poniedziałek, 6 października 2014

[6] Wizyta u Havela



Kiedy przekroczyłem próg rodzinnego domu, zauważyłem dwie rzeczy: pierwszą był fakt, że moja siostra zdążyła bezpiecznie wrócić do domu, a drugą, że wraz ojcem siedzieli w kuchni przy stole, najwyraźniej przygotowani na mój powrót. Nie wiedziałem, jak długo tak czekali, ale ich miny wskazywały na to, że zdążyli odbyć ze sobą ciekawą pogawędkę na znany mi temat. 
Ojciec musiał wszystkiego dowiedzieć się już od Gaiyi. Ciężko mi jednak było w pierwszej chwili wywnioskować, jakie emocje nim targają. Gniew, zaskoczenie, rozczarowanie... a może nawet strach? Z wyrazu jego twarzy nie mogłem nic wyczytać. Kiedy wszedłem do kuchni, w której przebywał z córką, utkwił we mnie przenikliwe spojrzenie, ale to było wszystko. Nie padło między nami ani jedno słowo.
Gaiya natomiast nie ukrywała wzburzenia. Wydymała wargi i co rusz poprawiała włosy, odrzucając czarne kosmyki na plecy. Dosłownie zgromiła mnie wzrokiem, kiedy wszedłem. Czułem, że przed długą litanią oskarżeń, którą z całą pewnością miała przygotowane na wypadek mojego nagłego pojawienia się w drzwiach, ocalił mnie tylko Noel. Gaiya nie miała w zwyczaju kłócić się ze mną w obecności osób trzecich, zwłaszcza, jeśli byli przystojnymi, młodymi mężczyznami, do których młody dziedzic Nilvelinu należał.
Poprzestała na dość uroczym strojeniu min, które wkrótce stało się zachowaniem dość zalotnym... oczywiście. Jeszcze nie wiedziała, kim jest towarzyszący mi mężczyzna, ale musiała wyciągnąć właściwe wnioski, patrząc na jego strój, postawę i maniery.
Przedstawiłem go ojcu, nie wdając się w żadne szczegóły. Nie chciałem, by ktokolwiek czuł się skrępowany jego obecnością. Powiedziałem tylko, że został wyznaczony do ochrony mojej skromnej osoby. Po tym stwierdzeniu Noel czym prędzej się wycofał, opierając nonszalancko o ścianę i wbijając wzrok w okno, najwyraźniej uznając, że w dalszej część rozmowy nie będzie brał żadnego udziału.
Westchnąłem, czując się nieco zawiedziony brakiem wsparcia moralnego z jego strony, ale w sumie nie mogłem go potępiać. Z ojcem musiałem porozmawiać sam.
- Tato... pewnie już wiesz, co się stało? – Musiałem się upewnić. Byłem w sumie ciekaw, co Gaiya mu powiedziała. I w jaki sposób. – O tym, co działo się na przyjęciu...
Havel najpierw spojrzał na córkę, a dopiero potem skierował wzrok na mnie. Skinął głową.
- Tak, obiło mi się o uszy to i owo.
- Mówiąc ,,to i owo” masz na myśli... hm... moje zdolności?
Zdziwiłem się, że prowadzenie rozmowy z człowiekiem, który przez dwadzieścia lat był moim ojcem i z którym wcześniej tak łatwo było rozmawiać o wszystkim, a szczególnie o błahych wydarzeniach, okazało się teraz dość trudne. Sam słyszałem, jak słowa zgrzytały między nami, jakbym nagle stał się innym człowiekiem. Jakby łączące mnie i Havela więzi zostały przerwane w momencie, kiedy zdecydowałem się ujawnić ze swoim dziedzictwem.
A przecież obaj nadal byliśmy tymi samymi ludźmi.
Havel westchnął, po czym uniósł swoją wielką, szorstką od pracy dłoń. Położył ją na mojej głowie i potargał mi włosy. Ten gest nieco mnie zdziwił – ojciec już dawno nie traktował mnie jak małego chłopca, któremu można targać czuprynę.
- Fay... Ja wiedziałem, kim jesteś. Kim naprawdę jesteś. Może nie od samego początku, kiedy przyniosłem cię do mojego domu... i kiedy włożyłem cię do łóżeczka obok mojej Gaiyi. To się stało kilka dni później.
Zmarszczyłem brwi.
- ,,To”? – powtórzyłem.
Miałem nadzieję, że nie blefował tylko dlatego, by mnie uspokoić. Naprawdę miałem nadzieję, że nie była to jakaś wymyślona na poczekaniu historyjka.
- Przyszli po ciebie, Fay – oświadczył Havel, patrząc mi w oczy. Nie zobaczyłem w nich kłamstwa.
Gaiya, siedząca tuż obok niego, położyła mu dłoń na ramieniu.
- Tato, o czym ty mówisz? – zapytała, dość oburzona. Chyba spodziewała się awantury, a nie spokojnej rozmowy między ojcem a synem. W sumie ja też się nie spodziewałem takiego obrotu wypadków. Byłem przygotowany na wyrzuty, gorycz, a nawet prośby o porzucenie tego nowego życia... Z całą pewnością nie spodziewałem się zrozumienia.
Havel westchnął.
- Trzy dni... Tak, trzy dni po tym, jak przyniosłem cię do domu, przyszli po ciebie. Mieli na sobie lśniące zbroje i twardość w oczach. Ale to byli tylko królewscy strażnicy. Ludzie pozbawieni daru magii. Nie mogli wyczuć twojego daru... Tak, zrozumiałem, kogo przygarnąłem pod swój dach, kiedy zapukali do drzwi.
Gaiya była zszokowana. Ja, o dziwo, trochę mniej.
Może zawsze czułem, że Havel przynajmniej podejrzewa, kim jestem. W końcu był dobrym ojcem. Poświęcał mi mnóstwo czasu. Byłem dla niego upragnionym synem, którego mógł uczyć wszystkiego, czego sam się nauczył. Któremu strugał zabawki z kawałków drewna.
Musiał też podejrzewać, że istnieje związek pomiędzy faktem odnalezienia przez niego noworodka na brzegu rzeki w tym samym czasie, kiedy z pałacu zniknął nowo narodzony książę, przyszły Magin.
- Tato, przecież... Nigdy nic nie mówiłeś... – powiedziała z pretensją w głosie Gaiya, rzucając mi twarde spojrzenie. – Fay zawsze był twoim synem, prawda?
Havel zsunął swoją dłoń z mojej głowy na moje ramię. Ścisnął je lekko.
- Może nie posiadam daru magii i nie rozumiem, jak naprawdę działa nasz świat. Dlaczego wstaje dzień i zapada noc. Dlaczego istnieje dobro i zło. Ale kiedy odnajduję na brzegu rzeki bezbronnego noworodka, zostawionego tam na pewną śmierć... Czułem w tym rękę przeznaczenia. Nie mogłeś być bezpieczny w miejscu, z którego tak łatwo można było cię wykraść.
Szybko uścisnąłem jego rękę. Miał bowiem rację – absolutną. Nie bez powodu zostałem oddany matce naturze w dniu moich narodzin. Moi prześladowcy mogli pozbyć się mnie na tysiąc sposobów, ale wybrali takie, a nie inne rozwiązanie.
Niektórzy mogli nie wierzyć w przeznaczenie. W to, że jakaś niewidzialna siła kieruje ich życiem. Ja jednak, jako Magin, doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, jak duży wpływ miało na istnienie każdego człowieka coś, co zwano ,,przeznaczeniem”. W przyrodzie ta siła nie miała żadnej nazwy ani kształtu. Nie można było wpływać na jej bieg i z całą pewnością nie można było tkać zaklęć z jej nici.
Ale istniała. Wiedziałem o tym.
- Co zrobiłeś, kiedy przyszli do ciebie strażnicy? – zapytałem. – Przecież musieli coś podejrzewać, miałeś w domu dwoje dzieci. Przecież ludzie musieli wiedzieć, że...
- Nie. Nikt nie wiedział.
- Jak to? – zdziwiłem się. – Przecież twoja żona... matka Gaiyi...
Havel potrząsnął głową.
- Pochowałem ją sam. Sąsiedzi tylko wiedzieli, że moja żona zmarła przy porodzie. Byłem w żałobie i nie przyjmowałem nikogo ze znajomych, tylko mówiłem, że moja żona zmarła. Odsyłałem ich wszystkich... musieli wcześniej powiedzieć strażnikom, że straciłem żonę. I że zostałem samotnym ojcem. W końcu słyszeli płacz... – Havel spojrzał na mnie z bólem w oczach. – Nie oddałem cię. Kiedy przyszli, leżałeś w kołysce obok Gaiyi. Wyglądaliście niemal identycznie. Dzieliło was najwyżej kilka dni. Bawiłeś się frędzlami kocyka, w który była zawinięta moja mała córeczka...
Wiedziałem już, do czego zmierza.
- Powiedziałem, że moja żona urodziła bliźniaki. Syna i córkę. Nie miałeś żadnych znamion, które pomogłyby im cię zidentyfikować. Miałeś ciemne włosy i niebieskie oczy. Kiedy leżałeś obok Gaiyi, byłeś do niej tak podobny... Nie mogłem cię oddać. Po prostu nie mogłem.
Gaiya gwałtownie wstała. Usta jej drżały.
- Nie wierzę! – oświadczyła cienkim głosikiem. – Więc przez cały czas wiedziałeś!
Havel zgarbił się nieznacznie. Fakt, że córka go nie wsparła, musiał być dla niego ciężkim ciosem. A przecież to, co zrobił, było słuszne. Gdyby mnie oddał, prawdopodobnie bym zginął. Nie byłem bezpieczny w pałacu – mój ojciec był zbyt słaby, by chronić siebie i mnie.
U Havela byłem bezpieczny.
- Tak, córeczko, wiedziałem.
- Tato. – Pochyliłem się nad stołem i objąłem go ramieniem. – Dziękuję ci. Dzięki tobie byłem bezpieczny. Nadszedł jednak czas, bym wypełnił swój obowiązek jako Magin. Nasz król... mój ojciec słabnie. To się dzieje już od dawna. Nie mogę siedzieć bezczynnie, patrząc, jak świat pogrąża się w chaosie. Myślę, że dorosłem już do wzięcia na siebie odpowiedzialności za wszystkie ludzkie życia... Tato, muszę ich chronić. Nikt inny tego nie zrobi. Nie może zrobić.
Havel poklepał mnie po plecach.
- Wiem, synku, wiem... Nie sądziłem tylko, że odejdziesz... w taki sposób. Marzyłem o innej przyszłości dla ciebie, ale wiedziałem, że sam siebie oszukuję.
- Przestańcie! – krzyknęła Gaiya, gwałtownie podchodząc do okna. – Jak możecie być tacy spokojni? Oboje się oszukiwaliście... i mnie! Ja nic nie wiedziałam o tym, kim jest mój brat! Ha, a przecież on nawet nie jest moim bratem! Jest teraz księciem, czyż nie? Może mam mu bić pokłony? O, wielki Maginie, dzięki ci, że zaszczyciłeś nas swoją obecnością...
Szybciej usłyszałem, niż zobaczyłem, jak Noel wyciąga miecz z pochwy. Na ścianie zatańczyły plamki światła, które odbiło się od lśniącej klingi.
Poderwałem się jak najszybciej.
- Noelu! Co ty wyprawiasz?!
Fioletowe oczy młodego mężczyzny błyszczały ze złości. Wpatrywał się w Gaiyę twardo, bezlitośnie. Aż ciarki przeszły mi po grzbiecie.
- Obraziła cię – syknął przez zaciśnięte zęby. – Za zniewagę Magina grozi...
- Zaraz, zaraz, zaraz! – Doskoczyłem do niego w mniej niż sekundę, odbierając niebezpieczne narzędzie. – Jeszcze nie mianowano mnie Maginem. Przynajmniej nie oficjalnie. Na chwilę obecną jestem jedynie chłopakiem z Obrzeży. Poza tym, Gaiya jest moją siostrą... Czy z Yuan nigdy się nie kłócicie?
Noel spojrzał na mnie, z wyraźnym zamiarem skomentowania moich słów, ale po krótkiej chwili się wycofał. Oddałem mu miecz, który szybko wsunął do pochwy przy pasie i powrócił do swej nonszalanckiej pozycji, krzyżując ręce na piersiach. Nie spuszczał jednak wzroku z Gaiyi, wyraźnie gotując się do kolejnej interwencji.
Był troszkę wybuchowy, to musiałem przyznać. Ale to sprawiło, że polubiłem go jeszcze bardziej. Gdyby nie sprawiał żadnych kłopotów, nie intrygowałby mnie tak.
Podszedłem do Gaiyi. Havel już stał obok, niespokojny. Zachowanie Noela oczywiście rozbudziło w nim instynkt obronny. Za nic w świecie nie pozwoliłby skrzywdzić swojej córki.
- Przepraszam za niego, Noel zbyt poważnie podchodzi do swych nowych obowiązków... Dla spokoju jego sumienia powinniśmy powstrzymać się jednak od rzucenia się sobie do gardeł, rozumiecie – powiedziałem, odchrząkając nieznacznie. – Tato, Gaiyu... Nie chcę, by stosunki między nami zmieniły się na gorsze. Nadal jestem twoim synem, Havelu, a twoim bratem, Gaiyu. Obiecuję, że będę was odwiedzał tak często, jak będzie to możliwe. Oczywiście drzwi pałacu będą stały przed wami otworem, choć zapewne będziecie czuć się niezręcznie w tym miejscu... Ja sam czuję się strasznie niezręcznie. Spadły na mnie jednak nowe obowiązki, więc nie mogę tutaj zostać.
- Solidnie przetrzepałbym ci skórę, gdybyś choć przez chwilę pomyślał o tym, by zapomnieć o swoim starym ojcu i jedynej siostrze – oświadczył Havel z uśmiechem. – Ty także, chłopcze, jesteś tu mile widziany, jeśli tylko powściągniesz swój temperament – zwrócił się do Noela.
- Dziękuję, tato, że rozumiesz.
- Gaiya musi przemyśleć to i owo, ale to rozsądną dziewczynka, prawda? – Havel bardzo wyraźnie sugerował, że nie będzie tolerował fochów swojej kochanej dziewczynki. – Na pewno, jak już ochłonie, sama przyjdzie odwiedzić swojego brata.
Ta ,,rozsądna dziewczynka” prychnęła i odwróciła się twarzą do okna. Ale chyba tylko dla zasady, bo zobaczyłem błysk w jej oczach. Cóż, perspektywa odwiedzenia pałacu w wolnej chwili, bez żadnych zaproszeń i tłumów innych ludzi, musiała jej się spodobać. Potrafiłem też sobie wyobrazić, jak zamierzała tę sytuację wykorzystać...
Kiedy ochłonie, na pewno spodoba jej się nowa pozycja. Siostra Magina, czyż to nie wspaniale brzmi? Z pewnością nie zapomni wspomnieć o tym nagłym awansie społecznym wszystkim zainteresowanym.
Na razie była obrażona, że nikt jej nie powiedział o tym, kim jestem. Że wraz z ojcem milczeliśmy w tej sprawie jak zaklęci. Ale już wkrótce złość jej przejdzie i mogłem tylko sobie wyobrazić, jak często będzie wpadać z wizytą do pałacu... Przecież o takim właśnie życiu marzyła od najwcześniejszych lat dzieciństwa, a teraz to wszystko miało się urzeczywistnić.
Wiedziałem, że będę musiał hamować jej zapędy. Ja, jej brat.
Havel poklepał mnie po ramieniu.
- Wiem, synu, że masz nowe obowiązki, ale... Nie zdążyłem jeszcze naprawić zawiasów przy drzwiach szopy, a widzę w moim domu dwóch młodych, pełnych sił chłopców, którzy mogliby się za to zabrać. Twojego przyjaciela roznosi energia, prawda? Może się tym zajmiecie, żeby lisy nie nabałaganiły w środku?
Uśmiechnąłem się.
- Oczywiście, tato.

3 komentarze:

  1. Perfekt!!! Idealnie!!! Tak to sobie wyobrażałam! Aczkolwiek zaskoczyła mnie wybuchowość Noela. Myślalam, że jest spokojny, opanowany a tu proszę, nie do końca. Jeszcze bardziej mi się przez to podoba!
    Fay jak zawsze ma genialne mysli ;) uwielbiam jego refleksje!
    Havel mnie rozwalił. Fajnie wyglądała ta scenka ;) zdziwiłam się, że się domyslił kim jest Fay, aczkolwiek na głupiego nie wygląda ;) Lovciam ich wszystkich z ich zaletami i wadami! :)
    o! przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz... co z imieniem Faya. Czy jego biologiczni rodzice nie nadali mu jakiegoś innego? czy będzie jakieś spięcie na tym tle, gdy będą chcieli nazywać go jego "oficjalnym", królewskim imieniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd! Noel jest oddany... czasem aż za bardzo oddany sprawie ;p
      Imię Faya jest w porządku. Masz z boku na blogu kilka info o Maginie - i znaczenia imion, które się pojawiają w opie (no ok, zmyślone, ale co w tym opie nie jest? :D). Jak pewnie zauważysz, imię do niego pasuje :) Odnaleziony najpierw przez Havela, a potem przez swoich rodziców :)

      Usuń
  2. Witam,
    rozdział świetny, Havel tak naprawdę wiedział kim jest Fay, a jednak kochał go jak własnego syna, oj chyba będzie miał sporo pracy temperując zapędy Gaiya, Noel on to ach jaki chętny do wykonywania swoich obowiązków...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń