poniedziałek, 22 lipca 2013

30. Zyski i straty

Chyba nikt poza mną się tak intensywnie nie zastanawiał w czasie porodu nad płcią dziecka. Zamiast wrzeszczeć, że mnie boli, jakbym zaraz miała się rozerwać na pół, myślałam o tym, czy to będą dziewczynki, czy dwaj chłopcy. Wiedziałam tylko tyle, że są to bliźnięta jednojajowe, więc różnica płci jest niemożliwa. Parłam więc ze wszystkich sił, pociłam się i niemal wypruwałam sobie żyły – dlaczego ten akt był taki brutalny? Natura nie mogła obejść się z nami, kobietami, jakoś łagodniej? – ale w dużej mierze dlatego, że chciałam w końcu się dowiedzieć, kogo tak długo nosiłam pod sercem i dla kogo teraz tak cierpiałam.
Myślałam, że umrę, kiedy usłyszałam słowa pielęgniarki, która przyjęła pierwszego bliźniaka:
- To śliczny chłopczyk!
W zasadzie do ślicznego było mu daleko, cały był oblepiony śluzem i krwią, ale położna najwyraźniej już wtedy widziała pod tą warstwą czystej biologii urodę mojego synka. Dlatego, cała w skowronkach, zbierając w sobie wszystkie siły, wydałam na świat drugiego chłopczyka, trochę mniejszego i drobniejszego niż jego brat, ale nadal zdrowego i rozkrzyczanego.
Potem spałam snem sprawiedliwie zasłużonym i nie miałam pojęcia, kto mnie umył i przebrał, ale kiedy otworzyłam oczy, Jun spał w fotelu obok mnie. Nie powinno mnie dziwić, że ojciec naszych dzieci znajduje się przy mnie w takim momencie, ale zaczęłam się zastanawiać, czy jego obecność jest fizycznie możliwa. Zadzwoniłam do niego bowiem, kiedy poród już się zaczynał, a on nadal był wtedy w Anglii i najwyraźniej uczestniczył w jakimś spotkaniu, bo powiedział, że nie może ze mną porozmawiać i żebym zadzwoniła za godzinę. Wtedy jęknęłam, że za godzinę to on może już zostać tatusiem pełną gębą, po czym odłożyłam słuchawkę, bo poczułam skurcz, który niemal pozbawił mnie oddechu.
Wszystko zależało od tego, ile czasu spałam.
- Jun?
Wzdrygnął się i otworzył oczy, po czym natychmiast znalazł się przy mnie. Pocałował mnie najpierw w czoło, a potem w usta. Byłam zmęczona i nie oddałam mu całusa, ale chyba zrozumiał, ponieważ uśmiechnął się czule i pogłaskał mnie po głowie.
- Tak bardzo cię kocham… - wyszeptał, nie zaprzestając pieszczoty.
- Widziałeś ich?
- Och, tak. Ich bardzo energiczny krzyk powitał mnie już na progu. Wygląda na to, że będą podobni do mnie. Przynajmniej tak twierdzi twoja siostra. Zdążyła ich już przebrać w jakieś misie i króliki.
Przyciągnęłam go do siebie i objęłam jego szerokie ramiona. Zauważyłam, że pachniał jak zwykle wspaniale. Pogłaskałam go po plecach.
- Jak tu dotarłeś tak szybko? – zapytałam w końcu. Dotykanie jego ciała mnie uspokajało. Dawało uczucie bezpieczeństwa.
- Samolotem?
- Tak, ale… chyba nie mogłeś tak szybko zorganizować sobie lotu?
- Och, kochanie, nawet nie wiesz, do czego jestem zdolny. Chyba nie myślałaś, że w tym momencie jest dla mnie coś ważniejszego od ciebie i dzieci?
Uśmiechnęłam się. Nie, chyba rzeczywiście nie było nic ważniejszego.
- Przyniesiesz mi chłopców? – zapytałam. – Nie zdążyłam ich nawet przytulić.
Jun wyglądał na przerażonego.
- Upuszczę ich!
- Dasz sobie radę – zapewniłam, ściskając jego dłoń. – Jesteś w końcu ich wspaniałym ojcem.
Pomarudził jeszcze chwilę, ale poszedł. Naprawdę nie wątpiłam w to, że sobie poradzi, chociaż, kiedy przez długą chwilę nie wracał, zaczęłam się zastanawiać, czy go sobie nie wymyśliłam. Może rozmawiałam sama ze sobą? Wpadałam w depresję poporodową, objawiającą się u mnie widzeniem ludzi, których nie ma?
W końcu jednak się pojawił, z jednym maluszkiem na ręku. Za nim szła Mizuki, śmiejąc się głośno, z drugim malcem w ramionach. Śmiała się zapewne z dziwnego sposobu trzymania dziecka przez Juna, ale mnie ten widok tylko rozczulił. Trudno było oczekiwać od niego znajomości sposobu odpowiedniego trzymania dziecka w ramionach. W dodatku noworodka, który musiał mu się wydać istotą kruchą jak szkło.
Wyciągnęłam rękę po noworodka, którego trzymała Mizuki, wprawiając tym samym Juna w stan konsternacji, ale kazałam mu usiąść na fotelu, który wcześniej zajmował, i naśladować moje ruchy. Maluszka bowiem naturalnym ruchem ułożyłam sobie w ramionach, opierając się na poduszkach, które poprawiła dla mnie siostra.
Nie wiem, gdzie Mizuki dopatrzyła się w tej malutkiej twarzy podobieństwa do Juna – obecnego czy przyszłego – ale ja niczego nie widziałam. Żadnego podobieństwa. Chociaż może zapewne powinnam coś, jako matka, widzieć. Jakiekolwiek podobieństwo. No, jakby się uprzeć, to usteczka maluszek miał takie trochę podobne do tych, które posiadał Jun…
Ojciec, kiedy się dowiedział, że został dziadkiem dwóch wnuczków, nawet nie mógł się wysłowić. Jeszcze kilka razy pytał się i upewniał, czy rzeczywiście dobrze usłyszał i czy chodzi o chłopców, a nie dziewczynki, ale w końcu uwierzył i z poważnym wyrazem twarzy poszedł podziwiać moich synków. Chwilę później wrócił do pokoju, w którym odpoczywałam, cały zdyszany i spocony, przy tym prawie zapłakany, po czym chwycił się framugi drzwi i spojrzał na mnie oszołomionym wzrokiem. Bałam się, że coś mu się stało, ale okazało się, że był po prostu do granic szczęśliwy.
- Tacy śliczni, tacy śliczni… - wypowiedział tylko, po czym znowu zostawił mnie samą.
Postanowiłam uznać, że jest po prostu szczęśliwy, a nie, że stracił rozum.

- Rei, muszę cię przeprosić.
Spojrzałam zdumiona na Mayuko. Za co ona mnie przepraszała?
- Słucham?
- Przepraszam cię. Nie wiem, czy zdawałaś sobie z tego sprawę, ale… ale ja byłam gorsza, niż Ayako, siostra Juna.
Otworzyłam szerzej oczy, wpatrując się w nią nierozumiejącym wzrokiem. O czym ona bredziła?
- Stanowiłam o wiele poważniejsze zagrożenie, niż ona. Ona była tylko żałosną, małą kobietką, która żyła dla zemsty. Chciała zniszczyć Juna. A ja… ja chciałam go posiąść. Kochałam go od zawsze miłością silniejszą, niż jesteś w stanie to sobie wyobrazić.
- Przecież wiem, że go kochasz! – oświadczyłam szybko, nie wiedząc, czy chcę dalej słuchać tego, co chciała mi powiedzieć.
- Tak… Chciałam cię zniszczyć, Rei. Kiedy Hajime mi o tobie powiedział, na chwilę zapomniałam, jak się oddycha. Znienawidziłam cię. Ale zdałam sobie sprawę, że mam Hajime. Upajałam się tym faktem. Wiedziałam, że tobie na nim zależy… I zaczęłam zwodzić Juna. Wiem, że to było okropne z mojej strony.
- Zwodzić? – zapytałam, przełykając olbrzymią kulę niepewności i niepokoju, która utknęła w moim gardle.
- Tak… Zrobiłam coś. Z nim.
- Nie chcę tego słuchać – powiedziałam zdecydowanie, prostując się ostrzegawczo.
- Rei, muszę ci o tym powiedzieć, dłużej już nie mogę milczeć!
- Zwierz się z tego Hajime! Jego to dotyczy, nie mnie! Jeśli Jun nie czuje, że powinien mi o tym powiedzieć, więc zapewne nie powinien!
Mayuko spuściła głowę. Nie ruszyła się jednak z miejsca, więc zrozumiałam, że jednak zamierza to z siebie wydusić. I w tym momencie ją za to znienawidziłam.
- Czy ty chcesz nas skłócić? – zapytałam, próbując ruszyć jej sumieniem.
- Przespaliśmy się ze sobą. Raz.
Gdyby uderzyła mnie w policzek, nie zabolałoby mniej.
- Wyjdź! – syknęłam.
Skinęła głową i w końcu wstała, by opuścić mój pokój. Zanim wyszła, odwróciła się jeszcze w moją stronę i powiedziała:
- On cię bardzo kocha, Rei. Przepraszam, że próbowałam zniszczyć jego uczucie do ciebie… że zrobiłam to, choć wiedziałam, że zawsze myślał tylko o tobie. Zazdrościłam ci, Rei. I chyba zawsze będę.
Nie odpowiedziałam. Czekałam po prostu, aż uwolni mnie od swojej bolesnej obecności.

- Przespałeś się z Mayą? – zapytałam, kiedy pojawił się w progu.
Zrobił duże oczy.
- Zrobiłem to?
- Ona tak twierdzi.
- Że z nią spałem?
- Dokładnie to mi dzisiaj powiedziała. Że przespaliście się ze sobą.
Jun przez chwilę analizował moje słowa, wpatrując się we mnie intensywnie. Ani trochę nie był zmieszany, na jego twarzy nie odmalowało się także widoczne poczucie winy.
- Jeśli chodzi o to… chyba spaliśmy ze sobą kilka razy. Z Hajime też spałem, jeśli jesteśmy w temacie.
Pacnęłam się w czoło otwartą dłonią.
- Wiesz, o co mi chodzi i o co jej chodziło.
- Nie uprawiałem z nią seksu, jeśli o to pytasz. Odniosłaś wrażenie, że to insynuowała?
- O, bardzo wyraźnie to insynuowała. Jeszcze w dodatku przepraszała, że próbowała zniszczyć nasz związek!
- Czekaj, bo nic nie rozumiem. Pozwól mi usiąść.
Pozwoliłam. Usiedliśmy blisko siebie na łóżku, tak, byśmy mogli na siebie patrzeć.
- Przypominasz sobie coś, z czego musiałbyś się przede mną spowiadać?
Myślał bardzo długo. Widziałam, że naprawdę stara sobie przypomnieć coś, o co próbowałam go oskarżać, jakąś nieczystość jego sumienia.
- Nie wiem, całowałem się z nią?
- To przecież wiem. I wiem też, że przestaliście, kiedy związałeś się ze mną.
Skinął głową w zamyśleniu.
- Raz spaliśmy razem, kiedy wyjechaliśmy w góry, ale to tylko dlatego, że wyłączyli ogrzewanie i ścisnęliśmy się we trójkę na jednym łóżku, ubrani w grube kombinezony.
W trójkę, więc Hajime też się tam plątał.
- Wtedy chyba wszedłem w bardziej intymny kontakt z Hajime niż z Mayuko, ponieważ ona w końcu wylądowała na podłodze, a Haji uznał mnie za wielką maskotkę, do której można się przytulić.
Westchnęłam.
- Więc nie zaszło między wami nic, co mogłoby mi się nie spodobać?
Pokręcił głową.
Nie miałam pojęcia, o co Mayuko mogło chodzić. Ktoś mi tutaj kłamał, a nie miałam powodów, by nie wierzyć Junowi. W końcu dobrze go znałam i wiedziałam, że kłamać nie potrafi. Nie z taką szczerością.
O co więc chodziło Mayuko?
Wiedzieć chyba jednak bardziej nie chciałam, niż chciałam.

Chłopców zdecydowaliśmy się nazwać Naoya i Kazuya. Starszy w wyniku eliminacji otrzymał imię Nao, a młodszy – Kao. Wymawianie ich imion na jednym tchu było nawet zabawne. Problem w tym, że chyba nikt oprócz mnie i Juna nie rozróżniał bliźniaków, więc ,,Naokao” stało się nie tyle zabawnym splotem dwóch imion, co próbą ukrycia niewiedzy. To jednak mnie bawiło. Gdyby to nie były moje dzieci, też bym zapewne ich nie rozróżniała, ale w tej sytuacji zauważałam nawet najmniejsze różniące ich szczegóły. Zresztą, Kao nadal był drobniejszy od swojego brata i nie rozumiałam, jak można było tego nie zauważyć.
Najwyraźniej jednak ten fakt był zauważalny tylko dla mnie.
Jun natomiast musiał wracać. Właściwie nie chciał i zadeklarował mi pewnego poranka, że zamierza rzucić studia w Anglii, ale powiedziałam, że ma się dwa razy zastanowić, czy naprawdę chce to zrobić. W moim spojrzeniu musiał wyczytać ostrzeżenie, ponieważ po chwili stwierdził, że jednak nie chce i że wróci na studia. Zapytał też, czy chcę teraz wrócić z nim, a dzieci pozostawić pod opieką naszych rodziców, ale tylko pokręciłam głową.
- Będę przyjeżdżał – obiecał.
- Może lepiej ja przyjadę do ciebie? Od czasu do czasu mogę sobie zrobić wolne od obowiązków, prawda?
Przyznał mi rację. Ja się ucieszyłam z własnej przebiegłości, ponieważ tym sposobem mogłam przecież sprawdzić, czy nie sprowadza do naszego studenckiego mieszkania żadnych dziewczyn. Ufałam mu, ale, na boga, w końcu był moim mężem i dobrze znałam jego pragnienia. Świat także znałam nie od dziś i wiedziałam, że pozwalając mężowi przebywać z dala ode mnie, narażam nasze małżeństwo. Ale wiedziałam, że jeszcze mogę Junowi zaufać, bo w tym momencie byłam dla niego najważniejszą kobietą w życiu, ale w miarę upływu czasu mogło się to zmienić. Zwłaszcza, że jeszcze przynajmniej przez rok lub dwa mieliśmy żyć z dala od siebie.
Najbardziej jednak bałam się Mayuko. I tego, co ona może zrobić tutaj, w Japonii, tuż pod moim nosem. Hajime jej pilnował, ale jak bardzo mógł ją ograniczyć? Jak wiele wiedział, jak wiele się domyślał? Jak bardzo troszczył się o swoje własne szczęście? I jak bardzo chciał uratować związek z Mayuko?
Nie wiedziałam, jak potoczy się nasza przyszłość. Wiedziałam w tej chwili tylko jedno: muszę zaufać Junowi i Hajime. Junowi na tyle, by nie drżeć całymi dniami i nie rozmyślać nad tym, czy jest w stanie dochować mi wierności. Wiedziałam, że był w stanie i że to zrobi, ponieważ mnie kochał. Hajime natomiast musiałam zaufać na tyle, by wierzyć w to, że poradzi sobie z dziwnymi uczuciami Mayuko, których nawet ja nie rozumiałam, choć przecież ja także kochałam tych samych mężczyzn. Nie szalałam jednak na punkcie żadnego z nich… Chociaż może dlatego, że miałam Juna, a Hajime zawsze trzymał mnie na wyraźny dystans. Wiedziałam, że z Junem znajdę szczęście, podczas gdy Hajime na zawsze zostanie dla mnie wspaniałym przyjacielem – trochę uszczypliwym, ale zawsze chętnym do pomocy.
Nie wiedziałam jednak tego, czy Mayuko odnajdzie szczęście w związku z Hajime. Od naszej ostatniej rozmowy w ogóle się do mnie nie odezwała. Nie dała żadnego znaku życia. Nie zadzwoniła, by obrócić naszą rozmowę w żart…
Czy to był koniec naszej przyjaźń? Czy, akceptując miłość Juna, musiałam pożegnać się z przyjaźnią, która tak dobrze się zaczęła i która wcale nie musiała się skończyć? Czy ona naprawdę nie mogła o nim zapomnieć tak bardzo, że zaczęła mnie nienawidzić?
Nie miałam pojęcia, jak dalej potoczy się nasze życie, ale wiedziałam jedno: ja zamierzałam iść do przodu. Kochać Juna i kochać nasze dzieci. A jeśli w zamian za to szczęście musiałam zrezygnować z innego szczęścia…
Cóż, przecież już raz to zrobiłam.
Stałam się kobietą silniejszą, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.

END

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz