piątek, 30 sierpnia 2013

3. Próba

- Ej, czy ten mechanik nie wygląda podejrzanie?
- Hm, to nie mechanik, ale chyba inżynier. To znaczy, ma licencję. 
- Serio? Ktoś ją widział? Może tylko wszystkich wkręca? Założę się, że jeśli jakąś ma, to tylko podróbkę dla szpanu. 
- Cii... Jeszcze was usłyszy!
Hale skrzywił się nieznacznie. Oczywiście, że wszystko słyszał. Dziewczyny, które wzięły go na języki - z czystej zazdrości, tego był pewien - nawet nie próbowały szeptać. Albo więc były głupie i nie miały pojęcia, że stanie dokładnie za obiektem obgadywania, nawet w tłumie, nie czyni ich niesłyszalnymi. Ich głos niósł się całkiem nieźle, ponieważ stały dość blisko. Inżynier zastanawiał się, czy tego dnia jest obiektem zainteresowania wszystkich ludzi, którzy zebrali się wokół areny.
To było więcej niż prawdopodobne. 
Arcymistrz stał odwrócony do niego bokiem, zasłaniając sobą stojącego po drugiej stronie areny Jue. W sumie to nawet dobrze, bo za każdym razem, kiedy Hale wchodził z nim w kontakt wzrokowy, podejrzanie się czerwienił. A wszystko przez to, co stało się poprzedniego wieczoru.
Inżynier pamiętał każdy szczegół tego, co się wydarzyło. Zapewne dlatego, że nadal nie mógł uwierzyć w to, że dał się tak łatwo podejść. Powinien był wiedzieć, że Jue sobie z niego zakpi, jeśli sprawę ich więzi potraktuje na tyle poważnie, by wzbudzić podejrzenia. Podjudzony jeszcze przez Retha i Clawa, stał się zupełnie bezbronny. 
Dlatego też, kiedy Jue złożył pocałunek na jego czole, jednocześnie tracąc pokerową twarz, Hale myślał, że spali się ze wstydu. W żadnym razie nie potrafił zachować profesjonalnego wyrazu twarzy. Jego policzki stanęły w ogniu na równi z koniuszkami uszu. 
- Nie bądź idiotą, Hale - powiedział wtedy Jue, odsuwając się od niego z wielkim bananem na twarzy. Hale nienawidził w tym momencie tego szerokiego uśmiechu, który wprawiał go w takie zażenowanie. - Całkowicie nam wystarczy nasza partnerska więź. 
- Ale Reth... powiedział... 
- Podejrzewam. Ale nie martw się, między nami do niczego nie musi dojść. 
- Jezu. Człowieku. Chyba zaraz zejdę na zawał. 
- Wiem. Zabawnie było na ciebie patrzeć, kiedy tak się plątałeś. 
- Że co?!
Jue pomachał nonszalancko ręką przed swoją twarzą. 
- Złość odłóż na bok. Powinieneś się położyć, żeby jutro być w formie. 
Hale jednak przespał najwyżej godzinę. Przez całą noc przewracał się na łóżku, nie mogąc znaleźć pozycji, która pozwoliłaby mu zapomnieć o porażce, jaką poniósł. Nie rozumiał, jak mógł dać się tak zwieść! Przecież był dorosły, nie powinien był wierzyć w podobne bzdury! Tymczasem dał się zwieść jak małe dziecko!
Tak więc Hale całkowicie nie był w formie. Kiedy rano przeglądał się w lustrze, zobaczył monstrualne sińce pod oczami - zapewne wynik stresu, jaki wczoraj przeżył, plus niemal bezsenna noc. Wyglądał niczym upiór i dziwił się, że ludzie od niego nie uciekali. 
W tym samym momencie znalazł w tłumie Lan, która uśmiechnęła się i pomachała, jakby chciała mu tym samym dodać odwagi. Hale odwzajemnił uśmiech i skinął jej głową. Zauważył, że obok niej stoi jej mentorka, prezentująca się nadzwyczaj godnie wśród zebranego tłumu. Jej mlecznobiałe włosy, zebrane w koczek, lśniły niczym srebro, choć dzień był pochmurny i kosmyków nie rozświetlały promienie słoneczne. Na jej twarzy, noszącej znamiona nieubłaganie zbliżającej się starości, malowała się powaga.
Chyba nie trzymała za nich kciuków. 
- Chociaż sytuacja jest wyjątkowa... i niezwykła, procedura jest ta sama - rozpoczął Arcymistrz, odchrząkając. - Wobec nas tutaj zgromadzonych sprawdzicie, jak mocna jest wasza więź i czy wasi strażnicy są w stanie się połączyć, by w walkach, które was czekają, mogli walczyć o wiele skuteczniej i by nawzajem się pilnowali. Zazwyczaj, po udanej próbie, wiążemy Łowców stosowną przysięgą, ale ten wypadek jest.. specjalny, tak więc powstrzymamy się przed tym. 
Hale zaczynał mieć dość tych znaczących pauz, które Arcymistrz robił za każdym razem, kiedy podkreślał, jak bardzo niewygodne jest partnerstwo Jue i jego. Mógł lepiej przejść do konkretów, skoro czuł się tak niezręcznie. Wszystkim by to wyszło na dobre. 
- Oboje zadeklarowaliście, że sami przywołacie swojego strażnika, więc inni Łowcy nie będą interweniować. Jeśli jednak którykolwiek z was nie podoła zadaniu, zostanie w trybie natychmiastowym pozbawiony mocy i wydalony z Gildii. Czy zasady są jasne? 
Hale mruknął pod nosem, że owszem, wszystko jest jasne. Czysty głos Jue, nie wyrażający nawet odrobiny zdenerwowania czy też zirytowania, przyprawił go o zgrzyt zębów. Oczywiście, dla niego wszystko było jasne.
- Zaczynajcie. 
Arcymistrz odszedł na stronę, dołączając do innych Łowców, którzy z wyraźnym napięciem obserwowali, jak ta cała sprawa się zakończy. Szepty stały się głośniejsze i bardziej niezrozumiałe - przypominały teraz wrogi tłum, niczym rój os, gotów zaatakować w każdej chwili. 
Hale się wzdrygnął. Pojedyncza kropla potu spłynęła po jego placach wzdłuż kręgosłupa. Uniósł dłoń, chcąc zetrzeć ewentualny pot z czoła, lecz w tym samym momencie pojedynczy promyk słońca przebił się przez chmury, oświetlając całą przestrzeń pomiędzy nim a Jue, a szczególnie oczy chłopaka. 
Hale, patrząc w jego oczy, zdał sobie sprawę, że Jue się boi. Że nie zna wyniku końcowego tego testu, choć wczoraj wydawał się taki pewny siebie. Prawdopodobnie bał się nie tylko o siebie, ale także o niego, Hale'a. Musiał wiedzieć, że inżynier nie mógł już wrócić do De Arche i bawić się w dom.  Nikt by go po przygodzie w Gildii nie powitał z otwartymi ramionami. Co gorsza, jego koledzy po fachu mogliby go oskarżać o to, że ułatwia sobie pracę, korzystając z magii i pewnie nikt by im nie potrafił wytłumaczyć, jak bardzo się mylą w tej sprawie.
Młody mężczyzna poczuł przypływ pewności siebie. Świadomość, że nie tylko on odczuwa strach, dodała mu sił.
- Razem! - krzyknął Hale, wyciągając przed siebie dłoń. Jue zareagował natychmiast, w tym samym momencie wyrzucając pomiędzy nich Retha. Claw, który posłusznie wyskoczył z dłoni Hale'a w postaci strumienia niebieskiego światła, zderzył się z czerwoną wstęgą światła, czyli Rethem w jego najbardziej surowej postaci.
Pod niebo skoczyły kolorowe iskry, a powietrze przeciął dźwięk, który przypominał głośny zgrzyt, kiedy strażnicy się zetknęli, ale oba strumienie światła były stabilne, trzymając się koniuszków palców obu Łowców, początkowo przybierając kształt pajęczyny, by po kilku centymetrach połączyć się w solidne pasmo. Pośrodku areny, w połowie długości dzielącej Łowców, wisiała iskrząca się kula białego światła - dokładnie tam, gdzie Reth i Claw się łączyli.   Hale zamrugał, kiedy jego myśli zostały zalane przez nieznane mu obrazy. Nie potrafił jednak się skupić, obrazy przelatywały przez jego głowę zbyt szybko, by mógł choć na krótką chwilę zaczepić się o jeden z nich. I właściwie nie chciał żadnego zrozumieć, kiedy zobaczył przed oczami czerwoną mgłę. 
Hale potrząsnął głową. Chciał odsunąć od siebie te obrazy, ale one wciąż napływały. Coraz szybciej i gwałtowniej, dosłownie przelewając się przez jego głowę. Nie mógł ich zatrzymać. Zupełnie tych obrazów nie kontrolował. 
Nagle jednak wszystko się zatrzymało, a on zobaczył siebie, siedzącego przy szpitalnym łóżku. Pod białym prześcieradłem leżało drobne, chude ciało jego siostry. Jego jedynej rodziny. Z chudej twarzy, która była przerażającym znakiem jej choroby, wyzierały tylko oczy. Wielkie, błękitne oczy, patrzące teraz na niego z wyrzutem. Drobna dłoń spoczywała bezwładnie w jego dłoni. 
- Nie możesz mnie zostawić, braciszku. Nie chcę być... sama. 
Coś drgnęło w jego sercu. 
- Nigdy cię nie opuszczę, przyrzekam - wypowiedziały jego usta. Chłopak przy łóżku zgarbił się nieznacznie, ale widocznie. Ten ciężar... Hale dobrze znał ten ciężar odpowiedzialności. 
- Naprawdę? Naprawdę tu zostaniesz? 
Nie, nigdy więcej nie chciał tego przeżywać. Nigdy... 
W tej samej chwili został gwałtownie wyrzucony z tego wspomnienia, z powrotem lądując na placu, gdzie właśnie robił chyba najgłupszą, ale i najodważniejszą rzecz w swoim życiu: łączył swoją moc z mocą Jue i nawet nie czuł się całą tą sytuacją zażenowany. A chyba powinien. Wszyscy na niego patrzyli, wszyscy... wiedzieli. Ich dusze właśnie łączyły się na widoku publicznym. 
Jego uwagę zwrócił jednak dźwięk, który dochodził ze środka jaśniejącej kuli. Idealnie okrągły pierścień światła oddzielił się od niej i z wibrującym, czystym dźwiękiem najpierw się rozszerzył, by następnie zdezintegrować w postaci setek światełek, które przypominały świetliki. 
- Niech mnie drzwi ścisną! Ich dusze weszły w rezonans! - Do uszu Hale'a doszedł podekscytowany krzyk. To chyba był Arcymistrz.
W tym samym momencie uderzyła w niego fala ciepła, która rozlała się po całym jego ciele. 
~ Cześć, przystojniaku. 
Aż podskoczył, kiedy w jego głowie rozległ się ten znajomy, nieco rozbawiony głos. Reth!
~ Wielkie nieba! Myślałem, że to nie możliwe... Co to za czarnoksięska sztuczka?
Kula światła nagle zniknęła, nie zapomniawszy o głośnym wybuchu na do widzenia. Wypaliła też w trawie niemałą dziurę - niektóre źdźbła nadal się paliły, puszczając w niebo czarny dym. 
Hale zauważył, że Jue przyłożył dłoń do czoła, lekko się pochyliwszy. Czyżby coś poszło nie tak...? 
~ A nie, to tylko ja się wprosiłem na imprezę.
Hale uniósł nieznacznie brew. Znał ten głos, ale... Czy powinien go w tym momencie słyszeć?
~ Zero?! - zdziwił się wyraźnie Reth. Hm, najwyraźniej nie powinien. 
~ To ja. Nie spodziewałeś się mnie, co? 
~ Ale jakim cudem...? 
~ Pamiętasz może tę mniejszą eksplozję i eleganckie iskierki na końcu? To właśnie byłem ja. Kiedy zobaczyłem, jak ładnie się synchronizujecie, pomyślałem, że dołączę do zabawy. I oto jestem!
~ Jezu. 
~ Ech, to nadal tylko ja. Ale dzięki.
Hale szybko poszukał wzrokiem Jue, zastanawiając się, czy on też słyszy głos Zero... i co z tym faktem robi. Chłopak pomyślał, że jeśli zamierza w jakiś sposób pozbyć się dodatkowej osoby, to on ustawi się w kolejce. 
Zaraz jednak uderzyła w niego inna myśl. 
Połączył się ze strażnikiem Lan. To znaczyło, że... 
~ Nie kombinuj, chłoptasiu - odezwał się Zero, jawnie i bezwstydnie przyznając się do podsłuchiwania. ~ To nic nie znaczy.
Jue rozmawiał z Arcymistrzem... i z Lan, która potrząsała głową. Pewnie przepytywali ją, czy miała coś wspólnego z wyskokiem Zero. Ciekawe tylko, w jaki sposób. Na pewno nie nauczyła się tej techniki dla zabawy... Jeśli była jakaś technika, w co Hale wątpił. Jego nikt nie nauczył czegoś podobnego: dowiedział się tylko tyle, że połączenie zawsze jest spontaniczne i że nie ma żadnych reguł, które by ten proces kontrolowały.
Potrząsnął więc głową i ruszył w stronę Jue oraz jego rozmówców. Zastanawiając się nad każdą możliwością, niczego się nie dowie. 
Kiedy się zbliżył, puszczajac mimo uszu komentarze na temat tej ,,podejrzanej więzi", Arcymistrz spojrzał na niego tak, jakby zobaczył go po raz pierwszy w życiu. 
- A... Och, gratulacje, nowicjuszu Zeine. Wasza próba wypadła pomyślnie. 
Teraz nadeszła kolej Hale'a, by dziwnie na staruszka spojrzeć. Nowicjuszu? Przecież ustalili, że będą go nazywać inżynierem, zgodnie z jego wykształceniem. Nie był żadnym nowicjuszem!
Ale Arcymistrz wyglądał na rozkojarzonego - najwyraźniej ważniejsza sprawa okupowała jego myśli i dlatego się przejęzyczył. Inżynier postanowił więc tę pomyłkę zignorować. To nie był czas na takie bzdury. 
Lan natomiast chwyciła go za rękę i spojrzała na niego tymi swoimi ślicznymi, zielonymi oczami, które przypominały świeżą trawę na wio...
Stop! Hale zamrugał, otrząsając się z myśli, które nagle nim zawładnęły. Od kiedy to oczy Lan przypominały mu świeżą trawę w wiosenny poranek, hę? Takie myśli były niebezpieczne. Rozgrzewały jego ciało, zupełnie niepotrzebnie. W De Arche nie było zwyczaju myślenia o trzynastolatkach jak o dorosłych kobietach. Nieważne, jak ich ciało...
STOP.
~ Wiedziałem, że będzie ciekawie, jak dołączę... 
~ Zero! - wrzasnął nagle Claw, po raz pierwszy od połączenia ujawniając swoją obecność. ~ Ty popierdolony świrze! Zabiję cię, kiedy tylko będę miał okazję! Sheisse! Wypierdoliście wszystko schrzaniłeś! Wysprzęglę ci w ryja przy PIERWSZEJ, KURWA, OKAZJI!
Reth w czeluściach jego świadomości cicho gwizdnął.
Jue zmrużył oczy. Najwyraźniej w jego głowie toczyła się ta sama konwersacja.
- A przynajmniej tak jakby pomyślnie - sprostował po chwili Arcymistrz, najwyraźniej zastanawiając się nad właściwym doborem słów. Oczywiście nie słyszał wymieny zdań pomiędzy strażnikami.- To pierwszy raz, kiedy dwoje mężczyzn przechodzi próbę połączenia... I gdy do synchronizacji dołącza trzeci strażnik. Prawdę mówiąc, naprawdę nie wiem, co mam z tym faktem zrobić... Jeśli chcecie, możecie porozmawiać na osobności. Ja muszę się naradzić z innymi Mistrzami... w waszej sprawie. 
Świadomość Clawa znowu wypłynęła na powierzchnię. 
~ A jak już z tobą skończę, aniele śmierci, nie będziesz wiedział, gdzie góra, a gdzie dół - oświadczył ociekającym słodyczą głosem. 
~ Ej, ale ta, ehem, resocjalizacja w twoim wydaniu nie odbije się na Lan? - zapytał Reth. 
Dziewczyna uniosła brwi. 
- Mam nadzieję, że nie - powiedziała. - W końcu to nie był mój pomysł. 
Claw nie odpowiedział, tylko Reth westchnął. 
~ Poczekajcie, wyjaśnimy to sobie... na osobności. 
I natychmiast cała trójka zniknęła, pozostawiając po sobie niespodziewaną pustkę w umyśle Hale'a. 
- A co my zrobimy z tym... niespodziwewanym obrotem spraw? - zapytał Hale, modląc się, by było jakieś rozwiązanie. 
Jue zmarszczył brwi. 
- Co innego? Żyjemy, oczywiście. Z jakiegoś powodu więź między naszą trójką została zaakceptowana. 
- Ale to przecież nie jest normalne! - szybko zwróciła mu uwagę Lan. 
- Ponieważ jeszcze nigdy nie było takiego przypadku. 
- Z jakiegoś powodu jednak Claw był wściekły - przypomniał Hale, jakby zapomnieli o tym drobnym szczególe. - Wydaje mi się, że on wie o tej niezwykłej więzi między nami więcej, niż chce nam powiedzieć. Nie sprzeciwił się wytworzeniu więzi z Rethem, ale kiedy ujawnił się Zero... 
Jue skinął głową. 
- Też mnie to zastanawia. Właściwie to demon i tak dalej, a w sumie nigdy nie odczuwałem jego wściekłości tak, jak to się stało przed chwilą. Musiał być jakiś powód. 
- Nie sądzę, byśmy mogli z nimi porozmawiać w najbliższym czasie - stwierdziła Lan, potrząsając głową. - I chyba nawet nie chciałabym, żeby była taka możliwość. 
- Racja, Claw wydawał się naprawdę wściekły - przyznał Hale. - Wolałbym go nie wzywać w tej konkretnej chwili. 
Jue westchnął. Jemu najwyraźniej chodziła po głowie ta sama myśl. Rozeźlonych demonów najlepiej pozostawić w spokoju... przez jakiś czas. W końcu przecież musieli się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło. I czy więź między nimi jest niebezpieczna. 
Hale pomyślał, że wolałby nie umierać z takiego powodu. 
- W takim razie może się czegoś napijemy? - zaproponowała Lan. 
- Ja muszę sobie strzelić coś mocniejszego - oświadczył Jue, krzywiąc się nieznacznie. - Mam nadzieję, że Gildia jest zaopatrzona. Ty, Hale? Dołączysz? 
- Miałem nadzieję, że to zaproponujesz. Inaczej chyba nie przeżyję do końca tego dnia.
- A ja zostanę przy soczku. - Lan się uśmiechnęła. - Ktoś będzie musiał odprowadzić was do pokoju, gdy nie będziecie mogli utrzymać się na nogach. 
Jue uśmiechnął się łobuzersko. 
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, Lan. Najwyraźniej nie słyszałaś jeszcze o tym, że nigdy się nie upijam. 
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, a Hale w tym momencie pomyślał, że Lan jest najśliczniejszą osóbką, jaką kiedykolwiek spotkał. Te jej błyszczące, zielone oczy i małe, ale jakże urocze piegi na nosku... 
- Zobaczymy, Mistrzu. Zobaczymy.

***
Przy pisaniu tego rozdziału zjadłam dziesięć lizaków! DZIESIĘĆ! Czerwonych, zielonych i niebieskich (już wiadomo, skąd te kolory światła). Cały język mi zdrętwiał. Poza tym, obejrzałam Dary Anioła: Miasto Kości... i postanowiłam, że nowym rozdziałem wymażę wszelkie złe wspomnienia związane z tym filmem. Błe. Polecam, jeśli ktoś chce się pośmiać z głupoty głównej bohaterki i toczącej się fabu... akcji. Dżizas. Chyba muszę napisać kolejny rozdział, bo słabo mi na samą myśl. Ale aktor grający głównego boya był całkiem uroczy :D

5 komentarzy:

  1. Boże coraz bardziej mi się robi żal Hale'a. Biedaczyna :( Ja bym nie dała rady z obgadywaniem. Niestety należę do grupy osób, które udają że obgadywanie na nie nie działa, ze nie jest to ważne, ale jak przyjdzie co do czego i jestem gdzieś sama ( np w domu) potrafię płakać i wyrzucać sobie co ze mną jest nie tak ze ludzie tak gadają :/
    Hahahaha! Nie no Jue po prostu jest rozbrajający ;p Jak on to kurcze robi? hahah xd
    Dobrze że Lan jest na próbie. Jest taką ogromną podporą dla Hale nie? I na pewno jeszcze nie raz jej postać nas zaskoczy ;p
    Arcymistrz i jego przemowy! Od samego słuchania mam wypieki na twarzy!.. no powinnam powiedzieć ze od samego czytania.. xD
    Kurcze, sama się boje co będzie. Nie wiem czego sie spodziewac, ale dobrze że Jue w tym że sie boi jest taki ludzki xd mam nadzieje ze wszystko będzie dobrze... w normie ;p
    OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO! ZERO! Mój kochany przystojniaczek <3 Ale jak on sie na próbę wprosił? No wiesz, myślałam ze to jest tak ze próba jest między dwoma i nic ani nikt nie moze sie wtrącać.. bo podejrzewam ze Lan nie kiwnęła palcem w tej sprawie, nei?
    "~ Jezu.
    ~ Ech, to nadal tylko ja. Ale dzięki." Ej wiesz, to jest praktycznie jak cytat z Miasta Kości ;p Joclyn i Simon! xd
    Ej no.. czy to znaczy że Lan i Hale... jednak? XD Czy raczej nie? Po tym co Zero mówi sama nie wiem, ale jak dla mnie fajnie by bylo jakby jednak...
    Oj... A jednak! Jednak! hahahaha! Kurcze, ale Hale mysli o Lan! Aż się boje <3
    Nie rozumiem czemu Claw jest taki zły. No przecież się nic wielkiego nei stało ;p A poza tym, podobno połączenie podczas próby jest spontaniczne, nie? czyli ze Jue, Hale i Lan mieli być trójkątem? ;p
    Hm... no tak Claw wydaje sie faktycznie wiedzieć coś więcej... Ale zobaczmy jak to sie maluje: Reth - pełnoprawny anioł ( już), Zero - anioł śmierci, Claw - demon. Coś zle podałam? Każdy na innym szczeblu, nei?
    Łooo matko! wydaje mi sie ze dla Hale to będzie okropnie mordercza więź. W sensie ze teraz patrzy na Lan i widzi całe jej piękno i w ogóle.. O matko.. Kiedy news? bo aż mnie korci zeby sie dowiedzieć co jest grane ;p Ej, a może Zero też coś wie na temat tego co sie stało właściwie? Może Lucynka w tym maczała palce? Albo moze jakby Reth i Claw sie połączyli byłyby z tego jakieś korzyści dla Clawa? No wiesz.. może to sie wydawało ze Reth wytworzył więź a tak naprawdę cała inicjatywa wyszła od Clawa?
    Ło matko, ale mam domysły ;p
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak btw, co do notki odautorskiej - tez uważam ze aktor był uroczy xd a główna bohaterka ślepa, ale co zrobić taka była przedstawiona w książce no i wiadomo ;)

      Usuń
    2. Mi tam wcale nie żal Hale'a :D Niezły z niego twardziel - nie ugiął się pod tymi wszystkimi plotkami... a nawet się na nie wypina, pokazując wszystkim mentalny środkowy palec. Zamiast żalu, czuję radzew podziw do postaci, która mi wychodzi mwahaha. No niestety, ja również nie jestem odporna na plotki :) I oczywiście, że Lan stanie się dla niego - dla nich obu - podporą. I nie tylko ;p
      Hahahah xD Mówiłam, że planuję dla Zero rolę w tym rozdziale... no i proszę. Przyznaję się, że sama nie wiem, jak to się rozwinie... Zobaczymy, co mi przyjdzie do głowy w trakcie pisania - wszystkie pomysły tworzą się w mojej głowie na gorąco. Wtedy są najlepsze :) A ten ,,cytat'' jest stary jak świat (chyba) :D W Mieście Kości to były dwie najlepsze linijki, bo reszta... Damn.
      Ano, ja myślę, że Lucynka maczała gdzieś w czymś palce, to całkowicie normalne :D

      No właśnie. Nie znaczy to jednak, że popieram napływ bohaterek-idiotek. Miała swoje momenty, ale... LOL, jak szczęka jej opadła, kiedy Simon wyznał jej miłość. Mi w sumie też opadła, bo nie wiem, jak można było tego nie podejrzewać... Działała na dwa fronty jak Bella w Zmierzchu i nawet nie było jej wstyd. Mi za nią było wstyd.
      Ja stoję po stronie tego przystojniaka-geja :D ;*

      Usuń
  2. Pocałunek w czoło? :O Ostatni rozdział kończył się tak jakby mieli w planach coś wiecej niż tylko pocałunek w czoło :P Sama nie wiem czy czuję się zawiedziona czy uspokojona :P
    Hahaha! Wyczułam zażenowanie arcymistrza podczas jego majestatycznej przemowy! Mwahahahaha! Powstrzymaja się przed przysięgą mwahaha ciekawa jestem jak ona brzmi! :D jue juz tyle tych prób przeszedl, że wie, iż nie ma się czym denerwować hehehe :D Ale biedny Hale? Nie dość, że nie miał o niczym pojęcia to jeszcze jego neicodzienna sytuacja i zachowania ludzi. Biedny. Podziwiam go, że miał odwagę pojawić się na próbie. Na jego miejscu chyba sama zgłosiłabym się do wypalenia mocy i staralabym się powrócić do poprzedniego życia:X
    Hm... czyli plan a nie wypali...... no to jasne czemu wolał nie ryzykować i nie zgłosił się do pielęgniareczki z dużą strzykawą... Ciekawe czy Jue faktycznie się bał, czy też może odsłonił się i udawał ten strach bo miał jakąś chwilę olśnienia... ze Hale poczuje się dzieki temu pewniej. hm........
    Komentarz arcymistrza: niech mnie drzwi ścisną! - przyprawił mnie o taki atak śmiechu, że chyba przez 5 minut się uspokajałam! Ale cóż poradzę? był taki adekwatny! :D

    WTF!? WTH?! Co tam robi zero?!
    Czylio, że połączyli się w trójkę?! jak to możliwe do diabła? I Zero sam tego chciał czy go jakoś to wciągnęło a on posłuchał instynktu? LOL! I komentarz zero ze wiedział iz bedzie ciekawie gdy dołaczy! No pieknie! połączenie całej trójki o fu.ck! no to będzie się działo w tym trójkąciku :X nie spodziewałam się tego zupełnie. ZUPEŁNIE! brawo Limeciu! Dobrze, że wcześniej nie czytałam, bo bym nie mogła oderwać od tego myśli i pisać swojego wiekopomnego dzieła. OMG! nie przeżyje!

    O BOZE! sasiedzi na mnie pukają, bo nie mogę przestać się śmiać! Zaraz sąsiadka z góry przyjdzie jak nic! Ja nie mogę! a wscdieklosc Clawe! oleże i kwiczę mwahahhaah

    OL boziu! O boziu! o Boziu! PODOBA MI SIĘ NOWA DOJRZAŁA LAN! genialna! :D




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że czujesz ulgę - nawet ja czułam ulgę :D Zresztą, chyba nie myślałaś, że naprawdę to zrobię? Co prawda uwielbiam BL, ale bez przesady! A przysięga... to taka jakby małżeńska xD Nic dziwnego, że Arcymistrz nie kazał im niczego recytować. Tymczasem Hale wykazuje się heroiczną odwagą i stawia się na żądanie haha :D Ja wiem, też bym zwiała, ale Hale jest twardy i się nie da stłamsić. Dlatego też tak go lubię :3 I naprawdę sądzisz, że Jue się bał? Ho, ho, to by dopiero było!

      Ja wiem. Zero w ogóle nie miał się pojawić... dopóki Mai mi nie przypomniała o jego istnieniu! I takim oto sposobem znalazł się na trzeciego w tej więzi. Jeszcze nie do końca wiem, jak to wszystko wytłumaczę, ale będę się starać - w końcu sama tego piwa nawarzyłam.
      Ha! Lan w końcu pokazuje małe pazurki, więc to nic dziwnego, że się podoba! A co! :D

      Usuń