piątek, 4 kwietnia 2014

[Oneshot] Claude cz. 2

Nie mogę się ruszyć. Jedyne, co widzę, to ciemność. 
Myśli wirują w mojej głowie. Pamiętam dokładnie, co się stało. Huk, zgrzyt, ciało Nate'a lądujące w moich ramionach... Krew obryzgującą ściany samochodu z głośnym mlaśnięciem.
Świat zamarł, czas się zatrzymał. Nadal słyszę w uszach krzyki, jedne głośniejsze od drugich, ale ta jedna chwila trwa, rozciąga się niczym przeżuta guma. Próbuję wstać, poszukać Nate'a. 
Nie zdaję sobie sprawy, że nadal trzymam go w ramionach. Żaden z nas nie oddycha. 
Cisza otacza mnie niczym kokon.
Nic nie widzę. Nie docierają do mnie żadne dźwięki. Gardło mam ściśnięte, nie mogę wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. 
Nagle zaczynam odczuwać rwanie. Zdaję sobie sprawę z tego, że to odczucie towarzyszy mi od dłuższej chwili, ale dopiero w tej chwili staje się ono tak wyraziste. Odczuwam to tak, jakby ktoś zaczął wyrywać z mojego ciała wszystkie włosy. Rwanie przechodzi w mrowienie, a ono - w głuche pulsowanie bólu ogarniającego całe moje ciało. 
Nagle wychwytuję ciche trzaski. Brzmią jak wystrzały z pistoletu, ale wiem, że to nie to. To stłuczone kawałki szkła chrupią pod podeszwami butów stąpającego po nich człowieka - mężczyzny, sądząc po sile, z jaką na nie następuje. Nie wiem, skąd wiem, że tak jest, ale tego jestem pewien. 
Jest ciemno. Panuje cisza. Nie mogę się poruszyć, a ból zaczyna odbierać mi zdolność myślenia. 
I wtedy pojawił się ON. Spowity w czerń przyjaciel wiecznej ciszy. 
Wiedziałem, kim jest, zanim z jego ust padły jakiekolwiek słowa. A kiedy jego czarne niczym węgiel oczy spojrzały na trzymanego przeze mnie Nate'a, moje usta w końcu się poruszyły - zupełnie, jakby czekały na odpowiedni moment, oszczędzając siły. 
- Proszę... on... musi żyć... 
Żniwiarz, który krył się w mroku, mimo to doskonale widoczny, wwiercił się we mnie spojrzeniem. Paliło niczym ogień. 
- Proszę... zrobię wszystko... 
- Zostanie poprowadzony ku Światłu Życia - powiedział Żniwiarz. Pozostawał niewzruszony. Zrozumiałem, co chciał mi przekazać, i pogodziłem się z tym. Tak, Nate zasługiwał na to. 
To ja nie byłem godzien. Zrozumiałem, że w tym miejscu, w tej chwili musimy zostać rozdzieleni. Na zawsze. 
Mimo to prawie podaję jego ciało w ręce Żniwiarza. Istota przygląda mi się z błyszczącymi oczami, po czym kiwa głową. On rozumie. I ja rozumiem. 
- Imię jego duszy brzmi Reth. Jeśli nie zapomnisz, na pewno się spotkacie. 
Odetchnąłem. Wiedziałem, że powiedział to tylko dlatego, że nie było już dla nas nadziei. Wylądujemy po przeciwnych stronach barykady. Tam, gdzie on pójdzie, ja nie będę miał wstępu. Nigdy. Karmienie się nadzieją mogło tylko pogorszyć sytuację... ale mogło też pomóc mi przetrwać tam, gdzie miała się udać moja dusza. Na wieczność, jeśli Święte Księgi się nie myliły. 
Chcę zapytać jeszcze o naszych przyjaciół, którzy wiernie towarzyszyli Nate'owi podczas rozwoju jego kariery, ale czuję, że tracę świadomość. Nie mam siły. 
Reth. Tak brzmi imię jego duszy.

Słyszę chrzęst. Siorbanie. Trzask. 
Szarpnięcie. 
- Dossskonale, dossskonale.... Terasss sssięgniemy trochę głębiej, moje panie. To piękny okasss, nie możemy pominąć nawet kawałeczka.
Nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem, czyj głos słyszę. 
Nie widzę na jedno oko - zakrywa je czerwona maź. Ach, czy to moja krew? 
Spoglądam w dół. 
Krew, krew, wszędzie krew. W jarzących się czerwienią kałużach pływają mniejsze i większe skrzepy czerwonej masy. Gdzieniegdzie błyśnie kawałek czegoś białego. Zęby? Kości? 
... Moje? 
Kolejne szarpnięcie. Nie czuję bólu, więc nie wiem, co się dzieje. Leżę na brzuchu, kilka metrów nad ziemią. Nie mogę się przekręcić ani w ogóle poruszyć. 
Nie czuję nic. Nie pamiętam niczego. Co ja tu robię? Kim jestem? 
Zatracam się pustce i nieświadomości. Czuję, że to nie ma znaczenia. Wiedza nie jest mi potrzebna. Dryfuję na obrzeżach własnej świadomości, delikatnie jej dotykam... 
Ból. Ból, oślepiający ból szarpie moim ciałem. 
Nate. Nate, który umarł w moich ramionach. 
Reth. Tak brzmi imię jego duszy. 
- Nie, nie, to niepotrzebne!
Zęby. Niezliczone zęby zagłębiają się w moje zmaltretowane ciało. Ale nie mogę krzyczeć, przegryziono mi gardło. Teraz ścieka z niego krew. Kroplami - kap, kap, kap.
- Cii, zapomnij, zapomnij, śśśliczny...
Czyjaś dłoń ląduje na mojej głowie. Uspokaja mnie. 
Jestem pożerany. Czuję zęby zagłębiające się z mlaśnięciem w moje ciało. Nie wiem, ile z niego zostało. Nie wiem już, czym jestem i kim się staję. 
Ale ból odchodzi. Poddaję się z rezygnacją. Nic nie mogę zrobić. 
- Kim jest ten Nate? - słyszę cienki, zaciekawiony głosik, który dociera do mnie jakby z drugiego końca świata. 
- Może to zostawimy? 
- Na zgrabny tyłeczek Lucyfera, o czym ty w ogóle mówisz? 
Czuję, jak dłoń na mojej głowie drży. 
- No, to chyba nie zaszkodzi? W końcu ten tutaj nie będzie jakimś podrzędnym demonem... Możemy mu w prezencie zostawić wspomnienie jego kochasia... To znaczy, może dzięki temu zwiększy się jego lojalność?
- Nie podziękuje nam za to ten chłoptaśśś. To ssstanie się jego przekleńssstwem. I ssszaleństwem. Znaczy, sssnacie protokoły!
- Aj, aj, mademoiselle jest zła! Zła!
- Cisza!
- A ja wiem! Zapytajmy chłoptasia, co on o tym sądzi!
Ciepły oddech natychmiast owiewa moje ucho. Prawe, jeśli dobrze się orientuję. Próbuję w tę stronę przekręcić głowę, ale to niemożliwe. Jestem unieruchomiony. 
- Co o tym sądzisz? Chcesz śnić o swoim kochasiu, hm? Wspomnienie będzie cię bolało tak, jak drzazga pod paznokciem. Będziesz cierpiał. Ale może w tym cierpieniu odnajdziesz też szczęście? 
Przymykam oczy. Niczego nie pragnę bardziej. 
Nie mogę zapomnieć. Nie chcę. 
- Chłoptaś się zgadza!
Dłoń na mojej głowie zadrżała jeszcze silniej.
- Nie wiesssz, o co prosssisz... Ale ssskoro taka twoja wola... 
Potem był tylko ból. Ból. 
BÓL. 

Ile czasu minęło? Nie wiedziałem. W piekle wszystko miało swój czas, ale niekoniecznie można było go obliczyć. Zanim się obejrzałem, znalazłem się pod rozkazami Szatana jako jego Rycerz. Upłynęło jeszcze więcej czasu, zanim się zorientowałem, że nie jestem jedyny... I na pewno nie ostatni. Nasza profesja jednak nie sprzyjała zawieraniu znajomości, toteż zawsze czułem się samotny. 
A samotność ta napędzana była niesłabnącą tęsknotą. 
Nie pozwoliłem wyrwać z siebie wspomnień o chwilach, które spędziłem z Nate'em. Oczywiście, rodziły się we mnie wątpliwości - niby dlaczego miałem pielęgnować wspomnienia o człowieku, który znalazł się poza moim zasięgiem? - ale nie dałem się złamać. Kiedy pustka we mnie stawała się nie do zniesienia, rozdmuchiwałem każde, nawet najmniejsze wspomnienie dotyczące Nate'a: jego uśmiech, jego spojrzenie, jego magnetyczny głos, jego pewność siebie i ogień w duszy. Wspominałem każdą linię jego ciała pokrytego tatuażami. Wszystkie słowa, które padły między nami. 
Wiedziałem, że warto było znieść nieludzki ból tylko po to, by te cenne wspomnienia mogły przetrwać w moim umyśle. Zabrano mi wszystko inne. 
Odrodziłem się na nowo, ale nosiłem w sobie cząstkę dawnego siebie. 
Potem poznałem Thibala. Po prostu w pewnym momencie się na niego natknąłem, wykonując swoja zwyczajową robotę - porządki w Kaźni. Do obowiązków Rycerzy należało bowiem pilnowanie, by nic nie wymknęło się spod kontroli, o co na tym poziomie piekła było łatwo. Demony urządzały sobie tutaj istne orgie tortur i trzeba było im wciąż przypominać, kto tu posiada prawdziwą władzę. Ludzka część mojej duszy skamlała żałośnie niczym pies, kiedy wchodziłem na najniższy poziom piekła, ale reszta mnie pozwalała mi zachować profesjonalizm. 
Thibal wymierzał karę kobiecie, która, ku mojemu zdumieniu, wydała mi się znajoma. Dwa rosłe i brzydkie niczym noc demony z obnażonymi, surowymi mięśniami przytrzymywali nagą kobietę, którą Rycerz Piekieł biczował ze znudzonym wyrazem twarzy. W ręku trzymał skręcony z kilku linek bicz zakończony ostrymi hakami. Jego ramię unosiło się i opadało w monotonnym rytmie. 
Przywitałem się skinieniem głowy. Nieznany mi dotychczas Rycerz natychmiast się ożywił i porzucił narzędzie tortur, a demony rzuciły się na kobietę, jakby tylko na to czekały. 
- Jesteś Claw, prawda? 
Pokiwałem głową. Thibal energicznie potrząsnął moją dłonią, cały w uśmiechach. 
- Och, nawet nie wiesz, jak chciałem cię poznać! Słyszałem, że zdecydowałeś się zatrzymać część swojego człowieczeństwa? Na mą duszę, której nie mam, ja bym nie dał rady wytrzymać tych tortur!
To prawda. Nie wszyscy by potrafili. 
- Musiałem. 
- Rozumiem. 
- A ty jesteś...? 
- A, przepraszam. Moje maniery nie są najlepsze, ale kto ich tutaj oczekuje? Nazywam się Thibal. Hej, wiem, że nie jesteś już całkiem nowy w interesie, ale może oprowadzę cię po ciekawszych zakątkach? Wiesz, piekło to nie raj, ale dla chcącego nic trudnego!
Udzielił mi się jego entuzjazm. Spojrzałem niepewnie na maltretowaną kobietę. 
- A obowiązki...? 
- Daj, spokój, ci panowie mnie wyręczą. 
Nagle mnie oświeciło. Spoglądając w twarz kobiety, przypomniałem sobie tę część swojego ludzkiego życia, o której chciałem zapomnieć i którą bez żalu oddałem podczas mojego oczyszczenia. Ludzka część mojej duszy zaśmiała się cicho, acz bardzo złowróżbnie. 
Przypomniałem sobie, jak wąskie usta szeptały słowa potępienia. Jak dłoń trzymająca rózgę spadała na moje plecy...
Och. Cóż. Mogłem się tego spodziewać. 
Nie będę się litował, co to, to nie.  

Thibal był jednym z najbardziej żywiołowych mieszkańców piekła, z którym przyszło mi się zetknąć. Stopniowo wyciągał mnie z marazmu, w który popadałem. Wspomnienia o moim ludzkim życiu schowałem głęboko, po raz pierwszy od bardzo dawna czując się... żywy. 
Pracowaliśmy razem i prowadziliśmy ożywione dyskusje. Sam nie wiem, kiedy zacząłem zdradzać się ze swoimi tęsknotami - może sprawiła to jego otwartość. Nigdy nie miałem przyjaciela, a Thibal całkowicie mnie oczarował. Może chciałem znaleźć w nim powiernika moich sekretów, które ciążyły mi niczym kamienie u szyi. A Thibal był dobrym słuchaczem. 
Po raz pierwszy zrozumiałem, dlaczego zostałem zesłany do piekieł i odrodziłem się jako Rycerz. Właściwie do tej pory niewiele uwagi poświęcałem tej myśli - po prostu uznałem, że tak musiało się stać. Thibal jednakże powiedział, że to była jedynie moja wina. Może nie świadomie, ale pragnąłem być potępiony. Nie wierzyłem w miłość Wszechmocnego i nie potrafiłem sam sobie wybaczyć.
Zgubiło mnie poczucie winy. Co prawda to uczucie zaszczepiły we mnie siostry, które w końcu zostały zesłane w to samo miejsce, co ja, ale to była moja wina, że nie potrafiłem sobie wybaczyć. Skrucha jest w cenie, cierpienie jest świetnym katalizatorem, ale mentalne biczowanie się i niewiara w to, że moje grzechy nie mogą zostać wybaczone - to był grzech, który posłał mnie w czeluście piekła. 
Ale, mimo to, zostałem wyciągnięty z miejsca Kaźni, zanim wymierzono mi karę. Thibal powiedział, że moja dusza świeciła tak silnie, że sam Szatan pofatygował się do mnie. Jak usłyszałem, był zachwycony materiałem i natychmiast zlecił oczyszczenie mojej biednej duszy ze wspomnień, co jednak nie do końca się udało - z powodu mojego uporu. 
A potem wspomniał o Rethcie. 
Zrobił to mimochodem i szybko przeskoczył na inny temat, ale uchwyciłem się jego słów niczym tonący brzytwy. 
- Co? Co powiedziałeś?
Przyjaciel posłał mi szybkie spojrzenie. Wydawał się nie rozumieć, o co mi chodzi, ale szybko go przejrzałem. Tylko się ze mną droczył. W końcu doskonale wiedział, jak wielkie znaczenie miała dla mnie każda informacja o duszy Nate'a. Przeżyłem koszmar, żeby tylko nie zapomnieć jego imienia. 
- Powiedziałem, że coraz więcej aniołów zostaje zesłanych... 
- Wspomniałeś, że kto był ostatni? 
Thibal udał, że się zastanawia. 
- Hm, niech pomyślę... Nathaniel, tak mu było? Taki ognistowłosy twardziel, który załatwił Cerbera. Zleciał i bum!, od razu zabrał się za dzieła. Cóż, wylądował w dość niespokojnej dzielnicy, ale dał radę.
- Więc... On tutaj jest? 
- Owszem, ale pewnie nie na długo. Wiesz przecież, co się szykuje. 
- Tak, wiem. 
- Zresztą, on ciebie nie pamięta, a wszelkie próby przywrócenia mu pamięci mogą skończyć się awanturą. 
Milczałem. 
- Chyba nie zamierzasz... - W głosie Thibala pobrzmiewała nutka zdenerwowania. 
- Nie. Nic nie zamierzam. Masz rację, jestem dla niego całkiem obcy. Nie będę się wychylać. Zresztą, jest teraz aniołem, prawda? Zesłali go tutaj, ale to nie znaczy, że złamie z tego powodu swoje święte zasady.
- Racja. 
Thibal jednak nie był do końca przekonany. 
Ja też nie. 

Wkrótce zaczęła się zapowiedziana Apokalipsa, piekło zapełniło się duszami po brzegi. Trzeba było rozbudować miejsce Kaźni. Oczywiście, musieli się tym zająć Rycerze Piekieł, bo któż by inny? Architektura tego miejsca nie była zbyt wyszukana, ale i tak sporo wysiłku wymagało postawienie odpowiednich struktur, w tym znanym wszystkim istotom żywym jezior wypełnionych niegasnącym ogniem. Ale musieliśmy dać sobie ze wszystkim radę, niezależnie od trudności. 
Nie zdawałem sobie sprawy z upływu czasu. Kiedy zostałem wezwany przed oblicze Lucyfera, wydawało mi się, że w świecie materialnym wciąż trwa w najlepsze Apokalipsa, choć może nie taka intensywna, jak na samym początku, kiedy to piekło było zalewane przez dusze. 
Zdziwiłem się, kiedy usłyszałem o moim zadaniu. I ucieszyłem, bo zrozumiałem, że trafiła mi się okazja ku temu, by odwiedzić znajome strony. No, może nie w dosłownym znaczeniu, ale pomyślałem, że miło będzie zobaczyć, jak przez ten czas, kiedy nie patrzyłem, zmieniło się życie na Ziemi. Dowiedziałem się przy okazji, że Koniec Świata - który nie okazał się tak do końca Końcem z powodu oddziału zbuntowanych aniołów, którzy stanęli w obronie ludzkości - już przebrzmiał i teraz na powierzchni panował Nowy Porządek. 
Ze zdumieniem wysłuchałem relacji Lucyfera. W jeszcze większe zdumienie wprawiła mnie jego prośba związania się z niejakim Hale'em. Usłyszałem, że to konieczne, ale miałem swoje wątpliwości. Byłem jednak posłusznym sługą, toteż ruszyłem wykonać rozkaz. 
Przez myśl mi nawet nie przeszło, że droga Nate'a i moja mogą się przeciąć. 

Wciąż miał w sobie ten sam ogień, co kiedyś. 

cdn...?

**Od aŁtorki**
Mam nadzieję, że tym razem długość rozdziału Wam odpowiada, dziewczyny :) Sama nie wiem, czy chcę napisać jeszcze jeden rozdział... Znaczy, bardzo chcę, bo coraz bardziej zakochuję się w postaci Clawa, ale sama nie wiem, czy mam dość interesującego materiału. To się jeszcze okaże. 
Dzisiaj bez inspirujących obrazków, ale zmieniłam szablon - jak Wam się podoba? Chciałam, żeby zrobiło się jasno i wiosennie - czerń zamiotłam pod dywan! :D   

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wiosenne porządki xD Podoba mi się nowy szablon ;) Jest taki pozytywny. A nagłówek cudo! ;)
      mam taką myśl... na podstawie łowców myślałam, że reth był aniołem pochodzącym od człowieka, ale jakiegoś prastarego człowieka, a nie takiego z naszych czasow, który grał na gitarze i jeździł samochodami! Zawsze miałam rażenie (pewnie fałszywe), ze Reth widział tysiące lat ludzkiej egzystencji, ale znowu nie mam poczucia, że tyle lat minęło od śmierci Retha do apokalipsy... (czy tam innego dnia sądu ostatecznego). Hm... Ale to takie słodkie, że ich dusze, mimo wspólnej śmierci i wylądowaniu w 2ch różnych wymiarach, odnalazły się i połączyły ;)

      Miło ze strony żniwiarza, że powiedział o imieniu duszy retha. Ciekawe czy wyjawił imię duszy Clawa Rethowi :)

      obrzydliwe! teraz nasuwa mi sie obraz z supernatural, gdy Dean był w piekle! Jkak ja nie znoszę krwi! a jeszcze ta mysl Clawa, że to jego zęby, jego krew, jego kości,.... FUJ! ach i to SSS jak węża xD


      ZGON! Na zgrabny tyłeczek Lucyfera,- facedesk, facepalm i plucioe herbatą w monitor. tak wiem, dziwne rzeczy mnei śmieszą xD to hasło właśnie powędrowało do mojego słownika! xD

      O jacie, to oni jedząc Claude, stwarzali demona? wtf?! moj mózg tego nie pojmuje :o Ale jestem wdzięczna miłosierdziu demona, który zaproponował zostawienie wspomnień clawe;owi ;)
      heh protokoły! kto by pomyślał, że w piekle tak sie ich przestrzega xD

      tera się zastanawiam..... czy czasem claw nie mówił do Retha, że o czymś wie, o czym Reth zapomniał. Coś kojarzę, ale pewna nie jestem... Hm... Jeśli tak, to w Twoim gelnialnym umyśle musiała powstać genialna myśl, że zrzucisz taką bombę! xD

      coś czuję, ze to byłą jedna z zakonnic xD ta kobieta która claw prawie rozpoznał :)

      wow, tak sie zaczytałam, z e nie komentowałam. nie mogę, zupełnie inaczej wyobrazałam sobie poczatek czy tez planowana wspolprace z hale. myslalam ze po prostu sie polaczyli, bo byli zsynchronizowani, a tu proszę, Lucek w tym maczał palce ;) Ale to miło... kto by pomyslal, że Lucek ma w sercu charakter swatki? :-P Mógł wybrac kogokolwiek, a wybrał Clawa... ;-) Noty Lucka poszły w górę! ;-) Buziaczek!:)

      Usuń
    2. No, cóż... Nie ukrywam, że ja też miałam co do niego inne plany. Jak pisałam Łowców, to przecież nie miałam nawet szkicu tego opowiadania... Ale w końcu ułożyło się tak, a nie inaczej, a ja jestem szczęśliwa, że udało mi się nagiąć fakty :D Z drugiej strony ten ,,żywy" Reth podoba mi się jeszcze bardziej, niż ten "prosto z anielskiej taśmy" :D :D
      btw, proszę, nie używajmy słowa ,,słodkie"! o zgrozo! :)

      Ano, Żniwiarz był zadziwiająco... uległy. Może żal mu się zrobiło faceta. W końcu wszyscy leżeli tam w kałużach krwi, z Claude'a ulatywała duszyczka... Pewnie pomyślał, że co mu szkodzi. Może nie sądził, że Claude zapamięta. A tu proszę ;]

      Wiem, że fuj. Ale co zrobić. Jak to powiedział Thibal: Piekło to nie raj! Oj nie, nie. A ja w sumie nie potrafię sobie zbyt wielu narzędzi tortur wyobrażać, więc... A one go zjadają, bo ludzkie tkanki ,,zapamiętują" wiele rzeczy. W taki sposób wyrywają z niego jego człowieczeństwo...
      Czy już wspomniałam, że piekło to nie raj? XD

      Wiem, wiem, mi ten zgrabny tyłeczek - znaczy sformułowanie - też się podoba! Bo wiesz, nie mogą tam raczej Jezusa czy Boga wzywać...

      Claw mówił do Retha, owszem, że ten kiedyś był człowiekiem, tylko tego nie pamięta. Reth się zaparł, ale gdzieś w jego podświadomości odezwało się echo ludzkiego życia.. :D Oczywiście aniołowie nie chcieli, by cokolwiek zostało w jego pamięci - nawet nie dali mu wyboru... Ale tak czy owak zrobił im wszystkim na złość i nawet w swej anielskiej formie odnalazł Clawa w czeluściach piekielnych haha :D

      Ba, że jedna z siostrzyczek zakonnych! No dobra, może jestem niesprawiedliwa w stosunku do zakonnic, ale mam złe wspomnienia... Nikt mnie rózgą nie bił, ale słowa mogą mocniej ranić:/

      Wiesz, ja też miałam inne zamysły XD Ale sza, teraz wszystko wyszło tak, a nie inaczej. Lucyna z największą przyjemnością pomaczał w tym palce tylko po to, by zrobić swoim skrzydlatym braciom z góry psikusa - doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaką wartość ma dla Reth, toteż podsunął mu pod nos Clawa XD I nagle wszystko szlag trafił. Bo, jeśli pamiętasz, Reth miał w Niebie swoją ukochaną anielicę i nikt się na ten temat nie wypowiadał, ale z Clawem to zupełnie inna sprawa... :D A już Michaś go ułaskawił!
      I wszystko diabli wzięli ;p

      Usuń
  2. Anonimowy05 maja, 2014

    Witam,
    wspaniale tutaj połączyłaś z łowcami, Reth i Claw, lubię ich i teraz więcej się o nich dowiadujemy
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo się cieszę, że lubisz Clawa i Retha, ponieważ to moi ulubieni bohaterowie i starałam się, by ich historia nie zepsuła ich wizerunku z Łowców :]

      Usuń