piątek, 2 października 2015

[14] Naran

Jechałem sobie spokojnie leśnym traktem, w otoczeniu kilku strażników i Yuan, ślącej wszystkim uspokajające uśmiechy, gdy padało pytanie o to, czy trzeba już robić odpoczynek czy jeszcze nie, aż tu nagle z lasu, zza drzew, z dzikim wrzaskiem wyskoczył nam na drogę jakiś dzikus, którego wszyscy - oprócz mnie - się przestraszyli. Ja zdążyłem jedynie unieść ze zdumienia brew, podczas gdy członkowie przydzielonej mi eskorty postanowili poważnie potraktować swoje obowiązki i przygotować się do szturmu na osobę młodzieńca, który stanął przed nami na drodze. Widoczna w ich oczach żądza chwały prawie przeszkodziła mi w ratowaniu ich życia. Prawie. 
Na szczęście, kiedy było trzeba, potrafiłem wykazać się nieprzeciętnym refleksem.
- Stójcie! - rozkazałem, podnosząc dłoń. Wiedziałem oczywiście, że między wydaniem rozkazu a jego usłyszeniem przez moich strażników nastąpi zbyt długa przerwa, toteż pozwoliłem sobie na małe czary-mary, tkając kilka nici z cząstek powietrza, które powstrzymały uniesione w górę ramiona, uzbrojone w różnego rodzaju żelastwo. 
Nieznajomy wyglądał młodo, musiał mieć nie więcej niż 20 lat. Ubrany był w przykrótkie, czarne spodnie, nieco już postrzępione oraz jasnozieloną koszulkę, która jeszcze trzymała się w całości. Na jego kostkach i nadgarstkach zauważyłem splecione z różnych naturalnych włókien bransolety, a sandały na jego stopach wyglądały tak, jakby zostały zrobione ze ściółki leśnej. Twarz miał całkiem sympatyczną, a zielone oczy i rozczochrane blond włosy nadawały mu wdzięk łobuza. 
Zeskoczyłem z konia, co spotkało się z okrzykami dezaprobaty ze strony moich strażników, ale tylko uniosłem dłoń, chcąc powstrzymać wszelkie protesty. 
- Witam szanownych podróżników - zaczął nieznajomy, a jego twarz rozjaśnił uśmiech. - Odbywacie przyjemną podróż? 
Zbliżyłem się do niego i wyciągnąłem dłoń w geście powitania. 
- Witaj, Naranie. Jak zwykle robisz o wiele za dużo hałasu - powiedziałem. Znowu skądś wziąłem potrzebną mi w tej chwili wiedzę, informacje w jednej chwili napłynęły do mojej głowy. - Kiedyś napytasz sobie biedy. 
- Panie, znasz tego człowieka? - zapytał któryś ze strażników. 
Odwróciłem się do nich. Patrząc na ich nieufne, nieco zbyt mało inteligentne twarze, pomyślałem sobie, że bardzo chciałbym mieć w tym momencie przy sobie Noela, który w lot zrozumiałby sytuację. Oczywiście byłoby to możliwe dlatego, że wiele mu wyjaśniłem na temat moich zdolności i nagłego nabywania nowej wiedzy praktycznie z powietrza, ale i tak byłem nieco zawiedziony. Eskorta Magina okazała się zaskakująco mało pojętna. 
Tylko Yuan spoglądała z zaciekawieniem na nieznajomego, przyjmując całą tę dziwną sytuację z zadziwiającym spokojem. Hm. Może nie była rodzoną siostrą Noela, ale widać przejęła od niego pewne cechy charakteru. Pewnie z obserwacji. Bardzo mnie to cieszyło. 
- To strażnik lasu, Naran. 
Mężczyźni na koniach poruszyli się niespokojnie, nie do końca pojmując sens moich słów. Kiedy powiedziałem, że jest strażnikiem, w ich umysłach pojawił się obraz człowieka, który zajmował się lasem w sensie fizycznym: wyznaczał bezpieczne ścieążki,  miejsca na ścinkę drzew i pilnował, by ludzie nie wchodzili na terytorium zwierząt, właściwie te tereny oznaczając. 
- Nie, nie - natychmiast powstrzymałem tok ich myśli, kręcąc głową. - Naran jest tak jakby jego zbiorową inteligencją. Mówiąc prościej, w ogóle nie jest człowiekiem. Przybrał taką formę, ale ogólnie jest tylko splotem nici kilku żywiołów. 
- Hej! - zaoponował chłopak. - Rozbieranie mnie z mojej powłoki cielesnej na oczach tych wszystkich ludzi jest bardzo niegrzeczne, Maginie. 
- Przepraszam, ale inaczej nie mogę im tego wytłumaczyć. A jeśli nie zrozumieją, pewnie rzucą się na ciebie z jakimś nieprzyjemnym orężem i zginą, nadziewając się na jakąś zdradliwą, wystającą gałąź albo zaplątując się w przypadkowo zwisające pnącze. Nie zaprzeczaj, zrobiłbyś to i jeszcze więcej bez wahania. 
- Przestań robić ze mnie nieczułego potwora, Maginie. Chociaż nim rzeczywiście jestem. Czasem. W każdym razie zawsze, kiedy ludzie próbują dźgać mnie tymi swoimi śmiesznymi nożykami.
- Bo wyskakujesz zza drzew z tym dzikim okrzykiem jak pospolity bandyta - usprawiedliwiłem tych wszystkich nieszczęśników, którzy natknęli się wcześniej na Narana i uznali go za zagrożenie. Niech spoczywają w pokoju. 
- Tylko kiedy próbuję zwrócić na siebie uwagę. A czasem muszę. 
Co racja, to racja. Chociaż nigdy nie słyszałem o wyskakującym zza drzew... Och. Pewnie żaden podróżnik nie żył po spotaniu Narana na tyle długo, by przekazać tę historię dalej. 
Rzeczywiście, nieszczęśni głupcy.
- Mówisz, że specjalnie się pokazałeś? Żeby mnie przywitać czy jednak jest jakiś inny, o wiele ważniejszy powód? O strażników nie potykam się codziennie na swojej drodze, więc przypuszczam, że nie kierowała tobą jedynie uprzejmość. 
Naran uśmiechnął się, a ja musiałem w duchu przyznać, że uśmiech ma po prostu zniewalający. Mógłby podróżnikom zachodzić drogę z tym uśmiechem, a od razu padliby mu do stóp, tymczasem on wolał zachowywać się jak wariat. 
- Może najpierw przedstawisz mi swoich towarzyszy podróży? Mam wrażenie, że czują się nieco wykluczeni. 
Zgodziłem się, choć z lekkim westchnieniem irytacji. Chciałem przed zmrokiem znaleźć się w jakiejś miłej gospodzie, zamówić sycącą kolację i położyć się w ciepłym łóżku. Nie bałem się podróżować w ciemności, ale wieczorami robiło się naprawdę chłodno i nie chciałem, by moi towarzysze nabawili się jakiegoś nieprzyjemnego choróbska. Oczywiście moi strażnicy byli zahartowani, ale Yuan? Jasne, wielokrotnie ruszała w drogę z bratem, odległość między Nilvelinem a stolicą była naprawdę spora, ale mimo wszystko była kobietą i ciężej znosiła trudy długiej podróży. Po całodziennym siedzeniu w siodle i wdychaniu unoszącego się spod końskich kopyt pyłu, na pewno silniej odczuwała potrzebę odświeżenia się. 
Po wymianie uprzejmości moi strażnicy odjechali nieco na stronę, choć nadal czuli się nieco nieswojo. Yuan zeskoczyła z konia i usiadła na zwalonym pniu drzewa, upatrując w tej krótkiej przerwie szansę na rozprostowanie nóg. Jej koń zaczął spokojnie przeżuwać świeżą trawę. 
Możliwe, że nie oddaliła się za bardzo, by nadal mieć na mnie oko. Noel pewnie dał jej jakieś instrukcje, czego oczywiście byłem świadom od samego początku, ale widok dziewczyny, która próbowała tak dyskretnie zamaskować swoje zamiary za otoczką spokoju i odprężenia, był naprawdę uroczy.
- O co chodzi? - zapytałem w końcu.
- Po pierwsze, chciałbym się z wami zabrać. O, nie martwcie się o konia, potrafię biegać szybko niczym wiatr.
- W to nie wątpię. Nawet przez sekundę nie pomyślałem o jakimś koniu dla ciebie. 
Naran zupełnie nie przejął się jawną drwiną w moim głosie. Chyba postanowił być w tym przypadku ignorantem, co tylko wyszło mu na zdrowie.
- Po drugie, czuję, że będziesz mnie potrzebował. To znaczy, znajdziesz jakąś osobę, która sporo osięgnie, jeśli się ze mną zwiąże. 
- Następny czarownik? Ale nie mówisz chyba o Leto... 
- To imię nie wywołuje we mnie żadnej reakcji, więc chyba nie. Zmierzacie teraz do Vardan? 
- Będziemy przejeżdżać i ewentualnie liczymy na nocleg. 
- Może być ciężko. W Vardan ostatnio wybuchł sąsiedzki konflikt, jeden podpalił zbiory drugiego, a ten odpłacił mu się z nawiązką. Gdybym nie poprosił Hali o pomoc, pożar sięgnąłby lasu. 
- Hali to strażniczka wody, prawda? On też jest... zmaterializowana? 
- O, nie, jest na to zbyt nieśmiała. Powinieneś to przecież wiedzieć, Maginie. W każdym razie w Vardan panuje naprawdę ponury nastrój, jeden rolnik oskarża drugiego o najgorsze rzeczy. Spokoju tam nie odnajdziesz, w gospodzie pewnie przyjmą cię z pewną rezerwą i za nocleg policzą ci podwójnie. 
- A jeśli dowiedzą się, że jestem Maginem? - zapytałem, naiwnie sądząc, że moja twarz jeszcze nie jest rozpoznawalna we wszystkich zakątkach królestwa. W tym samym momencie pomyślałem, że chyba powinienem zabierać ze sobą jakieś przebranie, jeśli nie chciałem z jakiegoś powodu być rozpoznawalny. 
Musiałem to sobie zapamiętać na przyszłość. Czasem anonimość się przydawała. 
- O, nie myśl, że to ich poruszy. Jasne, będą chcieli cię wykorzystać, ty oczywiście się zgodzisz i odwrócisz skutki pożaru, a potem ludzie znowu będą mierzyć, czyje zboże rośnie wyżej i będzie awantura. Nie, najpierw powinni wyciągnąć z tego jakąś naukę. A ziemią się nie przejmuj, za rok będzie żyźniejsza. 
- Ale nie możemy nocować pod gołym niebem! - zaoponowałem. - Znaczy, my dwoje możemy, ale co z resztą...? 
- Maginie... - Naran wyglądał na nieco zawiedzionego. - Czemu po prostu nie spleciesz kilku nici i nie utkasz dla was wszystkich jakiegoś przyzwoitego domku? 
Mało brakowało, a plasnąłbym się otwartą dłonią w czoło. O wstydzie! Czemu ja o tym nie pomyślałem? Ile czasu i środków bym zaoszczędził!
Musiałem przyznać, że strażnik lasu miał głowę na karku. 

Chatka wyszła mi cudownie. Splotłem ją z młodych, elastycznych gałęzi i pędów, więc wszystkie ściany wyglądały bardzo artystycznie. Do splecionych lamp przy wejściu zagoniłem świetliki, które oczywiście mogły wlatywać i wylatywać według własnej woli, aczkolwiek wciąż aktywne zaklęcie przywoływania sprawiało, że zawsze była ich w środku wystarczająca ilość, by dawały światło. 
Naran opuścił nas na kilka godzin, ale wieczorem znowu nas odnalazł i pochwalił efekt mojej pracy. Przyniósł ze sobą jadalne rośliny i jagody. O polowaniu na króliki oczywiście nie chciał słyszeć, więc wszyscy posililiśmy się suszonym mięsem i zupą przygotowaną z tego, co przyniósł nam strażnik.
Naran odciągnął mnie na stronę, kiedy wszyscy zaspokoiliśmy głód. Moi strażnicy najwidoczniej uznali, że w towarzystwie strażnika będę więcej niż bezpieczny, więc pozwolili mi się z nim oddalić. 
- O co chodzi? - zapytałem z niejakim zdumieniem, bowiem wydawało mi się, że wyczerpaliśmy wcześniej wszystkie najważniejsze tematy. 
  - Nie wiem, czy jesteś już tego świadomy, ale kolejny strażnik został powołany do życia. 
Musiałem przyznać, że wziął mnie z zaskoczenia. Kolejny? Przez wiele pokoleń nie pojawił się ani jeden, a teraz wyrastali niczym grzyby po deszczu? Nie miałem pojęcia, czy działo się to z mojego powodu, czy działały tu zupełnie inne siły. Luina wspomniała, że po tym, jak w noc moich narodzin wykradziono mnie z pałacu, przeznaczenie utkało nową nić, więc było całkiem możliwe, że to właśnie zdarzenie odpowiedzialne było za przebudzenie strażników w takiej ilości. 
Nie potrafiłem nawet powiedzieć, kiedy ostatni raz w historii panowania Maginów jakiś czarownik mógł posiąść moc strażnika żywiołu. A teraz wszyscy moi czarownicy mieli otrzymać strażników? 
Można było z tego wyciągnąć wniosek, że w przyszłości szykowało się coś poważnego. 
- Jeszcze go nie wyczułem - przyznałem po chwili. - Swoją drogą, ciebie też nie wyczułem, póki cię nie zobaczyłem, jako że wszyscy jesteście nierozerwalnie złączeni ze światem natury i odczuwam was po prostu jako jej spójny element. Chyba, że znajdziecie się bardzo blisko mnie, wtedy jestem w stanie was zidentyfikować. 
Naran kiwnął głową, przyznając mi oczywiście rację. On sam strasznie wtapiał się w otoczenie, gdy tak stał w środku lasu. W ogóle nie wyczuwałem jego aury, równie dobrze mógłby udawać jeszcze jedno drzewo w otaczającej nas gęstwinie. To, że jest splotem nici jednego żywiołu obdarzonym inteligencją, zauważałem dopiero, gdy napotykałem jego spojrzenie. 
Hm. Strażnik burzy bardziej się afiszował ze swoją aurą, ale też w każdym miejscu na ziemi jego obecność była obca.
- Wiesz, jaki żywioł reprezentuje? 
- To Ajin, strażnik światła. 
Naprawdę nie wiedziałem, co mam robić z tymi wszystkimi strażnikami. Nawet nie zacząłem werbować czarowników, a już pojawiali się strażnicy! I skąd mogłem mieć pewność, że ci, których wybiorę na moich kompanów, będą w stanie zapanować nad strażnikiem i korzystać z ich mocy? Strażnik łączył wybranego człowieka z żywiołem, którego był uosobieniem, i otwierał przed nim zupełnie nowe możliwości, jeśli chodziło o magię. Nie wszyscy mogli podołać wyzwaniu. 
- I co ja mam z wami wszystkimi zrobić? - zapytałem pół żartem, pół serio. 
- Ogarnąć. Chyba. I znaleźć jakieś zajęcie - odparł Naran w tym samym tonie. 
- Racja. Żebyście mi jakichś głupot nie robili. W takim razie mógłbyś skoczyć do stolicy i sprawdzić, co z Noelem? To znaczy, z moim przyjacielem i czarownikiem. Jedynym. Nie pomylisz się, jak będziesz go szukał. 
Naran uniósł brwi, a potem zasalutował. 
- Tak jest, Maginie! Tylko kto będzie ci pomysły podsuwał...?
- A idź mi! - przegoniłem go, zastanawiając się jednocześnie, od kiedy natura zaczęła tworzyć takich bezczelnych strażników. 
Świat naprawdę musiał się zmieniać.

**
I... drugi rozdział dzisiaj!:D Jestem na fali, więc korzystam!
A tak w ogóle to tego Magina naprawdę chciałabym skończyć. Bo nie mogę się skupić, jak mi po głowie chodzi.  
Naran - inspiracja:-)
 

5 komentarzy:

  1. OMG!
    zabójczy nagłówek!!! wooow!

    o! o! o! nowy bohater!
    god i missed that!
    dzieki za słowniczek po prawej... zpomniałam już, że Yuan to siostra Noela a nie ten rozpieszczony bachor...
    ee no wlasnie... zna tego człowieka?, ;O widac tez jestem mało pojetna, zapomniałam o tej jego umiejętności! ;X
    podoba mi się ten gosć xD zbiorowa inteligencja lasu.... las żyjący własnym życiwm... śmierć przez potknięcie się o gałąź.... dżiniaz!

    hahaha
    naprawdę podoba mi się ten gość xD chociaż akcja jakoś za szybko się posuwa xD
    i magin moze od tak wysłąć nowo poznana istote zeby sprawdzic cio z noelem? i nie mowiac po co? miał złe przeczucie czy tylko chciał sie go pozbyc *ciekawa motywu* za krótkie! :( chlip:( ale dziękuję za nowy rozdział!:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, akcja jakoś tak ruszyła z kopyta, ale ważne, że rozdział jest xD
      Może nie wynika to z tekstu, ale Fay serio się zaniepokoił, kiedy usłyszał, że strażnicy się pojawiają - jeden za drugim. Ma wrażenie, że coś niedobrego się stanie albo już się dzieje, więc wysłał Narana, który nie jest już dla niego kimś obcym, jako że Magin może rozkazywać siłom natury, a nowo poznany bohater, jako strażnik lasu, jest tylko częścią tej siły :D

      Bardzo dziękuję za komentarz, zainspirował mnie! ;3

      Usuń
    2. naoprawde, naprawde, naprawde?! to sie super ciesze!!! i czekam na kolejny w najlbizszym czasie! ;)
      no, dlatego bardziej nie narzekała ze za krótki, tylko kilka razy ;P tak sie cieszyłam, że w koncu jest! po tylu miechach czekania!;)

      Usuń
    3. Ba, tylko że trzy razy już rozpoczynałam rozdział i coś mi nie idzie - chyba znowu się zatnę :X ale to może przez to, że był weekend i ojciec w domu.. wtedy zupełnie nie ma atmosfery do pisania czegokolwiek :(

      Usuń
  2. Witam,
    o tak to było świetne, no i mammy nowego strażnika, a to wyskoczenie z lasu naprawdę było jak by jakiś dzikus ich zaatakował...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń