niedziela, 21 lipca 2013

7. Pierwsza miłość Rei i furia Juna



Kolejny nasz trening wyglądał nieco inaczej niż poprzednio, ponieważ tym razem mieliśmy pograć w siatkówkę, jako że pogoda była tak zła, iż nawet lekkoatleci, którzy poprzednim razem ćwiczyli w gęstym deszczu i nie wyglądali, jakby im to przeszkadzało, znaleźli się razem z nami w sali gimnastycznej. Jun i Hajime, kapitanowie drużyn, doszli po długiej rozmowie do porozumienia, w wyniku którego rozpięli siatkę między słupkami i rozkazali nam się podzielić na dwie grupy.
Ale mniejsza o sprawy techniczne. Nie przejęłam się nawet oczywistym faktem, że o wiele silniejsi ode mnie chłopcy zapewne mnie całkowicie zdominują na boisku, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Mogłam udawać słabowitego chłopca, wystawiając się na drwiny Hajime, ale naprawdę było mi to obojętne.
Obchodził mnie tylko fakt, że w grupie lekkoatletów odnalazłam swój ideał mężczyzny! Już w pierwszej chwili, kiedy mój wzrok padł na jego sylwetkę, wiedziałam, że to on. Z zachwytem więc, który musiał się malować na mojej twarzy, zaczęłam mu się przyglądać i oceniać jego niewątpliwą wspaniałość. Pierwsze, co rzucało się w oczy, to jego długie nogi i ręce, które niezaprzeczalnie czyniły z niego atletę. Zaraz potem zwróciłam uwagę na jego ciemną od słońca cerę, gęste, czarne włosy, których końcówki zawijały się w loczki przy kołnierzyku koszulki, a także na długie rzęsy skrywające ciemnobrązowe, prawie czarne oczy. Ach, i miał takie piękne usta!
- … Rei! Słuchasz mnie?
- Nie – odparłam całkowicie szczerze, wciąż wpatrując się w Boga Przystojniaków. Świat wokół nas równie dobrze mógłby nie istnieć.
Nagle syknęłam, kiedy poczułam przeszywający ból w ramieniu. Natychmiast otrzeźwiałam i odwróciłam się, by spojrzeć prosto w twarz rozgniewanego Juna, który zaciskał palce swojej dłoni na moim biednym ramieniu.
- O co chodzi? – zapytał twardo, spoglądając mi prosto w oczy.
- N… Nic, po prostu przyglądałem się chłopakom z grupy przeciwnej. Nigdy nie miałem okazji poznać członków klubu lekkoatletycznego, więc…
- Trzeba było podejść do chłopaków, a nie się do nich ślinić.
Otworzyłam usta ze zdumienia. Czy mój zachwyt był aż tak oczywisty?
- Hajime wspomniał coś o twojej niezdrowej fascynacji chłopakami – dodał Jun, uciekając wzrokiem. Mnie zatkało, więc tego nie skomentowałam, choć przecież powinnam. – Mnie nic do tego, ale jeśli będziesz to publicznie ukazywać, może się to dla ciebie źle skończyć.
- Ale… ja… to znaczy… Nie! Nie, nie, nie! To zupełnie nie tak!
Jun już jednak nie słuchał moich wyjaśnień, ponieważ machnął ręką i odwrócił się do mnie plecami, tym samym oznajmiając, że rozmowa jest skończona. Sama nie wiem, dlaczego tak mnie to zdenerwowało. Czułam, jak czerwienieją mi ze złości policzki. Krew zaszumiała w moich uszach.
Głupi Hajime! Dlaczego on zawsze, zawsze!, musi pleść takie głupoty? Gada na prawo i lewo, co mu ślina na język przyniesie, zupełnie się nie zastanawiając,  jakie głupoty mogą z tego wyjść. Na przykład Jun uwierzy w plotę o tym, że jestem jakimś napalonym homoseksualistą. Co, swoją drogą, świadczyłoby tylko o jego głupocie. Już nie mówię o jego niewiedzy, ale o tym, że był gotów uwierzyć w coś tak prostackiego, co wyszło z ust Hajime!
Uch, kiedyś będę musiała się zemścić na tym nadętym dupku, który myśli, że wszystko mu wolno!
- Jun, poczekaj!
- Zaczynamy rozgrzewkę! Zaczniemy od serwów. Niech obie grupy ustawią się po przeciwnych końcach sali.
- Jun!
- Rei, dołącz do grupy – nakazał, uparcie pokazując mi plecy. No pięknie, więc mnie ignorował!
W końcu wzruszyłam ramionami i zrobiłam, jak mi polecił. Nawet wyszło mi to na dobre, bo w pewnym momencie znalazłam się obok Boga Przystojniaków. Natychmiast zapomniałam o incydencie z Junem, nie mówiąc już o złości na Hajime. Cały świat znowu przestał istnieć. Mogłam tam po prostu stać i go podziwiać…
- Coś się stało? – usłyszałam nad głową głos, który sprawił, że zmiękły mi kolana. – Nie zamierzasz ćwiczyć?
Znowu musiałam się otrząsnąć i stwierdzić, że mimo wszystko znajduję się na sali gimnastycznej i że trzymam w ręku piłkę, którą powinnam odbić. W zasadzie byłam w takim szoku, że w pierwszej chwili zupełnie nie zrozumiałam, dlaczego trzymam w dłoniach piłkę do siatkówki.
- Ja… e… Tak, oczywiście, że zamierzam – odparłam po chwili, kiedy już dotarło do mnie, gdzie jestem.
Nie wiem, czy byłam tak oszołomiona obecnością Boga Przystojniaków przy moim boku i świadomością, że mnie obserwuje, czy po prostu los był złośliwy, ale całkowicie spaliłam mój pierwszy serw. Ściślej rzecz ujmując: moja dłoń minęła się z piłką w powietrzu. Z przerażeniem patrzyłam, jak moja ręka przecina powietrze, a piłka swobodnym ruchem opada w dół.
Całkowita katastrofa!
- Jesteś zabawny! – stwierdził Przystojniak, śmiejąc się w głos. Spojrzałam na niego w oszołomieniu. Uznał to za zabawne? Tę porażkę? – Masz, spróbuj jeszcze raz.
Z namaszczeniem przyjęłam piłkę, którą mi podał, z całej siły opierając się wrażeniu odpływania, ale… och, jakie miał cudowne oczy! I te rzęsy! I usta! W zasadzie wiedziałam, że nieładnie jest patrzeć tylko na wygląd zewnętrzny, ale moje oczy po prostu same pochłaniały ten wspaniały widok i nic nie mogłam na to poradzić!
Dzięki maksymalnej koncentracji udało mi się wykonać ładny serw, choć miałam wrażenie, że to, co właśnie robię, jest jakieś nierealne. Stał przy mnie Bóg Przystojniaków, a ja w za dużej koszulce odbijałam zakurzoną piłkę, żeby posłać ją na drugi koniec boiska… W sumie kogo to obchodziło? Chyba tylko i wyłącznie Juna, który posyłał mi mroczne spojrzenia, które zresztą traciły na znaczeniu w obecności Przystojniaka.
Musiałam się chociaż dowiedzieć, jak ma na imię!
- Przepraszam, chyba jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać… Jestem Rei Nagare, a ty? – zapytałam, nonszalancko podając mu dłoń. Jakimś sposobem udało mi się zachować całkowity spokój, choć wszystko się we mnie gotowało. A kiedy jego mocna dłoń ścisnęła moją łapkę, musiałam zmobilizować wszystkie siły, by nie zemdleć z zachwytu.
Mój Boże, jaki on był cudowny!
- Kairi Kurasawa – przedstawił się, przy okazji posyłając mi najpiękniejszy uśmiech, jaki widziałam. Nogi jednak mi zmiękły troszeczkę. – Podejrzewam, że nie masz nic wspólnego z *tą* rodziną Nagare, prawda? W końcu powszechnie wiadomo, że głowa klanu Nagare nie doczekała się męskiego potomka…
- Tak, cóż… Można powiedzieć, że jestem ich dalekim krewnym. W sumie tak dalekim, że nawet nie wiem dokładnie, jakie pokrewieństwo nas łączy – wybełkotałam, wbijając wzrok w lśniący parkiet. Jakoś dziwnie się czułam, kłamiąc Bogu Przystojniaków prosto w twarz. Język dziwnie mi się plątał, co nieczęsto mi się zdarzało. Miałam nadzieję, że nie wyjdę w tym momencie na głupka.
Kairi najwyraźniej uznał moją wypowiedź za nader zabawną, bo znowu się roześmiał i poklepał mnie po ramieniu.
- Nic się nie martw, na pewno nikt nie będzie cię o nic wypytywał.
Skinęłam głową i spojrzałam na niego zachwyconym wzrokiem. Naprawdę nie potrafiłam ukryć mojej fascynacji, choć bardzo się starałam! Z całych sił powstrzymywałam się jednak, by w tej chwili nie rzucić się na Boga Przystojniaków i go nie wycałować, więc nie starczyło mi już sił na zajmowanie się zachwytem odbijającym się w moich oczach. Aż się zaczerwieniłam z wysiłku, ale chyba nadal sytuacja wyglądała w miarę dobrze. W każdym razie Kairi jeszcze się ode mnie nie odsunął, posyłając mi spojrzenia pełnego odrazy. To tylko spojrzenie Juna paliło mi plecy niczym ogień.
Ale nieważne, co Hanazaka sobie w tej chwili myślał. Ja miałam misję do spełnienia i właśnie znalazłam obiekt do jej pełnej realizacji!
Po krótkiej rozgrzewce Jun kazał nam się znowu podzielić na dwie grupki, zaznaczając, by silniejsi osobnicy wzięli pod swoje skrzydła słabszych, ponieważ on chce zobaczyć prawdziwy mecz siatkówki, a nie wielki pogrom. Takim więc sposobem znalazłam się w grupie wraz z Bogiem Przystojniaków. Oczywiście Hajime też musiał się przyplątać, ale w tej sytuacji nawet mnie ten fakt nie zdenerwował. Po raz pierwszy zupełnie zlekceważyłam jego irytującą obecność, co niemal dodało mi skrzydeł.
Byłam w siódmym niebie!
Przynajmniej do czasu, zanim Jun nie obrał sobie mnie na cel swoich zabójczych ataków. Naprawdę, coś dziwnego się z nim działo na tym treningu. Zupełnie nie przypominał siebie. Nie dość, że wygłosił jakieś dziwne oświadczenie, że uważa mnie za godnego pożałowania homoseksualistę, to jeszcze przeszywał mnie lodowatym wzrokiem i próbował mnie zabić piłką, którą serwował z prawdziwą pasją. O co mu chodziło?
Jego zachowanie szybko jednak zwróciło uwagę Hajime, który w pewnym momencie przeszedł na drugą stronę boiska i poprosił Juna na stronę. Bez żadnych ceregieli i pomimo słabych protestów Hanazaki, pociągnął go za nadgarstek aż pod samą ścianę po drugiej stronie sali gimnastycznej, skąd nie mogliśmy słyszeć ich rozmowy.
- Kapitan jakoś dziwnie się dziś zachowuje – stwierdził Nishida, jeden z członków klubu sportowego, do którego należałam i ja. Przy jego wzroście sięgałam mu tylko do ramienia. I to też w zasadzie nie do końca. – Jeszcze nigdy nie widziałem go w takim humorze…
Kiwnęłam głową. Rzeczywiście, Jun nigdy jeszcze nie pokazał nam tej części swojego charakteru, nic więc dziwnego, że większość chłopaków wyglądała na zmartwionych. Pod tym względem się od nich nie różniłam. Też byłam ciekawa, co tak bardzo go zdenerwowało w fakcie, że zainteresowałam się Kairim. Czyżby był zaciekłym homofobem? Bo, z tego, co zrozumiałam, nie podobało mu się właśnie to, że – jako że nie wiedział, iż jestem dziewczyną – z różnych źródeł dowiedział się o moich ,,dziwnych zainteresowaniach”.
Sprawy trochę się skomplikowały…
- Idź do diabła! – krzyknął nagle Jun, wyrywając nadgarstek z żelaznego uścisku dłoni Hajime, po czym – o zgrozo! – uderzył go z całej siły prosto w twarz. Hajime zatoczył się do tyłu, podnosząc dłonie w geście obronnym. Nie wyglądało jednak na to, że zamierza się z Junem bić.
Jun odepchnął go silnie, po czym energicznym krokiem zbliżył się ku nam. Instynktownie skuliłam się w sobie, widząc go w stanie autentycznej furii. A kiedy wskazał na mnie palcem, niemal dostałam ataku serca. Z mojej głowy natychmiast wyleciały wszelkie myśli o Bogu Przystojniaków, choć stał tuż obok mnie i kusił całą swoją postawą.
- Rei, chodź ze mną – rozkazał, mijając mnie energicznie. Może, gdybym miała więcej odwagi w sobie, wcale bym za nim nie poszła. Może, gdybym rzeczywiście była facetem, sprzeciwiłabym się temu agresywnemu rozkazowi, ale jako że jednak byłam kobietą, po prostu potulnie za nim podreptałam.
Kiedy znaleźliśmy się w ciemnym i chłodnym korytarzu, Jun odwrócił się do mnie twarzą i posłał mi wściekłe spojrzenie, które zupełnie do niego nie pasowało. Przez myśl przeszła mi absurdalna myśl, że to nie Jun przede mną stoi, tylko jego zły bliźniak, o którego istnieniu nikt nie wiedział.
- Rei, posłuchaj mnie… Nie wplątuj się w nic, czego będziesz później żałować, dobra?
- O… Oczywiście – odparłam, niepewna, do czego chłopak zmierza.
- Odnoszę wrażenie, że specjalnie pakujesz się w kłopoty, ale przecież nie wiesz… nie możesz wiedzieć, co się tutaj dzieje… I tylko zwykły pech sprawia, że zawsze znajdujesz się nie tam, gdzie trzeba. Pozwól mi jednak znowu cię przed czymś przestrzec.
Spojrzałam na niego nierozumiejącym wzrokiem. O czym on mówił?
- Jest kilka osób, z którymi nie powinieneś się zadawać w tej szkole. Jedną z nich jest Kurasawa. Nie mam zielonego pojęcia, co ci się może w nim podobać, ale powinieneś jak najszybciej zapomnieć o tym, że w ogóle z nim rozmawiałeś.
- Jun, dlaczego próbujesz trzymać mnie od wszystkich osób na dystans? Najpierw ta dziewczyna, która okazuje się twoją wielką fanką, a teraz Kurasawa… O co ci chodzi? Jeśli to jakiś żart, to wcale nie jest zabawny. Poza tym, chyba mam prawo poznawać nowych ludzi? Nie uważasz, że posuwasz się za daleko? Zachowujesz się, jakby za każdym rogiem tej szkoły czaiło się zło…
Jun błyskawicznym ruchem ręki chwycił mnie za podbródek i zbliżył do mnie na tyle, że poczułam na twarzy jego ciepły oddech.
- Czego ci brakuje, Nagare-kun? Czego próbujesz tutaj szukać, nawet się nie orientując, w jakie bagno wchodzisz?
Prawdę mówiąc, zaczynałam się go bać. Jedyna osoba, której do tej pory ufałam, wydała mi się nagle zupełnie obca. Znowu odniosłam wrażenie, że wcale nie rozmawiam z Junem, że to po prostu jest jego ciało, ale z zupełnie inną duszą. Duszą, która szalonym blaskiem odbijała się w jego ciemnych źrenicach.
Przełknęłam ślinę.
- Ja… zupełnie nie wiem, o czym mówisz, Jun…
- Możliwe, że o niczym nie wiesz. Możliwe, że zawsze będziesz przez innych postrzegany jako naiwniak, ale tak będzie dla ciebie najlepiej. O nic nikogo nie pytaj i w nic się nie angażuj. Wystarczy, że będziesz trzymać się przy mnie lub przy Hajime. Rozumiesz mnie, Nagare-kun?
Niezdolna do wypowiedzenia jednego słowa, po prostu skinęłam głową. Miałam nadzieję, że Jun niedługo mnie puści i będę mogła uciec daleko od tego wszystkiego, czego zupełnie nie rozumiałam. Marzyłam w tej chwili tylko o ucieczce z tego ponurego korytarza i silnego uścisku Juna, który patrzył na mnie tak, jakby zaraz miał się jednocześnie rozpłakać i mnie uderzyć.
Jezu, co tu się działo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz