sobota, 7 września 2013

[ME] Rozdział 1

Siłownia w ośrodku wyposażona była w najnowszy, nieużywany do tej pory sprzęt. Wszystko lśniło i pachniało nowością, choć maszyny stały w pomieszczeniu od samego początku - przyjechały wraz ze sprzętem laboratoryjnym. Żaden z naukowców jednak nie okazał się entuzjastą pocenia na siłowni, tak więc wszystko stało nienaruszone. 
Było to jednakże drugie w kolejności pomieszczenie, które po swoim przebudzeniu odwiedził komandor John Shepard. Pierwszym była sypialna - wszystko w niej było białe i odpychające, więc mężczyzna nie odczuł potrzeby zadomowienia się wśród tych nieprzyjemnych ścian. Nieodstępująca go na krok doktor Rakovsky zaproponowała więc, by popracował nad kondycją swojego ciała, które przecież wiele znaczyło dla żołnierza. To prawda, że odbudowali go zgodnie ze schematem, ale nie znaczyło to, że jego mięśnie były przyzwyczajone do wysiłku. Naukowcy zadbali o to, by mięśnie były użyteczne, ale nie mogły spełnić wymagań komandora. 
Ćwiczył już na bieżni od dwudziestu minut, kiedy w zamontowanym na ścianie ekranie pojawiła się twarz doktor Juli Rakovsky, która zdawała się obserwować każdy jego krok. John był wdzięczny za wszystko, co dla niego zrobiła, ale zaczynał czuć się bardzo niezręcznie. I wcale nie chodziło o to, że spływał w tym momencie potem i dyszał jak lokomotywa. 
- Komandorze, może zrobisz sobie przerwę? Nie powinieneś się przemęczać. 
- Dam radę - uciął krótko mężczyzna, wbijając wzrok w licznik. Wyświetlona liczba nadal nie była zadowalająca, czuł, że stać go na więcej. 
- Komandorze... Jeden dzień to stanowczo za mało, byś wrócił do formy. Możemy oczywiście podpiąć cię do specjalnego urządzenia... ale to by cię zapewne nie zadowoliło, prawda? 
Komandor posłał jej wiele mówiące spojrzenie. Juli westchnęła, ale nie zamierzała w żadnym wypadku się poddawać. Przez chwilę panowała cisza, zakłócona jedynie przez szum maszyny i ciężkie stąpanie podeszew butów po taśmie. 
- Musimy też popracować nad twoim nowym omni-kluczem. 
Shepard westchnął z rezygnacją, sięgając jednocześnie po przycisk wyłączający bieżnię. 
- Nie wymigam się od tego, prawda?
- Komandorze, czym prędzej zakończymy prace, tym szybciej będziesz mógł zyskać swobodę ruchów. W innym przypadku będziemy obserwować każdy twój krok - oświadczyła, po czym przerwała rozmowę. 
To ostatnie nie brzmiało zbyt przyjemnie, toteż mężczyzna zszedł z urządzenia i sięgnął po ręcznik. Wiedział, że jeśli się nie podporządkuje, natrętna doktor rzeczywiście będzie obserwować każdy jego krok - jakby zbyt mało czasu spędziła na obserwowaniu rekonstrukcji jego ciała. Wydawać by się mogło, że do tej pory znudziło jej się traktowanie go jako ,,obiektu nr X", któremu poświęcała całą swoją uwagę. Za każdym razem, kiedy pojawiała się w polu jego widzenia, czuł się jak nieposłuszne dziecko strofowane przez swoją matkę. 
Po wzięciu szybkiego prysznica, Shepard skierował kroki do laboratorium. To pomieszczenie nadal go przerażało - to właśnie tam został wyhodowany. Tak właśnie ten proces nazywał, choć wiedział, że naukowcy używają określenia ,,odbudowa". Tylko z czego go odbudowali? Z kilku próbek jego DNA? Fragmentów naskórka i włosów, które pozostawił po sobie w kajucie na Normandii? To było niewyobrażalne. I przerażające. 
,,To wszystko twoja zasługa, komandorze. Po tym, jak energia Tygla zmieniła nasze DNA, byliśmy w stanie odtworzyć cię niemal od zera" - tak właśnie powiedziała doktor Rakovsky. To były jedne z pierwszych słów, które usłyszał, kiedy wyjęli go z tej cholernej maszyny. Postacie przesuwały się przed jego oczami niczym duchy, ale słowa docierały do jego uszu nadzwyczaj wyraźnie. 
Westchnął. Wiedział, że był odpowiedzialny za to, co się stało. To on zdecydował, że synteza pomiędzy organizmami żywymi a syntetykami jest najlepszym rozwiązaniem na zakończenie wojny, bez ponoszenia ogromnych i niepotrzebnych strat. Kiedy szedł w stronę strumienia, myślał tylko o tym, że nie może pozwolić na utratę gethów, z którymi zawarł przymierze. Jaka była szansa na to, że kolejne syntetyki nie wywołają wojny? 
Rozwiązanie, które wybrał, było ekstremalne. Oczywiście, że miał wątpliwości. To jemu pozostawiono jednak wybór, a on nie mógł stracić tych, którzy mu zaufali. 
Kiedy wszedł do laboratorium, natychmiast otoczył go wianuszek naukowców. Niczym ramiona jednej maszyny poprowadzili go do fotela i rozproszyli się, zajmując miejsca przy komputerach. 
- Komandorze, proszę położyć prawą rękę na oparciu. Natychmiast zajmiemy się wprowadzaniem danych do implantu w nadgarstku. Jeśli będziesz odczuwał jakikolwiek dyskomfort, komandorze, daj znać. 
Shepard uniósł nieznacznie brwi. Za kogo oni go brali?  
Rozluźnił się więc i poddał wszelkim potrzebnym zabiegom. Najpierw poczuł lekkie łaskotanie w nadgarstku, kiedy lasery skupiły się na jednym punkcie jego skóry, a później lekkie ukłucie. Shepard odchrząknął, zastanawiając się, z jakiego powodu miał się czuć niekomfortowo. Nie bał się igiełek. Nie bał się bólu. W swoim życiu poobijał się już wiele razy, więc wiedział, co znaczył ból. Prawdziwy ból. Taki, który paraliżuje całe ciało i zmysły. 
- Komandorze?
- Kontynuujcie. 
Naukowcy pracowali więc w milczeniu, programując jego nowy omni-klucz. Nawet włączone maszyny nie szumiały zbyt głośno, lecz na tyle słyszalnie, by odprężony na fotelu komandor zaczął, wsłuchany, zasypiać. Drobne ukłucia, odczuwalne na całym jego przedramieniu, tylko go łaskotały. Ale przecież nie mógł pozwolić sobie na odprężenie, czekało go jeszcze wiele spraw do załatwienia. Powrócenie do poprzedniej formy przede wszystkim... odnowienie kontaktów... zorientowanie się w sytuacji... przeczytanie raportów... 
Tali... Z nią powinien skontaktować się w pierwszej kolejności. Gdyby tylko ci naukowcy nie byli tak ostrożni i nie zabraniali mu kontaktów ze światem zewnętrznym! Usprawiedliwiali to jego niekompletną rekonwalescencją, ale on wiedział lepiej. Bali się po prostu, że stracą kontrolę nad swoim ,,dziełem sztuki". 
Na razie mu to nie przeszkadzało. Na razie musiał wrócić do formy. Jeśli miał nadal służyć, jego ciało musiało stać się na powrót sprawne. Kiedy jednak osiągnie cel, nie zatrzymają go ani sekundy dłużej. Powróci do służby i nikt mu tego nie zabroni. 
Jeśli oczywiście będzie czekała na niego jakaś służba. Kto wie, może nie trzeba już było badać żadnego zakątka wszechświata, żeby ratować maluczkich z opresji? Może będzie mógł po prostu... odpocząć? 
To by dopiero było!
- Komandorze, właśnie skończyliśmy konstrukcję holograficzną. Czy zechciałbyś sprawdzić, czy wszystko działa? 
Shepard posłusznie wywołał urządzenie, które zajaśniało pomarańczowym światłem nad jego ręką. Wcisnął na próbę kilka przycisków, sprawdzając urządzenie nagrywające, interkom oraz mechanizm zamiany holograficznego klucza w ostrze. To mu powinno na początek wystarczyć. No i oczywiście aplikacja wchłaniania medi-żelu, gdyby przypadkiem coś mu się stało. 
- Doskonale, komandorze Shepard. Na dzisiaj zakończyliśmy z panem pracę. 
Mężczyzna wstał z fotela i przeciągnął się, strząsając z powiek resztki snu. Czym prędzej jednak wyszedł z niepokojąco białego pomieszczenia, które wprawiało go w dziwny nastrój. Zanim jednak przekroczył drzwi laboratorium, zabrzęczał pager przyczepiony do jego paska. Pozbawiono go funkcji nieodbierania, więc z głośniczka natychmiast rozszedł się znajomy głos doktor Rakovsky. 
- Komandorze, jeśli masz dość treningu na siłowni, może masz ochotę wyjść na zewnątrz? Przygotujemy pojazd, jeśli się zgodzisz.
Hm, a więc ,,wyjście" na zewnątrz znaczyło ,,wyjazd" na zewnątrz, ale to nie miało większego znaczenia. Komandor więcej niż chętnie zgodził się na tę propozycję, gdyż przebywanie pośród tych białych ścian było dość nieprzyjemne i męczące. Nawet, jeśli coś planowali podczas tej wyprawy...
Nagle wrócił wspomnieniami do chwili, kiedy wylatywał z bazy Cerberusa po jego odbudowaniu w Projekcie Łazarz. Towarzyszyła mu wtedy Miranda, której nie ufał, i Jacob, który wydawał mu się nieco podejrzany. Nie ufał im, ale odpowiedział na wszystkie stawiane mu pytania, kiedy chcieli sprawdzić, jak funkcjonuje jego pamięć. Czy i w tym przypadku miało być tak samo? Wiedział przecież, że wszystkie jego wspomnienia zostały mu sztucznie wpisane bezpośrednio do mózgu. Gdyby przekazali mu fałszywe informacje, nawet by o tym nie wiedział.
Dowie się wszystkiego, gdy nie będą go trzymać na tak krótkiej smyczy. Kiedy wróci do formy. 
Z pagera ponownie rozległ się pisk. 
- Komandorze?
- Przygotujcie pojazd. Chętnie rozejrzę się po okolicy.
- Natychmiast, Komandorze.
Shepard już otworzył usta, by coś powiedzieć, ale po krótkiej chwili zrezygnował. Właściwie zastanawiał się nad tym od chwili, kiedy uzyskał świadomość i po raz pierwszy usłyszał, jak zwracają się do niego per ,,komandorze", ale czy to było właściwe? Czy nadal był żołnierzem Przymierza? Czy nadal był komandorem? 
Właściwie wolał stać się po wojnie zwyczajnym człowiekiem, ale ta sprawa najwyraźniej nie była poruszona. Ktoś jednak musiał mu kiedyś powiedzieć na czym stoi. 
Niebo było zachmurzone i stalowoszare. Jak okiem sięgnąć, wszędzie rozciągały się skaliste góry. Pośród skalistych wybrzuszeń terenu czasem można było zauważyć kopuły dawno opuszczonych budynków. Stojące przed nimi pojazdy zaczynały pokrywać się osadem, który wkrótce uczyni je niezdolnymi do ruchu. Był to znak, że nikt z nich nie korzystał. 
- Nie pozwalamy nikomu lądować - poinformował go pilot promu nadziemnego, którym dryfowali w powietrzu. - Placówka jest tajna i chroniona. Ten, kto odważyłby się tutaj lądować... - przerwał, ale Shepard wiedział, co chciał powiedzieć. Ton głosu pilota powiedział mu wszystko. - Oczywiście, twoi przyjaciele byliby mile widziani... gdyby ktoś ich powiadomił o projekcie, oczywiście.
Shepard uśmiechnął się nieznacznie. 
- Oczywiście. Więc, co zamierzacie teraz zrobić? Teraz, kiedy nie musicie już utrzymywać waszej pracy w tajemnicy?
- Wznowimy ruch międzyplanetarny i pozwolimy statkom zarówno lądować, jak i rozładowywać napęd. Chyba w samą porę, bo zaczęły już krążyć plotki o tajemnicach wojskowych ukrywanych na Tuntau. Niedługo zaczęliby bardziej agresywnie węszyć. Tego byśmy sobie nie życzyli.
- Zrozumiano, żołnierzu. 
Pilot przekrzywił głowę i spojrzał na niego z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Chyba właśnie zdał sobie sprawę z tego, że się nie przedstawił i nie poinformował o swojej randze. 
- Podporucznik Ilya.
Oczywiście nie zasalutował, gdyż trzymał ręce na holograficznym ekranie sterowania. Shepard nie zasalutował, bo siedział. 
Podporucznik spojrzał na pulpit. 
- Powinniśmy wracać. Więcej dzisiaj nie zobaczymy, a kiedy przyjdzie noc, może być nam trudno wrócić.
- Czy to rozkaz od twoich zwierzchników, podporuczniku?
Mężczyzna spojrzał na niego beznamiętnie. Świecące zielenią oczy powiedziały mu jednak, że powinien powstrzymać się od wyrażania uwag na tematy, które go nie dotyczyły.
- Na dzisiaj wystarczy zwiedzania - powiedział pilot Ilya. 
Shepard wzruszył ramionami. Wiedział swoje. Najwyraźniej naukowcy nie chcieli trzymać go w klatce, ale nie zapomnieli założyć mu smyczy. Za bardzo nie mógł się oddalić od ośrodka, nie powiadamiając przy okazji wszystkich zainteresowanych. W tej sytuacji mógł zrobić tylko jedno: podporządkować się. Na razie. A jeśli naukowcy myśleli, że uda im się go zatrzymać wbrew jego woli, to się ogromnie mylili. A jeśli spróbują, pożałują, że w ogóle pomyśleli o przywróceniu mu sprawności.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz