poniedziałek, 22 lipca 2013

17. Zrozumieć Juna

Miesiąc. Dokładnie miesiąc minął od czasu, kiedy Jun zaproponował, byśmy spróbowali być ze sobą, a ja już miałam wątpliwości. W zasadzie nie mogłam niczego Junowi zarzucić. Zachowywał się tak, jak zwykle, aczkolwiek zmienił trochę organizację swojego czasu. Zamiast towarzyszyć Hajime czy wybierać się z innymi chłopakami w jakieś bliżej nieznane mi miejsca, zazwyczaj zabierał się gdzieś ze mną, chociaż to też zmieniło się w chwili, w której powiedziałam, że naprawdę nie musi mnie pilnować na każdym kroku i czasem zrobić to, na co rzeczywiście ma ochotę. Na przykład pograć w coś z chłopakami albo trochę pobiegać, skoro to lubił. Oczywiście, nie przeszkadzało mi to, w końcu sama to zaproponowałam, pragnąc od czasu do czasu pobyć przez chwilę sama, ale...
Nie wiem, czy to z powodu egzaminów, które zaczęły się pod koniec miesiąca, przez co od dłuższego czasu wszyscy się uczyliśmy i przy okazji ratowaliśmy Juna – to znaczy ja i Hajime siadaliśmy z nim wieczorem i tłumaczyliśmy mu różne zawiłe formuły matematyczne, dzięki czemu Hanazaka radził sobie lepiej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać – czy też może istniał jakiś inny powód, bliżej mi nieznany, ale Jun... jakby to ująć... zupełnie niczego nie próbował! Wprawdzie na początku tego naszego związku i tak nie sądziłam, że przetrwa choć tydzień, ale byliśmy ze sobą już miesiąc, a między nami nadal do niczego nie doszło. W zasadzie może bym się tym nie martwiła, gdyby Jun okazywał jakiekolwiek zainteresowanie tym tematem, ale... ale nie! Odnosiłam wrażenie, że w ogóle nie myśli o mnie w kategoriach jakiejkolwiek intymności!
Ach, szlag! Miałam ochotę nim potrząsnąć i zapytać, czy rzeczywiście wszystko sobie przemyślał, bo do tej pory zachowywaliśmy się jak przyjaciele i żadnej intymnej bliskości między nami nie było, więc nie wiedziałam, czy mam myśleć o tym związku poważnie, czy też nie. Wprawdzie przychodziła mi do głowy arcyzabawna myśl, że Jun rozumie ten związek jedynie w kategorii obronienia mnie przed nieodpowiednimi facetami, ale przecież to nie mogła być prawda, czyż nie...? Mógł nie wiedzieć, że w tym aspekcie akurat nie miałam czasu na zabawę, ale musiał zapewne wiedzieć, na co się decyduje, kiedy proponował mi związek?…
Ech... Nadchodził też czas, w którym powinnam zdać ojcu relację z moich postępów. Oczywiście musiałam wspomnieć mu o Junie, ale skoro tak sytuacja wyglądała, bałam się cokolwiek oświadczać. A nuż coś złego z tego wyniknie... to znaczy... okaże się, że moja, jakże zabawna, myśl jest zupełnie prawdziwa!
 Jun, ty idioto! Ja chciałam wiedzieć, co się naprawdę dzieje między nami i na jakiej zasadzie funkcjonuje nasz związek! Uch, po prostu musiałam się tego dowiedzieć! Bo jeśli Jun miał zupełnie inne pojęcie o naszym, hm, związku, to ja musiałam podejść do niego mniej poważnie, i zacząć rozglądać się za kolejnym chłopakiem – jakkolwiek źle by to nie brzmiało.
Dlatego poleciałam do Hajime. Tak, do Hajime Iwakury, co tylko świadczyło o skrajnej desperacji i rozpaczy, w jakiej się znajdowałam. Nie miałam jednak innego wyjścia. Tylko on znał Juna na tyle, by mi powiedzieć, co się złego dzieje. Bo że coś się dzieje, to wiedziałam na pewno. Musiałam go tylko złapać w chwili, w której będzie sam. To konkretnie oznaczało łazienkę.
- Hajime... Muszę cię o coś zapytać! – jęknęłam, wpadając za nim do wspomnianego przybytku.
- Teraz...? – zdziwił się Iwakura, bardzo wymownie spoglądając na całe męskie towarzystwo, jakie nam towarzyszyło.
- Tak... ale może na osobności... – Mój zapał trochę osłabł w tej chwili, ale kiedy sobie przypomniałam, po co proszę go o chwilę rozmowy, natychmiast wstąpił we mnie nowy duch odwagi. – To bardzo ważne!
Hajime westchnął.
- Zaraz przyjdę do pokoju. Zaczekaj na mnie.
W tempie przeciętnej błyskawicy wróciłam do naszego dormitorium, po czym zaczęłam krążyć dookoła. Miałam jednocześnie nadzieję, że Jun przypadkiem nie wróci z treningu, na który się tego popołudnia wybrał, chcąc pozbyć się stresu związanego z egzaminami. Pomysł był w sumie dobry i chętnie poszłabym wraz z nim poćwiczyć, gdyby nie fakt, że naprawdę potrzebowałam zapytać Hajime, co się może złego dziać. Moja kobieca strona natury po prostu musiała to wiedzieć. Ta strona, która czuła się całkiem dobrze przy Junie i której nie podobała się perspektywa szukania kolejnego faceta.
Hajime rzeczywiście przyszedł po chwili do naszego pokoju i z westchnieniem rezygnacji usiadł na krześle przy swoim biurku.
- Więc?
- Mam takie pytanie... sprawę raczej... a może prośbę? W każdym razie, potrzebuję twojej pomocy!
- Mojej pomocy? Musisz być naprawdę zdesperowana, skoro się na to odważyłaś... albo raczej, zmusiłaś. Skoro jednak zdobyłaś się na ten trud, postaram się ci pomóc, jeśli będzie to w mojej mocy. Mów, tylko jasno i wyraźnie.
- Bo widzisz... mam mały problem, jeśli chodzi o Juna.
Hajime spojrzał na mnie przeciągle, chyba znowu przesyłając mi jakiś niemy przekaz, po czym wstał i ostentacyjnie ruszył ku wyjściu.
- Mogę iść?
- Za... zaraz! Nie, poczekaj, już ci wszystko tłumaczę!
- Jeśli masz problem z Junem, który przecież jest w tej chwili twoim chłopakiem, dlaczego nie przyjdziesz z tym do niego?
- Właśnie chodzi o to, że po prostu nie mogę go o to zapytać, ponieważ nie jestem pewna, czy zrozumie, o co mi chodzi!
- Heh, ja też zupełnie nie rozumiem, dlaczego w jego sprawie przychodzisz do mnie... No dobrze, zrobię wyjątek – oświadczył z wyraźnym bólem, po czym ponownie usiadł na swoim krześle i oparł policzek na dłoni. – O co chodzi?
Teraz ja również usiadłam, wybierając sobie krzesło Juna.
- Boję się, że on źle pojmuje naszą relację.
Hajime podniósł się.
- Idę, bo cholera mnie bierze!
- Hajime...
Usiadł. Wyglądał na coraz bardziej zrezygnowanego.
- Nie wiem, na czym polega twój problem, naprawdę – oznajmił, patrząc na mnie z niejakim współczuciem. Poczułam się z jakiegoś powodu jak idiotka. – Jeśli coś ci się nie podoba w waszej obecnej relacji, dlaczego mu o tym nie powiesz?
Zagryzłam wargi.
- Po prostu... nie mogę. Mówiłam przecież, że nie jestem pewna, czy on by mnie zrozumiał.
- Zapewne nie, skoro tak kręcisz. Ja też nie wiem, o co ci w tej chwili chodzi. Mówisz, że Jun nie do końca rozumie wasz związek, tak? – Skinęłam głową. – To pewnie dlatego, że nie powiedziałaś mu zupełnie, czego chcesz.
- Czego chcę?
- Kiedy proponował ci ten związek, pewnie powiedział ci coś w stylu, że chce uczynić cię szczęśliwą? I że zrobi wszystko, żeby tak się stało?
- Mniej więcej...
- To ja naprawdę nie wiem, jaki ty masz problem, dziecko. Albo po prostu nie znasz Juna i nawet nie zadajesz sobie trudu, by go poznać, albo to ty nie wiesz, czego oczekujesz od związku z nim. Jeśli myślałaś, że będzie spełniał każdą twoją zachciankę, o której tylko sobie pomyślisz, to jesteś w wielkim błędzie. Do tej pory powinnaś wiedzieć o nim choć tyle, że jeśli nie powiesz mu jasno i wyraźnie, czego pragniesz, on tego magicznym sposobem nie zgadnie. Zapomnij o tych bzdurach z intuicyjnym wyczuwaniem nastroju i tym podobnych. Jun może i czasem czuje, że nadszedł moment na ,,coś”, ale bez twojej zachęty i przyzwolenia nigdy tego nie zrobi. Jeśli chcesz gdzieś z nim pójść, to mu to po prostu powiedz. Jeśli chcesz się z nim poprzytulać w jakimś ciemnym kącie, to też go o to poproś. Myślisz, że ci odmówi? Przecież już dawno ci oznajmiłem, że jego intuicja działa bez zarzutu i nie będzie miał większych oporów, jeśli chodzi akurat o ciebie. Ach, zmęczyłem się. Rei, nigdy więcej nie przychodź do mnie z takimi bzdurami. To śmieszne, że muszę ci tłumaczyć rzeczy, które już dawno sama powinnaś zrozumieć. Nie pytając Juna o nic, nie poznasz go zupełnie. A teraz idę się zająć czymś mniej stresującym. Sam już nie wiem, czy Jun znajduje się w dobrych rękach...
Podejrzewam, że Hajime słusznie zmył mi głowę... Rzeczywiście nie przyszło mi nigdy do głowy, by zrozumieć Juna. Owszem, dowiadywałam się o nim wielu interesujących szczegółów, ale chyba nigdy nie próbowałam go w pełni zrozumieć. Zapomniałam zupełnie, że Jun nie ma przecież żadnego doświadczenia w związkach. Zaofiarował mi siebie, właściwie pozwolił mi korzystać z siebie. Do tej pory rzeczywiście powinnam tyle zrozumieć... Było mi wstyd, że to Hajime musiał mi uświadomić mój własny egoizm i zaślepienie. Nie byłam na niego zła, byłam wściekła na siebie. Naprawdę przecież myślałam, że w naszym związku Jun przejmie inicjatywę, co oczywiście było niemożliwe. Nie wiedząc, co uczyni mnie szczęśliwą, czekał, aż dam mu jakąś wskazówkę...
Byłam beznadziejna jako dziewczyna! Okropność!
Po zajęciach podreptałam do szatni w poszukiwaniu Juna. Powzięłam bowiem mocne postanowienie, że przestanę być idiotką i w końcu coś zrobię, zamiast siedzieć i czekać na rozwój wypadków, który bez żadnego impulsu z mojej strony się jednak nie rozwinie. Jeszcze nie do końca wiedziałam, jak to rozegram, aczkolwiek liczyłam trochę na impuls chwili. To chyba było najlepsze rozwiązanie...
W drzwiach szatni z kimś się zderzyłam.
- Przepraszam, nie widziałem... och, Rei Nagare, prawda?
Zmroziło mnie. Dosłownie skamieniałam, kiedy usłyszałam ten głos. Nawet nie musiałam podnosić oczu, by wiedzieć, do kogo należy ten ton głosu. Nie było mowy, bym kiedykolwiek zapomniała!
Przede mną stał Kairi Kurasawa. Bez koszulki.
Przeszedł mnie dreszcz. Obrzydzenia zapewne.
- Dzie... Dzień dobry. – W każdym razie należało się przywitać.
- Dawno cię nie widziałem... nie chciałbyś się ze mną czasem spotkać?
Eeeeeeeeeeeeeeeeeeee?!
- Kairi, odsuń się. Rei, stało się coś? – To był Jun. Wyłonił się nagle zza pleców Kairiego i stanął pomiędzy mną a nim. Nadal ociekał wodą, najwidoczniej dopiero co wyszedł spod prysznica. Chciał mi pomóc...?
- N... nie, po prostu...
Jun posłał mi uśmiech. Zachowywał się, jakby nic się nie stało, chociaż Kurasawa nadal za nim stał i teraz przyglądał się nam obojgu. Chyba doszedł do jakichś zabawnych wniosków, bo się roześmiał, a w następnej chwili przyciągnął do siebie Juna i pocałował go w ucho. Natychmiast zakryłam twarz dłońmi, wydając z siebie zduszony krzyk, ale było za późno. Obraz trafił do mojej świadomości.
- Jun-chan, mogłeś powiedzieć, że masz takie zainteresowania...
- Zabieraj łapy, Kurasawa, albo ci je połamię. Nie będziesz zbyt atrakcyjny z połamanymi łapkami. Klientów ci nagle zabraknie.
- Ojoj, jaki złośliwy. Ale wiesz, klienci nie płacą za oglądanie moich rączek...
- Jesteś obleśny… a teraz masz!
- Au, cholera!
Odważyłam się w końcu odkryć twarz, dzięki czemu zobaczyłam, jak Jun jednym ruchem z całej siły rzuca Kairim o podłogę. Wszyscy świadkowie jęknęli na ten widok. Auć, to rzeczywiście musiało boleć...
- Nigdy więcej nie kładź na mnie swoich łap! Do Rei też się nie zbliżaj, dobrze ci radzę.
- Brutalu... – Kairi jeszcze chyba próbował żartować, ale chwycił go atak kaszlu. Po chwili chłopcy, którzy przebierali się w szatni, pomogli mu wstać, przy okazji mamrocząc pod nosem w jego kierunku przekleństwa.
Jun zamknął drzwi szatni i spojrzał na mnie przepraszająco.
- Gomen za niego. Ostatnimi czasy zupełnie przestaje się kontrolować. Ale nic się nie martw, potrafię się obronić – oświadczył wesoło.
- Właśnie widzę...
- Ciebie też obronię, nie rób takie zmartwionej miny. Swoją drogą, szukałeś mnie?
On był... niesamowity. Naprawdę. Nie wiedziałam tylko, czy bardziej w pozytywnym, czy negatywnym znaczeniu. Ale chyba bardziej w tym pierwszym...
- Tak... Jun, nie miałabyś ochoty gdzieś ze mną wyjść?
- Jeśli ty masz na to ochotę... A gdzie konkretnie?
Jeśli ty masz na to ochotę... Idiotka!
- Masz jakieś ulubione miejsce? – zapytałam.
- Moje ulubione miejsce... Jest dużo takich. Chcesz coś zjeść? Mogę nad czymś pomyśleć. Zależy, na co miałbyś ochotę.
Zależy, na co miałbyś ochotę... Idiotka, idiotka, idiotka do kwadratu! Jak już mówiłam, beznadziejny ze mnie przypadek. Ale to się wytnie i naprawi. Teraz, kiedy wiedziałam, jak podejść do Juna, mogłam zmienić naszą relację w coś naprawdę wspaniałego! Tylko problem, żebym tego nie zepsuła przypadkiem... Tak, wtedy chyba Hajime by mnie posiekał i ugotował…
Uśmiechnęłam się, odganiając na bok wszystkie brzydkie myśli na temat mojej ewentualnej śmierci z rąk Hajime.
- Chciałbym coś obejrzeć, a potem wybrać się na wspaniałą pizzę!
- Okay, zostaw to mnie. Jeśli jednak chcemy wyjść poza budynek, będziemy potrzebować zgody naszego opiekuna… Ale to szybko załatwię. Spotkamy się wieczorem w takim razie.
Skinęłam głową.
Ach, nareszcie zrozumiałam, co robiłam źle! I w końcu mogłam to naprawić!

1 komentarz:

  1. Szalenie mądry rozdział ;) A poza tym turlałam się ze śmiechu :D

    OdpowiedzUsuń