poniedziałek, 22 lipca 2013

12. Incydent szafkowy i wątpliwości Rei



- Rei... co robisz w szafce? – zapytał do granic zdumiony Jun, z łatwością otwierając drzwi. Najwyraźniej Hajime zostawił w zamku kluczyk, oszczędzając Junowi kłopotu sprowadzenia kogoś, kto wszystkie klucze posiada. Dlatego stanęłam przed problemem wyjaśnienia tej niecodziennej sytuacji znacznie szybciej, niż się spodziewałam. Coś jednak należało powiedzieć, skoro i tak wyszłam na idiotkę.
- Cóż, Hajime i ja... znaczy, założyliśmy się o coś i... wygląda na to, że przegrałem i... to znaczy...
Jun uniósł w zdumieniu brwi, patrząc na mnie jak na kompletną idiotkę. I nie mogłam powiedzieć, że go nie rozumiem, bo sama przecież czułam, jak głupio brzmi to, co w tej chwili próbuję powiedzieć. A zresztą, czy to było takie ważne? Powinnam raczej przejść do głównego wątku, czyli realizacji planu Hajime! Przynajmniej opuściłabym kłopotliwy temat szafki i mojej obecności w środku.
- Swoją drogą... – zaczęłam, zbierając w sobie całą odwagę – ta sytuacja przed chwilą... Przepraszam, że podsłuchiwałem, ale nie miałem wyjścia. Jakoś nie miałem odwagi ujawniać się wcześniej, atmosfera jakoś ku temu nie sprzyjała... Jun, czy to naprawdę była Aya?
Na usta Juna w końcu wypłynął uśmiech.
- Ach, wszystko widziałeś! – roześmiał się, a ja zupełnie nie zrozumiałam, z jakiego powodu. – Nie przejmuj się nią zupełnie, jakoś sobie z nią poradzę. Więc, co z tym Hajime? Wsadził cię do szafki? Coś przeskrobałeś?
Teraz on zmieniał temat, co było zrozumiałe. Ale co miał na myśli, mówiąc, że ,,jakoś sobie z nią poradzi”? Ze słów Hajime wywnioskowałam, że sprawa jest poważna. Przecież w innym wypadku zupełnie by się nie fatygował, sam się (prawie) przyznał! Także to, czego byłam świadkiem przed kilkoma chwilami, nie zachęcało do wysuwania tak optymistycznych prognoz na przyszłość! Czy Jun był na tyle inteligentny, by jakoś z tej sytuacji rzeczywiście wybrnąć, czy może był tak głupi, że nie widział rzeczywistego zagrożenia, jakie groziło jemu i jego całej rodzinie? Wolałam wierzyć w tą pierwszą możliwość, bo druga nie nastawiała mnie zbyt optymistycznie... Zresztą, Jun nie był przecież idiotą! Kiedy rozmawiał z Ayą, bardzo wyraźnie zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji!
Co więc sprawiało, że potrafił patrzeć na to tak optymistycznie? Postanowiłam go kiedyś o to zagadnąć. W najbliższej przyszłości. Może miał jakiś plan?
Na chwilę obecną wracaliśmy do sprawy szafki, a ja nadal nie wymyśliłam żadnej wiarygodnej historyjki.
- Przegrałem zakład z Hajime i musiałem wykonać zadanie karne, które polegało na przesiedzeniu w szafce godziny... Tylko że dawno minęła godzina, a Hajime się nie zjawiał, by mnie wypuścić, no i wtedy pojawiłeś się ty wraz z Ayą....
- Zakład? – zdziwił się Jun. – Nic dziwnego, że przegrałeś. Istnieją trzy zasady, jeśli chodzi o Hajime. Nie słyszałeś nigdy?
- Zasady? Jakie?
- Po pierwsze: nigdy z nim nie rywalizuj w żadnej kategorii, bo skubaniec ma za wysokie ego i nie pozwoli sobie na przegraną. Po drugie: nigdy się z nim nie zakładaj, bo z jego szczęściem nie wygrasz. Po trzecie: nigdy go nie zdradzaj, bo Hajime to najgorszy wróg z możliwych.
- Och, a więc tak to działa... – wymamrotałam, zastanawiając się jednocześnie, czy Hajime i ja jesteśmy wrogami. Nienawidziłam go, to fakt, jego wielkie ego mnie drażniło, ale czy naprawdę był moim wrogiem? Gdyby rzeczywiście tak było, chyba bym się nie zgodziła na uczestnictwo w jego planie ratowania Juna ze szponów jędzy? Sama już nie wiedziałam, jak to z naszą relacją było. Na razie chyba jednak było w porządku...
- W każdym razie, mam do ciebie małą prośbę... Czy mógłbyś nie mówić Hajime o tym, czego byłeś świadkiem? On może nie wygląda na takiego, co by z tego powodu miał się zamartwiać, ale mógłby wpaść na jakiś głupi pomysł... Co jest?
Musiałam zrobić jakąś głupią minę, myśląc o tym, że jest już zdecydowanie za późno na ostrożność, ponieważ Hajime już dawno o wszystkim wie i już nawet powziął odpowiednie kroki, by mu pomóc, a cała ta sytuacja z zamknięciem mnie w szafce była pierwszym punktem wielkiego planu... Na pewno zrobiłam głupią minę, którą próbowałam zbyć uśmiechem.
- N... Nie ma problemu! – oświadczyłam, śmiejąc się jak idiotka. – Tylko dziwi mnie trochę fakt, że nie chcesz poprosić go o pomoc. – Łgałam jak najęta. – Hajime jest na tyle inteligentny, że na pewno by na coś wpadł. Od tego są przyjaciele, prawda?
- Wolałbym, żeby o niczym nie wiedział. Boję się właśnie tego, co mógłby zrobić... Po prostu zatrzymaj to dla siebie, okay? Nie chcę, by się o mnie martwił, to wszystko. Swoją drogą, jadłeś już coś? Siedząc w tej szafce, chyba przegapiłeś lunch?
Prawdę mówiąc, jadłam już drugie śniadanie, ale miałam dziwne przeczucie, że powinnam zaprzeczyć.
- Cóż... rzeczywiście, chyba jestem trochę głodny.
Jun chwycił mnie za ramię i gwałtownie pociągnął za sobą. Prawie nie niego wpadłam, co wywołało w nim śmiech.
- Chodź ze mną, ukradniemy coś z kuchni i schowamy się na dachu!

Hajime musiał nas śledzić, ponieważ kiedy wraz z Junem usiedliśmy na dachu, dzierżąc w dłoniach pudełka z drugim śniadaniem, które dostaliśmy od kucharza – Jun uznał, że zabawniej będzie coś zwinąć z kuchni, ale zmiękł zupełnie, kiedy zadowolony z sobie i z całego życia kucharz zrobił nam bogate bentou i szerokim uśmiechem życzył nam smacznego – nasz współlokator jakimś cudem się przyplątał z własnym pudełkiem jedzenia. Co więcej, z jakimś dziwnym uśmieszkiem usiadł pomiędzy mną a Junem, z jakiegoś powodu bardziej przyciskając się do mnie.
Czy to też należało do jego planu? Co on tam sobie kombinował w tej swojej głowie?
- Haji, słyszałem, że zamknąłeś Rei w szafce z jakiegoś nieokreślonego powodu – powiedział Jun, wpatrując się z ciekawością i rozbawieniem w przyjaciela. Oczy błyszczały mu chyba z tego powodu, że zajadał się słodkim omletem.
- Och, a więc Jun już wszystko wie? – zapytał Hajime, odwracając się do mnie tak gwałtownie, że aż się zadławiłam krewetką. Był zdecydowanie za blisko!
- Nic mu nie powiedziałem! – oznajmiłam, czując, że się duszę. Rumieńce wystąpiły na moje policzki. – To... to...
Jun przechylił się i trzepnął mnie solidnie w plecy. Odkaszlnęłam, czując, jak złośliwa krewetka ląduje tam, gdzie powinna – w przełyku. Odetchnęłam.
- Lepiej?
- Zdecydowanie.
Zauważyłam, że na usta Hajime wypłynął uśmieszek pełen zadowolenia. Co on kombinował? Aż ciarki przeszły mi po grzbiecie, kiedy pomyślałam, że on ma coś w planach, a ja zapewne znowu miałam być jakimś elementem tego planu....
I nie myliłam się. W następnej chwili Hajime znowu się ku mnie pochylił, aż musiałam się wygiąć do tyłu. Cholera, znowu znajdował się zdecydowanie za blisko mnie! Co on kombinował?!
- Pokaż – zażądał, a ja zupełnie nie zrozumiałam, o co mu chodzi. Co mam mu pokazać?
- Huh?
- Haji, przestań napastować Rei! – Jun szybko mi pomógł, odciągając ode mnie Hajime na bezpieczną odległość. – Zmieniasz preferencje? Maya nie będzie z tego powodu zadowolona.
Maya?
- Chciałem tylko sprawdzić, czy rzeczywiście wszystko w porządku – obruszył się Hajime, powracając do spokojnego jedzenia. Ja już nie mogłam się zmusić do tego, by cokolwiek przełknąć. Z jakiegoś powodu było mi słabo.
- Hm... Uznam, że ta odpowiedź mnie zadowala. Ale pozwolisz, że zamienimy się miejscami?
- Nie bądź taki domyś... Hej! Jun, co ty wyprawiasz?
- Rei, zrób dla mnie miejsce, to uwolnię cię od towarzystwa tego zboczeńca.
- Ach, tak? To ja usiądę z drugiej strony! – oświadczył Hajime, podnosząc się, by spełnić swój zamiar.
Czy ktoś mógł mi wyjaśnić, co tutaj się działo?
Po kilku chwilach szarpaniny słownej i kilkukrotnym przesiadywaniu się, miałam obok siebie tylko Juna, który z miną zwycięzcy powrócił do jedzenia posiłku. Hajime natomiast posłał mi spojrzenie z jakimś dziwnym przesłaniem, którego kompletnie nie zrozumiałam. Jeszcze wiele brakowało do chwili, w której zaczniemy się porozumiewać bez słów, jeśli w ogóle do tego dojdzie... Chociaż bardzo żałowałam, że nie opanowałam tej umiejętności, ponieważ w następnej chwili Hajime ubrał swoje przesłanie w słowa:
- Cóż, skoro tak sprawa wygląda... Chyba nie będę wam przeszkadzał.
Jun błyskawicznie trzepnął go solidnie w potylicę. Aż otworzyłam usta ze zdumienia.
-Haji, co się z tobą dzieje?
No tak, nawet Jun musiał zauważyć, że jego przyjaciel zachowuje się nienaturalnie złośliwie. To znaczy, zawsze był złośliwy, ale teraz to już chyba przekraczał pewne granice, dlatego nawet Jun musiał zacząć się niepokoić. A skoro nawet on zauważał tę jakże subtelną różnicę w zachowaniu przyjaciela...
- Nie przejmuj się, ja się tylko dobrze bawię – odparł bez żadnych skrupułów Hajime, znowu posyłając mi wiele mówiące spojrzenie. Tym razem udałam, że zrozumiałam przesłanie, i skrzywiłam się z niesmakiem.
- Musisz się dobrze bawić od chwili, w której namówiłeś Rei, by się z tobą założył – odgryzł się Jun. – Nie mam pojęcia, jak do tego doszło, ale więcej nie uda ci się namówić go do złego. Prawda, Rei? – Jun odwrócił się do mnie, uśmiechając się szeroko. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Owszem, już nie wpadnę w żadną pułapkę.
- Hm... To się okaże – powiedział Hajime, posyłając mi powłóczyste spojrzenie.
Uch! Czego on ode mnie chciał? Jeśli to był kolejny punkt jego planu, to zupełnie go nie rozumiałam. Co więcej, coraz bardziej się go bałam. Punktu, nie Hajime. Z nim mogłam sobie poradzić, zwłaszcza Jun skutecznie go gasił. Ale Jun nie wiedział o planie, w którym ja również uczestniczyłam, i w tym wypadku nie mógł mi pomóc. Dlatego drżałam przed kolejnym posunięciem, do którego zapewne zostanę w jakiś sposób zmuszona. Hajime musiał bowiem wiedzieć, że po incydencie z szafką nigdy nie zaufam mu do tego stopnia, by iść za nim w ciemno. Od początku mogłam się uzbroić w ostrożność, ale, jak już mówiłam, nie sądziłam wtedy, że plan kogoś takiego jak Hajime może być aż tak szalony i wredny. Miałam wrażenie, że chciał nie tylko pomóc Junowi, ale w drugiej kolejności świetnie się zabawić moim kosztem. On też musiał mnie naprawdę nienawidzić, jeśli posuwał się do takich wrednych rzeczy...
- Przestańcie posyłać sobie te irytujące spojrzenia, bo apetyt tracę – oznajmił nagle Jun, wyrywając mnie z zamyślenia.  
Miał rację. Odwróciłam w końcu wzrok i zmusiłam się do przełknięcia kilku kęsów jedzenia, zastanawiając się, czy wyrażenie zgody na udział w planie Hajime to rzeczywiście był dobry pomysł. Chociaż, kiedy słuchałam śmiechu Juna, nabierałam przekonania, że to, co robię, jest słuszne. Kiedy bowiem przypominałam sobie chwilę, w której Aya go w tak podły sposób szantażowała, skutecznie pozbawiając go tego wspaniałego optymizmu...
Tylko co będzie, jeśli się w nim zakocham? Jun zdecydowanie nie był typem chłopaka, w którym mogłam się zakochać, ale jeśli...?
Przygryzłam wargi. Cóż, jeśli tak się stanie, i jeśli on odwzajemniłby moje uczucie, to chyba dobrze by się stało.... Chyba. Ale może niepotrzebnie zaprzątałam sobie głowę takimi sprawami, ponieważ plan Hajime miał jakieś inne zakończenie?
Kiedy usłyszałam śmiech chłopaków, sama się uśmiechnęłam, spoglądając na tą dziwną parę przyjaciół. Juna, który nie chciał prosić o pomoc oraz Hajime, który na swój sposób mu pomagał, a żaden z nich nie chciał zdradzić się nawet jednym słowem z tym, że każdy z nich dźwiga na swoich barkach poważny problem.
Chyba jednak wszystko będzie w porządku. W jakiś sposób poczułam się w tej chwili bezpieczna. Hajime, który w tej chwili tak beztrosko się śmiał, słuchając słów Juna, ceniący swojego przyjaciela bardziej, niż Jun mógł przypuszczać... Poczułam, że jednak chcę mu pomóc, uczestnicząc w jego planie. Jeśli mnie potrzebował, użyczę mu swojej siły.
Pozostawało tylko pytanie: kim jest Maya?

2 komentarze:

  1. Dziękuję za tak ekspresowe rozpatrzenie mojej petycji :D Rozdział super ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prośba Liściakowej jest dla mnie rozkazem... No, w pewnym sensie ;] Cieszę się, że tak ekspresowo przebrnęłaś przez te wszystkie rozdziały *dumnie wypina pierś*

      Usuń