niedziela, 21 lipca 2013

3. Pierwsze wrażenia



Jednak nienawidzę tej szkoły. Jakim bowiem cudem miałam polubić instytucję, w której ktoś taki jak Hajime sprawuje urząd przewodniczącego samorządu? Chociaż rozumiem, dlaczego go wybrali (drogą głosowania). A przynajmniej dlaczego znalazło się tak niewielu kontrkandydatów do tego stanowiska.
Jak już wspominałam wcześniej, moje doświadczenia z tym osobnikiem nie były zbyt ciekawe. Jako że nasza rodzina wspięła się tak wysoko na drabinę społeczną, byliśmy zmuszeni utrzymywać stałe kontakty ze wszystkimi największymi przedsiębiorcami w kraju i poza nim. Jedną z tych rodzin była oczywiście Iwakura, przez długie lata zdobywając prestiż w dziedzinie wyrobu jednej z najlepszej marki ubrań. Niewyraźnie już pamiętam czasy, kiedy byliśmy zapraszani do salonów na pokazy nowych kolekcji, co mnie tak ogromnie nudziło, że – jak opowiadała moja mama – musieli mnie wyprowadzać już na samym początku. Później znaleziono na mnie sposób w postaci małego Hajime.
Mogłam sobie być małym berbeciem, z wielką pieluchą w majtkach, ale dobrze pamiętałam to pierwsze wrażenie, jakie wywarł na mnie ten osobnik. Mały bo mały, ale swoją uszczypliwością doprowadził mnie do płaczu. Tak czy owak, musieliśmy opuścić kolejne przyjęcie z mojego powodu, co w końcu doprowadziło do małego konfliktu między naszymi rodzinami. Później ojcu udało się doprowadzić do kruchego sojuszu, ale nigdy więcej mnie ze sobą nie zabrali na przyjęcia organizowane przez rodzinę Iwakura. No, może raz, kiedy podrosłam i kiedy rodzice mieli szczerą nadzieję, że nie będą musieli mnie wyprowadzać. Wszystko jednak straciło na znaczeniu, kiedy mój wzrok padł na wyprostowaną sylwetkę Hajime. Stał, mała miniaturka swojego ojca, obok głowy rodziny Iwakura, dyskutując z otaczającymi go gośćmi jak równy z równym. Kiedy podeszłam bliżej, zaciekawiona tym niecodziennym zjawiskiem (mi nie pozwalano uczestniczyć w rozmowach dorosłych), usłyszałam tyle nieznanych słów, że aż zakręciło mi się w głowie. Szybko zainteresowałam się przekąskami, ale myliłam się, jeśli myślałam, że Hajime nie zauważył mojej obecności. Kilka chwil później stanął obok mnie, z pogardą spojrzał na moje ubrudzone różnymi substancjami palce, po czym gestem pełnym odrazy wyciągnął ku mnie chusteczkę.
- Jesteś brudna, ogarnij się – powiedział, unosząc wolną dłoń do twarzy. – Nie pomyślałaś, że przynosisz rodzicom wstyd? Doprawdy, kto ci pozwolił tu wejść?
Tak więc nienawidziłam go już od wczesnych lat mojego dzieciństwa. Sam Hajime pewnie nie tyle darzył mnie nienawiścią, co całkowitą pogardą i lekceważeniem. Do tej pory pewnie zdążył już o mnie zapomnieć, więc nawet nie będzie kojarzył, że Rei Nagare, którą spotkał już w swoim życiu, to niezaprzeczalnie dziewczyna. Ale i tak miałam na to sposób, ponieważ już wcześniej liczyłam się z rozpoznawalnością mojego rodzinnego nazwiska.
Wyglądało jednak na to, że Hajime niczego nie pamiętał, ponieważ kiedy powrócił do naszego dormitorium i przeszliśmy przez rytuał powitania, machnął na mnie ręką i wymamrotał, że mogę się nazywać, jak chcę, byle bym mu nie przeszkadzał.
Dupek.
Szybko też odnalazłam nowy powód do nienawiści, kiedy o piątej nad ranem zostałam gwałtownie wyrwana ze snu przez głośną muzykę. Zupełnie zdezorientowana, wyskoczyłam z łóżka, myśląc, że nadeszła pora wstawania. Mrok za oknem powiedział mi jednak, że się mylę. Mamrocząc pod nosem przekleństwa, przechyliłam się przez barierkę, chcąc sprawdzić, co za idiota robi taki hałas w środku nocy.
Zatkało mnie, kiedy zobaczyłam Hajime, ,,rozprostowującego” kości (jak sam się wyraził chwilę później) przy głośno nastawionej muzyce. Najdziwniejsze w tym jednak było to, że Jun, zajmujący sobą całe łóżko, nawet nie drgnął. Wyglądało na to, że spał w najlepsze, kiedy nad jego głową dudniły zabójcze dla snu decybele.
Kiedy ośmieliłam się zwrócić Hajime uwagę, że niektórzy normalni ludzie chcieliby pospać, rzucił mi spojrzenie pełne wyższości i powiedział:
- Wiesz, tobie trochę treningu też by nie zaszkodziło. Może poprawiłbyś swoją umiejętność utrzymywania równowagi.
Zazgrzytałam zębami i nakryłam się kołdrą tak szczelnie, jak tylko potrafiłam, przeklinając, na czym świat stoi, myśląc jednocześnie o tym, że muszę zainwestować w dobre zatyczki do uszu. I rozwiązać problem budzika, którego wtedy mogę przypadkowo nie usłyszeć. Albo pobiorę od Juna lekcje super głębokiego snu.
Rano jednego byłam pewna: w przydzielonej nam klasie MUSIAŁAM zająć miejsce z dala od tego denerwującego typka. Poprosiłam więc Juna, by zajął jakieś dobre miejsce, rzucając mu przy tym bardzo znaczące spojrzenie, którego chyba jednak nie zrozumiał, ponieważ znalazłam się, koniec końców, między nim a Hajime. Jun był całkiem z sytuacji zadowolony. Chyba jako jedyny z naszej trójki.
W stołówce jednak udało mi się czmychnąć na drugi jej koniec, więc chociaż przez następne pół godziny nie musiałam oglądać tego pajaca Hajime. Został z nim Jun, który wydał mi się nie do pokonania. Przecież żaden normalny człowiek nie wytrzymałby tyle czasu z latoroślą rodziny Iwakura, nie mając przy tym mdłości! A Jun, cały zadowolony i uśmiechnięty, dreptał krok w krok za Hajime i prowadził z nim bezustanną konwersację. A raczej monolog, bo Iwakura niewiele się odzywał – pewnie myślał, że ta rozmowa ubliża mu swoim poziomem.
Byłam ciekawa, w jakich okolicznościach Jun poznał Hajime i dlaczego darzy go przyjaźnią. Ja nie widziałam ani jednego powodu, dla którego można by zwracać się do tego osobnika z taką sympatią, jaką robił to Jun. Naprawdę. Chłopak promieniował jak słoneczko w towarzystwie tego mruka.
Dziwne.
Tymczasem przy stoliku, do którego się przysiadłam, zaatakował mnie jakiś umięśniony macho. Spojrzał na mnie błyszczącymi, czarnymi oczkami i, zanim zdążyłam zwiać, złapał mnie za dłonie i zamknął je w niedźwiedzim uścisku.
- Te oczy… tak, te oczy! – krzyknął, niemal pozbawiając mnie słuchu. – Ach, widzę w twoich oczach to, czego pragniesz!
Ech? O czym on bredzi? Co on tam może widzieć w moich oczach? Nic w nich specjalnego nie było, a na pewno nie to, czego się ten dziwak dopatrywał.
Pozwoliłam mu jednak mówić.
- Pragniesz dołączyć na naszego klubu! Wiem, że nie możesz oprzeć się temu przemożnemu pragnieniu poznania…
- Ozaki-sempai… Proszę nie napadać na niczego nieświadomych nowicjuszy, dobrze? Nikt nie chce brać udziału w tych dziwnych seansach, które sempai nazywa spirytystycznymi… – oznajmił Jun, który zjawił się w samą porę, by wyciągnąć mnie z tarapatów.
Olbrzym rzucił się w jego stronę. Miał mokre oczy. O co tu chodzi?!
- Jun-chan! Czy zdałeś już sobie sprawę, że…
- Tak, tak, tak, sempai – przerwał mu szybko Hanazaka, machając dłonią, jakby opędzał się od jakiegoś natrętnego owada. – Wiem, że moje oczy pragną czegoś innego, niż ja, ale nie zamierzam dołączać do twojego klubu. Rei także nie. Sempai pozwoli…
Jun zabrał mnie od tego dziwaka, który – wydaje mi się – zaczął szlochać zupełnie prawdziwie, co miało się oczywiście okazać dość przeciętnym aktem aktorstwa. Zauważyłam, że kiedy Ozaki-sempai teatralnym gestem opadł na krzesło, na pomoc rzuciła mu się spora grupka chłopców w żółtych krawatach.
Wylądowałam przy stoliku wraz z Hajime. Uch.
- Miałeś właśnie okazję poznać przewodniczącego najbardziej nienormalnego koła w szkole. Właściwie nie wiadomo, czym się zajmują podczas spotkań, chociaż mówi się, że zajmują się tworzeniem ,,sztuki” – objaśnił Jun, z rozbawieniem przypatrując się pseudo-tragicznej scenie, z Ozakim w roli głównej. Po chwili odwrócił się do mnie. – Swoją drogą, zdecydowałeś już, do jakiego klubu chcesz należeć, Nagare?
- Hm… zawsze lubiłem sport, więc może do jakiegoś klubu z tym związanego… – odparłam z niezdecydowaniem. Jeszcze bowiem nad tą kwestią nie myślałam.
Jun pojaśniał. Naprawdę.
- To może wstąpisz do mojej drużyny? – zapytał z nadzieją w głosie. – Mamy niezłą drużynę koszykarzy, ale jest nas za mało, byśmy mogli traktować to poważnie. Jeśli nie, to może dołączysz do lekkoatletów, do których należy także Hajime, więc…
- Chcę wstąpić do twojej drużyny, Hanazaka-san! – oświadczyłam entuzjastycznie, chwytając go za dłoń. Za nic w świecie nie chciałam wylądować w jednej grupie z Iwakurą. Dość, że dzieliliśmy razem pokój i musiałam znosić jego dziwactwa. Nie miałam zamiaru spędzać z nim więcej czasu, niż to potrzebne. – Ale… w zasadzie jestem dość niski…
- Nic się nie martw, ja też nie jestem wysoki – oświadczył Jun z szerokim uśmiechem. – Poza tym, naprawdę nie gramy na miarę mistrzów, więc to nic nie szkodzi. Gramy raczej dla zabawy i dla samej przyjemności spędzania czasu w takiej formie. Nic się nie martw.
- Skoro tak…
- Jun, mógłbyś się nie przyznawać, że w zasadzie nic nie robicie podczas czasu przeznaczonego na doskonalenie umiejętności – wtrącił się Hajime.
- Hajime, mógłbyś nie zrzędzić – odgryzł się natychmiast Hanazaka, a mnie zatkało. – Mówiłem, żebyś przyszedł chociaż raz popatrzeć na nasze treningi, ale się upierasz.
- Nie mam ochoty patrzeć na wasze żałosne próby stworzenia pozoru zorganizowanej drużyny.
Jun się roześmiał. Naprawdę. W momencie, kiedy ja dałabym temu zarozumialcowi w twarz, ten niesamowity chłopak po prostu się roześmiał, jakby rozbawiony świetnym żartem.
- Hajime, ale przecież ty nawet nie wiesz, jaką drużynę tworzymy, skoro nawet raz nas nie widziałeś podczas treningu!
- Wystarczy mi, kiedy patrzę na ciebie. Z takim podejściem nikt nie stworzy czegoś reprezentatywnego.
- A z twoim podejściem nikt nigdy daleko nie zajdzie! – odparował radośnie Jun. Dalej się śmiał. – Haji, wyluzuj trochę w końcu. Przydałby ci się dobry masażysta, naprawdę…
- Zamknij się, Hanazaka.
- Ojoj, tylko się nie denerwuj, bo ci żyłka pęknie… A! Rei, ty też się nie stresuj. Jakby co, to uderzaj do mnie. Tego gościa trudno strawić, ale łatwo rozpracować. Jak będzie cię zaczepiał, to ja już sobie z nim porozmawiam, a co.
Hajime prychnął, a ja nadal nie mogłam wykrztusić z siebie słowa. Sama już nie wiedziałam, kto przy tym stole ma więcej tupetu w sobie. Tyle tylko, że Jun i ten jego tupet tworzyli całkiem miłą dla oka parę, podczas gdy Hajime nadal wzbudzał we mnie mdłości.
Całe szczęście, nie byłam zmuszona spędzać z nim czasu podczas zajęć pozalekcyjnych. Tego to już bym chyba nie wytrzymała...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz