czwartek, 6 czerwca 2019

[Miejsce Przeklętych] Rozdział 1

Majestatyczny dźwięk świątecznych bębnów rozbrzmiał wraz z ostatnimi promieniami zachodzącego krwawą czerwienią słońca. Zbliżał się coroczny Zmierzch Duchów, czas, w którym granica między światem żywych i zmarłych zacierała się, a my otrzymywaliśmy zaszczyt wzięcia udziału w ceremonii nadania Przewodnika. 
A przynajmniej niektórzy z nas. Młodzi mężczyźni, wyznaczeni wcześniej przez starą niczym świat Bah'bę, zbierali się przy jej świątyni z połyskującego białego kamienia i klękali na wyszywanych złotą nicią i brokatem poduszkach, by otrzymać przywilej posługiwania się magią. W wąskich uliczkach, aż po same krańce portu, unosił się zapach mocnych kadzideł i ziół, które Bah'ba paliła w trakcie przygotowań do ceremonii. 
Ludzie mówili, że rozmawiała z bogami. Z tymi, którzy stworzyli nasz świat i wszystko, co w nim było. Nazywali ją Przewodniczką, nieśmiertelną duszą w materialnym ciele, które trwało mimo lat i pokoleń. Niektórzy szeptali, że była boginią, dobrą i miłosierną, która zdecydowała się zamieszkać wśród nas, by dać nam ochronę w postaci magii. Ja widziałam w niej staruszkę o twarzy bardziej pomarszczonej niż uschnięta śliwka, ale jako dziecko jeszcze nie rozumiałam zbyt wiele. 
Każdego roku, w tę jedną noc, mężczyźni i kobiety otrzymywali od Bah'by dar. Mężczyźni dar magii, kobiety dar śnienia i jasnowidzenia. I każdego roku wiele matek płakało, żegnając swe pociechy, które wyruszały do Białego Miasta, serca naszego świata, siedziby wszystkich magów, potężnych wojowników, którzy chronili nasz świat. 
Tego wieczoru asystowałam w przygotowaniach mojemu starszemu bratu, Ayrenowi, który skończył szesnaście lat i został naznaczony przez Bah'bę, gdy wracał z kolegami z polowania. Był to wielki zaszczyt i Ayren od miesięcy nie mógł doczekać się tego momentu. Matka uszyła mu na tę okazję piękną, białą tunikę z zielonym pasem, a brat sam wykuł i złożył delikatne oiyo, pancerz składający się z misternie wykonanych, małych obręczy. W zależności od stopnia zamożności, wykonywano je z różnych metali - brat wykonał swoje oiyo ze lśniącej stali, która połyskiwała w ostatnich promieniach słońca. Matka upięła jego długie, czarne włosy i wmasowała olejek w jego skronie, kiedy uklęknął przed nią w standardowym rytuale pożegnania z rodziną. 
Drzwi naszego mieszkania uchyliły się i stanął w nich ojciec. Wysoki, barczysty i opalony, wzbudzał w nas szacunek, ale i miłość. Ucieszyłam się na jego widok w pierwszej chwili, ale wyraz jego twarzy szybko sprowadził mnie na ziemię. Matka stojąca obok mnie również się zaniepokoiła, a jej niepokój przeszedł na Ayrena. 
"Reia, będziesz towarzyszyć bratu." Ojciec spojrzał na mnie, ale w spojrzeniu jego ciemnych oczu zabrakło surowości. 
Zobaczyłam w nich smutek. I niepokój. 
Matka poruszyła się niespokojnie obok mnie, a oiyo Ayrena zadźwięczało, gdy odwrócił się w moją stronę. 
"Czy to rozkaz Bah'by?" zapytała matka, kładąc rękę na piersi. 
Ojciec skinął głową. 
"Jest za mała." Stwierdził mój brat, patrząc na mnie z wysoka. 
"Nie wiem, jaki jest zamysł naszej Oświeconej, ale prosiła o nią osobiście. Masz ją wziąć ze sobą, Ayrenie." 
"Ja..." Mój ciemnowłosy brat zawahał się, ale ja już przyskakiwałam do niego, cała w uśmiechach. 
"No to chodźmy!" krzyknęłam, podniecona perspektywą zobaczenia rytuału na własne oczy. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że miał mnie on w jakikolwiek sposób dotyczyć. Takie małe dziewczynki jak ja nie zostawały magami. Nie słyszałam też o przypadku, by osoba postronna miała wziąć udział w ceremonii, ale podobne wiekiem rodzeństwo mogło w nim uczestniczyć.
Ayrena i mnie dzieliło dziesięć lat.  
Ojciec spojrzał na matkę ponad moją głową. Stanęła za mną, gdy wyskoczyłam do przodu. 
"Cóż... jeśli taka jest jej wola..." W głowie matki usłyszałam źle skrywaną niepewność. 
"Ja chcę iść, mamo!" Czasem potrafiłam być uparta. Zresztą, nie mogli zabronić mi iść. 
"Reio..." Ojciec zmarszczył brwi, podchodząc do mnie. Położył wielką, spracowaną dłoń na mojej głowie. "Pójdziesz, bo tak nakazała Bah'ba, ale będziesz musiała wykonywać wszystkie jej polecenia, zrozumiałaś? Może potrzebuje kogoś do pomocy przy ceremonii."
"Ona nigdy..." Matka przerwała w pół zdania. "Cóż, rzeczywiście może o to chodzić, w tym roku jest sporo kandydatów." 
"Obiecuję, że zrobię wszystko, o co mnie poprosi!" Przyrzekłam, z ręką na sercu. 
Ojciec westchnął, po czym położył drugą dłoń na ramieniu mojego brata. 
"Ayrenie, pilnuj jej. Wiesz, że to mała łobuziara." 
"Wcale nie!" Krzyknęłam i wydęłam w proteście usta. 
"Wcale tak!" Odparł mój starszy brat, pokazując mi język. I w nim zostało jeszcze coś z dziecka. 
"Przestańcie, obaj." Ojciec natychmiast nas uciszył. "A ty, Reia, nie rób bratu żadnych kłopotów. On będzie miał inne rzeczy na głowie niż pilnowanie ciebie przez cały czas. Postaraj się nie przynieść nam wstydu, dobrze?" 
"Tak, tato." Chciałam zaprotestować, ale Ayren mocniej ścisnął moją dłoń i skoncentrowałam się na kopnięciu go w odsłoniętą łydkę. Uchylił się zwinnie.
Matka westchnęła ponad moją głową. 
"No, dobrze. Idźcie i nie pozabijajcie się po drodze, proszę." 
"Powodzenia, synu. Mam nadzieję, że okażesz się godny i będziesz pierwszym magiem w naszej rodzinie od dwóch pokoleń."
"Tak, ojcze." 
"Teraz idźcie. Bębny zaczynają cichnąć." 
Uczepiając się ręki brata, wyszłam wraz z nim z naszego rodzinnego domu. Wszystko wokół wydawało się płonąć, czerwień ostatnich promieni słońca zdawała się spływać żywą falą po dachach i ścianach budynków naszego miasta. Nawet kamienie, którymi były wybrukowane uliczki, lśniły w tym blasku i zdawały się o wiele bardziej miękkie niż zazwyczaj. Wyglądały niczym dywan, rozciągający się od samych granic - aż do świątyni Bah'by. 
Stopy niosły mnie lekko, a oiyo mojego brata dźwięczało melodyjnie tuż przy moim uchu, lśniąc bajkowo na jego białej tunice. Wyglądał niczym ognisty rycerz z baśni. Oczywiście, nie powiedziałam mu tego, spodziewając się jakiejś ciętej riposty o tym, jakie ze mnie dziecko. 
Plac przy świątyni okupował tłum młodych ludzi. Zauważyłam też obcych przybyszów, którzy co roku zjeżdżali z Białego Miasta, by zabrać ze sobą wybranych magów. Stali w bogato zdobionych szatach i kapturach, nie rozmawiając nawet między sobą. Jeden z nich spojrzał w naszą stronę i zdawało mi się, że zobaczyłam błysk niebieskich oczu, ale mogło mi się tylko zdawać. Twarze magów skrywał cień.
Inni obecni na placu rozmawiali ze sobą dość swobodnie. Wszyscy znaliśmy się przynajmniej z widzenia - nasze miasteczko nie było zbyt duże. Ayren przywitał się ze swoimi najbliższymi znajomymi - wysokim i potężnym Mierre o krótkich, sztywnych włosach sterczących niczym szczotka na jego głowie oraz smukłym Vane'em, najlepszym młodym myśliwym, który strzelał z łuku niczym młody bóg. A przynajmniej tak mówili. Ayren zawsze dziwnie się uśmiechał, gdy powtarzał te słowa. Zdawało mi się, że drwił. 
W końcu wybrzmiało ostatnie uderzenie bębna, a w jego miejsce rozległo się dźwięczne wołanie dzwonków. Otwarto drzwi świątyni, a na progu pojawiła się Bah'ba. Mała, pomarszczona kobieta, z życzliwym uśmiechem na ustach i niebieskich niczym niebo oczach. 
"Zapraszam, śmiałkowie. Niech przesądzi się wasz los." 
Na chwilę zatrzymała na mnie swoje spojrzenie i kiwnęła głowa, jakby z aprobatą, po czym zniknęła w mroku świątyni. Młodzi ludzie zgromadzeni na placu ruszyli za nią. 
Ayren ścisnął moją dłoń i my również ruszyliśmy za tłumem do środka, do ciemności i krztuszącego zapachu palonych kadzideł. 

4 komentarze:

  1. Witam,
    o matko kochana jak ja się cieszę i to bardzo... ale miałam szczęście, że akurat zajrzałam, bo tak mniej więcej zaglądam co trzy miesiące, czyli styczeń, marzec, czerwiec i tak dalej... kochana abyś długo tutaj z nami była...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!! *pisk* Jestem niezmiernie zdziwiona faktem, że ktoś jeszcze czyta blogi (w tym mojego) ale widok takiego miłego komentarza sprawił mi ogromną radość! Dziękuję! *serduszko*

      Usuń
  2. Hej,
    bosko, taka decyzja tak nagle i ten błysk u tego kogoś który przybył z białego miasta mam wrażenie że o Reie mu chodzi i trafi do niego...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Żaneta

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    bosko, taka decyzja tak nagle i ten błysk u tego kogoś który przybył z białego miasta mam wrażenie, że o Reie mu chodzi i trafi do niego...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń