poniedziałek, 18 listopada 2013

17. Zbliża się koniec

Coś było nie tak, wszyscy to czuli. I nie chodziło o pogodę, czyli szare, ciężkie chmury wiszące nad miastem oraz mgłę, która niemal oślepiała śmiałków wychodzących na ulicę. Chociaż nie padało, powietrze było ciężkie i wilgotne, przypominało ciepłą, rzadką zupę. Niektórzy wyściubiali nos poza framugę drzwi lub okien tylko po to, by zaraz zatrzasnąć się w czterech ścianach swojego domu.
Łowcy tłumnie wylegali przed Gildię. Starsi Mistrzowie zostali wysłani na zwiady, toteż na dziedzińcu więcej było uczniów niż doświadczonych w walce Łowców. Wszyscy niespokojnie studiowali pogodę i rozmawiali ze sobą głosami, w których pobrzmiewało zdenerwowanie. Napięcie w powietrzu było prawie wyczuwalne. 
Lan wyszła z Kitem na dziedziniec, nie wypowiadając ani słowa. Chłopak, który jej towarzyszył, na szczęście nie rzucał głupich komentarzy - nawet on potrafił wyczuć, że coś się kroi. Lan miała natomiast taką minę, że nie odważył się powiedzieć ani słowa. Słyszał bowiem o jej wizji i szybko powiązał fakty ze sobą. Nawet nie udawał, że wierzy w przypadek. Wiedział, że nadchodzi niebezpieczeństwo, przed którym ostrzegła Łowców Lan - niebezpieczeństwo, o którym właściwie nic nie wiedzieli.  Zdawali sobie jednak sprawę z tego, że muszą być przygotowani. Na wszystko. 
Jue tymczasem budził się niechętnie. Przewracał się z boku na bok, ziewał i kulił pod kołdrą, próbując skraść jeszcze chwilę dla siebie. Reth położył jednak kres jego lenistwu. 
Anioł dosłownie wskoczył do pokoju prosto z niczego. Zaaferowany, doskoczył do łóżka, na którym spał jego Mistrz, po czym zaczął nim potrząsać. 
- Mistrzu! Mistrzu, musisz wstać!
Jue mruknął i lekko podniósł głowę z poduszki. Oczy miał zaspane, a kosmyki jego włosów sterczały na wszystkie strony. 
- Co się dzieje? Jestem gdzieś potrzebny? 
- Mistrzu Jue, zbliża się do nas wielkie niebezpieczeństwo!
- A dokładniej? 
- To może być wiedźma, którą Rafael pokonał w De Arche...
To Jue zaciekawiło. Podniósł się do pozycji siedzącej, przecierając oczy.
- Czy ona przypadkiem nie wyparowała? 
- Wygląda na to, że nie. Dzisiaj sam Lucyfer wezwał nas do siebie, by nas uświadomić w tym,  że dusza Nat'ashy wróciła na Ziemię. 
- Chyba lepiej będzie, jeśli wstanę. A Hale jest już na nogach?
- Tak, rozmawiał z twoim ojcem, Mistrzu, kiedy tutaj leciałem.
- Hm.
Jue wskoczył w ubranie, które wczoraj przygotował. Reth zmienił swą postać na bliźniacze pistolety, które Jue włożył do kabur przy pasku. Potem chłopak opuścił pokój, zastanawiając się, co go dzisiaj czeka. Czekali na ten dzień od chwili, w której Lan miała Sen. Zrozumieli, że zbliża się niebezpieczeństwo - nie wiedzieli, kiedy na nich spadnie i na co właściwie powinni być przygotowani, ale wszyscy byli gotowi. 
Właściwie dobrze się stało, że niebezpieczeństwo w końcu nad nimi zawisło. Kiedy uda im się je odeprzeć, z Łowców w końcu zejdzie napięcie. Jeszcze trochę, a atmosferę w Gildii zaczęto by kroić nożem. Niektórzy popadliby w paranoję.
Tylko Mai marudziła, że sen, którego Lan doświadczyła, był nędzną podróbką prawdziwego Snu Śniącej. Nikt jej jednak nie słuchał, jako że dziewczyna nie cieszyła się ostatnimi czasy największym szacunkiem. Zresztą, mieszkali w Gildii Łowcy, którzy bez problemu mogli stwierdzić, czy Lan rzeczywiście doświadczyła wizji tak, jak działo się w przypadku Śniącej, czy też zwykłego jasnowidzenia. Wyszło na to, że Lan jednak nie kłamała, toteż nikt nie zwracał uwagi na zazdrosne marudzenie Mai. 
Jue właśnie schodził na dziedziniec, kiedy niebo pociemniało. Czarny cień zaczął przesuwać się z północy prosto w kierunku Gildii i nie przypominał swoim kształtem chmury. 
- Demony! - krzyknął ktoś. - Bariera!
Zarówno Mistrzowie, jak i uczniowie rzucili się, by wykonać rozkaz. Jue tylko zrobił daszek z dłoni i spojrzał na chmarę demonów, która zbliżała się ku Gildii z przerażającą szybkością. Co prawda nigdy jeszcze nie walczył z taką ilością przeciwników, ale nie sądził, by nawet cała armia mieszkańców Piekła pokonała Łowców zgromadzonych na dziedzińcu. Każdy z nich przywołał już swojego strażnika i uzbroił się. Półprzezroczysta błona bariery zamigotała nad nimi, kiedy Łowcy zakończyli jej rozpinanie.
Jue opuścił dłoń, kiedy pierwsze ciała demonów uderzyły w barierę niczym krople deszczu, wrzeszcząc jak opętane. 
- Co jest? - wyszeptał Jue, mrużąc oczy.  Nigdy jeszcze nie widział demonów, które z taką bezmyślnością oddawałyby swoje życie, Co nimi kierowało?
Hale pojawił się tuż obok niego wraz ze swym strażnikiem, a Jue powitał go roztargnionym kiwnięciem głową. Obserwował tylko, jak ciała demonów rozpryskują się w zetknięciu z barierą, sprawiając, że z nieba zaczęły spadać krwawe krople. Nikt z obecnych na dziedzińcu jednak nie poruszył się ani o krok.
- Co robimy? - zapytal Hale, patrząc rozszerzonymi ze strachu oczami na swego towarzysza.
- Walczymy, nie ma innego wyjścia. Bariera długo nie wytrzyma, a nie będziemy mieli czasu na jej ponowne rozpięcie. 
- Nie można jej wzmocnić?
- Można, ale wtedy większość Łowców stanie się bezbronna. 
- Rozumiem... To znaczy, że mamy sie przygotować na bezpośrednie starcie? 
- Tak. I to niedługo. A gdzie Lan? 
Hale pokręcił głową. 
- Nie widziałem jej. W każdym razie nie było jej w pokoju.
- Rozumiem. Miejmy nadzieję, że jest bezpieczna. Możliwe, że znajdzie się gdzieś w ferworze walki, chociaż jeszcze nie jest gotowa... 
Urwał. Do jego uszu - do uszu wszystkich Łowców doleciał śmiech. Najpierw brzmiał tak, jakby dochodził zza jakiejś przeszkody, ale zaraz stał się bardziej wyraźny i bardziej obłąkany. 
Pomiędzy Łowcami wyrosła sylwetka Nat'ashy. Była przeraźliwie chuda - jej kości okrywała tylko skóra. Nic nie pozostało z jej niebezpiecznej urody. W jej bladej, kościstej twarzy wyraźnie świeciły tylko oczy, niczym dwa węgle osadzone głęboko w oczodołach. Z jej ust wydostawała się smużka czarnego dymu, jakby napędzało ją jakieś ustrojstwo. Spod łachmanów, którymi okryła ciało, widoczne były cienkie ramiona i dłonie zakończone ostrymi pazurami.  
- Ach, jakże czekałam na ten dzień! - zawyła, potrząsając ramionami. 
Wszyscy nagle skierowali na nią całą swoją uwagę. Poleciały kolorowe wstęgi zaklęć, ale wiedźma tylko machnęła ręką, po czym zapadła sie pod ziemię, śmiejąc wariacko. 
- O kurde - skwitował Hale, zaskoczony. - Jak się bić z kimś takim? 
- Tę bitwę musimy wygrać - oświadczył twardo Jue, sięgając po pistolety. - Przygotuj się. Będę potrzebował twojej pomocy. 

Bitwa przebiegała dokładnie tak, jak Lan się spodziewała. Wszystko widziała w swoim Śnie. Naruszona bariera, zygzaki zaklęć, które, zbaczając z kursu, rozpryskiwały się na szklistej powłoce bariery. Demony dostały się do środka i wtedy zaczęła się prawdziwa walka o przeżycie. 
Lan trzymała się blisko swojej mentorki. Wkrótce dołączył do nich Aol Metro, masakrujący demony za pomocą Uziela, demonicznego psa wyskakującego z jego ramienia. Lan nie mogła jednak odetchnąć, gdyż demonów wciąż przybywało - naprawdę nie wiedziała, skąd wiedźma mogła wziąć tylu poddanych. Wezwała je? Jakim cudem? Wyglądała, jakby byle podmuch wiatru mógł zetrzeć ją w pył, tymczasem sprawiała Łowcom tyle kłopotów... Raz pojawiła się nawet obok niej, ale Kit pospieszył z pomocą. Nie wyrządził wiedźmie większej krzywdy, ale przynajmniej zmusił ją do odwrotu. Potem stanął obok Lan, wyraźnie zmęczony i spocony, pilnując jej pleców. Dziewczyna była mu za to wdzięczna, gdyż chaos był zbyt duży, by mogła rozpoznać każde zbliżające się ku niej zagrożenie. Cięła mieczem na prawo i lewo, ale fale demonów wciąż napływały. Jej mentorka zniknęła gdzieś w tłumie Łowców po jej prawej stronie, a Aol wkrótce podążył w jej ślady. Otoczyły ją nieznane twarze, ale przynajmniej nosili czarne płaszcze. 
Pod wieczór się rozpadało, a bitwa nadal trwała w najlepsze. Na początku Łowcy ucieszyli się z ożywczego prysznica, ale wkrótce ziemia pod ich stopami zmieniła się w bagno. Zaczęli się zapadać, tracić równowagę, a ich oczy zalewała woda. Ich przeciwnicy natomiast korzystali ze skrzydeł - wściekle bili nimi powietrze, pozbywając się nadmiaru wody. Oczywiście, wkrótce ich pióra zaczęły nasiąkać i opadali, ale nadal poruszali się zwinniej, niż Łowcy. 
Nagle Lan uslyszała śmiech rozlegający się za jej plecami. Chciała się odwrócić, ale gwałtowny manewr sprawił, że się poślizgnęła. Wiedziała, że nie może upaść, bo byłby to jej koniec, tak więc podparła się mieczem, w myślach przepraszając Zero za tak niegodne traktowanie. Miała wrażenie, że broń zadrżała w jej dłoniach.
- No, no, co my tu mamy... 
Lan drgnęła. Zobaczyła bowiem Mai, która przyglądała się jej z podejrzanym wyrazem twarzy. 
- Mai... dlaczego nie walczysz? 
- Właśnie zamierzam.
- Co...
Mai była szybka - szybsza, niż Lan się spodziewała. Jej broń stanowił łuk, ale w rękach Mai Pandora stawała się czymś więcej. Naprężona cięciwa mogła zranić o wiele dotkliwiej, niż ostrze miecza. Była jednak o wiele delikatniejsza. I chociaż Lan nie zdążyła zareagować, Zero zrozumiał zagrożenie. Żeby jednak wymusić na dziewczynie ruch, musiał na sekundę połączyć się z jej duszą. Wiedział, że to ryzykowne, ale musiał to zrobić, by utrzymać ją przy życiu. 
Lan wrzasnęła, kiedy Zero wszedł do jej duszy. Zanim jednak mogła wyrazić, jak bolesne było dla niej to doświadczenie, Zero zmusił ją do wykonania ruchu według własnego życzenia. Lan zrozumiała, o co mu chodziło, więc zagryzła wargę, walcząc ze łzami. Przez krótką chwilę miała wrażenie, jakby ktoś rozrywał jej duszę na pół i przed oczami zobaczyła biały kolor bólu, ale zmusiła się do tego, by podążyć za Zero. 
Pewnie chwyciła rękojeść. Ostrze miecza zalśniło złowróżbnie, po czym z brzydkim, mokrym odgłosem zanurzyło się w piersi Mai, przecinając Pandorę na pół. 
To jednak nie był koniec. Mai ze śmiechem gołymi rękami chwyciła za klingę i zaczęła ją z siebie wysuwać.
- Co...
- Więc takie z ciebie ziółko, Lan Stovenhauer. Masz tupet, żeby w taki sposób pozbyć się swojej dawnej przyjaciółki...
Zero zareagował na ten niezwykły fenomen, nagle wskakując do ciała Mai. Dziewczyna otworzyła ze zdumienia oczy, nie wydając z siebie ani jednego dźwięku. Moment później Zero wskoczył do dłoni Lan z cichym brzękiem. 
Mai nagle jakby się w sobie skurczyła. Jej skóra zmarszczyła się, zapadła. Kości w jej ciele trzasnęły, jej sylwetka dosłownie się złamała. Upadła niczym worek prosto w błoto, zmieniając się w kupkę prochu. 
- Jak...? - zapytała niepewnie Lan, podnosząc klingę na wysokość twarzy. - Zero? 
- Niech nie zadzierają z aniołem śmierci - z miecza wydobył się głos, wprawiając go w drżenie. - Przepraszam za brutalność, ale musiałem to zrobić. Jej strażniczka była opętana przez wiedźmę, nie mogliśmy jej się pozbyć w inny sposób.
- Rozumiem... Dziękuję. 
- Będę cię chronił nawet za cenę mojego życia, Lan. A, uważaj!
Lan szybko zablokowała cios, który prawie spadł na nią zza jej pleców. 
- Czy masz w zanadrzu więcej sztuczek, Zero? - stęknęła, kiedy zwarła się z kolejnym demonem. 
- Tylko, jeśli bylibyśmy połączeni, a to się nie stanie. Jeśli mi jednak zaufasz, obiecuję, że wyjdziemy z tego żywi. 
Lan skinęła głową, po czym wywinęła mieczem, odcinając przeciwnikowi głowę. Krople krwi spryskały jej twarz, ale Lan nie miała czasu ich zetrzeć. Rzuciła się w wir walki. 

Hale jeszcze nigdy nie uczestniczył w podobnej bitwie. Właściwie nie wiedział nawet, że używanie broni, w którą zmieniał się Claw, nie wymagało od niego właściwie żadnego wysiłku. Kastety na jego dłoniach uderzały na prawo i lewo, tnąc i miażdżąc, ale inżynier czuł się tak, jakby wyszedł na spacer w rześki, letni poranek. Jue wciąż trwał przy jego boku i wyprawiał jakieś akrobacje, które musiały wszystkich wokół przyprawiać o zawrót głowy - widać było jednak, że on i Reth stanowią nierozłączną parę od bardzo długiego czasu. Podczas kilku godzin walk Jue nie wydał swojemu strażnikowi ani jednego rozkazu, a mimo to wciąż rzucał zaklęciami, kiedy tego potrzebował, a strzelał w innym momencie. 
Oboje pilnowali swoich pleców. Wokół nich zbierali się najbardziej doświadczeni, najsilniejsi Łowcy, toteż wolna przestrzeń, gdzie nikt się nie bił i nie napływały demony, robiła sie wokół nich większa. Nowicjusze, którzy atakowali salwami zaklęć, zawsze pod dowództwem jednego z nauczycieli, też nieźle sobie radzili. Inna grupka rzucała zaklęcia uzdrawiające i usprawniające ciało. Łowcy, którzy wyczerpali podczas walki swą magiczną moc, podbiegali do tej właśnie grupki. 
Kiedy pole bitwy trochę się przerzedziło, grupka nowicjuszy zaczęła wznosić na nowo barierę.
Jue odciągnął Hale'a na bok, pozwalając starszym kolegom zająć się niedobitkami. 
- Co się dzieje? - zapytał inżynier, rozcierając barki. - Czyżby miała nadejść upragniona przeze mnie przerwa na kawę? 
- Jesteś spragniony? Nikt tutaj chyba nie ma nic do picia, musielibyśmy wrócić do Gildii. 
- A to jest w tej chwili niemożliwe, rozumiem. Ale spokojnie, wytrzymam. Claw utrzymuje mnie w idealnej kondycji. Zastanawiałem się tylko, po co mnie tutaj ściągnąłeś... 
Jue ściągnął płaszcz i rzucił go na wystający korzeń drzewa. Kilka razy poruszył szyją, masując kark. 
- Fajrant. Niedługo wiedźma uderzy i wtedy musimy być gotowi. 
- Jak to? Przecież cały czas nas atakuje! - Nie zrozumiał Hale. 
- Tak, ale ona rośnie w siłę z każdym zabitym demonem. Dlatego tyle ich tutaj nasłała. Wiedziała, że odeprzemy ten atak, tymczasem ona będzie chłeptać życiodajną siłę wraz z upływem ich krwi. 
- Hm. Jestem ciekaw, jak to zrobiła. To znaczy, chyba nawet ona nie może mieć takiej władzy nad siłami nadprzyrodzonymi. 
- Zależy. Wiedźmy posiadają potężną moc. Ale masz rację, coś się tu nie zgadza. Wiem, że to może zabrzmieć absurdalnie, ale mam wrażenie, że jej moc pochodzi z samego Piekła. Słyszałem o przypadkach, kiedy potężne wiedźmy wracały z zaświatów, jeszcze potężniejsze.
- Aha. I jak można je pokonać? Bo o tym też gdzieś ktoś musiał wspomnieć? 
- Owszem. Istnieje tylko jedno rozwiązanie: trzeba zniszczyć jej duszę tutaj, w świecie materialnym, by nie mogła się odrodzić po raz kolejny. Jestem pewien, że Arcymistrz już się zorientował, jaki plan ma wiedźma, i przygotowuje się do realizacji planu. 
- A my utrzymujemy szyk?
- Owszem. Hale...
- O co chodzi? 
Jue położył dłoń na jego ramieniu. Spojrzał inżynierowi w oczy. 
- Przepraszam, że cię w to wciągnąłem. Ale cieszę się, że się poznaliśmy. Wiesz, właściwie nigdy nie miałem przyjaciela... 
Hale uniósł w zdumieniu brwi. To pożegnanie?, pomyślał. Nie spodobała mu się ta myśl. 
- Dzięki, że nie opuściłeś mnie nawet wtedy, kiedy sytuacja między nami się skomplikowała. Wiem, że rwałeś sobie włosy z głowy z powodu naszej więzi.
- No... nie do końca...
- Hale... Dziękuję. Naprawdę. 
- Dobra, to teraz kolej na tę część, kiedy padamy sobie w ramiona i wyznajemy dozgonną miłość? - Hale próbował zbagatelizować sytuację. 
- Ach. To. Przepraszam cię za wszystkie momenty, kiedy sobie z ciebie żartowałem. Ale moje uczucia były prawdziwe. 
- Uczucia...? 
Jue przyciągnął go do siebie. 
- Czy to z powodu więzi, czy może powodów zupełnie niezależnych... Jesteś naprawdę w moim typie, inżynierze.
Hale skrzywił się. 
- No, toś owinął w bawełnę. Ale nic, znam cie na tyle, że zrozumiałem, co chciałeś powiedzieć. 
Jue roześmiał się, po czym wycisnął na ustach Hale'a pocałunek. Inżynier westchnął ze zrezygnowaniem, po czym odwzajemnił pieszczotę. Cóż, chyba nie mógł odmówić Jue - nie, kiedy tak się przed nim otwierał. Nie rozumiał, dlaczego Łowca go wybrał, w końcu był uwielbiany przez wiele kobiet, ale on sam nie był obojętny na jego urok. W myślach nazwał go rozpieszczonym bachorem, po czym odsunął się od niego z zamyślonym wyrazem twarzy.
- To co musimy zrobić, zanim będziemy mogli kontynuować? - zapytał, mierzwiąc swoje włosy. - Zniszczyć duszę wiedźmy? Pesteczka. Chyba poczułem się zmotywowany.
Jue roześmiał się, klepiąc Hale'a w plecy. 
- Tylko bez niepotrzebnej brawury. 
W tym momencie z Gildii wyszedł Arcymistrz. 

Jego szata lśniła niczym utkana z nitek światła, roztaczając wokół blask pośród ciemności, która zapanowała na polu bitwy. 
- Wzywam tę, która zakłóciła spokój tego miejsca, wprowadziła chaos i sprowadziła śmierć na moich towarzyszy, przyjaciół i uczniów! - głos Arcymistrza grzmiał potężnie niczym grzmot. Wszyscy znieruchomieli. - Niech zmierzy się ze mną!
Wiedźma wyłoniła sie jakby spod ziemi. 
Znowu byla piękna. Piękne, długie, lśniące czarne włosy wpływały wzdłuż jej sylwetki niczym płaszcz. Jej ciało nabrało kształtów, skóra nabrała alabastrowego koloru. Jej oczy lśniły magicznym blaskiem, a usta, czerwone niczym wiśnie, składały grzeszne obietnice. 
- Och, witam szanownego pana - powiedziała Nat'asha, posyłając Arcymistrzowi spojrzenie pełne pogardy. - Myślałam, że będę musiała zmasakrować jeszcze kilku twoich cennych ludzi, zanim się pojawisz. Ale w końcu się pokaza.. łeś... 
Urwała, a na jej twarzy odmalowało się zaskoczenie. Szata Arcymistrza rozbłysła oślepiająco na krótką chwilę, po czym światło znowu przygasło. 
- Cisza! Wiem, kim jesteś, plugawa istoto. Może udało ci sie przekonać do swej sprawy demony, ale nie znajdziesz wśród moich uczniów sprzymierzeńców!
- Co... co ty mi zrobiłeś, staruchu?!
- To nie ja - odparł Arcymistrz, kręcąc głową. - Spójrz. 
Wszyscy Łowcy mieli uniesione dłonie. Wyglądało to tak, jakby składali jakąś przysięgę. Uroczysty wyraz ich twarzy dodawał całej sytuacji więcej powagi. 
- Myślałaś, że będziemy nieprzygotowani? Owszem, straciliśmy kilku ludzi. Tak, dla ich rodzin to będzie koniec świata... Niszcząc cię, zapobiegniemy jednak większemu złu!
Nat'asha chciała się poruszyć, ale krępowały ją zaklęcia. Prychnęła, rzucając Łowcom nienawistne spojrzenie. 
- Złu? Ja wyrządzam wam zło?! A kiedy mnie odesłano, nikt nie nazwał tego złem! 
- Twoja historia może i ma znaczenie, ale jest już za późno na żal. Jeśli uznałaś, że wyrządzono ci zło, odpłaciłaś ludziom z nawiązką. Nie będziemy z tobą dyskutować, wiedźmo!
- Niech cię, staruchu...

- Co właściwie robimy? - zapytał szeptem Hale po podniesieniu dłoni. 
Jue zdusił śmiech. 
- Rzuciliśmy zaklęcie unieruchamiające.
- O? Ja nic nie rzuciłem. 
- Wiem, przepraszam. Nie zdążyłem cię uświadomić. Ale lepiej trzymaj rękę w górze, żeby chociaż groźnie wyglądać. Wiedźma nie odczuje efektu, ale lepiej chociaż stwarzać odpowiednie wrażenie.
- Hm. Czuje się głupio. Ale masz rację, wtapiam się w tłum... Ale wiesz, martwię się o Lan.
- To dlaczego nie wykorzystasz więzi, by dowiedzieć się, czy nic jej nie jest?
Hale nagle poczuł, że chętnie by się plasnął dłonią w czoło. Jedną jednak trzymał w górze, a drugiej wolał nie podnosić, by nie zakłócać uroczystej ciszy. Szybko sięgnął na koniec więzi, by odszukać Lan. Okazało się, że stała w towarzystwie Aola i jego nowo poślubionej żony oraz jej partnera, Kita. Całą jej postać oblepiały płatki błota, ale na jej twarzy malował się wyraz determinacji.
- Uff. Nic jej nie jest.
- Wiem. 
- Mogłeś mi powiedzieć. 
- Pomyślałem, że wolałbyś sprawdzić sam. 
Hale westchnął. 
- Myślisz, że to potrwa długo? 
- Nie jestem pewien. Wiedźma jest potężna, ale... Wolę wierzyć w umiejętności Arcymistrza.  
- Jakoś mnie to nie pociesza, ale lepsze to, niż nic. O, coś się dzieje. 
- Będziemy kierować naszą magiczną energię do Arcymistrza. Od z niej skorzysta i zniszczy duszę wiedźmy. 
- Brakuje mi popcornu... Au!
Łowcy stojący obok niego rzucili mu spojrzenia, w których kryła sie nagana. Hale przeprosił, po czym szturchnął Jue.
- Nie musiałeś mnie kopać.
- Musiałem. To poważna sytuacja!
- Cholera. Teraz zachciało mi się siku...
- Od kopnięcia? 
- Uh, widzę ten twój uśmieszek. Wytrzymam, choćbym miał pęknąć!
- Nie pękaj, bo byłoby mi przykro. Au!
- Oko za oko... but na nodze za but na nodze. 
- To nie pora na żarty, inżynierze!
- Co? Jak to? Kto zaczął mnie kopać!
- Cii! Zaczyna się!
I rzeczywiście się zaczęło.     

4 komentarze:

  1. PIERWSZA! MWAHAHAHAHA! Maiak zepchnięta z piedestału! MWahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maiak wie co robi i uprzejmie ustępuje Ci prawa do skomentowania jako pierwsze, z racji tego, ze zaraz już Epilog, pod którym to JA bede pierwsza! :*

      Usuń
  2. Pierwsza sprawa - bardzo przepraszam, ze tak późne komentowanie! Do dzisiaj miałam tak zawalony tydzień, ze nie miałam siły siadać nawet do kompa... :c Ale na szczęście, jest już środa! No i wreszcie moge sie zabrać za czytanie i komentowanie Twojego dzieła! :)
    zaczne od pierwszego zdania: pewnie zew cos jest nie tak! Łowcy nam sie kończą, to czemu wszystko miałoby być na swoim miejscu? Mam nadzieje, ze poważnie weźmiesz sobie do serca kwestię pisania drugiej części drugiej serii! :*
    Scena wychodzących z Gildii Łowców na myśl mi przynosi uczniów Hogwartu wysypujących sie na błonia... Nie wiem czemu, hahah xD ale sytuacja swietnie opisana, mnie ciarki po plecach przebiegł! Poza tym, troche musze Ci powiedzieć, ze mam ci za złe, ze juz konczysz. miałam nadzieje ze o Kicie nam cos wiecej opowiesz, bo zdaje sie, ze mogłoby być ciekawie...
    Jue. Jue! To idioto! Nadchodzi niebezpieczeństwo, a ty śpisz w najlepsze... Gdyby nie Reth, byś się teraz smażył w płomieniach tego niebezpieczeństwa, tak podejrzewam! xd
    Mai, boże jaka ona irytująca! Po prostu zazdrości, ze to Lan miała wizję, a nie ona! I dlatego tak przygaduje! Pf! Też mi coś!
    Kurcze no, Łowcy rozpieli barierę. I demony w nią uderzają. Pewnie ze to sprawka Nat'ashy! I pewnie wszystko przez Mai! To by wyjaśniało, dlaczego to ona nie miała tego snu... właściwie wizji ;p Hm... mówie Ci, to Mai za wszystkim stoi! Mai osłąbiła ochronę Gildii i dzięki temu Nat'asha mogła sie zbliżyć tak blisko do Łowców! Ale by sie działo, jakby Nat'asha opętałą Jue :o To by było coś! No, ale to nie ja pisze opo, tylko ty. Ja tu tylko marna imitacja inspiracji jestem ;p
    Oh, dialogi Jue i hale są zawsze świetne. Nawet jeśli mają być poważne czy coś... Oni jednak sie najlepiej rozumieją! A tak poza tym, Ty chyba ich najbardziej lubisz ( + Retha) i dlatego tak dobrze Ci wychodzi pisanie o nich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postać Nat'ashy nigdy jeszcze nie wywarła na mnie takiego wrażenia. Cała się aż trzęsę i tak jak ty, czytając kiedyś rozdział na córce itasia miałaś wrażenie, ze z monitora sączył Ci sie zapach lawendy, tak w moim przypadku ja słyszę ten złowieszczy śmiech tej wariatki... Brrr, teraz mam dreszcze ( bynajmniej nie z powodu niskiej temperatury w Belfaście!) .
      Część o Lan. Kurcze, naprawdę zaczynam widzieć jakiś potencjał ( nie bynajmniej nie elektryczny, wyrażony wzorem V=Q/4Pi(epsilon)r o którym znowu sie uczyłam wczoraj.. xd) na dobrego bohatera! Ty no, moze serio napisz jakis oneshot, w którym nam przybliżysz jego postać, hę?
      Też bym sie ucieszyła, jakby nagle spadł na mnie deszcz. Wolałabym zmyć jak najszybciej wszelkie pozostałości po posiekanych demonach!
      MAI ty idiotko! Nie zasługujesz na noszenie mojego nicku! Jak ty możesz? Inna sprawa, Mistrzyni Limetko, ze ten pomysł ( Mai bardzo zua) ci niejako podrzuciłam *skromnie mruga oczętami*.
      Nie wierzę! Zero połączył się z Lan? :o Przecież to mogłaby być katastroooofa! Generalnie... Jakie skutki będę tego incydentu? w sensie jak to sie odbije na Lan? :/
      Więc to Pandorka była opętana.. eeee, dobre! Na to bym nie wpadła ^^ Chociaż, moze jakbym dłuzej sie nad tym zastanowiła, to i do odpowiednich wniosków bym doszła. ..
      Na podsumowanie tej części mogę powiedzieć jedno : Mam ochotę sama napisać jakiego fanficka na temat Zero <3 haha, jego też uwielbiam! ( cóż, chyba szybciej i prosciej by było powiedzieć/wymienić tych, których nie lubie hahah xD)
      hahahaha, Hale! To jest gość, po prostu nie mogę z nim! "- Co się dzieje? - zapytał inżynier, rozcierając barki. - Czyżby miała nadejść upragniona przeze mnie przerwa na kawę? " Cuuudo xD
      Hej, a może Nat'asha miała szpiega w Piekiełku? Albo... Nie to nie możliwe, ale i tak powiem xd Moze Teia miała coś z tym w spolnego? W koncu jest niby no nefilim, ale z drugiej strony sobaty, demony i te sprawy... wiec moze jednak? . Wiem, ze głupia hipoteza, ale próbuje jakoś sie tu sensu doszukać! No bo jak to mozliwe, ze Nat'asha wezwałą tyle demonów? Lucynka na pewno z nią nie współpracuje, ale kurcze noooo~!
      "- Dobra, to teraz kolej na tę część, kiedy padamy sobie w ramiona i wyznajemy dozgonną miłość? - Hale próbował zbagatelizować sytuację. " Hale, jak ja kocham twoje teksty! czasem jesteś jeszcze zabawniejszą postacią niż Jue! I bardziej... taką otwartą ! xD hahaha
      "- To co musimy zrobić, zanim będziemy mogli kontynuować? - zapytał, mierzwiąc swoje włosy. - Zniszczyć duszę wiedźmy? Pesteczka. Chyba poczułem się zmotywowany." Jak ty tak mozesz! Ja dostaje powera jak czytam twoje dzieło, ahah xD Hale, naprawdę kocham twoje teksty haha!
      No dobra, co sie zacżęło? Proszę o Newsa i to szybkiego! :*

      Usuń