środa, 13 listopada 2013

15. Talent Lan ujawnia się

Tego samego popołudnia Lan z ciekawości zajrzała do pokoju Mistrzyni Inii. Kobieta była odpowiedzialna za naukę uczniów, którzy posiadali jeden z najrzadszych darów, jakimi Łowcy dysponowali - jasnowidzenia. Do tej kategorii zaliczało się zarówno przepowiadanie przyszłości za pomocą swych magicznych zdolności, jak również śnienie. Lan oczywiście nie miała do tej pory nic wspólnego ani z jednym, ani z drugim, ale zajęcia były otwarte dla wszystkich i często zdarzało się tak, że wokół Mistrzyni Inii zbierała się większa grupa uczniów, którzy nie mieli nic wspólnego z jej dziedziną nauczania, niż aktualnych studentów. 
Lan cicho zajęła miejsce na poduszce, nie zakłócając transu, w który wpadł jeden z uczniów. W pomieszczeniu unosił się ciężki zapach dymu i kadzidełek, ale nie był on nieprzyjemny - kojarzył się jedynie z jakąś tajemnicą i mistycznymi obrzędami. Na stoliku, przy którym siedział uczeń, w małej czarce palił się niebieski płomień. Lan nie miała pojęcia, jakim sposobem udało im się rozpalić niebieski ogień, ale była to prawdopodobnie jedna z tajemnic, którymi Mistrzyni Inia nie zamierzała dzielić się z niewtajemniczonymi. 
Nikt nie rozmawiał, nikt nawet nie szeptał. W sali panowała niemal całkowita cisza, zakłócona tylko szelestem płaszcza Mistrzyni, przechadzającej się po sali i mającej na wszystko oko. Lan słyszała bowiem, że wpadnięcie w trans może skończyć się dość poważnie dla śmiałka, tak więc trzeba było jak najszybciej nieszczęśnika wyciągnąć, kiedy moc przez niego dzierżona zaczynała wymykać się spod jego kontroli.
Chłopak siedział przy stoliku nieruchomo przez dłuższą chwilę, a potem Mistrzyni zaczęła wydawać mu ciche polecenia. Wszystko to nagle nabrało jakiejś mistycznej otoczki, która wciągnęła widzów na dobre. Chłopak zaczął się rozluźniać, a głowa mu opadła. Niebieski płomień zamigotał. 
- Ciarki mnie przechodzą za każdym razem, gdy to widzę - wyszeptał jakiś uczeń obok Lan. 
Dziewczyna wzruszyła w duchu ramionami. Przecież jeszcze nie było czego się bać - to był dopiero wstęp do prawdziwego przedstawienia. Ciało widzącego przyszłość mogło wymknąć się całkowicie spod kontroli właściciela i zacząć układać w różne pozycje, niekoniecznie bezbolesne. 
Lan poczuła, że unoszące się w pokoju zapachy zaczynają ją usypiać. Zamrugała kilkakrotnie, żeby pozbyć się uczucia senności, ale okazało się to nie lada wyzwaniem. Głos Mistrzyni także zrobił swoje - kobieta miała ciepły, spokojny głos, który potrafił ukołysać do snu. Lan nie mogła sobie jednak pozwolić na zaśnięcie - już sobie bowiem wyobrażała, jak wielki ubaw Kit by z niej miał, gdyby się dowiedział o tym incydencie. 
Najlepiej by było, gdyby po cichu się wymknęła i zaoszczędziła wszystkim kłopotu, ale w tej samej chwili poczuła, jak jej ciało się rozluźnia, a oczy same zamykają. Poczuła, że traci kontrolę nad swoim ciałem i opada, opada w nieskończoną ciemność...

Teia czuła, jak wściekłość niemal ją rozsadza. Twarz ją paliła, dłonie świerzbiły. Małe obcasy jej butów wygrywały wojenną melodię w wąskim korytarzu, przez który przeszła niczym burza. 
Kiedy zjawiła się z powrotem w małym pomieszczeniu piwnicznym, wyglądała niczym uosobienie bogini gniewu, gotowa ruszyć na wojnę z całą ludzkością. Mlecznobiałe włosy, które lekko się naelektryzowały, dopełniły efektu. Teia przypominała destrukcję we własnej osobie. 
Niestety, mały człowieczek zdążył dać nogę. Młoda czarownica jednak nie dała się wodzić za nos. Przywołała Deltę i zaczerpnęła od niego trochę mocy, po czym namierzyła nieszczęśnika. Okazało się, że w pomieszczeniu znajdowało się zejście do podziemi, gdzie znajdował się jej niedoszły oprawca. 
Teia zmrużyła oczy i podejrzanie się uśmiechnęła. Poleciła, by Hale i Jue wyszli na powierzchnię, a sama wkrótce do nich dołączyła, objaśniając swój plan zemsty na człowieczku, który sprawił im tyle kłopotu. 
- Arcymistrz nie będzie zadowolony, jeśli przyniesiemy mu trupa - zauważył Jue. - Naprawdę chcesz go zasypać? A jeśli ci ucieknie? 
Teia uśmiechnęła się tajemniczo.
- Wypadki się zdarzają, nawet wasz Arcymistrz powinien to zrozumieć. Czy nie wystarczy, że zlikwidujemy zagrożenie? 
Jue wzruszył ramionami. W sumie zgadzał się z Teią, choć oczywiście wiedział, że Arcymistrz zmyje mu głowę. dawno go to jednak przestało obchodzić. 
- Ale mnie do tego nie mieszajcie - poprosił Hale, odchodząc na bok. - O niczym nie wiedziałem. 
- Może być - zgodził się Jue. - Będzie mniej kłopotów z tłumaczeniem, dlaczego wciągnąłem w to nowicjusza. 
Hale rzucił mu mordercze spojrzenie znad ramienia, ale nie skomentował jego słów. Zniknął za rogiem wraz z Clawem, który, jak na posłusznego strażnika przystało, nie odstępował go na krok. Reth podreptał za nimi, bo pamiętał, że miał mieć Clawa na oku. Nadal nie wiedzieli, czy pozbyli się wszystkich Szarych Aniołów, więc musiał zabezpieczać tyły rycerza piekieł. 
Jue natomiast zabezpieczał tyły Teii, która zbierała dość magicznej energii, by rozwalić cały podejrzany przybytek, z podejrzanym facetem w środku. Mistrz tylko się przyglądał, z jaką łatwością dziewczyna zbiera energię w dłonie, a potem rzuca nią z podejrzanie zadowolonym wyrazem twarzy. Budynek składający się z dwóch pięter nagle rozbłysnął, a potem z hukiem zaczął się zapadać. W powietrze wzniosła się chmura kurzu.
Teia otarła teatralnym gestem pot z czoła. 
- Wiem, że to nieładnie z mojej strony, ale czuję się szczęśliwa. Zmiażdżenie małego robaka korzystnie wpłynęło na moje samopoczucie.
- To zabrzmiało okrutnie... ale dobrze cię rozumiem. W zasadzie nawet nie będę musiał wspominać Arcymistrzowi o niczym, skoro nie ma żadnego dowodu na to, że coś tu się w ogóle zdarzyło. Powiem, że nie napotkaliśmy większych problemów podczas wykonywania misji.
Teia posłała mu niewinne spojrzenie.
- A co tu się zdarzyło? 
Jue uśmiechnął się, po czym poklepał dziewczynę po głowie. 
- Czuję, że między nami będzie się dobrze układać, Teio. 
- Znaczy, będziemy sami wymierzać złym ludziom karę i zaprowadzać porządek na świecie? A Arcymistrz będzie nieuświadomiony? 
- Cóż, propozycja jest kusząca, ale chodziło mi raczej o to, że myślimy podobnie, więc nie będzie między nami zgrzytów, jeśli wybierzemy się na jakąś misję. 
Teia uniosła lekko brwi. 
- Jue Metro, czy próbujesz mi się w tej chwili przypodobać? 
Teraz Jue uniósł brwi. 
- Stwierdzam tylko fakt. Ty i ja siedzimy w tym... biznesie dość długo. Wiemy, co może nam ujść na sucho. Nie chcę obgadywać za plecami mojego partnera, ale to niestety prawda, że Hale nie zgadza się ze mną w wielu sprawach. 
Teia skrzyżowała ramiona na piersiach. 
- Mistrzu Metro, nie chcesz chyba powiedzieć, że wolałbyś mieć za partnera bezmyślną lalkę? 
- Nie, oczywiście. Właściwie cenię zdanie Hale'a i jego upór. Czasem po prostu nie mam siły ani ochoty tłumaczyć mu, dlaczego postępuję tak, a nie inaczej i dlaczego on powinien pójść w moje ślady. 
- Hm... rozumiem. Nie obiecuję jednak, że uda nam się wybrać razem na wiele misji. W końcu ty masz swoje obowiązki, a ja swoje.  A Hale do końca życia nie będzie tylko nam się przyglądał z boku.
- Oczywiście. 
W tym momencie wrócił Hale oraz dwaj strażnicy, którzy z nim wcześniej zniknęli. 
- Znaleźliście tę książkę, co ją mieliście zabrać z powrotem? - zapytał inżynier, rozcierając dłońmi ramiona. - Mam nadzieję, że możemy już wrócić. 
Teia nagle zbladła, a Jue pacnął się otwartą dłonią w czoło. 
- Zapomnieliśmy! - jęknęła dziewczyna.
- No pięknie, pięknie... - wymruczał Reth, tupiąc nogami. - To co robimy? Szukamy skrawków księgi?  Jestem pewien, że wiele z niej nie zostało.
Teia wyglądała, jakby uszło z niej całe powietrze. Spuściła ramiona i westchnęła, jednocześnie jakby malejąc. 
- Musimy znaleźć księgę... albo dowód na to, że została zniszczona. Najstarsza mnie zabije, jeśli wrócę z pustymi rękami. 
- Ja wolałbym wrócić do wiatrowca i tam na was poczekać. Trochę przemarzłem.
Jue kiwnął głową, szybko oceniając stan zdrowia Hale'a. Właściwie nie wyglądał, jakby miał zaraz się przewrócić, ale lepiej było dmuchać na zimne niż pozwolić na to, by inżynier przemarzł na kość. Wykorzystanie więzi do ogrzania jego ciała mogło się okazać dość kłopotliwe dla nich obojga. 
- Zostawię wam Clawa, pewnie przyda się wam dodatkowa para rąk. 
- Hale, jesteś pewien? - zapytał jego strażnik, marszcząc brwi. Najwyraźniej nie chciał porzucać swoich obowiązków, nawet na wyraźne życzenie podopiecznego. 
- Jestem. Zresztą, przy Rethcie jesteś bezpieczniejszy, niż przy mnie. To znaczy nie wiem, czy bym sobie z tobą poradził, jeśli coś by ci się stało. 
Claw westchnął. Zrozumiał bardzo dobrze, co Hale miał na myśli. I nie mógł się nie zgodzić, jakkolwiek by to nie godziło w jego dumę. 
Inżynier pożegnał się ze wszystkimi, po czym biegiem ruszył w stronę obrzeża miasta, gdzie pozostawili wiatrowiec. Oczywiście, trochę się bał, że po drodze coś może go zaatakować, ale jego potrzeba ogrzania się była silniejsza niż strach. Przed nikim by tego nie przyznał, ale wiedział, że byłby bezsilny w walce z istotami duchowymi.
Na szczęście nie napotkał żadnych trudności w drodze do wiatrowca. Szybko wskoczył do niego i zamknął pokrywę, zgrabiałymi z zimna palcami wciskając przycisk odpowiedzialny za ogrzewanie. W kilka chwil wnętrze pojazdu wypełniło ciepłe powietrze. 
Usadawiając się wygodniej na krześle, Hale zamyślił się. Właściwie nie było mu aż tak zimno... trochę nakłamał, ale w sumie zrobił to w dobrej wierze. Z jakiegoś powodu czuł się jak trzecie koło u wozu, towarzysząc Jue i Teii. Ta dwójka zdawała się cieszyć swoim towarzystwem bardziej, niż zwykli przyjaciele powinni, więc inżynier zamierzał zostawić ich samym sobie. Nie czuł się źle z tego powodu. Właściwie nawet się cieszył, że Jue znalazł sobie jakiś normalny obiekt zainteresowania... Znaczy obiekt uczuciowego zaangażowania. W końcu przez dłuższy czas żył w celibacie - a Hale wiedział, jako jego partner, jak źle to na Jue wpływało. 
Z drugiej strony trochę żałował, że to nie on stał się obiektem zainteresowania ślicznej czarownicy. Miała w sobie ikrę, którą Hale zawsze cenił u przedstawicielek płci pięknej, uśmiech, humor i niebanalną siłę. Mógł się jednak spodziewać, że Jue przypadnie jej bardziej do gustu - w końcu był bardzo wyrazistą postacią, niemal legendą dla uczniów pobierających naukę w Gildii. Hale nawet w połowie nie był tak interesujący, jak jego partner, sam doskonale o tym wiedział.
Ale to w sumie dobrze. Hale miał nadzieję, że Jue poświęci całą uwagę Teii i nie będzie sobie stroił żartów ze swojego partnera, kiedy miał na to ochotę. 
Inżynier przeciągnął się i przymknął oczy. Postanowił odpocząć, choć przez krótką chwilkę. 
Nawet nie zauważył, kiedy obok niego zmaterializował się Reth. Anioł, upewniwszy się, że inżynier śpi, zbliżył swoją twarz do jego twarzy i znieruchomiał, jakby czegoś nasłuchiwał. 
- Nie pozwolę - wyszeptał po chwili, marszcząc brwi. - Nie pozwolę na to...

Lucyfer pisał właśnie listy z rozkazami do Sędziów sprawujących kontrolę nad kręgami Piekła, kiedy do drzwi jego luksusowego biura zapukał demoniczny sekretarz. Niestety, ten nieoczekiwany zwrot akcji zaowocował tym, że pan Piekła złamał stalówkę swojego stylowego pióra, a nie było ono byle jakie: pochodziło z jego własnych skrzydeł, było czarne i lśniące, z superostrą końcówką. 
Idea ponownego skubania własnych skrzydeł wcale, ale to wcale mu się nie spodobała. Na szczęście wyglądało na to, po bliższym przyjrzeniu się końcówce pióra, że da się ją naostrzyć. Ostatni raz. 
Pukanie rozległo się po raz drugi.
- Wejść! - rozkazał Lucyfer, lekko zirytowany.
Sekretarz cicho wsunął się do środka. Był to mały, pomarszczony i posunięty w latach demon, który zdawał sobie doskonale sprawę ze swojego miejsca w piekielnej hierarchii. Lucyfer był zadowolony z jego pracy do tej pory - demon był cichy i posłuszny, nie sprawiał mu żadnych kłopotów. Lucyfer zdecydował więc, że nie ukarze go za to, co się stało z jego stylowym piórem. Każe mu je jednak naostrzyć, niech nie myśli, że ominie go praca!
- Panie, Sędzia Naret przesyła wiadomość dla ciebie.
- O co chodzi?
- Pojawiła się Śniąca. 
Lucyfer lekko uniósł brwi w geście zdumienia.
- Ta sama, co zwykle?
- Nie, to ktoś inny. Pan Naret pyta, czy ma ją przepuścić. 
- To dziewczyna? 
- Tak, panie. Poznałeś ją już podczas wizyty na Ziemi.
- I nie jest z Nolandów? 
- Nie, panie. 
To Lucyfera zaciekawiło. Nigdy się w ten temat nie zagłębiał, ale wydawało mu się, że tylko potomkowie rodziny Nolandów mogli posiąść dar Śnienia. Jeśli pojawił się ktoś, kto nie należał do tej rodziny, a potrafił wejść w trans i korzystać z tego daru, mogło to oznaczać kilka rzeczy. Niekoniecznie dobrych.
- Osobiście to sprawdzę. Jeśli się okaże, że dziewczyna wtyka nos w nieswoje sprawy, trzeba będzie przedsięwziąć jakieś środki zapobiegawcze. 
- Tak, panie. Natychmiast odeślę Sędziemu odpowiedź.
- Prz okazji roześlij listy, które napisałem. Resztę odłóż na bok. 
- Natychmiast, panie.  

6 komentarzy:

  1. Pierwsza? Nawet jeśli (nie), nevermind! Time to comment it! oh yeah! :D
    Czy Lan podejrzewa się o posiadanie tego niesamowitego daru? No wiesz, skoro jest taki ah oh i w ogóle to... Hm, czuje ze to bardziej skomplikowane niz układa sie w mojej głowie!
    Niebieski płomien? Hm, podejrzane! I ten trans. Ale bedzie "śmiesznie", jeśli lan wpadne w trans!
    A tak btw - tytuł rozdziału nie miał być coś o kopaniu kościstej rzyci? :D
    Wracając do treści... Coś mi sie wydaje, że Lan jednak bedzie śniącą. Tak tak, wiem ze Mai byla ( a swoją drogą, co u niej? wszystko gra? czy nadal ma dyżur w kuchni?)
    Hahahahh! Teia jako uosobienie destrukcji! Super! Nie spodziewałam sie tego po niej xD
    O i Caiel sie pojawia! Nawet jeśli tylko po to, żeby przeskanować pokoik! hahahaha xD Ale Teia mi sie tutaj podoba1 Mogłabym ją sobie jako autorytet wybrac! *marzy o kopaniu zadów, wyładowywaniu sierpowego... oh!* hahahah! Wypadki sie zdarzają? hahaha nie wierzę, że Teia jest taka, haha!
    Uwielbiasz słowo "podejrzane". Cały akapit jest nim przesiąknięty, co więcej - występuje chyba w każdym zdaniu tego akapitu!! xD
    " Czuję, że między nami będzie się dobrze układać, Teio." JUE! Jak ty tak możesz! To, że lubię Teię, nie znaczy, ze tobie ( you moron! ) wolno sie tak... oh ty juz sam wiesz o co chodzi, obwiesiu!
    Limeciu, czy ty serio próbujesz Teię i Jue ze sobą swatać? ;( Boje sie co z tego wyjdzie!
    HA! Zapomnieli o księdze? I co, serio będzie w gaciach Lucynki? :D hahahhaha
    Reth, jestem po twojej stronie! Nie popieram związku Tei i Jue! Moge Teię bardzo lubić i Jue też, ale nie zgadzam sie zeby byli razem!
    Wiedziałąm, Lan Śniącą! hahahah no patrz :D Ja jestem Jasnowidzącą w takim razie! xD
    No i Lucynka. Jego też na ślub Aola trza zaprosić! :D
    Superasty rozdział :D Czekam na neeeext :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It's time to read your comment! yea! ;)

      Nie, Lan nie podejrzewa siebie o posiadanie jakiegokolwiek daru w tej dziedzinie, ale pociągają ją mistyczne rytuały... coś jest na rzeczy. Zresztą, co ci będę mydlić oczy. Wszyscy przecież wiedzieli, że to się stanie ;d
      Tak, wiem, tytuł miał brzmieć inaczej, ale akcja mi się zmieniła podczas pisania ;o

      Nawet nie zauważyłam, że naduzyłam tego słowa! Masz ci los! A tak się staram ostatnio pilnować, by nie przesadzać z niektórymi słowami! Kiedyś to było jednakże, jakby,. kiedy... a teraz podejrzane wchodzi mi w nawyk! A fe! Muszę natychmiast coś z tym zrobić! ;p
      I cieszę się, że Teia ci sie spodobała, ale w końcu i tak nie popierasz tego, by właziła w życie Jue z butami heh ;) W sumie mi też ten plan przestał się podobać. Ale zobaczymy.

      Oj, co ty masz z tymi gaciami Lucynki? Zresztą, zdradzę ci sekret:
      LUCYNA GACI NIE NOSI! HAHAHA

      ... Khem. Nad Aolem pomyślę. Rzeczywiście nic dawno o nim nie pisałam, ale kiedy mi się tu taka akcja zawiązuje na boku! :)

      Usuń
  2. Nareszcie!~a jaka ładna piosenka ;) tylko czemu 2ga jestem?:O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka piosenka? Dużo piosenek umieściłam w odtwarzaczu! ;] A jesteś druga, bo Mai była pierwsza ;D

      Usuń
    2. a taka japońska, niestety nie pamiętam tytułu ;O
      Hmmm.... Lan ma talent? :O OHO! ale gdzie jest mai? ona tez powinna uczeszczac na podobne zajecia:P
      COOOOOOOOOO?! w takiej chwili koniec fragmentu!? NO NIE! nie przezyje!:x

      WTF?! Na co reth nie pozwoli?:O

      OHO! no i lan śniącą! niah niah niah;) Może się okazać że jest jakimś nieślubnym dzieckiem Nolanów;P albo x pokoleń wstecz doszło do czegoś takiego tylko, że dar się nie uaktywnił :-D Biedna Lan... już widzę te pozycje niekoniecznie bezbolesne, które przyjmie.......... Fajnie się zakończyło. Czekam na następny rozdział!:)
      Ps. Wybacz, że dopiero dziś i tak krótko. wczoraj napisałam, ale jak wysyłałam, straciłam internet i moj ekstra komentarzyk przepadł w internetowej nicości :X

      Usuń
  3. ach, ten internet! mi się wczoraj rwal o 1 w nocy! Oglądalam film i nagle... musialam wylączyć i dzisiaj obejrzeć do końca. Ech, i nie dziala mi ,,Ł" - musialam przekopiować. Nie wiem, kiedy będzie następny rozdzial i wszystko wyjaśnię ;]

    OdpowiedzUsuń