środa, 8 października 2014

[8] Na łożu śmierci

Zapach mokrej ziemi łaskocze mój zmysł węchu.
Budzę się. Otwieram oczy.
Czy ty już czas? Czy kolejny cykl już się zakończył?
Serce Ziemi bije spokojnie, miarowo, wchodząc w rezonans z biciem serca w mojej piersi. Znacznie się uspokoiło od czasu, kiedy ostatni raz otwierałem oczy.
Może więc to już czas...
- Śpij jeszcze, śpij...
Miękki głos. Głos Matki.
Ulegam mu. Ufam.
Zamykam oczy, czekając na właściwy moment, by ponownie się przebudzić.

Głośne pukanie do drzwi wyrwało mnie nagle ze snu. Usiadłem na łóżku, w pierwszej chwili nie do końca wiedząc, gdzie się znajduję, choć przecież pokój był mi tak bardzo znajomy... Tej nocy spałem w chatce Havela, jako że ucięliśmy sobie nieco zbyt długą pogawędkę na różne męskie tematy, aż zmorzył mnie sen. Posłałem Noela, który nie odstępował mnie na krok, z wiadomością do pałacu, że tej nocy nie wrócę do swojej książęcej sypialni. Chłopak oczywiście trochę marudził, ponieważ nie chciał zostawiać mnie samego, ale poczucie obowiązku szybko zwyciężyło. Wiedział, że jeśli się nie ruszy, moi rodzice, czyli król i królowa, zaczną się zamartwiać niemal na śmierć. I tak niechętnie przystawali na każdą moją prośbę o pozwolenie na odwiedziny Havela.
Noel później nie wrócił, a teraz wszystkich domowników ktoś budził gwałtownym pukaniem do drzwi. Nabrałem bardzo złych przeczuć.
Havel oczywiście spał i chrapał. W ogóle nie obchodził go fakt, że dzieli sypialnię z wielką osobistością tego świata, Maginem, czyli konkretnie mną. Dla niego nadal byłem przede wszystkim synem, któremu kiedyś zmieniał pieluchy. Byłem mu za to niezmiernie wdzięczny – miałem bowiem dość tych wszystkich ludzi, którzy płaszczyli się przede mną i podlizywali na wszelkie możliwe sposoby. Jako że nie wychowałem się w pałacu i nie odebrałem odpowiedniego wykształcenia, często nie miałem pojęcia, jak powinienem zareagować na pewne zachowania.
W końcu byłem tylko skromnym chłopakiem z Obrzeży. Z pewnymi mocami.
Nawet Gaiya zaczęła zachowywać się inaczej w mojej obecności. Oczywiście nie zapomniała odwiedzić mnie w pałacu, po czym wyciągnęła mnie na miasto – asystowało nam chyba z dwudziestu osobistych strażników mojego ojca! – żeby wszyscy mogli zobaczyć, jak blisko związana jest z księciem. Zupełnie, jakby ludzie ze stolicy nie wiedzieli, że byliśmy przybranym rodzeństwem. Znali nas przecież wcześniej nie tylko z widzenia.
Kiedyś czułem się swobodnie, chodząc po ulicach Airan. Po mianowaniu mnie Maginem wszystko się zmieniło – sposób, w jaki ludzie na mnie patrzeli i w jaki ze mną rozmawiali, nie wspominając już o dość oczywistych zachowaniach. Albo płaszczyli się przede mną, albo próbowali coś zyskać, przywdziewając maskę bliskiego przyjaciela.
Na ich nieszczęście potrafiłem wyczuć hipokryzję na kilometr.
Pukanie stawało się naprawdę natarczywe. Havel nadal spał, ale zaczął się nieznacznie wiercić, co mogło oznaczać, że już niedługo się obudzi. Gaiya, ze swoim lekkim snem, na pewno od samego początku była na nogach, ale nie miała dość odwagi, by wyjść i sprawdzić, o co chodzi. Z całą pewnością też nie mogła tego zrobić, ubrana jedynie w cienką, nocną koszulę.  
Poza tym, żadna szanująca się kobieta nie wyszłaby otworzyć drzwi w samym środku nocy. Licho tylko wiedziało, kogo mogło przywiać przed próg.
Cóż, nie było innego wyjścia – musiałem wstać i sam sprawdzić, o co chodzi. Na szczęście położyłem się spać bardzo przyzwoicie, w spodniach i koszuli, więc nie musiałem niczego na siebie nawet wkładać. Cicho przeszedłem przez kuchnię, zmierzając prosto ku frontowym drzwiom.
Odsunąłem zasuwkę i, naciskając klamkę, wyjrzałem na zewnątrz.
- Kto... Auu!
Oślepiło mnie światło bijące chyba z tysiąca latarni trzymanych przez strażników królewskich. A ci zawsze nosili lśniące zbroje, które jeszcze zwielokrotniły efekt.
Słoneczna gwardia właśnie zameldowała się pod drzwiami domu Havela!
- Książę... Maginie! Proszę, musisz pójść z nami! – oświadczył bez żadnych wstępów potężny mężczyzna, którego zidentyfikowałem jako kapitana straży. Miał gęstą, czarną brodę i wielkie bary. Trudno było pomylić go z kimś innym. – Twój ojciec... król jest ciężko ranny!
Zmrużyłem oczy, próbując przyzwyczaić wzrok na ostrego światła. Nadal nie widziałem wyraźnie, więc nie wiedziałem, czy kapitan sobie żartuje – ale na taki temat?! – czy może była to część jakiegoś sprytnego planu mającego na celu sprowadzenie mnie do pałacu bez użycia przemocy, co w moim przypadku mogło okazać się nieskutecznym rozwiązaniem.
Ale w środku nocy...?
- Mój ojciec jest ciężko ranny? – powtórzyłem, próbując szybko podjąć decyzję. – Co się stało?
- My... nie wiemy. Trzymaliśmy straż... nikt nic nie widział. To było tak, jak w noc twojego zaginięcia, książę. Jego wysokość Magin nie chciał nam nic powiedzieć, chce tylko zobaczyć się z tobą, książę. Wzywa cię.
W tym momencie całkowicie się rozbudziłem, a moje oczy dostosowały do światła.
Nikt nic nie widział...? Ale mój ojciec został ranny...?
Przecież niczego nie czułem. Równowaga na świecie miała się fantastycznie. Nie wyczułem żadnych zakłóceń na granicy między światłem a ciemnością. Wszystkie pierwiastki egzystowały harmonijnie ze sobą.
W świecie magii nie było żadnego chaosu, a przecież, gdyby Magin naprawdę umierał – osoba, która sprawowała kontrolę nad porządkiem świata przez całe swoje życie – ten fakt z całą pewnością w znaczący sposób wpłynąłby na świat. Jego śmierć nie mogła przejść bez echa!
Lepiej jednak było się upewnić. Z jakiegoś powodu nie mogłem wyczuć mocy mojego ojca... Więc może rzeczywiście...?
- Dajcie mi pół minuty.
- Przygotujemy dla ciebie konia, książę.
Wkrótce galopowaliśmy przez ciemny las znanym mi już traktem prowadzącym prosto do stolicy. Tym razem nie była to jednak przyjemna przejażdżka w blasku gwiazd i księżyca. Strach z każdą chwilą coraz bardziej zagęszczał atmosferę.
Stolica wydawała się spokojna. Światła w domach w większości byłe pogaszone, ludzie nie wylegli tłumnie na ulicę – nie byli więc świadomi tego, że coś się stało. W innym przypadku zapanowałby chaos. Miasto nie byłoby tak spokojne.
Ludzie nie śpią spokojnie w domach, kiedy Magin umiera.
Jeżeli coś się stało, musiało stać się niedawno.
Przed pałacem błyskawicznie zsiadłem z konia, oddając go jednemu z młodych chłopców pracujących w stajniach. Później nawet nie potrafiłem sobie przypomnieć, jak wyglądał. Ale pamiętałem jego wielkie, przerażone oczy w kolorze bezchmurnego nieba.
Bez wahania poszedłem za strażnikami do pałacu.
Ojciec leżał oczywiście w sypialni... ale wiedziałem, że to nie w tym miejscu został zaatakowany. Musiał zostać przeniesiony – żeby trzymać go z dala od ciekawskich oczu.
Nie wyglądał najlepiej. Był blady i ciężko oddychał, jakby coś zalegało mu na piersi. Nie widziałem żadnych ran na pierwszy rzut oka, ale to wcale nie znaczyło, że ich nie miał. Ktoś – być może matka – okrył go kocem, jakby chciał zatrzymać w ten sposób ulatujące z niego życie. Oczywiście, ten sposób był całkowicie nieskuteczny.
Mój ojciec rzeczywiście umierał. A przyczyna tego stanu była, przynajmniej dla mnie, oczywista.
Został zaatakowany. Obca magia wtargnęła do jego ciała, działając niczym trucizna, jedynie niewykrywalna dla osób trzecich. Tylko osoby posiadające magiczny dar mogły zrozumieć, co się stało...
To znaczyło, że mój ojciec wiedział. I albo nie mógł temu zapobiec, albo... nie chciał. Trudno mi jednak było uwierzyć w to, że ojciec tak po prostu pozwolił się zaatakować. Wiedziałem, że nie był w najlepszej kondycji ostatnimi czasy, ale sytuacja nie była aż taka zła. Byłem tego absolutnie pewien.
Co się więc stało?
- Ojcze...
Matka siedziała na taboreciku tuż obok łóżka, trzymając ojca za rękę. Ślady łez na jej policzkach i czerwone jak u królika oczy świadczyły o tym, że niedawno płakała, ale potem postanowiła choć na chwilę powściągnąć swą rozpacz. Chciała być silna... za nich oboje. Choć niepotrzebnie, bo ojciec nie rozpaczał w powodu tego, co się stało, a przecież był najbardziej poszkodowany.
Usiadłem na krawędzi miękkiego łóżka.
- Ojcze... kiedy... to się stało?
Z piersi mojego ojca wydobywał się świszczący oddech. Z całą pewnością ciężko mu było oddychać, nie wspominając już o mówieniu.
Nie mógł jednak milczeć. Oboje o tym wiedzieliśmy.
- Przyszli... niedawno. Nie widziałem ich... nie czułem. Dobrze... się ukrywają. Są... silniejsi, niż pamiętam.
- To byli oni, prawda? Cienie...
Ojciec spojrzał na mnie gorączkowo.
- Tak. Kiedy się urodziłeś... powinienem wiedzieć. Powinienem czuć... w moim domu... pod moim własnym dachem... Ale nie potrafiłem.
Szybko uścisnąłem jego dłoń. Była lodowata.
Magia Cieni coraz szybciej pożerała jego ciało... od środka. Nie zostało mu dużo czasu.
- Znowu przyszli... Wiedzieli, że ciebie nie ma. To nie był... atak skierowany na ciebie. To ja...
Matka zaszlochała spazmatycznie, choć naprawdę próbowała się powstrzymać. Szybko pogłaskała męża po bladym policzku. Coraz wyraźniej ukazywały się wokół jego oczu zmarszczki, a na czole – bruzdy. Magia do tej pory ukrywała jego właściwy wiek, ale teraz, kiedy życie z niego ulatywało wraz z magią, wszystkie znaki, jakie odciskał czas na twarzy mojego ojca, zaczynały być widoczne.
- Co się stało z twoimi czarownikami, ojcze? – zapytałem, choć wiedziałem, że było to pytanie bez większego sensu. Nie posiadali już żadnej mocy oprócz wyczuwania magii w jej najbardziej podstawowej formie. 
- Mam nadzieję, że są bezpieczni... Odesłałem wcześniej twojego przyjaciela... i jego siostrę...
- Ren... – Matka znowu zaszlochała. – Wiedziałeś...?
- Nie... Może to tylko przeczucie... Może przeznaczenie... Musiał odejść. Jeszcze za wcześnie na to, by umierali... książęta. Chroni cię potężna magia, synu... Ochroni też tych, których wybierzesz na swoich przyjaciół. Wybieraj ich... mądrze. Wiem... że to zrobisz.
- Ojcze... – Teraz ja poczułem, jak ściska mnie w gardle. Nie mogłem się jednak rozkleić, po prostu nie mogłem. Wraz z matką nie mogliśmy zacząć szlochać i dokładać ojcu zmartwień.
Powinien odejść w spokoju. Bez poczucia, że zostawia zrozpaczona żonę i syna, który w trudnych chwilach potrafi się jedynie rozkleić.
- Odchodzę, ale... cieszę się, że poznałem cię... przed śmiercią.
Matka gwałtownie wstała i podeszła do okna. Nie umknął mi fakt, że ojciec odprowadził ją wzrokiem, w którym czaił się ból... ale i pewne zadowolenie. Był zadowolony z życia, które przeżył. Kochał swoją żonę. Odzyskał syna i nadzieję na to, że nie zostawi za sobą świata pogrążonego w chaosie. Mógł odejść w spokoju, choć, gdyby go nie zaatakowano, mógłby przeżyć jeszcze kilka lat.
Los zadecydował inaczej.
- Cieszę się... że zdążyłem cię poznać, synu. Tak długo na ciebie czekałem... a teraz zostało mi tak niewiele czasu. Proszę, zaopiekuj się matką... moją Ailin.
Pokiwałem głową. To było oczywiste, nie musiał mnie o to prosić.
Chwilę później zamknął oczy. Jego oddech znacznie się uspokoił...
A potem nastała cisza.
Mój ojciec wydał tej nocy swe ostatnie tchnienie.

3 komentarze:

  1. WTH?! zastanawiam się o co cho, odniosłam wrażenie, że on tam śpi po naprawie domostwa, ale trochę mi zgrzytało, skoro już był w drodze do pałacu... a tu proszę, minął jakiś czas xD a do tego Magin oberwał. Aż mi go szkoda. Ciekawe czy siły ciemności znowu zaatakowały... czy przyczyna była bardziej prozaiczna xD
    cholibka... nie spodziewałam się śmierci ojca tak szybko... dziwne ze fay nie mogł czegos utkac by choc przedłużyc maginowi zycie o kilka chwil... takie to smutne... aczkolwiek jakoś za szybko to minęło, mam na myśli cała ta sytuacja na linii ojciec-syn była taka szybka i bez szczególnego znaczenia :O takie odniosłam wrażenie. ot, po prostu umarł. Chyba to przez to, że magin nie darzy ludzi zbyt dużą estymą i śmierć ojca w jego sercu/umysle przeszła bez echa i większego smutku/znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) W jednym z wcześniejszych rozdziałów wspomniałam, że ludzie urządzili w mieście wielką imprezę po tym, jak Fay się odnalazł.. nie było sensu opisywać tego, co się działo dzień po dniu. No ok, w zasadzie wiedziałam, że trochę ciężko będzie się zorientować, ale zaraz wyjaśniłam, że minęło kilka dni :D Przez ten czas Fay się aklimatyzował, nic więcej - poznawał życie na dworze i nowe obowiązki, a także zręcznie zwiewał, kiedy nikt go nie pilnował xD
      No ok, po prostu chciałam pozbyć się ojczulka... cóż zrobić :D

      Usuń
  2. Witam,
    bardzo wzruszający rozdział, na to wygląda, że Fayen będzie musiał uważać na te cienie są bardzo niebezpieczne... no jakoś tak mi smutno, ledwo co poznał swojego ojca, prawdziwego ojca tak bliżej a ten już odszedł...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń