środa, 17 grudnia 2014

[11] Luina

Kiedy moje ciało zapadało w sen, nie traciłem kontroli nad utrzymaniem porządku magicznego. Wręcz przeciwnie. Dopiero w momencie, kiedy pogrążałem się w głębokim letargu, do głosu mogła dojść moja dusza – tak przynajmniej nazywałem posiadany przeze mnie zmysł kontroli nad całą magią obecną na świecie. Gdy byłem świadomy, podporządkowywałem tę umiejętność sobie i swoim pragnieniom. Role się odwracały, kiedy moje ciało stawało się bezbronne.
Oczywiście, zmysł ten miał mi służyć, a nie przejmować nade mną kontrolę.
Tym razem jednak, dla mojego własnego bezpieczeństwa, moja dusza postanowiła zamanifestować swą obecność silniej, niż robiło to moje ciało w materialnym świecie. W chwili, gdy do tego doszło, poczułem dość bolesne szarpnięcie, jakby ktoś wyrywał coś ze środka mojego ciała. Uczucie to trwało jedynie przez ułamek sekundy, aczkolwiek nieprzyjemne uczucie pozostało ze mną na dłużej.
Wtedy też otworzyłem oczy.
Oczywiście wciąż spałem. Moje materialne ciało znajdowało się gdzieś w realnym świecie, zapewne bezpiecznie przeniesione do pałacu. Wiedziałem, że swoją niespodziewaną utratą przytomności musiałem wszystkich przestraszyć, a zwłaszcza matkę i Noela, ale poza tym nic mi nie było. To tylko krótka utrata świadomości na skutek silnego wstrząsu emocjonalnego...
Wiedziałem, dlaczego straciłem świadomość, ale nadal nie do końca rozumiałem, co wywołało we mnie tak silne emocje. Ostatnie bowiem, co zapadło mi w pamięć, to... zielone oczy Yuan. Te zielone, kocie oczy... Tak, coś we mnie poruszyły. Wspomnienie. Obraz.
Dziewczyna w moich snach...
Świata ze snu nie można było pomylić ze światem realnym. Wszystko w nim pokrywała jakby oleista zasłona, która jednak nie przeszkadzała w rozpoznawaniu kształtów przedmiotów. Wszystko wokół było niemal bezbarwne, ale wyraźne.
Znajdowałem się w pałacowej sypialni. Gdy tylko otworzyłem oczy, powitały mnie znajome już sprzęty, choć w kolorze sepii, przeplatane czarnymi, oleistymi wstęgami.
Załamania przestrzenne. Nigdy dotąd ich nie widziałem, ale kiedy tylko spoczęły na nich moje oczy, od razu wiedziałem, czym są. W świecie ze snu nie było miejsca na rzeczy materialne – nie zostały przyniesione tu siłą mojej woli – to przestrzeń załamywała się, posłuszna rozkazowi mojej świadomości.
Nie rozglądałem się dłużej niż sekundę, ale cała wiedza o świecie, w którym się znalazłem, natychmiast ułożyła się w mojej głowie. Z jakiegoś powodu nawet mnie to nie zdziwiło.
Zdziwił mnie za to widok dziewczyny siedzącej na łóżku, w którym leżałem. Moje zaskoczenie mogło wynikać z faktu, że nie zauważyłem jej od razu, choć siedziała tak blisko mnie. Zaraz też uspokoiłem się, uznając jej obecność za coś naturalnego w tym sennym świecie.
Oleiste załamania przestrzeni zafalowały delikatnie, dając mi tym samym do zrozumienia, że nieznajoma jeszcze chwilę temu rzeczywiście nie była jeszcze obecna w moim śnie, dlatego też mój wzrok natychmiast na niej nie spoczął. Przyczyny takiego stanu rzeczy mogły być różne, ale najbardziej prawdopodobną z nich mogła być zwykła próba przyzwyczajenia mnie do sytuacji, w jakiej się znalazłem.
Czyli ten świat musiała kontrolować istota rozumna. Mogłem to być ja, ale nie byłem pewien. W końcu dopiero przed chwilą otrzymałem informacje o tym, jak świat w moim śnie został skonstruowany. Bez tej wiedzy nie mogłem go wcześniej stworzyć – chyba, że zrobiła to moja podświadomość, która potrafiła mnie niejednokrotnie zaskakiwać.
Uniosłem się więc na łokciu, odsuwając na dalszy plan – tymczasowo – pytanie o to, kto kieruje tym światem i czy jestem w nim bezpieczny, jeśli to nie ja byłem jego konstruktorem. Skoro jednak na pierwszy rzut oka moje otoczenie wydawało się nie stanowić dla mnie zagrożenia, postanowiłem dowiedzieć się, czego chciała ode mnie nieznajoma dziewczyna.
Byłem ciekaw, kim była. Manifestacją mojej podświadomości, która chciała w ten sposób coś mi przekazać? Zdziwiłbym się, gdyby to akurat okazało się prawdą, ponieważ moja podświadomość ostatnimi czasy często dochodziła do głosu – i nie potrzebowała do tego celu budzić mnie we śnie. Jej szept zazwyczaj wiązał się z bólem głosy albo uczuciem lekkiego oszołomienia, gdy potrzebna mi wiedza strumieniem napływała do mojego umysłu.
Usiadłem więc, przygotowując się do rozmowy.
- Kim jesteś? – zapytałem, szczerze zaciekawiony.
Dziewczyna była piękna. Miała ciemnozłotą skórę, zielone oczy okolone czarnymi niczym heban rzęsami i takiegoż samego koloru włosy, opadające na jej ramiona i plecy. Były proste i lśniące, przypominały najpiękniejszy jedwab. Na sobie miała jedynie sukienkę w kolorze bladej zieleni, która delikatnie zaznaczała jej kobiece kształty. Kusiła, ale w dość niewinny sposób.
Wiedziałem, że tej dziewczyny nigdy nie spotkałem na swojej drodze. Wiedziałem, ponieważ kogoś posiadającego taką urodę z łatwością bym zapamiętał.
Dziewczyna niedbałym gestem odrzuciła do tyłu partię włosów, które opadły na jej prawe ramię.
- Nazywałam się Luina.
Oczywiście zauważyłem, że użyła czasu przeszłego. I że nagle zmrużyła oczy, patrząc na mnie.
- Miałeś nosić królewskie imię, Maginie. Miałeś nosić imię Luain.
Luain... czyli ,,Przeznaczony”.
- Czy to ma teraz znaczenie? – zapytałem, wzruszając ramionami. – Imionom nadaje się znaczenie, ale przecież to nie one decydują o tym, jakim stajesz się człowiekiem.
Luina zmarszczyła nos.
- Ta prawda dotyczy zwykłych ludzi, Maginie. Oni stają się tym, kim zechcą. Ty jesteś Maginem. Poddajesz się przeznaczeniu. Twoje imię do niego należy.
- Może. Ale to siła przeznaczenia wyniosła mnie w noc moich narodzin z pałacu, czyż nie?
Dziewczyna zdecydowanie pokręciła głową.
- Nie, Maginie. Przeznaczenie nie pozwoliło ci zginąć, ale to nie ono wyrwało cię z ramion twoich rodziców. To prawda, że sprawy przybrały lepszy obrót, niż było to sądzone... Ale utraciłeś swoje imię.
Teraz to ja zmarszczyłem brwi.
- Czy moje imię naprawdę jest takie ważne?
Dziewczyna zatoczyła ręką dookoła, jakby prosiła, bym się rozejrzał. Zrobiłem to już jednak wcześniej, więc nie podążyłem wzrokiem za ruchem jej ramienia.
- Gdybyś rzeczywiście był tym, kim powinieneś się stać, mógłbyś tworzyć całe światy. Nawet świat ukryty w cieniu nie byłby dla ciebie zagadką. Byłbyś zdolny przejrzeć każdą magię.
- Nawet magię cienia? – zapytałem zdumiony. – Przecież tego nikt nie potrafi!
Dziewczyna oparła dłoń na łóżku i pochyliła się w moją stronę. Nie uszedł mojej uwagi fakt, że jej sukienka rozchyliła się przy dekolcie, odsłaniając spory kawałek jej ciała... na które, w żadnym razie, nie powinienem patrzeć, więc utrzymałem wzrok na linii wzroku Luiny.
- Ja potrafiłam, Maginie.
Gdy tylko wybrzmiały te słowa, wiedziałem, że dziewczyna nie skłamała. Nie rozumiałem tylko, jak było to możliwe – magia cieni była zagadką nawet dla najpotężniejszych Maginów, dlatego też tak jej się obawiano. Nasze oczy nie mogły odkryć nici, które tkał cień, a to przecież nićmi się posługiwaliśmy przy kontrolowaniu przepływu magii. Nawet, gdybyśmy potrafili czerpać magię z cienia, nie mielibyśmy pojęcia, jak łączyć nici. Posługiwanie się czymś, o czym wiedzieliśmy tylko tyle, że istnieje, było niczym igranie z ogniem.
Luina jednak... mówiła prawdę.
- Więc dlatego tu jesteś? Dlatego mnie wezwałaś?
Dziewczyna uśmiechnęła się i pokręciła głową.
- Och, nie! Maginie, do czego przydałaby ci się wiedza o tym, jak pleść zaklęcia z cienistych nici, kiedy ich nie widzisz? Utraciłeś imię i swoje przeznaczenie. Mimo wszystko, wyrosłeś na potężnego władcę, może nawet potężniejszego, niż było ci sądzone. Wzrastałeś na łonie natury, pochłaniając magię w naturalnej postaci. Może jeszcze nie wszystko stracone.... ale magii cieni nie poznasz.
Może jej słowa powinny mnie zaniepokoić lub zasmucić, ale nic takiego się nie stało. Nie potrafiłem żałować czegoś, czego nigdy nie było mi dane poznać. Byłem jednakże ciekaw, dlaczego Luina posiadła wiedzę o magii cieni. Dlaczego akurat ona?
- Nie rozumiem. Jeśli nie chcesz nauczyć mnie posługiwania się jedyną magią, której natury nie zrozumiałem, dlaczego tutaj jesteś? I jak? Powiedziałaś, że nazywałaś się Luina, co sugeruje, że już nie nosisz tego imienia.
Dziewczyna ponownie odrzuciła włosy na plecy, równocześnie odsuwając się ode mnie.
- Tak, moje imię należy już do przeszłości. Przeżyłam swoje życie najlepiej, jak potrafiłam... Czas jednak zawsze pozostaje w cieniu, niewidoczny dla ludzkich oczu, odczuwalny jednak dla naszych ciał. I mnie nie oszczędził, choć widziałam jego ścieżki... – Tu spojrzała na mnie wymownie. – Niebezpiecznie jest podążać różnymi ścieżkami.
Tak, miała rację. Dlatego nigdy nie narodził się ani Magin, ani czarownik mogący posłużyć się magią czasu. Jej nici istniały, zawsze gdzieś na krańcu mojego pola istnienia, ale nigdy, przenigdy bym po nią nie sięgnął. Istniało zbyt wielkie ryzyko związane z mieszaniem wydarzeń nie tylko w czasie przeszłym, ale i przyszłym. Kto wie, jakie konsekwencje mogła mieć zmiana kierunku jednej, nawet najmniejszej nici?
- Skorzystałam z magii czasu tylko raz – przyznała Luina, spuszczając nieco wzrok. – Tylko dlatego, że wszystkie nici... Maginie, zobaczyłam, że nici się urywają. Już niedługo.
Poruszyłem się niespokojnie.
- Co masz na myśli?
Luina spojrzała mi w oczy.
- Przyszłam cię ostrzec. Twoje przeznaczenie... Maginie, jeśli nie wypełnisz swojego przeznaczenia, nie będzie dla was przyszłości. Dla nikogo.
- Mojego... przeznaczenia? – powtórzyłem, nie do końca rozumiejąc, co Luina miała na myśli. Nikt mnie nigdy nie uświadomił w tym, że mam do spełnienia jakąś rolę, oczywiście oprócz utrzymywania porządku na świecie, równowagi pomiędzy cięższą i lżejszą stroną magii.
- Nici czasu się zmieniły. Miałeś wzrastać w pałacu jako królewski potomek, uwielbiany nie tylko przez swoich rodziców, ale także przez tłum twoich poddanych. Miałeś wszystkiego się nauczyć od twojego ojca, sprawującego urząd Magina. On wyjaśniłby ci... Twoje sny, Faylein, są ostrzeżeniem.
Podskoczyłem, kompletnie zaskoczony. Nie spodziewałem się, że dziewczyna będzie wiedziała o nawiedzających mnie snach, ale zaskoczyło mnie też użycie przez Luinę mojego imienia. Od początku rozmowy, którą prowadziliśmy w tym świecie snu, nie wypowiedziała go ani razu – nie prosiła też, bym się przedstawił, a ja nie czułem takiej potrzeby.
Moje imię w jej ustach zabrzmiało co najmniej... dziwnie.
Dziewczyna splotła dłonie, po czym położyła je na kolanach. Siedziała teraz odwrócona do mnie bokiem.
- Maginie, podróżowałam przez wiele, wiele lat na jednej nici czasu, by nie dopuścić do zbliżającej się katastrofy. Byłam świadkiem własnej śmierci, a także narodzin wielu Maginów. Proszę, wysłuchaj mnie.
Kiwnąłem głową.
- W chwili, kiedy wykradziono cię z pałacu, nici czasu się rozeszły. Nastąpiła kalkulacja twoich szans na przeżycie. Czułam, jak siła przeznaczenia próbuje na nowo spleść ścieżki czasu, ale nastąpiło zbyt dużo zmiennych. Priorytetem stało się utrzymanie cię przy życiu. Nici czasu... rozeszły się całkowicie, zanim splotły nową ścieżkę przyszłości. Ścieżkę, która niedługo się zakończy.
- Ale... dlaczego? Luino, nie mogłaś ostrzec mojego ojca? Wtedy nigdy nie wykradziono by mnie z pałacu! Mogłaś go ostrzec tak, jak mnie w tej chwili!
Dziewczyna westchnęła.
- Może, ale nastąpiło zbyt wiele zmiennych. Bezpieczniej było pozwolić na to, by spełniło się twoje przeznaczenie. Może moim przeznaczeniem było poznanie magii cienia i czasu, by cię ostrzec? Niczego nie mogę być pewna, ale to wydaje mi się właściwe.
Westchnąłem.
- No dobrze. W porządku. Znasz więc przyczynę, dla której obecna ścieżka czasu się kończy?
- Tak.
- I z tego powodu nastąpiła ta długa, poprzedzająca sedno sprawy przemowa? – upewniłem się, nie ukrywając lekkiej ironii pobrzmiewającej w moim głosie.
Luina uśmiechnęła się nieznacznie.
- Musiałeś mnie wysłuchać, by mi zaufać. Myślę, że teraz nie uznasz mnie za wariatkę... albo przejaw marzenia sennego, ulotnego niczym wiatr. Kto ufa sennym marzeniom?
No, cóż, jeśli tak stawiała sprawę...
- Faylein, nie jesteś zbytnio... zainteresowany dziewczynami, prawda? Nawet tymi ze swojego otoczenia...
Drgnąłem. Do czego zmierzała teraz?
- Cóż, wybrałam się w drogę przez stulecia jako młoda dziewczyna z pewnego powodu... Niestety,  moje obawy się potwierdziły. Ani razu nie spojrzałeś na mnie w sposób, w jaki mężczyźni zwykle reagowali na moją obecność w ich pobliżu.
- Co masz na myśli? – zapytałem, marszcząc brwi.
Luina westchnęła.
- Mam na myśli to, że nie jesteś w stanie spłodzić dziedzica.
Aż otworzyłem usta ze zdumienia – a to nie zdarzało mi się często. Właściwie nie pamiętałem, by coś takiego kiedykolwiek mi się zdarzyło.
Przez chwilę siedzieliśmy w całkowitym milczeniu. Ja przetrawiałem słowa Luiny, podczas gdy ona wpatrywała się we mnie uważnie, czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony... ale byłem zbyt oszołomiony, by coś powiedzieć.
Cisza stawała się krępująca. Któreś z nas musiało ją przerwać, bo w tej przestrzeni sennej byliśmy tylko we dwójkę.
- Faylein... – Luina, odchrząknąwszy, zdecydowała się kontynuować. – Wiem, że moje słowa mogą wydać ci się absurdalne. Możesz wyśmiać mnie za to, że pokonałam barierę czasu tylko po to, by wtrącać się w twoje sprawy sercowe... Ale jesteś Maginem. Jeśli umrzesz bezpotomnie...
- Świat się skończy, rozumiem – wymamrotałem, nie mając pojęcia, gdzie oczy podziać.
Moja towarzyszka poprawiła sukienkę, wygładzając niepotrzebne zmarszczki na tkaninie.
- Twoje ciało pochłonęło zbyt wiele magii. Jesteś potężny i zbierasz potężnych sojuszników, ale w zamian twoje ciało stało się obojętne na wiele... czynników. Chronisz świat, ale nie ludzi. Masz rodzinę, ale nie do końca rozumiesz, jakie ma ona znaczenie w życiu każdego człowieka. Widzisz cały obraz, ale nie potrafisz dostrzec detali. Jesteś równie obojętny na los zwykłych ludzi, co sama matka natura, która żyje własnym życiem, niezależnie od kaprysów zwykłego człowieka.
Przełknąłem głośno ślinę. W słowach Luiny słyszałem prawdę.
Tak, byłem przyjacielem natury. Tak, chciałem chronić ludzi... ale był to w zasadzie efekt uboczny potrzeby chronienia świata przed jego zniszczeniem. Może w głębi serca wiedziałem, że jedno nie równa się drugiemu, ale tylko tak potrafiłem żyć.
- Twoje sny – podjęła po krótkiej chwili dziewczyna – są ostrzeżeniem. I przypomnieniem. Magina zrodziła Ziemia, ale zrodziła go jako człowieka. Miał zapoczątkować nową erę dla ludzi. Nowe, wspaniałe królestwo. Miał stać się dla nich opiekunem. W każdym pokoleniu rodziła się także przeznaczona mu towarzyszka...
- Ale moje przeznaczenie zostało zmienione – dokończyłem, rozumiejąc już, dokąd zmierza nasza rozmowa.
- Tak. Ty wracasz do korzeni, Faylein. Dążysz do zespolenia z Ziemią. Czym więcej magii pobierasz, im więcej zaczynasz rozumieć, tym wyraźniej słyszysz jej szept. A im wyraźniej dociera do ciebie głos Matki, tym mniej człowieczeństwa w tobie zostaje. Już odciąłeś się od ludzi, czyż nie? Od twojego przybranego ojca, od siostry, nawet od twojej matki. Pochlebstwa z ust dziewczyn łechtają twoje ego, ale nie pragniesz żadnej z nich. A Noel...
- Jest moim przyjacielem! – sprzeciwiłem się od razu, choć jeszcze nie usłyszałem zarzutów.
Luina pokręciła głową.
- Jest twoim narzędziem. Pragniesz go. Jego siły. Jego połączenia ze światem magii. Jest zabawką w twoich rękach.
- Nie! – krzyknąłem, po czym zerwałem się na równe nogi, wyskakując z łóżka. Moje stopy zanurzyły się w czymś miękkim... i wilgotnym. Kiedy spojrzałem w dół, zobaczyłem falujące wstęgi zakrzywień przestrzennych.
- Ależ tak, Maginie. Czy jeszcze tego nie zauważyłeś? Ty chcesz zniszczyć ten świat. Chcesz, by pochłonęła go magia. Pozbyłeś się ludzkich pragnień... i zostały ci tylko marzenia o nieskończenie pięknym świecie wypełnionym przez magię. Świecie, w którym nie będzie miejsca dla zwykłych ludzi.
Moje suche wargi zdążyły jeszcze wyszeptać ,,nie”, zanim zapadłem się w jedną ze szczelin, wypełnionej oleistą ciemnością i ostrym, nieznośnym zapachem wilgoci.

7 komentarzy:

  1. oooO! sam tytuł mi się podoba! i jeszcze dotego nowy szablon i nagłówek! żyć nie umierać! *w*
    ojej... co się dzieje?! To brzmi nawet logicznie, w końcu Magin też musi odpoczywać xD
    wow! rozumiem Noela, że zauważył utratę przytomności Faya, w końccu są połączeni, ale matka? co ona nad nim czuwa 24/7 ze to zauważyła? ale jak spał, to gdy utracił przytomność też wyglądał podobnie... więc jak zauwazyła? macierzyński instynkt? ;O
    No i ta dziewczyna... dobrze, że Yuan a nie Gaya :P
    hm... czyżby Natura siedziała na łóżku obok Faya?;O
    WTH?!
    BTW, skąd Ty bierzesz te imiona? :o
    WOOOOW! Magin - dziewczyna? :O Czyli gdyby dostał po niej imię, zyskałby jej zdolności? :O
    Może jego syn pozna magię cieni, jak tylko go nazwie tym imieniem? xD
    a moze uda mu się jakoś odzyskać jego imię?
    OMG! więc magin jest swoim wrogiem. No świetnie! Jeszcze się okaze, że podswiadomie rzadzi ludzmi cienia. no, no! ale skoro teraz już wie co i jak, czy to coś zmienia? Czy on sie zmieni i zamknie na nature? Czy bardziej zbliży się do ludzi? Chyba musiałby się zamknąć w pałacu i nie wyściubiać z niego nosa.... kiedyś coś pisano, że magini są coraz słabsi, bo nie mają kontaktu z naturą, gdyż kryją się w murach pałacu. Heh... może i Faya to jakoś osłabi? tyle pytań... a tak mało perspektyw na odpowiedź ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować :) Nie podoba mi się ta czerń, ale tylko czarny pasował ;p Zresztą, nie bardzo chce mi się bawić w zmienianie kolorów itd... Ważne, by tekst był widoczny ;p
      Ba, Magin też musi spać :D
      Tak, ale jak go zanieśli do pałacu, to oczywiście jego matka również się o tym dowiedziała... i siedzi przy jego łóżku :) Już raz straciła syna... nie można jej winić za to, że się niepokoi, a czasem nawet wpada w histerię ^^
      Kichać na Gaiyę, ona jest w tym opie tylko po to, by irytować głównego bohatera :D
      Imiona biorę z głowy :D
      Nie... Luina nie była Maginem :) Widzisz, zapomniałam umieścić tę informację, ale była żoną Magina - chyba już wcześniej wspomniałam, że Magini wybierają tylko obdarzone darem magicznym kobiety na towarzyszki. Luina była obdarzona niezwykłym darem, z którego korzystała bardzo ostrożnie ^^ Może uda mi się jeszcze o niej wspomnieć, żeby wszystko wyjaśnić :)
      Ty się nie martw, wszystko się wyjaśni... na końcu :D
      Oczywiście, że będzie próbował się zmieniać - ale czy mu wyjdzie? Był powód, dla którego Magini tracili moc... a Fay się wypiął na ten powód (cóż, nie do końca był to jego własny wybór...) i wszystko skomplikował :D

      Usuń
    2. No patrz, jakoś nie zakonotowałam, że coś robił gdy utracił przytomność. Wręcz zrozumiałam, że on spał :O
      haha a teraz zastanawiam się czy luina będzie z przyszłości czy przeszłości, skoro podróżowała czasem. a może... hahahaha! bedzie jego żona? mwahahhaha!
      Pewnie że był powód. Tylko potem trochę przesadzili bo stracili tę moc;/ ciekawe czy można to zrównoważyc. oddać nieco mocy (życie w pałacu) a jednak ją mieć (życie w naturze). harmonia i równowaga.

      Usuń
    3. No... tak, był z Noelem i trenował szermierkę - ale dziewczyny go rozpraszały i w końcu zrezygnował ^^ Daleko uciec mu się nie udało, bo zemdlał :D Hm, chyba za długa przerwa między rozdziałami była hihi :)
      Luina z przyszłości... To by było coś :D
      Hm... w zasadzie nie myślałam nad zrównoważeniem sił Magina - raczej skłaniam się ku radykalnemu rozwiązaniu :D Albo w jedną, albo w drugą stronę - bez kompromisów:)

      Usuń
  2. Witam,
    uff w końcu udało mi się nadrobić zaległości.. bardzo mnie cieszy, że wracasz też do tych starszych opowiadań..
    a co do tego rozdziału fantastyczny, czegoś takiego to się nie spodziewałam, czy Fay się zmieni, otworzy się na ludzi...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    droga autorko, tak zdaję sobie sprawę, że są ważniejsze sprawy, jednak, jednak... bardzo tęsknię za opowiadaniami, wystarczyłaby chociaż jakaś informacja, żebym wiedziała, że żyjesz....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, przepraszam, nie mam weny twórczej i rozpraszały mnie inne sprawy :)

      Usuń