sobota, 27 lipca 2013

11. Uwolnienie Rafaela

Pomimo omówionego wcześniej planu i uzgodnieniu pozycji, jaką zajmie każdy z nich, Lan pozostała nieco w tyle wraz z Zero, który wyglądał w tej chwili na całkowicie rozbudzonego. Jue, który miał im towarzyszyć i mieć na nich oboje oko, co chwilę się oddalał, by zbadać okolicę - w końcu tylko on w tym gronie był na tyle doświadczonym Łowcą, by przestrzegać procedur. Oczywiście mógł poprosić Hale'a, by mu pomógł, ale inżynier zdawał się podchodzić mało entuzjastycznie do pomysłu użycia swego nowo zyskanego strażnika podczas jakiejkolwiek aktywności, a bez niego nie mógł wyczuć, czy jakiś demon nie czaił się na nich za jakimś rogiem. Dlatego Jue zdecydował się pełnić rolę ochroniarza i wraz z Rethem sprawdzali okolicę. 
Lan miała sporo czasu na to, by przemyśleć sytuację, w jakiej się znalazła. Zrozumiała tyle, że Mistrz nie uświadomił jej - zapewne z czystej galanterii - jak wielką idiotką się okazała. Chociaż miała duchowego strażnika, zupełnie nie mogła na nim polegać. Mając go u boku, nie mogła także pomóc Jue, gdyż nie miała szansy stać się jego partnerką. Co właściwie mogło się z nią teraz stać? Czy nadal będzie mogła mieszkać w Gildii i pobierać nauki od Mistrzów? Czy może zostanie całkowicie potępiona? 
Co właściwie robiono z Łowcami, którzy nie mieścili się w normie? Bo Lan była pewna, że jej kondycja nie była czymś normalnym. A na pewno nie była czymś, z czego można było czuć się dumnym. 
Przełknęła ślinę i spojrzała niepewnie na kroczącego u jej boku Zero. Anioł śmierci natychmiast skierował na nią swój wzrok, jednocześnie posyłając w jej kierunku uspokajający uśmiech. 
- Czy mogę cię o coś zapytać? - Lan postanowiła nie owijać w bawełnę. Czuła, że cała jej świetlana przyszłość jako Łowczyni ginie śmiercią tragiczną. 
Zero kiwnął głową. Wyglądało na to, że nie zamierzał uciekać po tym, jak narozrabiał. 
- Dlaczego zawarłeś ze mną ten pakt? Na pewno zdawałeś sobie sprawę z kłopotów, jakie z niego wynikną. 
- Pewnie dałabyś mi w twarz, gdybym powiedział, że właściwie chciałem wplątać cię w te kłopoty? 
Spojrzenie Lan pociemniało. 
- Chcesz mnie zniszczyć? 
- Wręcz przeciwnie. Chciałem cię ocalić... Nie, właściwie to nas oboje ocalić. 
- Ale przecież wiesz, że z powodu znaczącej różnicy między naszymi płciami połączenie nigdy nam nie wyjdzie, prawda? 
W oczach Zero pojawił się szelmowski błysk. 
- Kto tak powiedział? 
- Mistrz Jue? I nowy strażnik Hale'a, Claw?
- Najwidoczniej nigdy jeszcze nie mieli do czynienia z aniołem śmierci. Ale nie mówię, że rzeczywiście będziemy w stanie się zjednoczyć. Oczywiście wiedziałem o tym, kiedy zawierałem z tobą pakt. Zdawałem też sobie sprawę z tego, że nie jesteś w stanie przywołać swojej strażniczki. 
- Wieści rozchodzą się szybko - westchnęła Lan, spuszczając wzrok. 
- Można tak powiedzieć. Tylko wiesz, teraz może to nie mieć większego znaczenia. 
- Co? Jak to? 
- Teraz, kiedy Reth został... odtworzony, Peir nie na wiele się tutaj zda. Właściwie wszystko diabli wzięli, kiedy Reth nieświadomie stworzył duchową więź z kimś innym. 
Lan miała oczy wielkie jak spodki. 
- Skąd... to wiesz? 
Zero roześmiał się cicho. 
- Wyczułem tę więź natychmiast, kiedy tylko pojawiłem się u twojego boku. Z tego, co zrozumiałem, Feuertod też zdaje sobie sprawę z jej istnienia. Reth prawdopodobnie źle ją interpretuje. 
- Ale... czytałam, że zbudowanie więzi między duchowymi istotami wymaga czasu i przywiązania, więc to chyba niemożliwe, by przypadek, o którym mówisz, zdarzył się tak szybko? - Lan czuła się kompletnie zagubiona. Próbowała więc podejść do sprawy dość naukowo, próbując dowieść, że to, o czym Zero mówił, nie było mozliwe. Czyżby ją sprawdzał? Był ciekaw, ile wie i czy jest w stanie uwierzyć we wszystko, co jej powie? Lan poczuła, jak rodzi się w niej buntowniczy duch. 
Nie zamierzała dać sobie wciskać kitu. 
Zero nie zamierzał jednak przyznawać się do tego, że nie jest poważny. Wręcz przeciwnie, przybrał poważny wyraz twarzy i tłumaczył dalej, bez jednego zająknięcia: 
- Nie, kiedy w jednej chwili spotkają się dwie równe sobie istoty. Zdaję sobie sprawę z tego, że Łowcy wytwarzają więzi miedzy sobą oraz swoimi strażnikami ze znacznie większym trudem, ponieważ rzadko zdarza się, by dwie istoty duchowe idealnie do siebie pasowały. Nawet w zaświatach jest to rzeczą dość niezwykłą. Czasem wymusza się  więzi między strażnikami lub Łowcami, choć nie pasują do siebie do końca. Reth natomiast... 
Lan zmarszczyła brwi. Coś jej nie pasowało w tym wyjaśnieniu... Ale nagle doznała olśnienia. Zatrzymała się w tym samym momencie, otwierając ze zdumienia usta. Jej wzrok bezwiednie powędrował w kierunku idących przed nią osób. Claw zareagował natychmiast, odwracając głowę i unosząc brwi w niemym pytaniu.
Zero pomachał dłonią na znak, że nic złego się nie dzieje.
- Ale... Jak to? 
Jej towarzysz popchnął ją lekko, ponaglając. Lan posłusznie wróciła do maszerowania. 
- Czy oni nie są... To znaczy, czy to jest możliwe? 
- Właśnie ci powiedziałem, że tak się stało. 
Lan nadal była oszołomiona. 
- To znaczy... 
- To znaczy, że wcześniej to nie było możliwe - uprzedził ją Zero.
- Ale... czy Gildia to zaakceptuje? 
- Z tego, co zrozumiałem, Jue jest jednym z najlepszych Łowców, więc nie sądzę, by go odsunęli na bok. Poza tym, co w tym złego? To nie tak, że on wybierał. 
- Hm...
- Powinnaś chyba bardziej przejmować się sobą niż swoim Mistrzem. 
Lan tupnęła nóżką. 
- Przejmuję się! - stwierdziła, wydymając policzki. - Tylko że zdaję sobie sprawę z tego, że niewiele mogę teraz zrobić. 
- Więc zmieniłaś tor swoich myśli? 
Lan spuściła głowę. Rzeczywiście, wyglądało to tak, jakby próbowała zapomnieć o własnych problemach, chociaż to nie do końca prawda. Wciąż zdawała sobie sprawę z własnej, marnej sytuacji i czuła się źle ze swoimi myślami o tym, co teraz z nią będzie. A nawet jeśli nie teraz, to za parę godzin albo dni. 
- Hej, to tutaj! - zawołał Claw, machając dłonią na znak, by się zatrzymali. Jue wypadł z wąskiej, bocznej uliczki, dołączając do Hale'a i jego strażnika. Rzucił jeszcze szybkie spojrzenie Lan, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Najwyraźniej uspokoił go widok, który zastał. 
Zero westchnął.
- A już myślałem, że nigdy więcej tego miejsca nie zob... Uważajcie! 
Rzucił się na Lan, powalając ją na ziemię i zasłaniając własnym ciałem. Niestety, nie zdążył utworzyć wokół siebie bariery, więc tajemniczy czarny kształt, który nagle wystrzelił z gruzów, przy których stanęli, uderzył w niego z całym impetem. Lan krzyknęła, zasłaniając głowę rękami.
Sekundę później w ziemię tuż przy jego głowie wbiło się czarne ostrze Stehlera. 
- No i dupa - skwitował swój własny manewr Claw. 
- No u mnie też - odparł Reth. Zero usłyszał tylko jego głos, ale zrozumiał, że anioł stoi tuż przy nim. - Mistrzu!
- Wleciał pod gruzy. Uważajcie. 
- Co... co to było? - zapytała Lan, podnosząc się i otrzepując kurz z peleryny. 
- Demon - odparł Reth, rozglądając się dokoła. 
- To coś? - zdziwiła się dziewczyna. 
- To był kawałek jego duszy. Sądząc z siły, z jaką nas zaatakował, musiał wcześniej wiele wycierpieć - wyjaśnił Jue, wiercąc obcasem buta dziurę pomiędzy kamieniami. 
Tym razem Zero zdążył zareagować, kiedy cień wyskoczył spod kamieni. Rozłożył czarne skrzydła, uwalniając swoją moc i z całej siły uderzył magią w szarżującego przeciwnika, próbując unieruchomić go za pomocą zaklęcia. Pięć jasnobłękitnych smug wystrzeliło z koniuszków jego palców i niczym wściekłe węże rzuciły się na cień, próbując go oplątać.
Claw machnął trzymanym tasakiem, aż powietrze wokół ostrza świsnęło.
- Der Streifen.
Pomiędzy magicznymi sznurami śmignęła biała smuga. 
Reth wycofał się, by stanąć u boku Jue, więc nie wziął udziału w tej wymianie ognia. Dlatego w porę zauważył, że cień duszy przygotowuje się do kontrataku. Skoczył więc i zmaterializował się w rękach Mistrza w postaci bliźniaczych pistoletów. Jue natychmiast zrozumiał, pozwalając, by trochę jego własnej magicznej siły zgromadziło się w jego dłoniach. 
Nagle poczuł na karku zimny oddech. 
~ Mistrzu!
Krzyk Retha pobudził go do działania. Jue rzucił się na ziemię, odwrócił i wycelował, zanim zdążył jednak oddać strzał, poczuł, jak całe jego ciało drętwieje. 
- To ona! - wrzasnął znajdujący się gdzieś za jego plecami Zero. - To wiedźma!
Jue szerzej otworzył oczy. To coś... to była wiedźma? Stało przed nim coś, co bardziej przypominało strach na wróble niż osobę. Była niewiarygodnie koścista, podarta suknia wisiała na niej luźno niczym worek ziemniaków, palce miała czarne, jakby w czymś umazane, a usta jej krwawiły. Oczy, podkrążone, wpatrywały się w niego z nienawiścią. 
- Nie zabierzecie go! - syknęła, a całe jej ciało nagle stanęło w czarnych płomieniach. - On jest mój! Mam prawo go posiadać, skoro udało mi się go złapać!
- Coś ci się pomyliło, wiedźmo! - oznajmił Claw, nacierając na nią. Stehler zadrżał w jego dłoniach, kiedy uderzył w ciało spowite przez płomienie. - Zdejmę cię jeszcze raz, tym razem na dobre!
Wariacki śmiech rozbrzmiał w powietrzu. 
- Naprawdę sądzisz, że jesteś w stanie... ach! Ach! Aaaach!
Jue strzelił, ale to nie dlatego Nat'asha zaczęła krzyczeć. Płomienie chroniące jej ciało zmalały, teraz tylko pełgając przy jej stopach. Zero i Claw rzucili się wspólnie na wiedźmę, ale nadal zdołała ich odepchnąć. Lan podbiegła do Jue, pomagając mu wstać, zupełnie nie przejmując się tym, że cień duszy demona depcze jej po piętach. Musiał być jednakże ranny, gdyż po bokach zaczął się rozpływać. Właściwie cały jego kształt powoli się rozpływał. 
W tej samej chwili jednak, kiedy wiedźma zaczęła krzyczeć, cień również się cofnął. 
Coś się zmieniło, Jue to wyczuwał.
~ Znam tę moc. 
Jue zamrugał, kiedy w jego głowie rozległ się głos Retha. 
~ Chyba go obudziliśmy.
 - Kogo? 
Nagle spod gruzów wyskoczyła świetlista postać. Wszyscy w pierwszym momencie zamknęli oczy, wydając z siebie jęk zaskoczenia. Tylko Nat'asha wrzasnęła, jakby obdzierano ją ze skóry. 
~ Ach... Ta moc... Mam ochotę się nią otulić... 
Jue doskonale wiedział, co jego strażnik miał na myśli. On również poczuł, jak na jego ciało opada dziwna, kojąca, monstrualnie wielka moc, która jednakże nie wywołała w nim uczucia strachu. Nadal nie był w stanie otworzyć oczu, ale wiedział, że jest bezpieczny. Ta siła nie chciała zrobić mu krzywdy - chociaż wiedźma musiała inaczej odczuwać jej działanie, gdyż nadal krzyczała. Ale nikt jej nie współczuł w tym momencie. 
Nagle wszysto zniknęło - równie nagle, jak się pojawiło. Wszyscy skoczyli na równe nogi, przygotowani na ewentualny atak ze strony wiedźmy... której już nie było. Zniknęła, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
- Czy... Czy to był... 
Reth zmaterializował się obok Jue, porzucając swoja wcześniejsza formę. 
- Fuu, a jednak Rafael nie potrzebował naszej pomocy - powiedział, teatralnym gestem ocierając pot z czoła. 
Hale zaklął pod nosem, zadzierając głowę. 
- Co jest? - zapytał Claw, unosząc brwi w wyrazie zdumienia. 
- Słyszycie? - zapytał inżynier, dłonią osłaniając oczy. 
Pozostali zaprzeczyli. 
- Syreny - wyjaśnił Hale, opuszczając dłoń. - Ktoś musiał coś zauważyć. 
- Dlaczego czuję, że to nie brzmi dobrze? - zapytał Jue, wsłuchując się w ciszę. Naprawdę niczego nie słyszał, ale postanowił zaufać inżynierowi.
- Bo nie brzmi. Za chwilę pojawią się tu bardzo niebezpieczni ludzie, którzy będą chcieli zneutralizować wszelkie zagrożenie. Czyli w tym momencie nas. 
Jue westchnął. 
- Czy możemy zwiać? Niezauważeni? 
Hale musiał najpierw chwilę się zastanowić, zanim skinął głową. 
- Wiem, którędy możemy uciec. Chodźcie.

***
Od autorki:
1. To najkrótsza opisana walka w historii tego bloga :D
2. Dziękuję, dziewczyny, za wenę ;* Mai dziękuję szczególnie za pierwsze akapity. Nie wykorzystałam ich, ponieważ łatwiej mi było zacząć w widoczny wyżej sposób, ale i tak mnie natchnęły ;*
3. Tak, tak, WIEM! Lan jest problemem. A problemów trzeba się pozbywać, zanim staną się wrzodami na tyłku. Pracuję nad tym. W pewnym sensie.
4. Mam wrażenie, że to opowiadanie staje się coraz głupsze :D Ale może to tylko moja wyobraźnia płata mi figle. I wiem, że odbicie Rafaela z rąk wiedźmy powinno być epickie, ale... nie mam siły na epickość ;D        

3 komentarze:

  1. No cóż, zaczyna się w sumie tak jak sie spodziewałam. Dobrze, że Lan zaczeła myśleć o tym co się wokół niej dzieje, ale mam dziwne przeczucie, że wcale tak cudownie to nie będzie...
    Ha! Jednak rozmowa z Zero! Dobrze wiedzieć, ze w końcu moje pomysły sie nie marnują! xD
    Ojej, czyżby Zero był w tak głębokim dołku, że jedyną nadzieją na ocalenie było połączenie się paktem krwi z Lan? O_O Robi sie coraz ciekawiej *-*
    Ej, jak to? Jaką więź? O czym do cholery Zero mówi? Czekaj... Reth sie odtworzył, to wiem. Ale jaka więź? z Michasiem? O.o Kurcze, albo jestem głupia albo nie wiem o co chodzi. Co z tym Reth'em do jasnej anielki! *czyta dalej, szukając odpowiedzi*
    Zero ratuje Lan z opresjiii!!!!!!!!!!!!! *-*... Jakie to romantyczneee! Tyle że sama wolałabym być uratowana przez tego przystojniaka :/ A swoją drogą, dobrze że powoli wraca do siebie ;p
    Nat'asha... Kurcze, wiesz co? Coś mi się wydaje ze ona tak całkiem nie zniknęła. Podejrzewam, że znalazła sobie jakąs wredną duszyczkę ( *porozumiewawcze spojrzenie*) i po prostu zmusiła ją do przyjęcia swojej oferty. Co do Jue. Ale on niezdara jest! xD
    Wiesz co? mi się w sumie podobała kwestia odbicia Rafcia. Szkoda tylko ze on był tak krótko "widoczny". Poza tym wiesz co mi sie podobało bardzo? Że ta walka... Coż, spodziewałam sie ze będzie mega ciężko, że coś pójdzie nie tak, że kogoś ktoś zrani i uwięzi albo coś... A ty mnie zaskoczyłaś :) Ale czuję, że teraz może się z tego coś nowego i gorszego zrodzić. Z akcji, która miała być mega niebezpieczna ( a ostatecznie nie było), wynika sytuacja która może zaważyć chyba na losach opowiadania, nie?
    I wiesz co? Pozwalam Ci ukatrupić na jakis czas tego bohatera o którym rozmawiałyśmy ;) Może być ciekawie, gdy tej osóbki na jakiś czas zabraknie. Może ta postać troche dorośnie, a pozostali zrozumieją jak powinni sie w stosunku do niej odnosić ;)
    Było ok! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, Lan ostatnio nie dochodziła do głosu, tak więc w tym rozdziale miała coś do powiedzenia. W końcu należy do głównych bohaterów ;D Zero też udało mi się przy okazji wcisnąć.
      Mwhaha, nie, nie z Michasiem ta więź. Chociaż może nie powinnam niczego zdradzać... A tyle już zasugerowałam! ;d
      Ach, wiedźma... Cóż, postanowiłam,że ona na razie będzie niezniszczalna XD W końcu jest the best of the worst czy coś w tym stylu - nie może tak po prostu kopnąć w kalendarz. Postaram się utrzymać ją przy życiu aż do ostatniego rozdziału, potrzebna mi jest :D
      No tak, Rafcio był niewidoczny :D Ale kiedyś opisałam, jak wyglądał, więc to chyba nie problem ^_^ Tutaj ukazał się w całej swej anielskości i nawet mi się to podobało. Wiem, że średnio to wyszło, ale, jak mówiłam, byłam już dość zmęczona :))
      Hm... Nie wiem, o jakim bohaterze mówisz O.o Serio, coś mi umknęło? Chodzi o Lan? Ale to chyba Liściakowa mi za nią nagadała do słuchu i dała kilka pomysłów, co mogłabym zrobić, żeby polepszyć jej wizerunek :)) Nikt inny nie przychodzi na myśl na razie.

      Usuń
  2. Jakie krótki rozdział! :o Albo mi się tak zdaje...

    Boże, te myśli Lan tylko pokazują jak bardzo jest ona głupiutkim i niedojrzałym dziewczątkiem :X Ktoś musi ją nauczyć logicznego rozumowania, analizowania, myślenia o konsekwencjach,... w ogóle myślenia, bo z tego co widzę, to Lan rzadko się zdarza korzystać z mózgu :X

    hm... czyli aniołowie śmierci to lekkie wyjątki od reguły niełączenia się dusz przeciwnych płci... Ciekawe co z tego wyjdzie :D

    dobra, zgubiłam się... czyli z powodu tego iż Reth odtworzył swoją łaskę, nie będzie mógł połaczyć się z Peir? Z kim Reth nieświadomie się połączył? Mówimy o Claw - strażniku Hale? Cholibka,... ja chyba tego nie kumam, chyba jestem zbyt zmęczona, żeby sens słow Zero do mnie dotarł :X Spróbuję jutro.

    OMG! Demony rzucające kawałkami swojej duszy! Dosłownie mięso armatnie :O

    Że co?! Wiedźma w końcu się pokazała, i wygląda jak strach na wróble?! Cholibka, mogła się chociaż umalować przed atakiem :P Trochę pudru na pewno by nie zaszkodziło!:P

    Okej, końcówka tego wątku nie była epicka, ale co z tego? Wypadła za to realistycznie :) Archaniołowie są hiperduper i żadna wiedźma ich nie powstrzyma! a Przynajmniej nie na długo :D Super to wyszło! :) Ciekawi mnie co teraz będzie? pisiaj szybko rozdział, bo się nie mogę doczekać dalszego ciągu! ;) Wielki buziak i do napisania!:*





    OdpowiedzUsuń