze chwila, a Jun zacznie się wszystkiego domyślać! Właściwie sama się dziwiłam, że jeszcze do tego nie doszło, jako że byłam do ojca bardzo podobna. Zwłaszcza teraz, kiedy podkreślałam każdy możliwy męski aspekt swojej urody.
Miałam ochotę walnąć czołem o blat stolika.
Jun z grzeczności zapytał o zdrowie jego córki, o której wspomniał.
- Jestem pewien, że w tej chwili ma się doskonale! - oświadczył z przekonaniem mój ojciec, tym razem nie patrząc na mnie. I dobrze, bo zrobiłam nieciekawą minę. - Swoją drogą, jeszcze się nie przedstawiłem. – O żeż w mordę! - Wu Lang, bardzo mi miło.
… Że co?
Jun uścisnął mu dłoń, także przedstawiając się z imienia i nazwiska. Wyglądał na zaskoczonego. Albo nie kojarzył pana Langa, albo coś mu mówiło, że został w tej chwili oszukany.
- Pan Lang… Bardzo mi miło w końcu pana poznać.
Ojciec posłał mu uśmiech pełen majestatu, który sprawił, że poczułam się słabo. Kiedy on sobie w końcu pójdzie i przestanie mnie stresować?
Po krótkiej chwili rozmowy, w której to ojciec udawał kogoś zupełnie innego i chyba nawet dobrze mu to szło, w końcu podniósł się z krzesła i poprosił o płaszcz.
- Miło się z wami rozmawiało, dzieciaczki, ale mam jeszcze tyle do obejrzenia! - oświadczył, a w jego głosie pobrzmiewał autentyczny żal. Chyba się wczuł w swoją rolę. - Następnym razem jednak wstąpię na dłużej. Bądź pewny, chłopcze, że zostawiłeś dla mnie jedną z tych wspaniałych babeczek! - rzucił na odchodnym w kierunku Juna.
Odwrócił się, by właśnie wyjść, ale w tym właśnie momencie ktoś właśnie wchodził, więc cofnął się o krok, by tego kogoś przepuścić. A ja po raz drugi tego dnia zamarłam w przerażeniu. Hajime! Nie mogło być gorzej!
Tak, jak się spodziewałam, natychmiast rozpoznał mojego ojca.
- Nagare-san? Tutaj się pan schował? - zapytał uprzejmie Hajime, przywołując na usta fałszywy uśmiech. Aż dreszcz przeszedł mi po plecach. - Pańska żona martwiła się pana nagłym zniknięciem.
- Ech, kobiety. Nawet na chwilę nie można zostawić ich samych, bo już sobie nie radzą. Zapamiętajcie to sobie, chłopcy! - oświadczył na koniec, po czym ze śmiechem dał przysłowiową nogę.
Mi zabrakło słów, by skomentować tę sytuację. Doprawdy, mojemu ojcu chyba brakowało zdrowego rozsądku! A co by było, gdyby moja matka przyszła tutaj za nim? Czy w ogóle wziął tą możliwość pod uwagę?!
- Nagare-san? - powtórzył zdziwiony Jun, spoglądając na Hajime, a potem przenosząc wzrok na mnie.
Miałam ochotę się rozpłakać.
Tato, ty draniu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz