środa, 24 lipca 2013

9. Powrót Retha

Siedząc przy wypolerowanym do połysku stoliku w małej kawiarence, Jue powoli sączył kawę podaną w eleganckiej filiżance, paląc jednocześnie drugiego już papierosa. Gdyby ktoś mu teraz powiedział, że wygląda, jakby właśnie oddał własną córkę w ręce najgorszego wroga, nie uwierzyłby w ani jedno słowo. Prawda jednak była taka, że właśnie tak się prezentował. To, co zrobiła Lan - albo co zrobił jej Zero czy jak mu tam - oraz świadomość, jak problematyczne może być dla niego zatrzymanie jej jako swojej uczennicy, wstrząsnęły nim dość poważnie. 
Wszystko, co jej powiedział, zanim wyszedł, było jedynie półprawdą. Nie chciał jej bowiem straszyć, chociaż sytuacja była poważna. Dziewczyna prawdopodobnie nie była na to gotowa, w końcu całkiem niedawno była jedynie służącą na zamku. Jue wiedział, że powrót do dawnego życia nie skwitowałaby szerokim uśmiechem szczęścia. Nikt by tak nie zareagował. 
Ale, jeśli czegoś nie wymyślą, czeka ją coś gorszego niż życie służącej. 
Jue powoli wypuścił dym z płuc. Próbował się rozluźnić, ale nawet kiedy jego myśli na chwilę uciekały, nie potrafił zapomnieć. Lan związała się z demonem. Płci męskiej. 
Głowa zaczęła go boleć.
Istniał powód, dla którego kobiety nie wiązały się ze strażnikami płci męskiej - czy były to anioły czy demony. Ta sama zasada tyczyła się mężczyzn, którzy nawet nie próbowali łączyć swych mocy z istotami przeciwnej płci. Podobny incydent zdarzył się w Gildii dwukrotnie i dwukrotnie źle się skończył. Wszyscy Łowcy doskonale wiedzieli, jakie niebezpieczeństwo łączy się nie tylko ze złym doborem duchowego partnera, ale i wyborem takiego, który reprezentuje przeciwną płeć. 
- Cholera - wymamrotał Jue, mocno zagryzając zęby na papierosie.
Tym powodem było niedopasowanie. Tylko osoby o tej samej płci mogły się zrozumieć. Jue mógł korzystać z mocy, których użyczał mu Reth, ponieważ dotykał jego duszy i go rozumiał. Ponieważ ich dusze mogły nałożyć się na siebie, kiedy Reth materializował się, by pomagać mu w walce. Ten proces był naturalny i niezbyt skomplikowany, szczególnie dla tych Łowców, którzy dorastali ze swoimi partnerami od narodzin.
Jeśli Lan spróbuje skorzystać z mocy Zero, jej umysł może zostać złamany. Zwłaszcza, że ich więź została dopiero co stworzona.
Innymi słowy, z Lan nie będzie wielkiego pożytku. 
Jue westchnął i schował twarz w dłoniach. Świat nagle zrobił się znacznie gorszy, niż był przed chwilą. Ach, a już myślał, że znalazł kogoś, kto będzie w stanie stanąć u jego boku. Nawet Reth wydawał się być szczęśliwy z powodu jej odnalezienia. No i nie mógł zapomnieć o tym, jak wyciągnęła go z koszmaru, kiedy Mai rzuciła na niego tamto zaklęcie... Lan wydawała się być idealną kandydatką.
Teraz wszystko diabli wzięli. A konkretnie jeden diabeł. 
Dosłownie. 
Jue zgasił papierosa i sięgnął po kawę. Cóż, co się stało, to się nie odstanie. Pakt, który Lan zawarła z Zero, nie można było przerwać w sposób, który nie skrzywdziłby dziewczyny. Chyba, że Zero dobrowolnie by go złamał, ale Jue nie wiedział do końca, w jaki sposób demon miałby to zrobić. Słyszał co nieco o tym, jak niektóre demony próbowały uwolnić się od spoczywającej na nich odpowiedzialności, więc musiał istnieć jakiś sposób na to, by zerwanie paktu było możliwe. 
Jue czuł jednak, że Zero nie zawierał paktu krwi po to, by go zerwać przy pierwszej nadarzającej się okazji. 
Co on planował?
Właśnie kiedy miał zamiar znowu schować twarz w dłoniach, poczuł, że nie jest sam przy stoliku, choć jeszcze kilka sekund temu cieszył się jedynie towarzystwem swoich myśli. 
- Dobrze cię widzieć, Mistrzu Jue. 
- Reth!
Jue poczuł, jak na jego usta wypływa szeroki uśmiech. Od razu poznał te długie, czerwone, lśniące włosy oraz niski, aksamitny głos. Dwie sekundy później ściskał mężczyznę z całych sił, zupełnie nie przejmując się miejscem, w którym przebywali, to znaczy miejscem publicznym, gdzie jeden mężczyzna nie powinien tak ostentacyjnie ściskać drugiego faceta. W końcu nikt z jego obecnego otoczenia nie wiedział, kim jest Reth i dlaczego Jue się na niego rzucił... jakby witał dawno niewidzianego kochanka. 
Reth jednakże zupełnie się tym nie przejął. Energicznie odpowiedział na uścisk Jue, przepełniony szczęściem z powodu tego, że znowu może być przy jego boku. 
Dopiero po dłuższej chwili odsunęli się od siebie. Jue, nadal uśmiechnięty, zajął z powrotem swoje miejsce, puszczając mimo uszu szepty, które udało mu się usłyszeć. Reth wyglądał radośnie niczym słoneczko, rozpromieniony, uśmiechnięty i nonszalancko rozparty na krześle. 
Musiała minąć kolejna chwila, by Jue zrozumiał, że Reth rozsiewa wokół siebie nieznaną mu wcześniej aurę. Nie zdążyli jeszcze zamienić ze sobą żadnego słowa po tym, jak się rozdzielili, ale Jue zrozumiał, że coś się zmieniło w jego partnerze, kiedy on nie patrzył. I naprawdę nie miał ochoty zaczynać od szczegółowego przepytywania Retha, ale ta zmiana lekko go zaniepokoiła. W końcu wszystko, co tyczyło się Retha, tyczyło się także jego, Jue. Ale dlatego, że zostali rozdzieleni, Łowca postanowił zapytać go o to bardzo ostrożnie. 
- Reth... Czy tylko mi się wydaje, cz rzeczywiście coś się w tobie zmieniło?
Anioł energicznie pokiwał głową. Wyglądał, jakby był zadowolony z obserwacji poczynionej przez jego Mistrza. Jakby jej oczekiwał. 
- Tak, tak! Mistrzu, przynoszę wspaniałe wieści!
- Rzeczywiście wyglądasz tak, jakbyś miał zamiar obwieścić coś wspaniałego. Co się zmieniło, kiedy nie patrzyłem?
Reth oparł się rękami o blat stolika, po czym przechylił się w stronę chłopaka. Oczy mu błyszczały jak w gorączce, wyrażając podekscytowanie. Jue bezwiednie przysunął swoją twarz bliżej.
- Mistrzu... czy potrafisz wyczuć moją nową moc?
- Hm... 
Jue skoncentrował się, ale nadal nie mógł stwierdzić, co dokładnie się zmieniło. To prawda, że Reth wspomniał coś o nowej mocy, ale on nie potrafił dokładnie zlokalizować, w jakim obszarze nastąpiła ta wspomniana zmiana. Trochę go to zirytowało, gdyż do tej pory nie zdarzyło mu się nie zrozumieć duszy Retha.
- To prawda, że coś się w tobie zmieniło, ale nie potrafię do końca powiedzieć, co. 
- Ha, Mistrzu! Pewnie będziesz potrzebował trochę czasu, by przyzwyczaić się do mojej nowej mocy, ale... Wyobraź sobie, Mistrzu Jue, że stałem się pełnoprawnym aniołem! Hm, a może powinienem powiedzieć, że odzyskałem swoją pełnoprawność? W każdym razie, Mistrzu, patrzysz właśnie na nowo narodzonego Retha! 
- Więc to dlatego byłeś w stanie obejść bariery De Arche...? Ale zaraz, ta bariera ma chyba chronić mieszkańców przed aniołami?
Reth wydął policzki w wyrazie niezadowolenia, posyłając Jue spojrzenie wyrażające dezaprobatę. Chyba liczył na więcej entuzjazmu ze strony swojego Mistrza.
- Może i tak, ale nie jestem zwykłym aniołkiem. Otrzymałem Łaskę od samego archanioła Mikaela, ta bariera to mały pikuś. Przeleciałem przez nią jak przez masełko. Ale myślałem, że Mistrz bardziej się ucieszy... - ostatnie słowa wymamrotał, nie kryjąc zawodu w głosie. 
Jue sięgnął dłonią przez stół, by zmierzwić włosy swojemu strażnikowi.  Musiał lekko podnieść się z krzesła, by to zrobić, ale kiedy w końcu mu się to udało, na jego twarz wypłynął szeroki uśmiech. 
- Wiem, jak bardzo cierpiałeś z powodu swojej niezwykłej kondycji pół anioła, pół demona. Cieszę się, że odzyskałeś swój anielski status. Czy to znaczy, że będziesz mógł bez problemów wracać do Nieba? 
Reth pokiwał głową. 
- Tak, w końcu będę mógł dołączyć do moich braci i sióstr. Trochę żałuję, że zostałem pozbawiony pewnych pragnień, ale odzyskanie Łaski było tego warte. 
Jue z powrotem usiadł, sięgając po filiżankę z zimną już kawą. Reth to zauważył i jednych ruchem palca sprawił, że czarna używka zaczęła parować. Jue skinął głową w podziękowaniu. 
- Naprawdę cieszę się, że odzyskałeś swoje miejsce w Niebie, ale czy to znaczy, że będziesz musiał mnie opuścić? 
- Och, nie! Zanim Mikael zaczął proces wypalania mojej duszy - swoją drogą, bolało jak cholera - upewniłem się, że nadal będę mógł ci służyć pomocą. Inaczej bym się nie zgodził. 
- Proces wypalania duszy? - zdziwił się Jue. Nigdy nie słyszał o podobnej operacji. 
Reth skrzywił się mimowilnie, przywołując odpowiednie wspomnienie z pamięci. Wzdrygnął sie chwilę później i objął ramionami. 
- Brr. Mistrzu, proszę, nie wspominajmy o tym... procesie. Przez następny rok pewnie będę miał koszmary... 
- Ale przecież ty nie potrzebujesz snu?
- To tylko taka figura słowna. Naprawdę wolałbym zapomnieć o wszystkim, co się stało w tamtym pokoju... Brr. 
- W porządku. Jeśli nie chcesz, nigdy o tym nie wspomnę.
Reth wzdrygnął się jeszcze raz. 
- Tak będzie najlepiej, Mistrzu. Lepiej porzućmy ten temat. 
Jue kiwnął głową. 
- Czy możemy w takim razie porozmawiać o misji ratowania archanioła Rafaela? - zaproponował, odstawiając pustą już filiżankę na spodek. - Z tego, co mi wiadomo, ten archanioł nadal gdzieś tutaj się znajduje, prawda?
- Owszem. Niektórzy w Niebie rwą sobie włosy z głowy. 
- To doskonale się składa, gdyż znam kogoś, kto nas zaprowadzi do miejsca, gdzie wspomniany archanioł jest przetrzymywany. 
Reth zmarszczył brwi. 
- Mamy kogoś takiego w drużynie?
- Mamy ich aż dwóch. Niejakiego Zero Sterblicha i Clawa Feuertoda. 
- O ku... kurczę pieczone. Nie sądziłem, że wszyscy będziemy kiedyś stanowili jedną drużynę, a tu proszę. Anioł śmierci, piekielny rycerz i nowo nawrócony anioł. Nasza współpraca będzie co najmniej śmieszna. 
- Mam szczerą nadzieję, że się nie pozabijacie. 
- Tego nie mogę przyrzec. 
Jue westchnął. 
- Tak właśnie myślałem. 
- Wiem, że Zero, ten anioł śmierci, zawarł pakt z Lan.
- Jesteś podejrzanie dobrze poinformowany. Podsłuchiwałeś? 
- Gorzej. Spotkałem się osobiście z tym indywiduum. 
Jue gwizdnął, posyłając Rethowi spojrzenie pełne szacunku. 
- I co o nim sądzisz? Można mu zaufać? 
Reth westchnął, potrząsając jednocześnie głową.
- To anioł śmierci. Jego zadaniem było odprowadzanie dusz z tego świata i zapewnienie im bezpiecznej podróży do zaświatów. Wygląda jednak na to, że wiedźma coś mu zrobiła... i on już nie może powrócić do pełnienia swoich obowiązków. Chciałbym powiedzieć, że wolałbym widzieć w nim sprzymierzeńca niż wroga, ale... Mistrzu, wiesz dobrze, jak ten pakt może się skończyć, prawda?
- Tak, właśnie o tym myślałem, zanim się pojawiłeś. 
- No właśnie. Ech, a już myślałem, że znaleźliśmy odpowiednią kandydatkę... Czy zamierzasz szukać dalej, Mistrzu?
- Oczywiście - Jue nawet nie mrugnął. - Odnalezienie właściwej osoby jest moim obowiązkiem. Jeśli ja jej nie znajdę, Arcymistrz przydzieli mi jakąś dziewczynę odgórnie. Wolałbym tego uniknąć. 
- Rozumiem. A już zacząłem się przyzwyczajać... 
- Reth - Jue wymówił imię swojego strażnika z wyraźnym ostrzeżeniem w głosie. Tym samym dawał mu znak, że nie ma ochoty rozmawiać na ten temat. - Jeśli nie sprawi ci to kłopotu, chyba powinniśmy wrócić i przygotować się na odbicie Rafaela. Co o tym sądzisz?
Reth skinął energicznie głową. 
- Oczywiście, Mistrzu. Jestem na twoje rozkazy.       

7 komentarzy:

  1. buahahah, nie ma to jak przeczytać nowy rozdział tuż przed wyjściem do pracy <3
    Ah, Jue, Jue, Jue. Czy on naprawde musi się aż tak tym przejmować? Może ja czegoś nie dostrzegam, ale... Nie no, to aż taka wielka zbrodnia ze Lan związała się z demonem płci niepięknej? xd
    No dobra, już rozumiem. Czyli ze generalnie jest problem ze facet z kobietą się nie zrozumie... Hm... szkoda :/ Ale Lan jest cudowna i na pewno wybrnie jakoś z tej opresji :) A poza tym... Czy Zero mógłby chcieć zrobić jej krzywdę? No, proszę ! xd
    Reth? To już wrócil? Czyli ze.. odzyskiwanie Łaski nie było aż takie ciężkie do przeżycia albo.. Reth jest już po długiej rekonwalescencji :D xd Hahahah! Jakbym dawno Retha nie widizała to też bym sie na niego rzuciła z uściskami! Czy bym była kobietą czy facetem ;) Przyjaźń ważniejsza od tego, co ludzie gadają!
    "puszczając mimo uszu szepty, które udało mu usłyszeć"<--- zjadłaś "się" chyba ;)
    Patrz jaki paradoks. Przed chwilą Jue gadał o zrozumieniu, o jedności partnerów ( chodzi mi o kwestie Lan). A teraz on sam nie jest w stanie wyczuć do konca co dotknęło Retha...
    Nie potrafię odgadnąć jak czuje sie Jue. Wiem, ze jest zły z powodu Lan ale... Kurcze no nie wiem. Szczerze to jestem też ciekawe co słychać u Hale? Kurcze, jak wrócę z pracy to wezmę i przeczytam ostatni rozdział z Hale'm bo nie do konca pamiętam co tam sie z nim dzialo :x *wstydzi sie* No a co do Lan... Jak dla mnie to Jue powinien poważnie z nią pogadać, ale broń Boże się unosić gniewem. Lan jeszcze jest dzieckiem, rozumuje jak dziecko. Poza tym... niby podejmuje samodzielnie decyzje, ale i tak jest zdana na starszych, nie?
    Ale ja bredze... idę.
    super rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uch, będę musiała te rozdziały, co napisałam, posprawdzać... A oczka bolą :D Ale zrobię to... w najbliższym czasie. Gorzej, że mam beznadziejną klawiaturę i muszę mocno wciskać poszczególne klawisze, by konkretne literki się pojawiły, ech :)
      No nie, Zero prawdopodobnie nie chce zrobić Lan krzywdy. Rzeczywiście Jue trochę przesadza, ale co zrobić - martwi się :) Wkrótce wszystko się zapewne wyjaśni (to znaczy, jak nie zapomnę tego zrobić ;x), ale nie planuję szczęśliwego zakończenia dla tej pary... mwahahaha *opętany śmiech*.
      Khem. To znaczy, jeszcze nic nie jest przesądzone, ale w mojej głowie coraz jaśniej formułuje się pewien szelmowski plan... >:D Szczęśliwe zakończenie jest przereklamowane, ot co!
      I jeszcze źle kliknęłam ,,odpowiedz" XD

      Usuń
    2. ej no! jak to nie ma "hepi endu" ? :( Limecia, ja chce rozdział!.... Nowy rzecz jasna! :D
      Mi sie kotłują różne pomysły na to co bedzie dalej ale... nie umiem sie zdecydować xd haha, chociaż ja nie mam co sie decydować bo nie ode mnie zależy co i kiedy bedzie sie działo i kiedy bedzie rozdział ;) Ale i tak mam zamiar Cię troszkę "zachęcać" do napisania czegoś dalej,:D

      Usuń
    3. Napisałam kolejny rozdział, ale... chyba najpierw powinnam poprawić poprzednie rozdziały. Chciałam dzisiaj poczytać od początku część drugą, żeby sobie to i owo przypomnieć, ale głowa mnie rozbolała od wszystkich błędów i nie dałam rady :D Może jutro go opublikuję, już poprawiony... ;] Co do (nie)szczęśliwego zakończenia... jeszcze nad nim myślę. Ale dlaczego nie? :D

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. a więc łaska! Hoho! A gdzie oni teraz się znajdują? myślałam, że w de arch! A tam przecież reth nie ma wstępu, zwłaszcza z łaską :O

    aa i wszystko jasne haha :) Czyli istnieją słabsze i silniejsze łaski,a Reth ma ogromną i gniewną:D

    cholibka, martwię się o Lan! Nie chciałabym, aby się załamała! To taka fajna kruszyna! *idzie czytać kolejny rozdział*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! Dostał Łaskę od samego archanioła Mikaela! Naprawdę sądzisz, że jego czy Lucynkę zatrzymałaby jakaś bariera? Jego nie tyczą się żadne zasady xD

      Usuń